Logo facebook - Ikona Logo instagram - Ikona Logo youtube - Ikona Logo spotify - Ikona
zpruszkowa.pl logo

Oskar Blaszkiewicz żegna się z posadą pierwszego trenera MKS Pruszków!

Łukasz DMOCHOWSKI
Choć poprowadził MKS do zwycięstwa i awansu, to nie on skompletuje ekipę na Orlen Basket Ligę. O wrażeniach po sezonie i planach na przyszłość rozmawiamy z Oskarem Blaszkiewiczem, niestety byłym trenerem MKS Pruszków.
fot. MKS Pruszków
Ilustracja: fot. MKS Pruszków

Absolutnie takiego zwrotu akcji się nie spodziewaliśmy. Wywalczony awans do ekstraklasy, finałowa seria, która nie pozostawiła rywalkom złudzeń. Bardziej spodziewaliśmy się, że kolejna nasza rozmowa z trenerem Oskarem Blaszkiewiczem będzie dotyczyła budowy składu na kolejny sezon, najlepiej w elicie. Los osób pracujących w sporcie bywa przewrotny i rozmawiamy znowu, ale tym razem niestety w ramach pożegnania z Pruszkowem.

Łukasz Dmochowski: Sezon 25/26 należy uznać za udany. Wygrana 1 ligi kobiet i zgarnięty zloty medal. Jakie to uczucie?

Oskar Blaszkiewicz: Na pewno wielka radość. Kiedy cały sezon ciężkiej pracy na treningach i analizowania taktyki przekłada się na taki sukces, zrzuca się z barków ogromny ciężar.

fot. MKS Pruszków

ŁD: Wiele osób miało wątpliwości co do prawdziwej siły drużyny, a jednak w decydujących meczach nie pozostawiliście złudzeń.

OB: Poprzez zmianę formatu rozgrywek, 1 liga stała się bardziej wyrównana. Dalekie wyjazdy sprawiły, że każdy mecz rozgrywany poza swoją halą był dużym wyzwaniem. Co do wątpliwości, do naszej siły i jakości zgadzam się w stu procentach! Słyszałem bardzo dużo takich głosów. Nawet wewnątrz klubu odbywałem rozmowy, w których sugerowano mi, że MKS zawsze w 1LK bił się o medale, a w tym roku, pod moją wodzą na to się nie zanosi. Cieszę się bardzo, że wszystkim przysłowiowo ,,udało się utrzeć nosa”.

ŁD: To już po tych kilku tygodniach. Czy plan który został opracowany? Zadziałał, czy w trakcie dwumeczu przemodelowaliście swoje pomysły?

OB: Uważam, że wynik tego dwumeczu to nie dzieło przypadku. To dowód na to, że system, którego trzymaliśmy się cały sezon, zadziałał. Rzucenie 32 punktów w pierwszej kwarcie meczu wyjazdowego dało mi duży spokój. Również wtedy zauważyłem w oczach dziewczyn wiarę, że zrobimy to. Takie otwarcie, przy pełnych trybunach kibiców ŁKS-u, którzy zadbali o mega atmosferę i doping, to było coś. Poziom w ofensywie utrzymaliśmy do końca finału, w meczu numer dwa, rzucając aż 92 punkty.

ŁD: Atak to nie wszystko. Jaki był wasz patent na obronę?

OB: Atakiem wygrywa się pojedyncze mecze, ale obrona zdobywa mistrzostwa. Już po finałach słyszałem od osób, którym nie za bardzo podobał się styl naszej gry: ,,Ee tam, staliście obroną strefową i miałeś farta, że nie trafiali”. Owszem, jednak nie staliśmy, tylko broniliśmy obroną strefową. Z odpowiednimi założeniami egzekwowaliśmy pewne ruchy i pułapki. Przed meczem numer dwa Kasia Świeżak podeszła do mnie i zapytała: „czy może zmienimy tą obronę? ŁKS na pewno coś przygotuje, żeby ją rozbić.” Miała rację. Trener Zych jest dużo bardziej doświadczony ode mnie, przygotował nowe zagrywki, które lekko nas zaskoczyły w pierwszej połowie drugiego meczu. Jednak w przerwie meczu odpaliłem projektor i wyjaśniłem dziewczynom, jak mamy się przesuwać. To przyniosło pożądany efekt. W drugiej połowie straciliśmy już tylko 25 punktów, przy prawie 40 punktach w pierwszej.

