Krio-faza – morsy Warszawa, morsowanie w Pruszkowie” – tak nazywa się na Facebooku profil miłośników kąpieli w przeręblu. Liczy aż 5700 członków! Trzon grupy tworzy 40–50 osób, które spotykają się regularnie w parku Mazowsze i kąpią w gliniankach. Pruszkowska grupa jest popularna, bo nie stawia chętnym żadnych wymagań. Co trzeba zrobić, żeby do niej dołączyć? Proste: przyjechać o wyznaczonej porze i się wykąpać.

Przynależność do grupy oznacza wyrażenie automatycznej zgody na robienie zdjęć – wyraźnie zaznaczono to w regulaminie. Fotoreportaże publikowane są w mediach społecznościowych, dla morsów to pamiątka, zdjęcia ogląda się nawet po latach. Ale na tym polu dochodzi czasem do spięć. Ostatnio poszło na ostro.

„Proszę usunąć moje zdjęcie z 6 lutego, na którym przebieram się po morsowaniu. Ze 119 zdjęć, które pan zamieścił, tylko na jednym jest przebierająca się kobieta i to na zbliżeniu, bynajmniej nie w grupie. Czym ja sobie zasłużyłam na to wyróżnienie, a nie jakaś młodsza i ładniejsza Smyrfetka? Być może to zwykła złośliwość. Tym gorzej, bo świadczy o świadomym działaniu” – napisała uczestniczka spotkania (pisownia oryginalna). I dodała: „Oczekuję przeproszenia mnie i mojego męża”.

Fotografem, którego zdjęcie nie przypadło uczestniczce do gustu, był Leonard Łuczak, pruszkowski dziennikarz. Sam nie morsuje, woli gorący prysznic, ale z morsami zaprzyjaźniony jest od lat. Regularnie przyjeżdżał z aparatem, potrafił zrobić kilkaset zdjęć, z których wybierał parędziesiąt i wrzucał na Facebooka. Jak sam mówi, zamieścił ich już kilkanaście tysięcy.  – Ja na miejscu tej pani byłbym dumny, bo na moim zdjęciu tak się prezentuje, że daj Boże każdemu – komentuje awanturę o kontrowersyjny kadr. Podkreśla, że nie zrobił niczego wbrew prawu i zasadom. – Akwen w parku Mazowsze jest wynajęty przez stowarzyszenie wędkarskie Żbik, które utrzymuje go w czystości, remontuje pomosty, wyraża też zgodę na morsowanie członkom konkretnej grupy. Tam obowiązuje zakaz kąpieli, w godzinach morsowania nikt inny nie ma prawa się kąpać. Spotkanie ma status imprezy zamkniętej, na której obowiązują reguły ustalone przez grupę. Wśród nich jest zgoda na publikację zdjęć.

Czy wcześniej już do scysji z powodu zdjęć dochodziło? Łuczak potwierdza, było kilka przypadków, że ktoś poprosił o usunięcie jakiegoś, bo wyszedł niekorzystnie – nie ma problemu, zdjęcie można wykasować natychmiast, ze smartfona. W tym przypadku nie zdążył tego zrobić, bo pani mors rozpętała taką awanturę, że administrator profilu usunął cały fotoreportaż. Efekt? Fotoreporter zawiesił współpracę z morsami.

