O komunikacji miejskiej – bez transmisji i bez materiałów w portalu eSesja. Utrudnianie mieszkańcom dostępu do informacji dotyczy nawet autobusów

Ostatnie posiedzenie Komisji Gospodarki Komunalnej i Finansów Miasta, której przewodniczy Marzena Wieteska (Pruszkowska Wspólnota Samorządowej) ma szansę zapisać się w historii Pruszkowa jako jeden z najbardziej jaskrawych przykładów utrudniania mieszkańcom dostępu do informacji. Wieteska bowiem zdecydowała, że komisja zwołana 22 września nie odbędzie się w urzędzie miasta, gdzie zainstalowana jest kamera do transmitowania obrad dla mieszkańców, tylko w salce w budynku spółki TBS „Zieleń Miejska”, gdzie nie ma ani kamery, ani nawet nagłośnienia.
Jakie były powody? Radna Wieteska tłumaczyła: jako przewodnicząca ma prawo decydować o miejscu obrad i będzie z tego uprawnienia korzystać.
Być może właśnie dlatego, że przebieg komisji dla uszu mieszkańców był niedostępny, urząd miasta mógł swobodnie prezentować informacje w maksymalnie korzystnym dla władz Pruszkowa świetle. Choćby te dotyczące komunikacji miejskiej.
Materiały są, ale nie dla mieszkańców
Analizę dotyczącą aktualnego stanu komunikacji przygotowała Monika Golędzinowska, kierownik Biura Zamówień Publicznych w Urzędzie Miasta Pruszkowa – ta komórka zajmuje się sprawami transportu zbiorowego. Choć materiały dla radnych, w tym projekty uchwał, analizy i opracowania, zamieszczane są w ogólnodostępnym portalu eSesja – bo są to informacje publiczne – i zainteresowani mieszkańcy mogą tam się z nimi zapoznać, te dotyczące transportu publicznego w eSesji się nie znalazły.
Dlaczego przewodnicząca Wieteska o jawność – z definicji jawnych – materiałów nie zadbała? To kolejne pytanie, na które odpowiedzi nie znamy.
Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, jeśli nie rewelacyjnie
Monika Golędzinowska przytaczała liczby, z których ma wynikać, że komunikacja szybko się rozwija, a autobusy pokonują dziś znacznie więcej wozokilometrów niż przed 1 lipca (konkretnych liczb nie możemy zacytować – brak nagłośnienia na sali sprawił, że nagrania, jakie byliśmy w stanie wykonać, mają jakość niepozwalającą na precyzyjne zweryfikowanie danych). Podawała przykłady dotyczące poszczególnych linii.
Pominęła jednak informacje, że wzrost liczby wozokilometrów wynika choćby z wydłużenia tras linii 3 i 5, uruchomienia linii 10B, a także wprowadzenia kursów 10 i 10B w weekendy, a nie z rzeczywiście odczuwalnego dla pasażerów zwiększenia częstotliwości kursów na poszczególnych trasach.
Golędzinowskiej wtórował radny Karol Chlebiński (klubowy kolega przewodniczącej Marzeny Wieteski) – jego zdaniem obecna oferta przewozowa jest korzystna dla mieszkańców. Gdy poruszyliśmy wątek znaczącego zmniejszenia częstotliwości kursowania autobusów w niedziele i święta, czego efektem jest oczywiste pogorszenie tej oferty w niektóre dni tygodnia, Chlebiński skontrował: „Ja mam odrębne zdanie od pana”. Warto przypomnieć, że Karol Chlebiński to jedna z twarzy tegorocznej reformy komunikacji miejskiej, uczestniczył nawet w konferencji prasowej zorganizowanej z okazji wprowadzenia zmian. „To kolejny krok w rozwoju nowoczesnego, dostępnego transportu publicznego w Pruszkowie” – mówił wówczas.
Na komisji Monika Golędzinowska przekonywała, że nowe rozkłady pomagała przygotować zewnętrzna firma doradcza, zaś częstotliwość kursów jest wynikiem badań popytu pasażerskiego. Tyle że Marcin Gromadzki, szef firmy doradczej PTC zaangażowanej przez urząd miasta, odpowiadając w lipcu na pytania portalu zpruszkowa.pl dał do zrozumienia, że zmniejszenie częstotliwości kursów w niedziele nastąpiło w porozumieniu z Urzędem Miasta Pruszkowa. I dodał wówczas, że jeśli władze Pruszkowa zwrócą się do niego w sprawie przywrócenia dawnej częstotliwości, jest gotów pomóc.