ŁD: Analiza gry rywala zajmowała dużo czasu? Wiele się mówi o nieprzespanych nocach w sztabach, szczególnie przed tak ważnymi meczami.

fot. MKS Pruszków

OB: „Scouting” to bardzo ważny element mojej taktyki i przygotowania do meczu. Stawiając pierwsze kroki w trenerskim świecie, na poziomie ekstraklasy, dużo czasu poświęcałem na rozwijaniu tego warsztatu. Miałem również szczęście, że byłem objęty parasolem bezpieczeństwa, wsparcia i zaufania przez trenera Macieja Gordona, którego byłem asystentem. Ten czas dużo mi dał i wiele się wtedy nauczyłem. Na poziomie 1 ligi scouting i analiza wideo musi być trochę bardziej ograniczona. ,,Ograniczona” to może złe słowo, bardziej ,,dostosowana”. Wydaje mi się, że tutaj właśnie znalazłem złoty środek i dziewczyny nie były przeładowane wiedzą, tylko na tyle ile mogły potrafiły ją wykorzystać. Nie chodzi mi tutaj o wiedzę i IQ koszykarskie zawodniczek, tylko o ograniczenia czasowe i to, ile mogliśmy ze scoutingu przerobić na treningach.

ŁD: Pozostaje wiele pytań, wiec spróbujmy przybliżyć czytelnikom co dalej. Czy trener pozostaje na stanowisku?

OB: Niestety nie będę trenerem w Pruszkowie w przyszłym sezonie. Troszeczkę inaczej wyobrażałem sobie rzeczywistość po wygraniu ligi i awansie do ekstraklasy. Jednak takie jest życie, że nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Byłem bardzo zmotywowany, żeby zostać w MKS i dobrze zaprezentować się w koszykarskiej elicie. Jednakże to musiało odbyć się na zasadach, które są najbardziej zbliżone do mojej koncepcji. Negocjacje się przeciągały i nie byłem zadowolony ze sposobu prowadzenia rozmów, więc po spokojnym przemyśleniu tematu podjąłem decyzję o nie kontynuowaniu dalszej współpracy. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie chodziło tutaj o względy finansowe. Finanse w tym przypadku nie były dla mnie najważniejsze.

ŁD: Co zatem przeważyło?

OB: Podchodzę do roli trenera bardzo ambicjonalnie i nie potrafiłbym traktować tej pracy jako dodatku i jakieś tam formy ,,dorobienia sobie”. Trenowanie w Pruszkowie mi pasuje, bo mam blisko i mogę dopasować ją z innymi pracami. W pełni rozumiem takie podejście, każdy z nas ma różne priorytety w życiu i dąży do własnych marzeń. Jednak mnie nakręca motywacja i chęć walki o najwyższe cele. Ten cel osiągnęliśmy w tym roku ciężka pracą i tym, że dziewczyny uwierzyły w taktykę i zasady, których się trzymaliśmy. Doświadczenia i pewne sytuacje z obecnego sezonu uświadomiły mi, że nie możemy grać tak jak chce dyrektor sportowy, zawodniczki czy kibice. Jako trener główny nie jestem w stanie wszystkich uszczęśliwić. Oczywiście dialog jest bardzo ważny i każdą sprawę warto odpowiednio przeanalizować, jednak finalne decyzje musi podejmować trener główny. W końcowej fazie sezonu postawiłem na swoim i, z trenerskiego punktu widzenia, te decyzje obroniły się wynikiem. Z mojej strony głównymi czynnikami, które były kluczowe do podjęcia tej decyzji, były rozbieżności co do aspektów mojej decyzyjności i samej konstrukcji kontraktu.

ŁD: Czy klub zamierza wystartować w żeńskiej elicie?

OB: Byłem zapewniany, że zamierza. Jednak do tej pory nie usłyszałem ani widziałem jakiegoś oficjalnego potwierdzenia. Uważam, że miejsce Pruszkowa jest w koszykarskiej elicie jako klubu walczącego o fazę play-off.

fot. MKS Pruszków

ŁD: W takim razie co dalej?

