Przypomnijmy: w grudniu radni przyjęli przedstawiony przez prezydenta Pawła Makucha projekt budżetu na 2021 rok, ale odrzucili Wieloletnią Prognozę Finansową. Powód? WPF została negatywnie zaopiniowana przez Regionalną Izbę Obrachunkową, która oceniła, że zaplanowana polityka finansowa grozi miastu utratą płynności w najbliższych latach. Ponieważ opinia RIO nie jest wiążąca, prezydent na zwołanej w nadzwyczajnym trybie dodatkowej sesji 30 grudnia ponownie poprosił radnych o przyjęcie WPF. Ci znów odrzucili dokument. Prezydent grał wtedy dwutorowo – niezależnie od prób przekonania radnych napisał odwołanie do RIO, próbując nakłonić finansistów do wycofania się z negatywnej opinii. Tam też przegrał, RIO pozostała przy swoim zdaniu. W tej chwili w obrocie prawnym istnieje więc tylko budżet na 2021 rok oraz „stara” wieloletnia prognoza z listopada zeszłego roku, z nowym budżetem nieskorelowana.

We wtorek 19 stycznia RIO nakazała prezydentowi Pruszkowa naprawić zaistniałą sytuację, w przeciwnym razie 15 lutego budżet uchyli. Co wtedy? Teoretycznie problemu jeszcze nie będzie. Czas na uchwalenie budżetu i WPF jest do 31 marca. Dopiero niedotrzymanie tego terminu spowoduje, że oba dokumenty przygotuje nam sama RIO – bo miasto bez planu finansowego nie może funkcjonować. Z tym, że narzucony odgórnie dokument to byłby budżet przetrwania, pozbawiony inwestycji. Nie ruszyłaby zapewne budowa wiaduktu na Papierni czy nowego przedszkola i żłobka na Żbikowie, wiele ulic zaplanowanych do remontu na 2021 rok musiałoby poczekać co najmniej rok. Dlatego tak ważne jest, żeby prezydent i radni zdążyli z legislacją do końca marca.

Paweł Makuch jest przekonany, że wieloletnia prognoza finansowa – ta z negatywną opinią RIO – jest prawidłowa. Mówił o tym kilka dni temu na antenie pruszkowskiej Telewizji Kablowej TEL-KAB w rozmowie z red. Maciejem Białobrzeskim. – Dokument został sporządzony zgodnie z wytycznymi ustawowymi i przepisami prawa. To ambitny dokument wyjściowy. Zarówno budżet na 2021 rok, jak i WPF, są ambitne. Przyznają to nie tylko radni sympatyzujący ze mną, czy z urzędem – stwierdził. Tłumaczył, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby radni przyjęli WPF, bo w trakcie roku dokument i tak jest wielokrotnie zmieniany, w zasadzie na każdej sesji. Że w rzeczywistości kredyt jest zaciągany w wysokości znacznie mniejszej od zakładanej, a spłata już istniejącego zadłużenia następuje szybciej. – Opinia RIO jest w mojej ocenie niespójna i nieobiektywna – skwitował prezydent. Na koniec usłyszeliśmy to, co podkreśla przy każdej okazji: że nie uważa się za stronę konfliktu z radą miasta zdominowaną przez kluby SPP i KO i że jest nastawiony na współpracę.

Zakładając pozytywny scenariusz, że prezydent i radni w końcu osiągną porozumienie (niezależnie od tego, czy radni ugną się i przyjmą forsowaną przez prezydenta WPF – na co szanse są w zasadzie zerowe – czy prezydent opracuje nowy budżet z mniejszą ilością wydatków), kalendarz wydarzeń nie układa się korzystnie i wygląda następująco. Prezydent zapewne znów przedłoży radnym prognozę, którą już ma, szermując hasłami o narażaniu przez radnych na szwank interesów miasta, które musi się rozwijać. Radni odrzucą ją po raz trzeci. 15 lutego RIO, zgodnie z ostrzeżeniem, uchyli budżet, miasto będzie więc „jechać” na projekcie (bo tak mówią przepisy). Prezydent w końcu odchudzi budżet, opracuje nową WPF i oba dokumenty prześle do RIO do zaopiniowania. Po kilku tygodniach opinie nadejdą. Zakładając, że będą pozytywne, prezydent przedstawi projekty radnym. Jeśli ci je przyjmą (to będzie już marzec, może nawet pod koniec), trzeba będzie poczekać, aż się uprawomocnią. Do obrotu prawnego wejdą więc w kwietniu.

