Emocje związane z ogromnym projektem rewitalizacji otoczenia Utraty nie maleją. Przypomnijmy: władze Pruszkowa korzystając z okazji, że pojawiły się środki unijne, wyciągnęły z szuflady przygotowany jeszcze przez ekipę prezydenta Jana Starzyńskiego projekt budowy wzdłuż całego odcinka Utraty na terenie naszego miasta utwardzonej ścieżki rowerowej – z polanami edukacyjnymi, altanami, punktami obserwacji przyrody, wieżą widokową z lornetkami. Ogromne przedsięwzięcie warte jest około 11 mln, dofinansowanie z Unii Europejskiej ma wynieść ponad 6 mln zł.

Urząd miasta rozpisał przetarg na firmę, która na podstawie koncepcji zaprojektuje, a następnie zbuduje całość. Z jej znalezieniem są problemy, oferenci dyktują ceny znacznie przewyższające kosztorys. Ale kłopoty z przetargiem to jedno, a kontrowersje związane z ingerencją w przyrodę – drugie, i to one skupiają dziś uwagę dużej części mieszkańców.

Grupa społeczników z Malich od wielu tygodni prosi władze miasta o korektę projektu, żeby zmniejszyć zakres prac budowlanych. Ich zaangażowanie i publiczne dyskusje w mediach społecznościowych sprawiają, że stopniowo przybywa przeciwników inwestycji, domagających się całkowitej rezygnacji z jakichkolwiek prac. Projekt „Utrata” chwilami zaczyna przypominać zakończony fiaskiem projekt „wodny plac zabaw”, który pod wpływem protestu mieszkańców i w wyniku sprzeciwu większości radnych nie doszedł do skutku.

Zakładany harmonogram prac związanych z „Utratą” przewiduje, że prace budowlane ruszą w 2023 roku. To będzie rok wyborczy. I wtedy możliwe są trzy scenariusze.

W pierwszym władze Pruszkowa w następstwie pozorowanego dialogu z mieszkańcami siłowymi metodami realizują koncepcję przygotowaną jeszcze w poprzednich kadencjach. Nad Utratę wjeżdża ciężki sprzęt. Drwale wycinają drzewa. Mieszkańcy organizują się, zaczyna się protest, zjeżdżają aktywiści z dużych organizacji ekologicznych i nagłaśniają sprawę w ogólnopolskich mediach. Prace są prowadzone pod ochroną policji i straży miejskiej. Konflikt wykorzystują kandydaci w wyborach, każdy obiecuje coś mieszkańcom i deklaruje pomoc. Populizmy sypią się jak z rękawa. Kto w tej sytuacji jest największym przegranym? Paweł Makuch z Konradem Sipierą, którzy odpowiednio wcześnie nie rozbroili bomby w postaci społecznych emocji. Scenariusz wydaje się nieprawdopodobny? Niestety, jest dość realny. Już dziś w Pruszkowie nie brakuje mieszkańców gotowych ściągać „posiłki” w postaci ekologów, żeby zablokować kontrowersyjny projekt. Przegrana będzie też przyroda. Wyrządzone jej straty mogą być duże.

W drugim wariancie w 2023 roku nad Utratę wjeżdża sprzęt, ale oznacza to start realizacji projektu kompromisowego, uzgodnionego i zaakceptowanego przez dużą część społeczników. Projektu, którego poszczególne części przedyskutowano, do którego wprowadzono szereg poprawek, niektóre daleko idące. Uzgodnionego z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jako płatnikiem unijnych dotacji, który dzięki staraniom Wydziału Ochrony Środowiska urzędu miasta przystał na odstępstwa od pierwotnej koncepcji. To wariant najkorzystniejszy dla Pruszkowa, dla mieszkańców, dla przyrody. Dla wszystkich.

W trzecim scenariuszu realizacja budzącego kontrowersje projektu zostaje zarzucona. Jest w naszym mieście spora grupa osób, które właśnie na to liczą. Gotowych podburzać radnych, żeby zablokowali pieniądze z budżetu na wkład własny do inwestycji. To scenariusz korzystny przede wszystkim dla dysponujących większością w radzie miasta klubów radnych zaprogramowanych na obstrukcję wszystkiego, co wychodzi z urzędu, żeby w kampanii wyborczej móc mówić o nieudolności prezydenta – ale szkodliwy dla rozwoju miasta. Budowa trasy rowerowej wzdłuż Utraty daje szansę stworzenia fascynującego ciągu rekreacyjnego, przeznaczonego do turystyki pieszej i rowerowej. Pruszków nie leży w parku narodowym, jest miastem, w którym człowiek współistnieje z przyrodą. Mądrze zaprojektowana i zbudowana z wykorzystaniem ekologicznych rozwiązań trasa rowerowa wzdłuż Utraty, bezpieczna dla zwierząt i bez wycinki drzew, może być czymś, z czego w przyszłości moglibyśmy być dumni.

