Po opublikowaniu przez nas korespondencji starosty i prezydenta Pruszkowa pojawiła się szansa, że obaj dojdą w końcu do porozumienia

Przed dwoma tygodniami opisaliśmy treść korespondencji – której kopię otrzymaliśmy – prowadzonej między prezydentem Pruszkowa Piotrem Bąkiem a starostą Adrianem Ejssymontem. Od półtora roku obaj samorządowcy próbują ustalić zasady współpracy przy organizacji transportu zbiorowego.
Konkretnie chodzi o to, czy Pruszków, który nie jest członkiem związku powiatowo-gminnego Grodziskie Przewozy Autobusowe (GPA), powinien – i w jakiej wysokości – partycypować w kosztach funkcjonowania linii GPA, z których mieszkańcy Pruszkowa chętnie korzystają. Kluczowym przykładem jest linia 62 do Piastowa i Janek, która przy okazji łączy Malichy z centrum miasta i osiedlem Staszica, uzupełniając rzadko kursującą miejską linię nr 5.
Dotychczasowe próby wypracowania porozumienia kończyły się niepowodzeniem. Starosta Adrian Ejssymont (zarazem wiceprezes GPA) ostrzegł Piotra Bąka, że linie GPA mogą zostać zlikwidowane, jeśli Pruszków nie będzie partycypował w ich finansowaniu, jednak na propozycję przekazania powiatowi 428 tys. zł, złożoną przez Bąka, ostatecznie nie odpowiedział. W lipcu ubiegłego roku rozmowy utknęły w martwym punkcie.
Problem powrócił za sprawą artykułów opublikowanych na portalu zpruszkowa.pl, w których podkreślaliśmy, że oba samorządy – zamiast współpracować – prowadzą coś na kształt „zimnej wojny”, której ofiarami mogą paść pasażerowie. Zwróciliśmy również uwagę na brak zaangażowania Pruszkowa w rozwój międzygminnej komunikacji autobusowej funkcjonującej pod szyldem GPA.
Dopiero publiczna krytyka skłoniła zarówno starostę, jak i prezydenta, do wznowienia rozmów. Sprawy nabrały wręcz zawrotnego tempa – starosta Adrian Ejssymont zadeklarował, że porozumienie – to którego nie udało się wypracować przez półtora roku – mogłoby zostać podpisane już w najbliższych dniach.
Komisja rady powiatu: dokumenty są przygotowywane
Problemowi transportu zbiorowego poświęcone zostało w czwartek, 16 kwietnia, posiedzenie Komisji Inwestycji i Ochrony Środowiska Rady Powiatu Pruszkowskiego. Choć był to jeden z siedmiu punktów porządku obrad, zajął około dwóch godzin, czyli połowę czasu. To właśnie wtedy radny Konrad Sipiera – który również pozyskał kopię korespondencji prowadzonej między starostą a prezydentem – skomentował ją, określając jej poziom jako bardzo niski.
– Wygląda na to, że nie są państwo w stanie porozumieć się w żadnej sprawie. Jako radny powiatu pruszkowskiego jestem tym głęboko zaniepokojony. Nie widzę bowiem w budżecie powiatu środków, które pan prezydent zadeklarował przekazać powiatowi, w wysokości 428 tysięcy złotych. Pytam więc: gdzie są te pieniądze, panie starosto? Dlaczego rada nie została poinformowana i dlaczego środki te nie zostały wprowadzone do budżetu? – pytał.
