To miała być jedna z najważniejszych, wręcz pokazowych inwestycji tej kadencji. Pomysł stworzenia placu miejskiego w kwartale ulic Bolesława Prusa, Niecałej, al. Wojska Polskiego, Sprawiedliwości promował w czasie kampanii wyborczej w 2018 roku ówczesny kandydat na prezydenta Piotr Bąk (KO). Nagrał nawet filmik temu poświęcony. Już po wyborach pomysł podchwycił wiceprezydent Konrad Sipiera (PiS). Sprawa miała zjednoczyć wszystkie ugrupowania w Radzie Miasta Pruszkowa oraz mieszkańców, bo i cel nie budził kontrowersji. Eleganckie miejsce spotkań – z wysmakowaną, małą architekturą, zadbaną zielenią, może z fontanną, z pawilonem gastronomicznym serwującym kawę i ciastka – miało być spełnieniem marzeń mieszkańców o rynku, jakiego brakuje. Nie mamy w Pruszkowie charakterystycznego miejsca, gdzie młodzież umawiałaby się na randki, a starsi na kawę.

Przez całe lata pracownie, mające zaprojektować budynki i miejsca w Pruszkowie, wyłaniano w zwykłych przetargach, w których jednym z kluczowych czynników wyboru wykonawcy była cena. Kto chciał mniej pieniędzy – ten wygrywał. W przypadku placu miejskiego miało być inaczej. Miasto zaprosiło do współpracy Stowarzyszenie Architektów Polskich. Dlaczego? Bo SARP w całym kraju, wspólnie z władzami miast, współorganizuje konkursy na koncepcje prestiżowych przestrzeni i obiektów: głównych placów, deptaków, alej, przedszkoli czy szkół. Cieszą się one dużym prestiżem w branży architektonicznej, przystępują do nich renomowane pracownie, nieobawiające się innowacyjnych, nietuzinkowych rozwiązań. Dzięki temu powstają prawdziwe perełki, nagradzane później w rozmaitych plebiscytach. Tak samo miało być w naszym mieście.

Na zaproszenie SARP do współpracy nie zareagowali entuzjazmem opozycyjni wobec prezydenta Pawła Makucha radni SPP. Z początku ich opór wydawał się zrozumiały: prezydent powołał jury konkursowe złożone z sędziów SARP oraz przedstawicieli urzędu miasta, jednak bez radnych. Spotkało się to z uzasadnioną krytyką. Prezydent zarządzenie poprawił i dokooptował do jury Piotra Bąka (jednego z pomysłodawców pomysłu budowy w Pruszkowie placu miejskiego) oraz Karola Chlebińskiego (przewodniczącego klubu SPP). Zresztą – za ich zgodą. To jednak tylko usztywniło negatywne stanowisko klubów SPP i KO, które zaczęły z kolejnych propozycji nowelizacji budżetu miasta wyrzucać kwotę 100 tys. zł przeznaczoną na konkurs. Za każdym razem wyglądało to tak, że wniosek o skasowanie pieniędzy składał... Chlebiński – bez uzasadnienia – i z automatu popierali go radni SPP i KO.

Kolejną próbę wpisania do tegorocznego budżetu Pruszkowa 100 tys. zł władze Pruszkowa podjęły w ostatnich tygodniach. Jak zaznaczył wiceprezydent Konrad Sipiera, to już ostatnie podejście. W razie fiaska pomysł ostatecznie trafi do kosza. Niestety, tak się stało.

Na sesji w czwartek 31 marca poprawkę usuwającą z projektu noweli budżetu pieniądze na konkurs architektoniczny znów zgłosił Karol Chlebiński. W głosowaniu poparli ją radni SPP: Karol Chlebiński, Krzysztof Biskupski, Józef Osiński, Olgierd Lewan, Mieczysław Maliszewski, Józef Moczuło i Katarzyna Wall; radni KO: Piotr Bąk, Dorota Kossakowska i Małgorzata Widera, a także niezrzeszeni: Edgar Czop (do niedawna w klubie KO, kilkanaście dni temu opuścił klub), Eliza Kurzela i Andrzej Kurzela.

Tuż przed głosowaniem Piotr Bąk powiedział jedynie, że jego niepokój budzi regulamin konkursu, obligujący miasto do podpisania umowy z pracownią – autorem zwycięskiej koncepcji – na przygotowanie finalnego projektu budowlanego. Kosztowałby on 2–2,5 mln zł. Dużo, ale to koszt, jaki należy ponieść za projekt, który po realizacji miałby być dumą miasta. Takie zapisy regulaminu nie są czymś wyjątkowym – to standard w konkursach organizowanych przy współudziale SARP w całym kraju.

Konkursu w Pruszkowie, który miał być dopiero początkiem wieloletniej fazy inwestycyjnej (w tej kadencji konkurs na koncepcję, jego rozstrzygnięcie i początek prac nad projektem wykonawczym, w następnej – realizowanej już być może przez nowe władze miasta – dokończenie projektu, znalezienie źródeł finansowania, przetarg na wykonawstwo, wreszcie budowa), przed wyborami więc już nie będzie. Pomysł stworzenia reprezentacyjnego placu miejskiego w Pruszkowie powraca do sfery marzeń.

Decyzja radnych SPP i KO budzi tym większe zdumienie, że w całej Polsce miasta inwestują w rozwój przyjaznych dla mieszkańców przestrzeni. Wystarczy wejść na stronę SARP (www.sarp.pl, zakładka Konkursy), aby przekonać się, jak bardzo nasz kraj się zmienia. Wśród rozpisanych bądź rozstrzygniętych w ostatnim czasie konkursów są choćby: koncepcja rewitalizacji centrum Myszkowa, koncepcja Centrum Kultury oraz Centrum Usług Społecznych w Siemianicach w gminie Słupsk, koncepcja Promenady Nadmorskiej w Ustce, koncepcja placu Józefa Kossaka w Krakowie, koncepcja woonerfu we Włocławku. Konkurs przy współpracy z SARP swego czasu rozpisała nawet gmina Michałowice koło Pruszkowa – na koncepcję i projekt przedszkola.

Pruszków do projektów architektonicznych szczęścia nigdy nie miał i wciąż nie ma. Jednymi z najładniejszych budynków w naszym mieście do dziś są te, które powstały sto lat temu i jeszcze dawniej – dworzec PKP czy Pałacyk „Sokoła”.

Komentarz autora:

Jednym z wykwitów architektonicznych w Pruszkowie jest wybudowany w ubiegłej kadencji gmach Centrum Dziedzictwa Kulturowego (CDK), nominowany w 2018 roku do ogólnopolskiego plebiscytu „Makabryła” jako jeden z najbrzydszych budynków w Polsce. Nie wygrał, ale brakowało niewiele. Sztandarową w tamtym czasie inwestycję zrealizowała ekipa SPP z prezydentem Janem Starzyńskim. Z nieudanej inwestycji można było wyciągnąć wnioski. Duży, ogólnopolski konkurs architektoniczny na plac miejski, mógł być tego dowodem. Zablokowali go… radni SPP, ci sami, którzy wspierali swymi głosami budowę CDK.

W pruszkowskiej radzie miasta regularnie jesteśmy świadkami tego, jak polityka wygrywa ze zdrowym rozsądkiem. Radni SPP i KO dają temu wyraz na niemal każdej sesji, głosując nierzadko nawet przeciwko uchwałom, które sami wcześniej przegłosowali. Wydaje się, że najbardziej znana dewiza prof. Władysława Bartoszewskiego: „Warto być przyzwoitym” stała się dla tych ugrupowań pustym sloganem.