OB: W takich sprawach jestem bardzo lojalny. W trakcie negocjacji z MKS nie rozmawiałem z innymi klubami ani nie szukałem jakiś innych opcji. Na ten moment jestem bez klubu i będę czekał na pojawienie się ewentualnych ofert. Wakacje jednak spędzę bardzo pracowicie jako trener kadr narodowych w koszykówce 3x3. Jestem bardzo podekscytowany tą nową przygodą w mojej karierze trenerskiej. Może zagoszczę tutaj na dłużej.

ŁD: Niezależnie od tego gdzie, z pewnością z dużym wsparciem od taty na trybunach. Zawsze głośno i zawsze do końca!

OB: Do tej pory gdyby ktoś się mnie zapytał co robię w życiu, to bym odpowiedział, że jestem trenerem klubu z Pruszkowa (czy poprzednio innych klubów). Jednakże doświadczenia trenerskie z poprzednich lat ukształtowały mnie bardzo jako człowieka. Więc teraz odpowiedź brzmi:

Jestem szczęśliwym tatą, który razem z żoną za chwilę przywita na świecie drugiego syna. W momentach kiedy jako trener byłem wzywany na dywanik i musiałem tłumaczyć się z porażek czy byłem skazywany na niepowodzenia, w rodzinie i najbliższych znajomych mogłem zawsze liczyć na wsparcie. Mimo że nie zawsze to okazuje, jestem za to bardzo wdzięczny. Zawsze będę mogli również na mnie liczyć.

Co do taty, zawsze głośno, zawsze do końca i zawsze można na niego liczyć. W tym sezonie nawet pożyczył do naszego Pruszkowskiego kantorka swój prywatny sprzęt z siłowni, żebyśmy mogli poćwiczyć siłowo. Na pewno też dołożył swoją cegiełkę do tego sukcesu!

ŁD: Jeżeli w takim razie mamy do czynienia z pożegnaniem nie pozostaje mi nic innego jak cały akapit oddać trenerowi na koniec krótkiej rozmowy!

fot. MKS Pruszków

OB: Zdecydowanie chciałbym podziękować zarządowi i szczególnie dyrektorowi sportowemu Jackowi Rybczyńskiemu za szansę i możliwość prowadzenia zespołu w tym sezonie. Również dziękuję kibicom. Myślę, że ich wytrwałość w tym sezonie została wynagrodzona. Największym przywilejem i nagrodą dla mnie była możliwość prowadzenia tej drużyny w ostatnim meczu finałowym, gdy na własnej hali, trybuny po obydwu stronach były prawie wypełnione do każdego miejsca. Dla takich momentów jest się trenerem.

ŁD: Dziękujemy trenerze! Dziękujemy za fantastycznie zakończony sezon, za sportowe emocje i chwile radości! Los bywa przewrotny, więc pozostaje mi powiedzieć - do zobaczenia i do usłyszenia! 

Artykuły, które również mogą Cię zainteresować:

REDAKCJA POLECA
Liceum Ogólnokształcące im. Tomasza Zana w Pruszkowie Edukacja i Oświata

Wyluzowany wuefista czy przekroczenie granic? Skargi na nauczyciela w "Zanie" wpływały przez cały rok, ale rzecznik dyscyplinarny ich nie zobaczył

Konstanty CHODKOWSKI

Przez cały rok szkolny 2025/2026 do dyrekcji Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana w Pruszkowie wpływały skargi na zachowanie nauczyciela wychowania fizycznego wobec uczennic: od niestosownych komentarzy, przez wizyty w żeńskiej przebieralni, po zamknięcie trzech uczennic w szkolnym magazynku. Dyrekcja ani razu nie zawiadomiła rzecznika dyscyplinarnego, choć wymaga tego Karta Nauczyciela. Rodzice załamują ręce z bezradności, nauczyciele mówią o zamiataniu sprawy pod dywan.

Infrastruktura Przystankowa Transport Publiczny

Urząd Miasta Pruszkowa miał półtora roku na drobną przebudowę przystanków autobusowych. Ale i tak nie zdążył

Sławomir BUKOWSKI

W środę 1 lipca na ulice Pruszkowa wyjadą nowe, duże autobusy komunikacji miejskiej. Wymagają one odpowiednio długich przystanków, aby pasażerowie nie musieli wysiadać na trawniki czy prosto w błoto. Kilka przystanków trzeba przebudować, ale władze Pruszkowa najwyraźniej przespały termin nawet tak niewielkiego zadania.