Przebieg obrad miał chyba na celu zbudować wrażenie, że problem ograniczenia weekendowej oferty komunikacyjnej został sztucznie wykreowany i w rzeczywistości nie istnieje. Radny Chlebiński tłumaczył, że nie dostał żadnych wniosków od mieszkańców w sprawie rzadko kursujących autobusów. – Naprawdę, z ręką na sercu, mogę państwu powiedzieć, że ani za pośrednictwem mediów społecznościowych, ani na mój prywatny telefon, ani na adres e-mail, który jest publicznie dostępny, nie otrzymałem żadnej prośby o interwencję w sprawie zwiększenia częstotliwości kursów. Ani jedna osoba do mnie w tej sprawie nie napisała i ani jedna się ze mną nie skontaktowała – mówił.
Monika Golędzinowska przekonywała z kolei, że uzupełnieniem komunikacji miejskiej są linie GPA pozwalające w niedziele przemieszczać się po mieście. Pominęła fakt, że na przykład na Ostoję żadna linia GPA nie dociera, zaś na Żbików w niedziele i święta GPA realizuje dosłownie kilka kursów przez cały dzień.
Prezes PKS Gostynin o punktualności, kulturze kierowców i klimatyzacji w pojazdach
Gościem komisji był Damian Gołębiewski, prezes spółki PKS Gostynin, która od 1 lipca wykonuje przewozy na pruszkowskich liniach. Przyznał, że w początkowych tygodniach firma miała problemy z wykonywaniem wszystkich zaplanowanych w rozkładzie kursów, o czym mogli przekonać się choćby pasażerowie linii 7, ale zapewnił, że problem został rozwiązany.
Jak mówił, spółka śledzi komentarze, zamieszczane przez pasażerów w mediach społecznościowych, dotyczące kultury kierowców i na bieżąco reaguje. Był przypadek zwolnienia jednego z kierowców z pracy.
Zapytany, dlaczego klimatyzacja w nowych autobusach nie zawsze działa efektywnie, a nawet nie działa wcale, Damian Gołębiewski wyjaśniał: – Wszystkie autobusy są objęte gwarancją. Autobusy Golden Dragon nie mają i nie miały problemów z klimatyzacją – działa prawidłowo. Natomiast w pojazdach marki Otokar problem z klimatyzacją występował od samego początku i został przez nas zgłoszony w ramach gwarancji. Same urządzenia są wydajne, więc problem nie wynikał z ich możliwości technicznych, lecz z algorytmu sterującego. Klimatyzacja działa automatycznie. Kierowca nie może jej samodzielnie włączyć ani wyłączyć. Założeniem przy zakupie nowych autobusów było właśnie to, aby system był w pełni zautomatyzowany – tłumaczył prezes PKS Gostynin. – Pierwotny algorytm był zaprogramowany w taki sposób, że klimatyzacja obniża temperaturę wewnątrz autobusu tylko o kilka stopni w stosunku do temperatury zewnętrznej. Okazało się to niewystarczające. Dlatego zleciliśmy przygotowanie nowego algorytmu, który pozwala obniżyć temperaturę wewnątrz nawet o około 8 stopni względem temperatury na zewnątrz. Ponieważ autobusy są na gwarancji, nie mogliśmy samodzielnie ingerować w oprogramowanie. Zmianę musiał przygotować producent. Nowy algorytm otrzymaliśmy do testów pod koniec sierpnia. Został już wdrożony. W praktyce pasażerowie będą mogli w pełni ocenić jego działanie podczas następnego sezonu letniego.
Prezes wyjaśniał, że klimatyzacja uruchamia się dopiero po spełnieniu określonych warunków temperaturowych. Jeżeli przykładowo na zewnątrz jest 19 stopni i wewnątrz autobusu również jest 19 stopni, system się nie włączy, bo tak został zaprogramowany.
A czy zimą w autobusach będzie ciepło? Damian Gołębiewski: – Tak. Przy okazji zmiany algorytmu zmieniliśmy również algorytm odpowiedzialny za ogrzewanie, ponieważ ono także działa automatycznie. Poprzednie ustawienia nie do końca nam odpowiadały, więc zostały zmodyfikowane. Myślę więc, że zimą nie powinno być problemów z ogrzewaniem. Podobnie jak w przypadku klimatyzacji, kierowca nie włącza ani nie wyłącza ogrzewania – system steruje nim automatycznie.
