20 kwietnia Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport pod tytułem "Zachowanie i zwiększanie terenów zielonych w miastach". Wynika z niego, że przez ostatnie 18 lat samorządy niechętnie chroniły przyrodę - nawet pomimo, że mają do tego odpowiednie narzędzia prawne w postaci miejscowych planów zagospdoarowania przestrzennego (MPZP).

Obecnie kraj pokryty jest planami w około ⅓, co oznacza, że przeważająca większość zdana jest na łaskę decyzji o warunkach zabudowy (WZ lub potocznie "wuzetek"), które nie dają podstaw do tego, by umieszczać w nich nakazy, zakazy, dopuszczenia i ograniczenia wynikające z potrzeb ochrony środowiska. Również uchwalone plany nie gwarantują ochrony przyrody, ponieważ gminy często przeznaczają w nich tereny cenne przyrodniczo pod inwestycje i zabudowę.

Raport NIK: “Zgodnie z prawem, decyzje WZ nie muszą być nawet zgodne ze studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, które określa politykę przestrzenną gminy, w tym wskazuje tereny wyłączone z zabudowy”.

Głównym problemem według NIK-u jest niedostateczna ilość planów miejscowych. Tylko nieliczne gminy pokryte są nimi w całości, a tam, gdzie ich nie ma, wydawane są decyzje o warunkach zabudowy. Izba odnotowała sytuacje, w których urzędy wydawały "wuzetki" na budowę osiedli mieszkaniowych na terenach zielonych z pominięciem oceny ich wpływu na środowisko. A nawet, jesli dokonuje się w tym celu stosownych estymacji, wyliczeń i uzgodnień - ich rezultaty najczęśniej grają na korzyść inwestora i niekorzyść natury.

Przykładów nie trzeba szukać daleko - W otulinie zabytkowego Parku Potulickich powstaje osiedle - tzw. "megablok", które od początku ma niebagatelny wpływ na otaczającą je zieleń. Pod jego budowę wycięto dziesiątki drzew, a później wypompowano gigantyczne ilości wody. Trudno wykluczyć, że przyczyni się to do zaburzenia stosunków wodnych w okolicy. W dokumentach jednak wszystko się zgadza - pod budowę inwestycji na działce znajdującej się na terenie zalewowym Wody Polskie wydały odpowiednie uzgodnienie. Pozwolenie na budowę zaś wydano na podstawie decyzji WZ, która - mimo wykazanych wad prawnych - nadal pozostaje w mocy. 

Warto wiedzieć, że stawy w parku Potulickich czerpią wodę nie tylko z rzeki Utraty, ale także z poziomu wodonośnego. Gdy ten będzie zbyt niski, tzw. drenaż wód podziemnych jest niemożliwy, a staw wysycha. W sytuacji niskiego zwierciadła wód podziemnych cierpią także drzewa i inne rośliny, które w czasie suszy atmosferycznej i glebowej nie mają szans na pozyskanie wody z warstwy wodonośnej. Władze Pruszkowa miały szansę zablokować tę inwestycję, jednak postanowiły podtrzymać decyzję poprzedniej ekipy.

Innym miejscem, równie istotnym z punktu widzenia miejskiej zieleni, jest park Tadeusza Kościuszki. Jego teren również nie jest objęty planami miejscowymi. W praktyce oznacza to, że można w nim zrealizować każdą, choćby najbardziej niedorzeczną inwestycję. Kilka rodzajów chodników, brak naturalnych ścieżek, wielkopowierzchniowe place zabaw zbudowane na bitumicznym, nieprzepuszczalnym podłożu oraz osiedle zbudowane "ściana w ścianę" z parkiem. To wszystko znaleźć można w parku mieszczącym się w samym sercu miasta. Miejsce to wydaje się więc doskonałym placem zabaw... ale dla kolejnych ekip rządzących, ponieważ wszystkie tereny dookoła parku są objęte planami miejscowymi.

“Zdaniem NIK w przypadku terenów spełniających funkcje przyrodnicze, do czasu objęcia ich planem miejscowym wydawanie decyzji WZ powinno być zawieszane. Obecnie możliwe jest jedynie ich odroczenie i to najwyżej na 9 miesięcy.”

Innym problemem podnoszonym przez raport NIK jest niedostateczna ochrona terenów zielonych przez plany i przeznaczanie ich pod inwestycje - to właśnie obserwujemy obecnie w sprawie łącznika między ulicami Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej oraz Sienkiewicza. W 2014, gdy opublikowano plan dla tego terenu, teren skwerku przeznaczono pod budowę drogi. Z 38 wiekowych drzew kolidujących z inwestycją, spośród których znaczna część spełnia ustawowe wymogi, by stać się pomnikami przyrody, tylko 9 nadaje się do przesadzenia, a 7 do adaptacji. Pozostałe mają zostać wycięte. Co więcej - nawet te przeznaczone do ocalenia znajdują się poza najstarszą częścią skweru. 

Należy sobie w tym miejscu zadać pytanie, czy władze są zobligowane do realizowania planu miejscowego? Analogiczna sytuacja miała miejsce prawie 2 lata temu. Wtedy to władze miasta zarzuciły budowę ulicy przecinającej Osiedle Grafitowe, ponieważ mieszkańcy wyraźnie się jej sprzeciwiali. Nawet pomimo, że takowa ulica widnieje w obowiązującym planie.

Oprócz samej ochrony, istotne są także aktywne działania na rzecz polepszenia stanu zieleni miejskiej. Jak ma się więc sadzenie drzew w naszym mieście? Równie kiepsko. W latach 2004-2020 w Pruszkowie przybyło około 500 drzew. Średnio więc rocznie naszemu miastu przybywało około 30 drzew rocznie. Łącznie w podanym okresie w Pruszkowie wycięto 1700 drzew, a posadziło 2200. Wycinano jednak drzewa duże i wiekowe, a na ich miejsce posadzono niewielkie sadzonki. Te z kolei potrzebują wielu lat, by chłodzić miasto tak, jak starsze drzewa. I to pod warunkiem, że po drodze nie powali ich wichura lub burza.

Poniższy wykres (nasadzenia i ubytki drzew w Pruszkowie w latach 2004 - 2020) jest opracowaniem własnym na podstawie danych pozyskanych z Banku Danych Lokalnych.

Drzewostan w Pruszkowie - dane GUS

Wartym odnotowania jest także rekordowy rok, jakim okazał się 2020. Wtedy miasto odnotowało pierwszy ubytek drzewostanu od 2012 roku. Był on także największy w badanym okresie, bo w ciągu roku ubyło 70 drzew. Łącznie w 2020 wycięto 303 drzewa. W tym samym roku rozpoczęła się także budowa megabloku w parku Potulickich. Niestety GUS nie podał jeszcze danych za 2021 rok.

Patrząc na poczynania obecnej władz miasta i powiatu, nie można wróżyć wiele dobrego miejskiej zieleni. Publikowane co i rusz przechwałki o kilku nasadzeniach są w dłuższej perspektywie czystym greenwashingiem. 8 kwietnia powiat chwalił się nasadzeniem 10 lip. Teraz, dla równowagi we wszechświecie, wytnie ponad 20 drzew ze skwerku. Wnioski płynące z raportu NIK wydają się wiernie odzwierciedlać to, co dzieje się aktualnie w Pruszkowie: istniejące plany miejscowe preferują betonowanie zieleni, a tam, gdzie planów nie ma, betonuje się bez umiaru.