Decyzją Łuczaka zawiedziony jest Piotr Bąk, najbardziej znany pruszkowski mors. Bąk jest wiceprzewoniczącym Rady Miasta Pruszkowa i szefem klubu radnych KO, dzięki swojej rozpoznawalności rozsławia grupę Krio-faza, tym bardziej, że chętnie pozuje do zdjęć, publikuje je też na swoim profilu, wzbudzając niemały podziw i zachwyt zwłaszcza wśród mieszkanek Pruszkowa. – Już kilka razy pisaliśmy, że jeżeli ktoś nie życzy sobie zdjęć, to ma dwa wyjścia: albo podejść do fotografów i poprosić, żeby go nie fotografowali, albo morsować w innych godzinach. W zeszłym roku grupa obchodziła 10-lecie i ma swoje zasady. Trudno, żebyśmy je naginali do oczekiwań osób, które zaczęły morsować parę miesięcy temu. Ja wychodzę z założenia, że jak przychodzę z wizytą do czyjegoś domu, to szanuję zasady, które ustalił gospodarz, a nie narzucam swoje – mówi Bąk. O Łuczaku wypowiada się z uznaniem. Zdjęcia robił od lat, potrafił zrobić niekonwencjonalne ujęcia. Relacje fotograficzne opatrywał tekstem. – Fajnie, jak taka osoba przychodzi, gdybyśmy chcieli dokumentować spotkania sami, byłoby z tym dużo kłopotu. Chce się pan wykąpać, ale też zrobić parę zdjęć, więc trzeba biegać z telefonem, wchodzić do wody, wychodzić, trudno to wszystko pogodzić – mówi. Chciałby, że Leonard Łuczak powrócił jako dokumentalista, deklaruje, że jest gotów z nim porozmawiać.

Z fotografowaniem imprez na otwartym terenie i publikowaniem zdjęć jest niestety problem, bo prawo nieprecyzyjnie reguluje, co wolno, a czego nie. Prawnik Jakub Dorosz tłumaczy, z jednej strony wizerunek jednostki ludzkiej jest dobrem prawnie chronionym, a zasady dotyczące ochrony wizerunku regulują przepisy kodeksu cywilnego i prawa autorskiego. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Ale z drugiej strony, taka zgoda nie musi być wyrażona w formie pisemnej – może być ustnie. Można też publikować zdjęcia osób w sytuacji, w której wizerunek stanowi szczegół całości, takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza. – Morsowanie w parku Mazowsze można potraktować jako publiczną imprezę, bo odbywa się w miejscu publicznym, spotkanie jest otwarte dla wszystkich zainteresowanych. Stosując ten wyjątek należy pamiętać, że wizerunek pojedynczej osoby musi być elementem całej imprezy. Jeżeli osoba utrwalająca wizerunek skupia się na poszczególnych osobach i ich wizerunek dominuje na fotografii, to lepiej jest uzyskać ich zgodę – mówi Dorosz. Przytacza nawet wyrok sądu w Warszawie, w którego uzasadnieniu czytamy: „Rozstrzygające znaczenie ma ustalenie w strukturze przedstawienia relacji między wizerunkiem osoby domagającej się ochrony a pozostałymi elementami treści. Co za tym idzie, rozpowszechnianie wizerunku nie wymaga zezwolenia, jeśli stanowi on jedynie element akcydentalny lub akcesoryjny przedstawionej całości, tzn. w razie usunięcia wizerunku nie zmieniłby się przedmiot i charakter przedstawienia”. Stosując tę interpretację, fotoreporterowi nie wolno publikować zdjęcia, na którym jest tylko jedna osoba, bez jej wyraźnej zgody. Trzeba fotografować większą grupę.

Prawo prawem, ale rację trzeba też przyznać członkom Krio-fazy, którzy mówią, że to oni ustalają zasady i należy się do nich dostosować. Trzeba więc się przygotować, że do scysji będzie dochodzić. Wśród pruszkowskich morsów już wcześniej się takie zdarzały. Jakiś czas temu jedna pani mors zażądała usunięcia zdjęcia, bo niekorzystnie wypadła. Inne panie morsy szybko zrobiły rekonesans i okazało się, że większość zdjęć, jakie ta zamieszczała na swoim profilu, było retuszowanych. Na tym z zimowej kąpieli została zaś pokazana w swej naturalności. Żeby było sprawiedliwie – usuwano też zdjęcie pana, który się dopatrzył, gdy powiększył zdjęcie, że widać mu odrobinę za dużo tego i owego.

Tymczasem członkowie Krio-fazy korzystają z tego, że resztki zimy jeszcze są i kontynuują kąpiele w parku Mazowsze. W niedziele chętnych nie brakuje. Jeszcze kilka lat temu dominowali panowie, teraz towarzystwo jest mieszane, bo panie doszły do wniosku, że zimna woda dobrze robi na cellulit. Kto nie wierzy, niech sprawdzi.