Przez ten czas Pruszków będzie funkcjonował niejako w zawieszeniu. Tego nie widać gołym okiem, bo przecież urząd miasta normalnie pracuje, w domach z kranów leci ciepła woda, a komunikacja miejska działa bez przeszkód. Ale urząd nie będzie rozpisywał przetargów na inwestycje, a jeśli nawet, to nie dojdzie do podpisania umów z wykonawcami. Każda umowa musi mieć kontrasygnatę skarbnika, tymczasem Lidia Sadowska-Mucha zapowiedziała, że nie udzieli żadnej kontrasygnaty, dopóki nie uprawomocni się budżet wraz w WPF. Jakby postąpiła inaczej, naraziłaby miasto na odpowiedzialność karną. Bo gdyby po podpisaniu umowy okazałoby się, że ostatecznie inwestycji w budżecie nie ma, to z czego zapłacić za prace?

Miasto już dziś z powodu opóźnienia przyjęcia uchwał finansowych ryzykuje przepadek dotacji, na przykład z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych czy z Funduszu Dróg Samorządowych. Te dotacje nie są ujmowane w budżecie oraz WPF i ich otrzymanie oznacza konieczność dostosowania obu dokumentów na najbliższej sesji. A jak je dostosować, skoro ich – w spójnej wersji – nie ma? Gdyby więc teraz Pruszkowowi przyznano dodatkowe środki, możliwe, że trzeba by je zwrócić. Tutaj warto zaznaczyć, że z Funduszu Dróg Samorządowych ma być współfinansowana bardzo kosztowna budowa wiaduktu nad torami kolejowymi na Papierni.

Wreszcie – sport. Urząd miasta co prawda rozpisał konkursy na dotacje dla klubów sportowych, ale nie podpisze umów, dopóki nie będzie budżetu i WPF. Dla sportu zawodowego – piłkarzy, koszykarek i koszykarzy – kilkumiesięczna zwłoka może oznaczać kłopoty. Kluby część pieniędzy pozyskują od sponsorów, część dostają od miasta. Bez publicznego wsparcia większość nie jest w stanie funkcjonować, bo rynek sponsorski jest płytki, zwłaszcza teraz, w czasie pandemii. Startując w rozgrywkach kluby muszą na bieżąco opłacać wynajem hal, sędziów, trenera, zawodnicy dostają stypendia. Sportowcom sprowadzonym z innych miast wynajmuje się mieszkania. Brak dotacji oznacza konieczność zadłużenia się bez gwarancji, że zobowiązania uda się uregulować. Radny Jacek Rybczyński, na co dzień trener pierwszoligowego klubu koszykarek MKS Pruszków, w najgorszym scenariuszu przewiduje nawet rozwiązanie zespołu zaraz po zakończeniu sezonu. To realna prognoza – dwa lata temu z powodu wstrzymania dotacji przez miasto ogromne problemy miała legenda pruszkowskiej koszykówki, klub PTS Lider, który tylko dzięki ogromnej determinacji działaczy przetrwał trudny czas, odbudował się i dziś walczy w drugiej lidze.

Forsowanie przez prezydenta dwukrotnie już odrzuconej przez radnych WPF to dla miasta gra niebezpieczna, a dla mieszkańców niekorzystna. Gra, w której nie ma zwycięzców, a z każdym tygodniem ryzyko strat rośnie. Gdyby Paweł Makuch nie próbował na siłę udowadniać RIO i radnym, że jego projekty są prawidłowe, w styczniu mielibyśmy już uchwalone wszystkie dokumenty finansowe i miasto mogłoby normalnie funkcjonować. Tymczasem dziś dominującym uczuciem u wielu osób obserwujących lokalną politykę i czujących więź z Pruszkowem, jest brak poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa. Niestety, winą za ten stan można obarczyć wyłącznie pracowników urzędu przy Kraszewskiego.