Starosta odpowiedział, że działania w tym kierunku już podjęto. – Przygotowaliśmy pismo wraz z projektem porozumienia (z miastem – przyp. red.). Nie możemy jednak podpisać porozumienia do momentu podjęcia odpowiedniej uchwały przez Radę Miasta Pruszkowa. Z informacji, które posiadam na dziś, wynika, że projekt takiej uchwały jest w trakcie przygotowywania i ma zostać przedstawiony radzie. Jednocześnie mogę zadeklarować, że jeszcze w tym tygodniu prześlemy draft porozumienia. Jeśli będzie taka potrzeba, możemy przekazać go nawet wcześniej, aby umożliwić sprawne procedowanie uchwały. Jesteśmy otwarci na wszelkie uwagi i poprawki z państwa strony. Po podjęciu uchwały przez miasto niezwłocznie przystąpimy do realizacji porozumienia – mówił Adrian Ejssymont, zwracając się do Moniki Golędzinowskiej, kierownik Biura Zamówień Publicznych Urzędu Miasta Pruszkowa (ten wydział nadzoruje transport publiczny na poziomie miasta), która była gościem komisji i reprezentowała prezydenta Pruszkowa.
– Panie starosto, wspomina pan o gotowym projekcie porozumienia czy umowy. My takiego dokumentu od pana nie otrzymaliśmy, dlatego obecnie przygotowujemy go we własnym zakresie. Jest na etapie procedowania i został przekazany do analizy prawnej – odpowiedziała Golędzinowska, która przez blisko dwie godziny polemizowała ze starostą, przytaczając niezrealizowane do tej pory ustalenia.
Jak widać, tempo prac przyspieszyło tak bardzo, że draft porozumienia powiat i miasto przygotowują... niezależnie od siebie. Nawet się o tym nie informując.
Podczas posiedzenia komisji nie brakowało zgrzytów. Jednym z nich okazało się doprecyzowanie, za co tak naprawdę miasto miałoby płacić powiatowi: za przejazdy linii 62 przez Pruszków czy za fakt, że od 1 kwietnia na liniach GPA na terenie miasta honorowana jest Karta Mieszkańca Pruszkowa.
– Panie starosto, to nie będzie standardowe porozumienie dotyczące rozliczenia za wozokilometr, jak w przypadku innych gmin. Mówimy o finansowaniu związanym z honorowaniem Pruszkowskiej Karty Mieszkańca. Chodzi o to, że deklaracja pana prezydenta dotycząca 428 tys. zł była uzależniona od wprowadzenia bezpłatnych przejazdów dla posiadaczy karty mieszkańca. W związku z tym umowa musi dotyczyć właśnie tego mechanizmu: finansowania ulg, a nie standardowego rozliczenia za przewozy – tłumaczyła Golędzinowska.
Starosta nie krył zaskoczenia. – Mogę państwu wskazać konkretne spotkania, w których uczestniczyli wszyscy włodarze z terenu powiatu pruszkowskiego i podczas których padły jasne deklaracje. Kwota 428 tysięcy złotych nie jest przypadkowa, wynika bezpośrednio z kosztu funkcjonowania linii 62. Taka właśnie kalkulacja została przekazana miastu Pruszków. Jako pierwsza deklarację wsparcia złożyła publicznie pani wiceprezydent Dorota Kossakowska – podczas konwentu gmin wskazała, że miasto może finansować właśnie tę linię. Następnie odbyło się kolejne spotkanie, w którym uczestniczyli m.in. wiceprezydent Michał Landowski oraz Piotr Bąk, i również wtedy padły deklaracje, że linia 62 powinna być finansowana – odpowiedział Adrian Ejssymont. – Cały czas pojawiają się nowe warunki i to jest zasadniczy problem. Dlaczego wciąż jesteśmy w tym samym punkcie? Dlaczego nadal nie ma uchwały Rady Miasta Pruszkowa? Z naszej strony działania zostały już podjęte. Zrobiliśmy to z myślą o mieszkańcach i uważamy, że było to dobre rozwiązanie. Tymczasem dziś słyszę, że mieliby państwo finansować bezpłatne przejazdy na podstawie Karty Mieszkańca. Chcę jasno powiedzieć: my tego od państwa nie oczekujemy. To była nasza decyzja i nasze działanie na rzecz mieszkańców. Podkreślam: kwota 428 tys. zł wynika bezpośrednio z kosztu funkcjonowania linii 62.
