Logo facebook - Ikona Logo instagram - Ikona Logo youtube - Ikona Logo spotify - Ikona
zpruszkowa.pl logo

Piotr Bąk obiecał staroście 428 tys. zł, przekaże tylko 321 tys. Czy spór dwóch polityków KO dobiegnie kiedyś końca?

Sławomir BUKOWSKI
W historii konfliktu pomiędzy starostą Ejssymontem a prezydentem Bąkiem było już tyle zwrotów akcji, że dziś mało kto orientuje się, o co właściwie obu samorządowcom chodzi. Nawet wysokość rozliczeń między miastem a powiatem jest trudna do zrozumienia. Jedno wydaje się pewne: obaj politycy – z tej samej partii! – nie potrafią ze sobą negocjować.
Dotacje
Ilustracja: Dotacje

Kiedy w 2024 roku Piotr Bąk (Koalicja Obywatelska) został prezydentem Pruszkowa, a Adrian Ejssymont (Koalicja Obywatelska) objął stanowisko starosty powiatu pruszkowskiego, wielu mieszkańców było przekonanych, że oto nadarza się wyjątkowa okazja, by rozwiązać problemy od lat czekające na finał. Polityków tej samej partii łączy przecież nie tylko podobne spojrzenie na kwestie programowe, lecz i codzienna współpraca wynikająca z faktu, że byli – i są – kolegami.

Mówiąc obrazowo – gdy trzeba ustawić na chodniku kosz na śmieci, Adrian dzwoni do Piotra i po sprawie. Gdy na powiatowej drodze zapada się studzienka – Piotr telefonuje do Adriana i problem znika. Podobnie w bardziej złożonych sprawach, dotyczących inwestycji, ochrony środowiska czy transportu publicznego. W teorii samorządowcy z jednego politycznego środowiska potrafią działać sprawnie i skutecznie. Podkreślamy: w teorii.

A tak wygląda to w Pruszkowie

Wróćmy do pruszkowskich realiów – i do współpracy przy organizacji transportu zbiorowego. Na początek kilka słów wyjaśnienia. Dotychczas, przez lata, niezależnie od tego, jakie ekipy rządziły miastem i powiatem, miasto finansowało własne linie autobusowe. Jeśli trasy wykraczały poza granice Pruszkowa i obejmowały sąsiednie gminy, od ich władz oczekiwano dokładania się do połączeń. Zasada wzajemności nie funkcjonowała – do Pruszkowa wjeżdżały autobusy uruchamiane przez sąsiadów, ale władze miasta nie chciały partycypować w kosztach, mimo że z połączeń korzystali również mieszkańcy Pruszkowa.

Miasto wydatków transportowych ma więcej – współfinansuje połączenia ZTM z Warszawą (linię autobusową dzienną, nocną i SKM). Dopłaca do oferty Wspólny Bilet ZTM-KM-WKD, a swoim mieszkańcom częściowo refunduje bilety okresowe ZTM.

Powiat pruszkowski ani do połączeń ZTM, ani do oferty Wspólny Bilet ZTM-KM-WKD się nie dokłada. Nie wiadomo w sumie, dlaczego.

Sytuacja zmieniła się po przystąpieniu powiatu do związku powiatowo-gminnego Grodziskie Przewozy Autobusowe (GPA). W ramach tego systemu powiat zaczął – wspólnie z innymi gminami – współfinansować międzygminne linie autobusowe. Część z nich wjeżdża także do Pruszkowa. I właśnie w tym miejscu narodził się nowy spór: kto powinien ponosić koszty tych połączeń? Wyłącznie powiat, czy również miasto Pruszków, które członkiem GPA nie jest i za kadencji Piotra Bąka nie zamierza nim być?

Co w takiej sytuacji powinni zrobić dwaj politycy tej samej partii, koledzy? Logika podsuwa taki scenariusz: spotykają się przy kawie i ustalają kierunek działań. Potem wracają do urzędów i powołują zespół zadaniowy powiatowo-gminny, który dopracowuje szczegóły. Powstaje draft porozumienia. Dokument trafia do radnych – i powiatowych, i gminnych – a ci akceptują go w głosowaniach. Na koniec starosta z prezydentem w świetle reflektorów podpisują porozumienie. Sprawa zostaje załatwiona i można udać się do innych zadań.

Wojna e-mailowa

Adrian Ejssymont i Piotr Bąk wybrali inną drogę. Przebieg ich korespondencji – pełnej sprzecznych oczekiwań oraz rozbieżnych interpretacji, albo wręcz wycofywania się z wcześniejszych ustaleń – opisaliśmy w artykule „Jak starosta pruszkowski (z KO) i prezydent Pruszkowa (też z KO) nie potrafią się ze sobą dogadać”.

Przez wiele miesięcy obie strony przerzucały się pismami i e-mailami, a ton korespondencji z upływem czasu się zaostrzał. Tym bardziej jest to zaskakujące, że siedziby starostwa powiatowego i urzędu miasta dzieli kilkanaście minut spaceru.

