Uchwała intencyjna nie przeszła w Pruszkowie jednomyślne. Za wyrażeniem sprzeciwu wobec rządowych planów opowiedzieli się na ostatniej sesji radni SPP i KO plus troje niezrzeszonych, przeciwko był klub PiS. Prezydent Paweł Makuch stwierdził zaś, że jako prawnik nie widzi możliwości zajęcia stanowiska, dopóki nie pozna projektu ustawy – a tego wciąż nie ma. Rząd zapowiadał przesłanie go do Sejmu w listopadzie, ale zapewne druga fala pandemii opóźniła te plany.

Trudno spekulować, kiedy kontrowersyjny projekt ujrzy światło dzienne, ale już dziś można zastanowić się nad konsekwencjami wprowadzenia go w życie. Prawda jest taka, że mocnych argumentów przeciwko rządowemu pomysłowi jest wiele.

1. Przedstawiciele rządu argumentują, że podział Mazowsza zwiększy dopływ unijnych środków do biedniejszych gmin leżących na peryferiach obecnego województwa. Ten argument nie znajdzie potwierdzenia w rzeczywistości. Rozdział pieniędzy na nową perspektywę finansową Unii Europejskiej 2021–2027 jest już ustalony. Nasz region nie dostanie ani eurocenta więcej! Zresztą obecne województwo mazowieckie od 2018 r. podzielone jest na dwie jednostki statystyczne NUTS 2, na które wylicza się unijne dotacje: warszawski stołeczny oraz Mazowsze regionalne. Jeden NUTS 2 jest lepiej rozwinięty, drugi słabiej. Z perspektywy UE Mazowsze już dziś składa się z dwóch różniących się istotnie poziomem zamożności obszarów wsparcia. Dodatkowy podział administracyjny niczego tu nie zmieni.

2. W obecnym budżecie woj. mazowieckiego udziały w podatku CIT, płaconym przez podmioty gospodarcze, są podstawowym źródłem dochodów. Ale aż 87 proc. tych dochodów generuje Warszawa (79 proc.) i podwarszawskie powiaty (8,7 proc.). Mazowsze regionalne – zaledwie 13 proc. W Warszawie ulokowanych jest ponad 53 proc. firm, zarówno krajowych, jak i zagranicznych, spośród wszystkich działających na Mazowszu, a 22 proc. w powiatach sąsiadujących z Warszawą. Efektem podziału administracyjnego byłoby więc bardzo bogate woj. warszawskie i niezwykle biedna reszta regionu. Z czego miałaby finansować swój rozwój, skoro od Unii Europejskiej nie dostanie w latach 2021–2027 więcej pieniędzy, aniżeli te, które wynikają z istniejących już podziałów statystycznych?

3. Odpowiedzi na powyższe pytanie można próbować poszukać w środkach krajowych, zwłaszcza w tzw. podatku janosikowym, płaconym przez najbogatsze samorządy na rzecz najbiedniejszych. Tyle że janosikowe odprowadzane przez superbogate woj. warszawskie byłoby dzielone na 16 pozostałych województw. Ile z tej kwoty dostałoby regionalne Mazowsze ze stolicą na przykład w Radomiu? Tylko niewielką część.

4. Podział Mazowsza wywołałby poważne perturbacje transportowe. Dziś transport kolejowy na terenie województwa zapewnia spółka Koleje Mazowieckie podlegająca marszałkowi. Pociągi dojeżdżają do granic regionu i kończą bieg zazwyczaj na pierwszych stacjach węzłowych w sąsiednich województwach. Po reformie administracyjnej dojechałyby tylko do granic małego woj. warszawskiego. Dlaczego nie można by zostawić ich w obecnym przebiegu? Dlatego, że każda jednostka samorządowa realizuje usługi transportowe na własnym terenie, a w szerszym zakresie tylko na podstawie umów z sąsiednimi samorządami. Przewozy na terenie tzw. Mazowsza regionalnego musiałyby być finansowane przez władze nowej jednostki. Ale z czego, skoro byłby to jeden z najbiedniejszych regionów w Polsce? Z perspektywy Pruszkowa można więc wyobrazić sobie realną sytuację, że wszystkie pociągi Kolei Mazowieckich, które dziś docierają do Skierniewic, kończą bieg w Grodzisku Mazowieckim, ewentualnie w Żyrardowie. A jak ktoś potrzebuje jechać dalej, niech szuka sobie autobusu albo bierze taksówkę.