Ostatecznie obie strony uzgodniły (a przynajmniej tak się wydaje), że kwota wynika z kosztów linii 62, ale jej przekazanie jest warunkowane honorowaniem Karty Mieszkańca. Wygląda więc na to, że jeśli starosta i prezydent w końcu ustalili, co każdy z nich miał na myśli, porozumienie może zostać parafowane w najbliższych dniach. W kolejnym kroku prezydent Bąk przygotuje projekt uchwały w sprawie zabezpieczenia w budżecie miasta 428 tys. zł i przekaże miejskim radnym. Przegłosowanie uchwały na sesji rady miasta będzie warunkiem ostatecznego podpisania porozumienia, kończącego zadziwiający spór dwóch polityków Koalicji Obywatelskiej.
Czy Pruszków powinien był przystąpić do GPA?
Ten wątek również pojawił się podczas posiedzenia komisji. Przypomnijmy, to była jedna z kluczowych obietnic wyborczych Piotra Bąka. Po wyborach prezydent się z niej wycofał, argumentując, że po pierwsze – po przystąpieniu do związku miasto straciłoby bezpośredni wpływ na komunikację miejską, a po drugie – linie miejskie nie mogą korzystać z dotacji z rządowego Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych (FRPA), więc przekazywanie ich do GPA, których funkcjonowanie opiera się właśnie na tych dotacjach, nie miałoby finansowego sensu.
Monika Golędzinowska tłumaczyła, że miejskie linie, takie jak nr 1, musiałyby zostać sztucznie wydłużone do innej gminy, aby możliwe było pozyskiwanie dotacji. – Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mieszkańcy Pruszkowa, chcąc dostać się z osiedla Staszica do stacji PKP, mieliby korzystać z linii, która nie zapewnia odpowiedniej punktualności i wygody. Dla mnie jakość i niezawodność połączeń międzygminnych budzą poważne wątpliwości. Wydłużanie tras wyłącznie po to, aby współfinansować transport z FRPA, nie jest właściwym rozwiązaniem. Miasto Pruszków jak najbardziej popiera rozwój GPA. Trzeba jednak pamiętać, że to do naszego miasta kieruje się ruch mieszkańców z całego powiatu, ale jednocześnie nasi mieszkańcy potrzebują sprawnie poruszać się w granicach administracyjnych miasta – mówiła.
Adrian Ejssymont ma inne zdanie: – Można tworzyć nowe połączenia, odpowiednio zaplanowane i skoordynowane. Nie chodzi o sztuczne wydłużanie tras, lecz o racjonalną reorganizację systemu transportu. Przy właściwym podejściu można stworzyć dodatkową, rozszerzoną ofertę komunikacyjną dla mieszkańców, umożliwiając im wygodny dojazd z różnych części regionu. Jedno nie wyklucza drugiego. Kluczowe jest odpowiednie zaplanowanie i wspólna praca nad rozwiązaniami. Uważam, że w tym zakresie możliwe było znalezienie kompromisu. Można funkcjonować w modelu mieszanym – utrzymywać komunikację miejską w pewnym zakresie, a jednocześnie korzystać z rozwiązań oferowanych w ramach GPA, jak robi to wiele gmin. Pozwala to zarówno ograniczyć koszty, jak i zwiększyć częstotliwość kursów oraz dostępność połączeń.
Jego zdaniem przystąpienie Pruszkowa do GPA mogłoby dać miastu ogromne oszczędności. Od 1 lipca koszt wozokilometra na liniach miejskich (organizowanych przez miasto) wyniesie około 10,50 zł, podczas gdy na liniach GPA jest on niemal o połowę niższy (nieco ponad 6 zł), a po uwzględnieniu dofinansowania z FRPA – dla gmin członkowskich – spada do około jednej trzeciej tego, co będzie płacił Pruszków. – Różnice w poziomie dofinansowania są znaczące, a przecież z punktu widzenia budżetu gminy czy powiatu kluczowe jest racjonalne gospodarowanie środkami publicznymi. Nie powinniśmy więc mówić, że się nie da. Warto też podkreślić, że linie funkcjonujące na naszym terenie – w każdej z gmin – korzystają z dofinansowania.