Który scenariusz ziści się w Pruszkowie? Na razie bieg wydarzeń niestety wskazuje na ten pierwszy. Społecznicy długo czekali na obiecane spotkania z władzami miasta. W końcu odbyły się dwa, z których płynie niespójny przekaz. Prezydent Paweł Makuch obiecał rozmowy, ustępstwa, kiwał głową ze zrozumieniem na argumenty strony społecznej. Wiceprezydent Konrad Sipiera, od początku deklarujący otwartość na postulaty, w pierwszym spotkaniu nie uczestniczył, na drugim – było to zorganizowane z udziałem mieszkańców wyjazdowe posiedzenie radnych z Komisji Zdrowia Sejmiku Województwa Mazowieckiego (projekt „Utrata” obejmuje również tereny podlegające marszałkowi) miał zakomunikować, że konsultacje poszczególnych etapów projektu nie są możliwe, ponieważ urząd nie ma w zwyczaju pokazywać projektu, zanim go nie zakończy i nie kupi od wykonawcy. Ten prezydencki dwugłos można intepretować jako brak całościowego pomysłu naszych władz, jak rozwiązać problem. Ale może to być też swoista próba sił między odpowiedzialnym za inwestycje Konradem Sipierą, a trzymającym się w takich sprawach w cieniu jego zwierzchnikiem Pawłem Makuchem. Czy zwycięży strategia otwartości Makucha, czy skłonność do siłowych rozwiązań prezentowana w tej sprawie przez jego zastępcę?

W Pruszkowie świadomość ekologiczna w coraz większym stopniu kreuje oczekiwania mieszkańców. Każdy projekt, któremu towarzyszy wycinka drzew, ogniskuje uwagę i skupia przeciwników.

Obawom społeczników z Malich i Tworek trudno się dziwić. Na razie dostają jedynie słowne zapewnienia o współpracy. Ale to ci społecznicy zdobywają dziś społeczną sympatię. W Pruszkowie świadomość ekologiczna w coraz większym stopniu kreuje oczekiwania mieszkańców. Każdy projekt, któremu towarzyszy wycinka drzew, ogniskuje uwagę i skupia przeciwników. To w sporej mierze pokłosie wieloletnich rządów ekipy SPP, kiedy betonowanie miasta przez deweloperów i polityka sprzyjania im na każdym kroku osiągnęły monstrualne rozmiary. Ekipa Pawła Makucha chyba nie bardzo to rozumie, odwlekając rozmowy i składając niespójne deklaracje tylko utwierdza mieszkańców w przekonaniu, że inwestycja przy Utracie zostanie przeprowadzona za wszelką cenę.

Odnoszę wrażenie, że urząd miasta zwyczajnie nie docenia też siły obywatelskiego sprzeciwu. Tymczasem projekt „Utrata” może być zapalnikiem naprawdę dużego protestu. Dla prezydenta Pawła Makucha zgoda na konstruktywne rozmowy z mieszkańcami, także z traktowanym przez niektórych urzędników jako wróg publiczny numer jeden społecznikiem Arkiem Gębiczem – i umożliwienie im rzeczywistego wpływu na ostateczny projekt inwestycji (nawet wbrew wiceprezydentowi Konradowi Sipierze) może oznaczać „być albo nie być” po wyborach w 2023 roku w pruszkowskim samorządzie.

Dwie ekipy – Jana Starzyńskiego oraz Pawła Makucha – mają na kontach przyzwolenie na budowę megabloku przy parku Potulickich. Nie trzeba przeprowadzać sondaży opinii, żeby wiedzieć, że pruszkowianie takiej polityki mają dosyć. Rewitalizacja Utraty musi zostać przeprowadzona wedle innych standardów – z poszanowaniem przyrody i oczekiwań mieszkańców. Jeśli tak się nie stanie, to mieszkańcy w najbliższych wyborach mogą wymienić totalnie wszystkich w pruszkowskim samorządzie. Grono społeczników krytycznie oceniających pracę urzędu miasta oraz radnych – rośnie.