Obywatelski projekt uchwały w sprawie ustanowienia trzech pomników przyrody na skwerze przy łuku łączącego ulice T. Kościuszki i H. Sienkiewicza miał zostać poddany pod głosowanie na czwartkowej sesji Rady Miasta. Okazało się jednak, że procedowanie dokumentu opóźni się najpewniej do września. Na poniedziałkowym posiedzeniu komisji gospodarki komunalnej Arek Gębicz, autor inicjatywy, poinformował o piśmie jakie dostał od Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska.

O ile ustanowienie pomnika przyrody jest kompetencją rady miasta, to uchwała wymaga uzgodnienia z RDOŚ. Arek Gębicz, jako autor projektu, wystąpił do dyrektora z prośbą o zajęcie stanowiska w sprawie – w czerwcu po złożeniu projektu w Biurze Rady Miasta. Kiedy przez miesiąc RDOŚ nie zajął stanowiska w sprawie Gębicz przyjął - w oparciu o przepisy ustawy o ochronie przyrody - że RDOŚ wyraził tzw. „milczącą zgodę” na taką inicjatywę.

W ostatniej chwili okazało się jednak, że zdaniem dyrekcji o uzgodnienie wystąpił nieuprawniony podmiot. RDOŚ wskazał, że wniosek powinna sporządzić... Rada Miasta Pruszkowa. Tym samym wniosek nie został rozpatrzony merytorycznie.

Rozgoryczony Arek Gębicz poinformował o takim biegu wydarzeń radnych. Prezes stowarzyszenia "Za Pruszków!" stwierdził, że problemowi mogli zapobiec miejscy prawnicy, którzy opiniowali projekt uchwały. Jego zdaniem powinni oni zwrócić uwagę, że o uzgodnienie powinna wystąpić rada miasta, a nie projektodawca.

Z kolei na następny dzień w Internecie pojawiły się głosy krytyczne wobec samego Gębicza. W debacie nad projektem uchwały pojawiła się opinia, że to on powinien był dopilnować biegu spraw w magistracie.

Ze swojej strony nie zgadzam się ani z Gębiczem, ani z jego krytykami. W sprawie nie zawinił ani projektodawca, ani magistratcy prawnicy. Opóźnienie w procedowaniu uchwały jest skutkiem niezrozumiałej wykładni prawa przyjętej przez urzędników RDOŚ.

Dlaczego? Problem prawny powstał w związku ze stosowaniem przepisu art. 44 ust. 3a prawa ochrony środowiska. Stanowi on, że:

Projekty uchwał, […], wymagają uzgodnienia z właściwym regionalnym dyrektorem ochrony środowiska.

Jak widać przepis ten mówi bardzo wyraźnie o projekcie uchwały, a nie o uchwale. Tymczasem RDOŚ wymaga by o uzgodnienie wystąpiła Rada Miasta Pruszkowa. Przypomnijmy - rada, która nie jest autorem projektu uchwały! Rada miasta jako organ nie posiada nawet inicjatywy uchwałodawczej. Inicjatywa ta przysługuje przewodniczącemu rady, komisji rady, grupie 7 radnych, klubowi radnych lub grupie 300 mieszkańców.

W jaki sposób podmiot nieposiadający inicjatywy uchwałodawczej może być uznany za dysponenta projektu uchwały i występować o uzgodnienie tegoż? Wiedzą to tylko urzędnicy RDOŚ. Naturalne jest, że rada miasta Pruszkowa będzie dysponentem dopiero już podjętej uchwały.

Rozumowanie RDOŚ jest niezrozumiałe jeszcze z jednego powodu. Jeżeli przyjąć, że o uzgodnienie projektu uchwały występuje rada miasta oznacza to, że konieczne jest podjęcie uchwały w sprawie wystąpienia do RDOŚ o uzgodnienie projektu uchwały (sic!). Wszak jedyną formą prawną w jakiej rada miasta zajmuje stanowiska i przedstawia je na zewnątrz jest uchwała. Oznacza to, że postepowanie o ustanowienie pomnika przyrody jest rozbite na dwie sesje. Taka teza nie ma podstaw prawnych i jest bardzo niepraktyczna.

Co teraz? Wedle informacji uzyskanych przez redakcję zpruszkowa.pl stanowisko RDOŚ zaskoczyło także magistrat. W ocenie urzędników nie ma konieczności przyjmowania uchwały o przekazaniu projektu do opiniowania. Urząd ze swojej strony przygotuje oficjalne pismo do dyrekcji. Tym samym sprawa powinna powrócić na kolejnej sesji rady miasta.

Moim zdaniem zabieg ten nie byłby konieczny, gdyby w Pruszkowie istniała kultura bronienia swojego interesu i zwalczania urzędniczej bezmyślności. Projekt mógł zostać zaopiniowany w poniedziałek przez komisję. Wystarczyło stać na stanowisku, że RDOŚ wyraził milczącą zgodę. To, że urzędnicy dyrekcji mają problem z wykładnią prawa nie może wszak oddziaływać ujemnie na pozycję prawną autora projektu. Odpowiednie wyjaśnienia należałoby przesłać wojewodzie. Niestety w Pruszkowie nie ma zwyczaju, by walczyć o interes samorządu.