Ta część dyskusji miała jednak czysto teoretyczny charakter. Urząd Miasta Pruszkowa bowiem samodzielnie ogłosił przetarg i już podpisał umowę z konsorcjum spółek PKS z Gostynina i Skierniewic na obsługę linii miejskich od 1 lipca 2026 r. W tej sytuacji przystępowanie Pruszkowa do GPA w najbliższych latach staje się bezzasadne.
Starosta nie odpowiada na pytania prasowe
Ostatnie tygodnie nie były politycznie łatwe dla pruszkowskiego starosty, który mierzył się z płynącymi z Urzędu Miasta Pruszkowa, ale także od pruszkowskich radnych, zarzutami o brak współpracy. Nie usprawiedliwia to jednak strategii, jaką przyjął w kontaktach z mediami. Już trzy serie pytań, jakie otrzymał od redakcji zpruszkowa.pl, Adrian Ejssymont pozostawił bez odpowiedzi.
27 lutego br. pisemnie zwróciliśmy się do starosty z prośbą o ustosunkowanie się do wypowiedzi przewodniczącego Rady Miasta Pruszkowa Karola Chlebińskiego oraz wiceprezydenta Michała Landowskiego, którzy podczas posiedzenia Komisji Gospodarki Komunalnej Rady Miasta Pruszkowa oskarżali powiat o brak chęci współfinansowania połączeń kolejowych do Warszawy oraz linii autobusowej 817.
23 marca przesłaliśmy staroście pytania związane z inicjatywą mieszkańców Nadarzyna, którzy domagają się m.in. honorowania na linii GPA 63 Karty Nadarzyniaka w kursach z Nadarzyna do Warszawy. Argumentują, że skoro Pruszków za honorowanie swojej karty na liniach GPA nie płaci, nie widzą powodu, by znajdować się w gorszej sytuacji.
Z kolei 9 kwietnia, zaraz po opublikowaniu przez nas korespondencji pomiędzy starostą a prezydentem Pruszkowa, wysłaliśmy Adrianowi Ejssymontowi pytania dotyczące niektórych – niepokojących dla mieszkańców – treści w niej zawartych, w tym ostrzeżenia o możliwej likwidacji linii GPA. „Czy podtrzymuje Pan dziś to ostrzeżenie wystosowane do prezydenta Bąka? Czy likwidacja linii GPA na terenie Pruszkowa, o której Pan napisał, będzie oznaczać jednoczesne wystąpienie Powiatu Pruszkowskiego ze związku GPA (likwidacja tylu linii oznaczałaby przecież utratę sensu członkostwa powiatu w GPA)?”.
Na żaden z powyższych maili nie otrzymaliśmy odpowiedzi, choć wielokrotnie się upominaliśmy.
Starosta ma obowiązek udzielania informacji prasie, wynika to z ustawy Prawo prasowe. Powinien to czynić „bez zbędnej zwłoki”. Urząd Miasta Pruszkowa oraz inne okoliczne urzędy, do których kierujemy pytania, odpowiadają najczęściej w ciągu 7 dni (tak jest zwyczajowo przyjęte w całej Polsce), a pruszkowscy radni potrafią przygotować – często rozbudowane – odpowiedzi nawet w ciągu kilkunastu godzin.
Na tym tle milczenie starosty trudno uznać za przypadek czy przeoczenie – wygląda raczej na świadomie przyjętą strategię unikania odpowiedzi w niewygodnych sprawach. Problem w tym, że w relacjach z mediami chodzi o przejrzystość działania władzy publicznej. Brak odpowiedzi nie zamyka tematu – przeciwnie, rodzi kolejne pytania i może podważać zaufanie do instytucji, która powinna działać w imieniu mieszkańców.



.jpg?key=thumbnail-jpg)