Radni z Komisji Oświaty wymusili na władzach Pruszkowazrównanie dodatków dla nauczycieli – od wielu miesięcy było to kością niezgodyw negocjacjach urzędu miasta z pracownikami oświaty.

Na czwartkowym posiedzeniu Komisji Oświaty, Kultury iSportu radni opiniowali projekt nowego regulaminu wynagradzania nauczycieli. 1września ubiegłego roku zmienił się art. 30 ust. 6 Karty Nauczyciela,określający wysokość dodatków do wynagrodzenia oraz szczegółowe warunki ichprzyznawania. Nauczycielowi, któremu powierzono sprawowanie funkcji wychowawcyklasy, przysługuje dodatek funkcyjny, a jego minimalna wysokość to 300 zł.Urząd Miasta Pruszkowa nowy regulamin przygotował już dawno i miał on zostaćprzyjęty na sesji rady miasta w listopadzie, ale… w ostatniej chwili zostałwycofany spod głosowania, gdyż mógł być obarczony wadą prawną: zostałskonsultowany, a nie uzgodniony z organizacjami związkowymi. Istniałozagrożenie, że zostanie uchylony przez nadzór prawny wojewody. Pisał o tym naportalu zpruszkowa.pl Jakub Dorosz. Spór toczył się też o wysokość dodatku zawychowawstwo w przedszkolach, od wielu lat wynosi on tylko 122 zł brutto.

W omawianym w czwartek kolejnym projekcie regulaminu dodatek za wychowawstwo w szkołach ustalono na 310 zł (a więc 10 zł powyżej ustawowego minimum), a w przedszkolach na 250 zł. Wywołało to oburzenie części radnych. Eliza Kurzela dopytywała, skąd ta różnica. – Kwota została zaproponowana przez prezydenta Pruszkowa. Zgodziły się na nią wszystkie związki zawodowe i dyrektorzy – odpowiedziała naczelnik Wydziału Edukacji Aneta Rosłoń-Nowak. – Ja stoję na stanowisku, żeby te kwoty były równe – nie ustępowała Kurzela. Rosłoń-Nowak: – Pan prezydent podczas spotkania ze związkami obiecał, że będzie dążył do wyrównania dodatków za wychowawstwo dla nauczycieli szkolnych i przedszkolnych w miarę możliwości finansowych budżetu – mówiła. Spotkało się to z ripostą przewodniczącej komisji Małgorzaty Widery (KO): – Ale nie umiał doprecyzować kiedy i wspominał nawet o jedenastu latach. Pamiętam to jak dziś!

Postulat zrównania dodatków poparł radny Kazimierz Mazur (PiS), choć podkreślał, że jego realizacja powinna uwzględniać możliwości budżetu miasta i dopóki nie poznamy precyzyjnych kosztów oraz nie usłyszymy zapewnienia, że są na to pieniądze, dopóty należy wstrzymać się z podjęciem decyzji.

Eliza Kurzela (radna niezależna) zgłosiła jednakwniosek formalny, aby wyrównanie wpisać do projektu – i został onprzegłosowany, a potem radni pozytywnie zaopiniowali cały regulamin w nowymbrzmieniu. Jaki będzie tego skutek? Projekt powinien teraz zostać ponownieuzgodniony ze związkami zawodowymi, bo zmieniły się liczby – nie będzie z tymproblemu, nie wiadomo jednak, czy Wydział Edukacji wyrobi się do najbliższejsesji rady miasta, zaplanowanej na czwartek 30 stycznia. Jeśli nie zdąży,regulamin głosowany będzie dopiero na sesji lutowej i wejdzie w życie zopóźnieniem. Oznaczałoby to, że wychowawcy przedszkolni dostaną po kieszeni, boo ile ich odpowiednicy w szkołach dostają już 300-złotowe dodatki (takieminimum wynika z ustawy), oni wciąż inkasują co miesiąc jedynie 122 zł z tegotytułu.

Poproszona o komentarz dla portalu zpruszkowa.pl na temat decyzji radnych wiceprezydent Pruszkowa Beata Czyżewska powiedziała: – Jesteśmy jak najbardziej za tym, żeby wyrównywać wysokość dodatków, rozumiemy oczekiwania nauczycieli, musimy jednak racjonalizować wydatki i dzielić je między poszczególne paragrafy. Budżet ma określone struktury i jeżeli radni nie chcą nam wskazać źródła sfinansowania różnicy w wydatkach na oświatę, będzie musiała to zrobić pani skarbnik.

W praktyce jest bowiem tak, że na każdy nowy wydatektrzeba znaleźć pieniądze – żeby dać więcej nauczycielom, należy ściąć wydatki winnym miejscu budżetu, na przykład zrezygnować z mniej ważnej inwestycji.Wychowawcy przedszkolni mogą jednak czuć się wygrani – podwyżki dodatku w końcusię doczekają.

Część radnych komentowała nawet, że mimo zmianwysokość wynagrodzeń w oświacie i tak daleka będzie od oczekiwań. – Dodatek za tak ciężką i odpowiedzialną pracępowinien wynosić tysiąc złotych, a nie trzysta – mówił na komisji JacekRybczyński (SPP).

