To zdarzyło się pierwszy raz w historii. Pruszkowianie, którzy czekali na ten moment, nie kryją rozczarowania.

Symboliczne uruchamianie syren alarmowych co roku 1 sierpnia, o godzinie wybuchu Powstania Warszawskiego, to nie tylko utarty historycznie zwyczaj. To ważna część obchodów tragicznego zrywu Polaków, którego bohaterowie wciąż żyją. Emocje, jakie towarzyszą tej chwili, nie są obecne w trakcie obchodów żadnego innego historycznego święta. Przeraźliwy, budzący lęk odgłos syreny wzywa do chwili refleksji i jest ważną częścią patriotycznej edukacji młodego pokolenia. Okazją, by odpowiedzieć dzieciom na pytania, opowiedzieć o bohaterstwie ich rówieśników, zachęcić do obejrzenia filmu, pokazać zdjęcia ilustrujące wydarzenia z 1944 roku, o których pamięć nie ma prawa zgasnąć.

W sobotę tysiące pruszkowian jak co roku czekało na godzinę 17. Spędzali czas na świeżym powietrzu, wielu wyszło na balkony. W centrum miasta syreny nie zostały jednak uruchomione. Pierwsza swoim zaskoczeniem na forum internetowym podzieliła się aktywistka Małgorzata Kochańska. Niemal natychmiast posypały się komentarze. Okazuje się, że syreny było słychać na Gąsinie, Żbikowie, w Malichach (choć mieszkańcy nie byli pewni, czy to czasem nie z terenu Piastowa), w kościele św. Kazimierza biły dzwony. W rejonie al. Wojska Polskiego, Bolesława Prusa i Powstańców, części osiedla Staszica, panowała cisza.

Do dyskusji włączył się starosta pruszkowski Krzysztof Rymuza. Skwitował, że mieszkańcy… mają problem ze słuchem i zawyrokował, że trzeba było otworzyć okno. W kolejnym, już mniej złośliwym komentarzu, napisał: „Powiat i miasto zorganizowały jak co roku obchody rocznicy Powstania Warszawskiego na które zaproszono kombatantów, żołnierzy AK mieszkańców, uczestniczyło ponad 200 osób przy pomniku powstańców przy elektrowni. Zawyły syreny, składano wieńce, orkiestra Pruszkowianka zagrała pieśni powstańcze. To że rzekomo zawiodła jedna syrena jest tematem dyskusji?”.

Nerwowa reakcja Rymuzy mogła być spowodowana tym, że za obsługę syren odpowiada podległe mu Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego. Co ciekawe, raptem dwa lata temu powiat pruszkowski zrealizował wart 400 tys. zł projekt modernizacji i integracji gminnych systemów ostrzegania i alarmowania. Wymieniono syreny w kilku miejscowościach (także w Pruszkowie), zainstalowano centralę, z poziomu której syreny uruchamiane są drogą elektroniczną. Starostwo zainkasowało na ten projekt aż 300 tys. zł dotacji od Unii Europejskiej. Czy system uległ awarii? Czy może podlegli staroście pracownicy nie potrafią go obsługiwać? Dlaczego nie sprawdzono go przed tak ważnym świętem, jak rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego? Pytania w tej sprawie wysłaliśmy do rzecznika prasowego starosty. Gdy nadejdzie odpowiedź, opublikujemy ją.