Atmosferę dodatkowo podgrzali miejscy radni, którzy przyjęli stanowiska uderzające bezpośrednio w starostę Ejssymonta. Z jednego wynika, że powiat realizuje za mało inwestycji na terenie Pruszkowa, z drugiego – że niedostatecznie wywiązuje się z obowiązków dotyczących organizacji transportu publicznego. Choć stanowiska miały wspierać Piotra Bąka, de facto ośmieszały go obnażając nieskuteczność negocjacyjną w rozmowach z partyjnym kolegą.

Interwencja z góry

Emocje eskalowały do tego stopnia, że sprawa stała się tematem rozmów w regionalnych strukturach Koalicji Obywatelskiej. Interweniowała Kamila Gasiuk-Pihowicz, europosłanka, zarazem szefowa lokalnych struktur partii w Pruszkowie. Poprosiła (to delikatne określenie) starostę i prezydenta, by się jednak dogadali. A publicznie zwróciła się do nich słowami: – Mam jedno pytanie do obu stron: po co zostaliście wybrani? Samorządowcy nie są wybierani po to, żeby prowadzić spory. Są wybierani po to, żeby rozwiązywać problemy, nawet trudne, nawet gdy wymagają ustępstw.

Czy panowie posłuchali? Na to pytanie trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi – kolejne wydarzenia sugerują, że jedna strona znów postanowiła drugiej demonstracyjnie zagrać na nosie.

Jeśli nie trzymać się ustaleń, to do samego końca

Ustalenia pomiędzy Adrianem Ejssymontem a Piotrem Bąkiem przewidywały, że miasto będzie współfinansować linię GPA nr 62, przejeżdżającą przez Pruszków od Osiedla Staszica aż do Malich. W zamian GPA miały wprowadzić honorowanie Pruszkowskiej Karty Mieszkańca we wszystkich autobusach GPA w granicach administracyjnych miasta. Roczną dopłatę do funkcjonowania linii 62 oszacowano na 428 tys. zł. GPA swoją część zobowiązań zrealizowały – od 1 kwietnia 2026 roku Pruszkowska Karta Mieszkańca jest honorowana w autobusach przewoźnika.

O tym, że kwota 428 tys. zł to oczekiwana przez powiat wysokość wkładu miasta, starosta mówił 16 kwietnia podczas posiedzenia Komisji Inwestycji i Ochrony Środowiska Rady Powiatu Pruszkowskiego: – Mogę państwu wskazać konkretne spotkania, w których uczestniczyli wszyscy włodarze z terenu powiatu pruszkowskiego i podczas których padły jasne deklaracje. Kwota 428 tysięcy złotych nie jest przypadkowa, wynika bezpośrednio z kosztu funkcjonowania linii 62. Taka właśnie kalkulacja została przekazana miastu Pruszków. Jako pierwsza deklarację wsparcia złożyła publicznie pani wiceprezydent Dorota Kossakowska, podczas konwentu gmin wskazała, że miasto może finansować właśnie tę linię. Następnie odbyło się kolejne spotkanie, w którym uczestniczyli m.in. wiceprezydent Michał Landowski oraz Piotr Bąk, i również wtedy padły deklaracje, że linia 62 powinna być finansowana – mówił Ejssymont.

Gotowość przekazania powiatowi 428 tys. zł potwierdził również Urząd Miasta Pruszkowa – w komunikacie opublikowanym na swojej stronie internetowej.

I właśnie tu pojawia się kolejny zwrot w tej historii. Prezydent Bąk ostatecznie bowiem przygotował projekt uchwały przewidujący wsparcie powiatu kwotą... znacznie niższą od zadeklarowanej. Zapisał w niej 321 tys. zł – czyli o ponad 100 tys. zł mniej. Tę właśnie uchwałę pruszkowscy radni przegłosowali podczas nadzwyczajnej sesji 21 maja.

Zawartość uchwały Rady Miasta Pruszkowa a rzeczywistość

Zapytaliśmy prezydenta Piotra Bąka, dlaczego kwota wsparcia nagle została zmniejszona. Odpowiedział rzecznik miasta Krzysztof Olszewski:

„Piotr Bąk, Prezydent Miasta Pruszkowa, deklarował pomoc finansową w wysokości 428 tys. zł rocznie dla Powiatu Pruszkowskiego na finansowanie publicznego transportu zbiorowego. Deklaracja ta była uzależniona od zapewnienia bezpłatnych przejazdów w granicach administracyjnych Pruszkowa osobom posiadającym Pruszkowską Kartę Mieszkańca (…) Jak poinformował Starosta Pruszkowski, możliwość bezpłatnych przejazdów została wprowadzona od 1 kwietnia br. (…) W związku z powyższym Miasto Pruszków nie może przekazać pełnej deklarowanej kwoty rocznej. Zostanie ona pomniejszona o pierwszy kwartał, w którym oferta bezpłatnych przejazdów jeszcze nie obowiązywała”.

Tyle że nie na to przedstawiciele obu samorządów się umawiali. 428 tys. zł miało pokryć koszty funkcjonowania linii 62, a nie honorowania karty mieszkańca, bo tego kosztu – jak sam starosta tłumaczył – obliczyć się nie da.