Emocji na czwartkowej komisji nie brakowało. Radni analizowali też sytuację w Szkole Podstawowej nr 2 (niedawno robili to członkowie Komisji Rewizyjnej, teraz sprawą zajęła się Komisja Oświaty). Po tym, jak dyrektor Marek Śrębowaty poszedł na roczny urlop na podratowanie zdrowia (to przywilej gwarantowany przez Kartę Nauczyciela), ster rządów w szkole we wrześniu 2019 roku przejęła jego zastępczyni Katarzyna Jutkiewicz i sytuacja w placówce zrobiła się napięta. Radna Małgorzata Widera zasypała ją gradem szczegółowych pytań – o sytuację lokalową, warunki w sali gimnastycznej, liczbę dzieci na świetlicy, godziny zajęć zwykłych i dodatkowych, ale także o politykę finansową. Wtórował jej radny Karol Chlebiński (SPP), zaniepokojony wykonaniem planów dochodów w ubiegłym roku tylko na poziomie 64 proc. Szkoła zarabia bowiem na wynajmowaniu pomieszczeń prywatnym placówkom prowadzącym zajęcia dodatkowe.

Katarzyna Jutkiewicz na część pytań nie odpowiedziała.– Proszę nie pytać mnie o sprawy finansowe. Jestem cztery miesiące nastanowisku, zastępuję pana dyrektora Śrębowatego, mam prawo się wdrażać iuczyć, nie będę udawała że wszystko wiem. Finansami szkół w Pruszkowie zajmujesię centrum usług wspólnych, to zdejmuje ze mnie obowiązek szczegółowejznajomości wszystkich spraw – mówiła. – Ale odpowiada pani za finanse publicznepełniąc funkcję dyrektora i to jest bardzo ważne – dziwiła się MałgorzataWidera. – Przyjmuję te uwagi i oczywiście postaram się lepiej przygotować nakolejne spotkanie – odpowiedziała jej Jutkiewicz.

– A co pani sądzi o lodowisku? Czy w przyszłym rokubędziecie walczyć, żeby jak w poprzednich latach było ono przy szkole? –zaskoczyła pytaniem radna Eliza Kurzela. W tym sezonie, jak wiemy, miastouruchomiło powszechnie krytykowaną plastikową ślizgawkę na dachu centrumhandlowego. – Czy pani była przeciwna zrobieniu lodowiska na terenie szkoły? –zapytała wprost Małgorzata Widera. – Ja jestem zawsze za, jak ktoś zaproponujecoś fajnego – odparła dyplomatycznie Jutkiewicz.

Poruszona została też kwestia wynagrodzenia dlanauczycieli za okres strajku wiosną zeszłego roku. Niewypłacone pieniądzezostały przelane na konta szkół, władze Pruszkowa dały dyrektorom wolną rękę,jak je rozdysponować, ale ci przez wiele miesięcy nie wiedzieli, jak podejść doproblemu, żeby nie narazić się na zarzut złamania prawa. W SP 2 KatarzynaJutkiewicz zdecydowała, że wypłaci pieniądze tym, co strajkowali, w takiejwysokości, żeby zrekompensować utracone dochody. Przyjęła formułę nagród, by wmaksymalnym stopniu sprostać przepisom. – Kierowałam się informacjami z centrumusług wspólnych, jakie kwoty nauczyciele stracili. Uczciwość nakazywała mitrzymać się tego wykazu. Jak ktoś stracił tysiąc złotych, to dostał tysiąc –powiedziała.

A jak było w innych pruszkowskich szkołach?Wiceprezydent Beata Czyżewska: – O pieniądzach za strajk rozmawialiśmy jużniejednokrotnie. Pieniądze trafiły do szkół, były cały czas w dyspozycjidyrektorów. Miasto, jako organ prowadzący, nie narzucało formuły wypłaty.Centrum usług wspólnych przygotowało szczegółowe zestawienie, ilu nauczycielistrajkowało, w jakich dniach, ilu skorzystało wtedy ze zwolnień lekarskich. Nienarzucaliśmy dyrektorom, czy pieniądze wypłacą wszystkim nauczycielom, czytylko tym, którzy strajkowali – tłumaczyła wiceprezydent.

Ciekawostką była podana przez radną Widerę informacja,że nie doszło do zapowiadanej przez nią wizyty radnych w „dwójce”– miała jązablokować Katarzyna Jutkiewicz żądając podania podstawy prawnej. WiceprezydentCzyżewska tłumaczyła, że aby do takiej wizyty doszło, to nie przewodniczącakomisji oświaty, ale Biuro Rady Miasta powinno wysłać do dyrektora szkoły stosownąinformację wraz z podaniem konkretnych oczekiwań. Podkreślała, że takaprocedura funkcjonowała w poprzedniej kadencji, więc sprawdzi się i teraz. –Zgodnie z uprawnieniami radni mają prawo odwiedzić placówkę szkolną – nieustępowała Widera. Beata Czyżewska: – Ależ nikt nie ogranicza państwakompetencji. Szkoła ma prawo oczekiwać pisemnej informacji, kto, kiedy i po cobędzie chciał ją odwiedzić. Nawet organ nadzoru, jakim jest kuratorium oświaty,ani organ prowadzący, czyli Wydział Edukacji, nie napada na placówkę, tylkoformułuje odpowiednie oczekiwania – tłumaczyła wiceprezydent. Wymiana zdań izarzutów trwała kilka minut, wreszcie przewodnicząca Widera zakończyła jąsłowami: – Wkrótce zostanie to rozwiązane w inny sposób.