5. Oczywistym argumentem przeciwko podziałowi jest podwojenie administracji. Funkcjonowałby urząd marszałkowski woj. warszawskiego i równolegle urząd marszałkowski Mazowsza regionalnego. Oczywiście, z perspektywy rządu, dwa razy więcej stołków do obsadzenia może wydawać się atrakcyjne. Można też śmiało założyć, że istniałyby dwa odrębne urzędy wojewódzkie – a tam pracę znajdują wyłącznie zaufani ludzie desygnowani przez partię, która w danym momencie sprawuje władzę w kraju.

6. Wiele mazowieckich samorządów podejmuje dziś bardzo podobne w brzmieniu uchwały przeciwko podziałowi regionu. – Wyrywanie Warszawy z Mazowsza jest wyrywaniem serca historycznego tego regionu – mówił niedawno Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy i szef stowarzyszenia Metropolia Warszawska, tworzonego przez gminy aglomeracji warszawskiej. – Najważniejszą konsekwencją dla takiego podziału jest zbudowanie dwóch ułomnych województw. Jednego, które będzie pozbawione możliwości utrzymania swojej infrastruktury. Drugiego – centralnego – dociążonego dodatkowymi opłatami z tzw. janosikowego. Oburzające i skandaliczne jest również to, że kolejny raz dzieje się to bez uwzględnienia głosu mieszkańców.

7. A co o pomyśle sądzą mieszkańcy? Z badania przeprowadzonego przez agencję SW Research dla „Rzeczpospolitej” w sierpniu 2020 roku wynika, że 56,6 proc. ankietowanych jest przeciwnych dzieleniu województwa mazowieckiego. Tylko 17 proc. jest za. Porównywalne wyniki przyniósł sondaż Kantar dla „Gazety Wyborczej” – 61 proc. ankietowanych uważa pomysł rządu za zły. Za podziałem opowiada się 22 proc. badanych, a 17 proc. nie ma zdania.

Co w praktyce dla mieszkańców Pruszkowa oznaczałby podział Mazowsza, poza kłopotami z dojazdami koleją do pracy w przeciwnym kierunku, niż Warszawa? Tak naprawdę, nic. Miasto rozwijałoby się w dotychczasowym tempie. Czy więc przyjmowanie uchwały przez naszych radnych miało sens? Moim zdaniem – tak, bo mądry samorząd patrzy również na interesy innych jednostek samorządowych i próbuje chronić je przed szkodliwymi decyzjami podejmowanymi raczej z politycznych, a nie pragmatycznych, przesłanek.

W debatach publicznych czasem padają argumenty, że po podziale Mazowsza gminy spod Warszawy zyskają lepszą możliwość integracji i budowy wspólnego systemu transportu zbiorowego. Owszem, ale to samo można osiągnąć innym sposobem, bez demolowania wypracowanych już rozwiązań. Wystarczy przygotować i przyjąć ustawę o utworzeniu metropolii warszawskiej, na wzór tej funkcjonującej dziś na Śląsku. Metropolia przejęłaby od tworzących ją gmin obowiązki w zakresie planowania i zamawiania międzygminnych połączeń autobusowych, stworzyła wspólną taryfę biletową, zbudowała jednolity system dystrybucji biletów jednorazowych i okresowych. Realizowałaby też zadania związane z polityką rozwojową, zagospodarowaniem przestrzennym, drogami. Na Śląsk z zazdrością patrzą dziś samorządowcy z wielu miast w Polsce. W Senacie przygotowany został niedawno projekt ustawy powołującej do życia drugą metropolię – na Pomorzu, z Gdańskiem jako stolicą. Ale ponieważ jej autorami są senatorowie Koalicji Obywatelskiej, będący w rękach PiS Sejm zapewne nieprędko się nad nim pochyli.

Argumentów przeciwko forsowanemu przez rząd podziałowi Mazowsza jest tak wiele, że projekt ustawy, jeśli w ogóle powstanie, powinien jak najszybciej trafić do kosza. Kontrargumentów zaś tak mało, że pojawiające się regularnie złośliwe komentarze, że rządowi w całej awanturze chodzi przede wszystkim o wysadzenie z fotela wieloletniego peeselowskiego marszałka Adama Struzika, brzmią tu niestety bardzo sensownie.