Pasażerowie często nie wiedzą – bo ta informacja nie była specjalnie przez Urząd Miasta Pruszkowa nagłaśniana – że we wszystkich pruszkowskich autobusach za bilet można zapłacić kartą. Czy terminale działają? Prezes PKS Gostynin: – Nie mieliśmy żadnych sygnałów, że z płatnościami są jakieś problemy.
O kontrolowaniu jakości usług przewoźnika
Na pytanie, czy urząd miasta kontroluje punktualność kursowania autobusów, odpowiedziała Monika Golędzinowska: – Mamy różne narzędzia. Nasi inspektorzy na bieżąco śledzą ruch autobusów w aplikacji. Możemy sprawdzić nawet, ile czasu zajmuje przejazd między poszczególnymi przystankami i z czego wynika ewentualne opóźnienie. Wszystko jest na bieżąco monitorowane i analizowane. Same raporty nie zawsze pokazują pełny obraz sytuacji, dlatego dodatkowo śledzimy przebieg tras. Dzięki temu widzimy na przykład, że autobus pojechał inaczej niż powinien, i możemy ustalić przyczynę. Proszę mi wierzyć, dwóch inspektorów w naszej komórce przez cały czas monitoruje ruch autobusów – przekonywała.
Damian Gołębiowski: – Dodam jeszcze, że państwo w urzędzie mają dostęp nie tylko do ogólnego podglądu komunikacji, ale również do poszczególnych brygad. Widzą każdą brygadę i kursy, które realizuje dany autobus. Jeżeli na przykład jedna brygada obsługuje linie 3 i 4, można dokładnie sprawdzić, które kursy wykonuje. Ma to znaczenie również przy zmianach rozkładów jazdy, ponieważ wiadomo, który autobus realizuje daną grupę kursów i jakie elementy rozkładu trzeba zmodyfikować. Muszę też przyznać – trochę na naszą niekorzyść – że pracownicy urzędu bardzo dobrze wyspecjalizowali się w tej dziedzinie i mają już dużą wiedzę na temat funkcjonowania komunikacji. W praktyce niewiele da się przed nimi ukryć. Obsługujemy różnych organizatorów transportu, więc mamy w tej kwestii spore porównanie – mówił prezes spółki wykonującej przewozy.
Prezes PKS Gostynin podał też zaskakującą informację, że prezydent Pruszkowa nałożył na spółkę karę w wysokości – jak to określił – około 10 tys. zł za lipiec za niedostateczne wywiązywanie się z umowy zawartej z miastem.
Komentarz autora:
Wszystko, czego dotyczy powyższy artykuł, powinno być dostępne dla mieszkańców na kanale YouTube. Ale decyzją przewodniczącej Marzeny Wieteski – nie jest. Ja nie mam wątpliwości: radna nie nadąża za oczekiwaniami mieszkańców. Po ostatnim posiedzeniu komisji, którą kieruje, widać to szczególnie wyraźnie. Nie rozmawiano o błahych sprawach, ale m.in. o transporcie zbiorowym, czyli usłudze publicznej, na którą Pruszków wydaje grube miliony złotych. Podawano konkretne informacje o punktualności autobusów, niezrealizowanych kursach, klimatyzacji, kontrolach przewoźnika, karach nakładanych przez miasto czy sposobie monitorowania jakości usług. Zainteresowani mieszkańcy powinni mieć możliwość wysłuchania tego wszystkiego od początku do końca i wyrobienia sobie własnej opinii. Ale nie mają.
Nie dlatego, że transmisja była technicznie niemożliwa. Nie dlatego, że wydarzyła się awaria. Nie dlatego, że obrady trzeba było nagle przenieść z urzędu z powodu zagrożenia z zewnątrz. Wieteska świadomie zorganizowała posiedzenie poza miejscem wyposażonym w system do transmisji. Dlaczego? Bo tak. Bo uznała, że ma prawo decydować, które informacje są przeznaczone dla uszu szerokiego grona mieszkańców, a które nie.
Przewodnicząca może oczywiście powtarzać, że prawo nie nakazuje jej prowadzenia transmisji. Tylko że mieszkańcy nie wybierają radnych po to, żeby ci przez pięć lat demonstrowali, czego nie muszą. Wybierają ich po to, żeby reprezentowali mieszkańców i tworzyli samorząd możliwie otwarty. Kamera na posiedzeniu komisji nie jest w 2026 roku wygórowanym oczekiwaniem. Jednak radna Wieteska w tej sprawie ma swoje zdanie i sugestywnie nam udowadnia, że z opiniami i oczekiwaniami mieszkańców nie musi się liczyć.

.jpg?key=thumbnail-jpg)
.jpg?key=thumbnail-jpg)