To niejedyna wątpliwość związana z uchwałą. W jej uzasadnieniu podano, że powiat wprowadził możliwość bezpłatnych przejazdów dla posiadaczy Pruszkowskiej Karty Mieszkańca na wszystkich liniach komunikacyjnych funkcjonujących w granicach miasta. To nie jest prawda. Rozwiązanie wdrożyły Grodziskie Przewozy Autobusowe – związek powiatowo-gminny, którego powiat pruszkowski jest jednym z wielu członków. A to zasadnicza różnica.

Pytany o tę rozbieżności rzecznik tłumaczy: „Rozmowy w sprawie bezpłatnych przejazdów dla mieszkańców Pruszkowa prowadzone były pomiędzy Miastem Pruszków a Starostwem Powiatowym w Pruszkowie. Wynika to z faktu, że Powiat Pruszkowski – jako jedyna jednostka samorządu terytorialnego z terenu powiatu pruszkowskiego – jest członkiem GPA”.

Ta odpowiedź raczej nie usuwa wątpliwości co rzetelności stwierdzeń zawartych w uzasadnieniu do uchwały.

Zapytaliśmy również, czy zmniejszenie kwoty z 428 tys. do 321 tys. zł zostało uzgodnione ze starostą Adrianem Ejssymontem. Odpowiedzi od rzecznika ani od prezydenta Bąka nie otrzymaliśmy.

Czy to koniec groteskowego sporu?

Z perspektywy powiatu – a także radnych kontrolujących jego finanse – uzasadnione może być przekonanie, że władze Pruszkowa złamały ustalenia. Oczywiście, 100 tys. zł nie jest kwotą, która może zachwiać budżetem jednej bądź drugiej jednostki. W samorządzie równie istotne jak liczby są jednak przewidywalność, zaufanie i respektowanie składanych publicznie deklaracji. Skoro publicznie dogadano się na 428 tys. zł, to decyzja o przekazaniu znacząco niższej kwoty powinna wywołać pytania o uczciwość i słowność.

Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że nasilający się od 2024 roku konflikt pomiędzy Ejssymontem a Bąkiem zaczął przybierać formę teatru, w którym coraz trudniej dostrzec realną troskę o mieszkańców, a coraz bardziej ambicjonalny spór prowadzony publicznie za pomocą uchwał, komunikatów i kolejnych oświadczeń. Dlatego mało prawdopodobne wydaje się, by starosta postanowił dochodzić brakujących 100 tys. zł w formalny sposób. Obie strony mają świadomość, że każdy kolejna odsłona sporu coraz bardziej szkodzi wizerunkowi i polityków, i całej partii.

Powiatowo-miejski konflikt zwrócił uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz – elementarną zdolność dwóch samorządowców z tego samego ugrupowania do prowadzenia rozmów i dotrzymywania ustaleń. Jeśli przez kilkanaście miesięcy nie potrafili dogadać się w jednej tylko dziedzinie, trudno oczekiwać, że mieszkańcy uwierzą w ich sprawczość, jeśli staną przed poważniejszymi wyzwaniami. 

Artykuły, które również mogą Cię zainteresować:

Stanowiska Rady Miasta Pruszkowa Polityka

Rada przegłosowała anonimowe dokumenty, z pominięciem przepisów statutu miasta, które w dodatku mogą ośmieszać prezydenta Bąka

Sławomir BUKOWSKI

Pośpiech legislacyjny potrafi uderzyć w samych legislatorów – zwłaszcza gdy działają metodą „wrzutek” i z pominięciem procedur. To właśnie stało się na sesji Rady Miasta Pruszkowa. W efekcie politycy PiS dostali prezent, jakiego się nie spodziewali: mając w ręku przyjęte uchwały mogą wskazywać Pruszków jako przykład nieskutecznych i bezproduktywnych rządów KO.

W Obronie Lasów Ekologia i Środowisko

Piotr Bąk staje w obronie przyrody. „Zdrowy, żywy las jest kapitałem, którego nie sposób przeliczyć na metry sześcienne drewna”

Sławomir BUKOWSKI

Prezydent Pruszkowa przesłał Lasom Państwowym swoje stanowisko, w którym wyraża poparcie dla inicjatyw mających na celu ochronę Lasu Komorowskiego i Lasu Chlebowskiego przed wycinką. Podobnie jak samorządowcy z Michałowic i Podkowy Leśnej domaga się rezygnacji z prowadzenia w nich intensywnej gospodarki.

Wycinka Fot Pixabay Ekologia i Środowisko

STOP wycinkom lasów w rejonie Pruszkowa! Mieszkańcy, aktywiści i samorządy zwierają szyki i wysyłają wnioski do Lasów Państwowych. Ty też możesz

Sławomir BUKOWSKI

Tak dużej akcji w obronie lasów w naszych okolicach jeszcze nie było. Trwają konsultacje założeń Planu Urządzenia Lasu dla nadleśnictwa Chojnów na lata 2028–2037. Udział w nich może wziąć każdy zainteresowany mieszkaniec. Aktywiści przygotowali prosty generator wniosków, dostępny dla wszystkich, którzy chcą wyrazić swój sprzeciw wobec wycinek.