Sienkiewicza 11 to miejsce kojarzone chyba przez każdego pruszkowiaka. Mała kamieniczka komunalna, tak nijaka, że trudno jakoś ją opisać. W 2014 została wyremontowana – zaizolowano fundamenty, docieplono ściany, wymieniono okna, zamontowano instalację gazową. Ale stan budynku znów się pogarsza. Stoi on w zagłębieniu, po większych opadach jest zalewany, ściany są wilgotne, pojawia się grzyb. Generalnie nie ma sensu w niego inwestować – to wyrzucone pieniądze. Lepiej rozebrać i w jego miejscu… no właśnie, co zrobić?

Do urzędu miasta zwrócił się deweloper – warszawska spółka Talo – zainteresowany kupnem narożnej działki z kamienicą. Firma jest też właścicielem dwóch sąsiednich działek leżących pomiędzy ulicami Sienkiewicza i Ołówkową. Chciałaby w tym miejscu postawić budynek wielorodzinny.

Miasto na transakcję wstępnie wyraziło zgodę i przygotowało projekt uchwały – sprzedaż nieruchomości komunalnej wymaga zgody radnych. Jej wartość oszacowano na 739 tys. zł netto. Do tego doliczone zostanie około 250 tys. zł – koszty poniesione przez miasto na zapewnienie mieszkańcom kamieniczki (w sumie 15 osobom) innych mieszkań.

Jednak radni z Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska transakcję chwilowo wstrzymali – jak poinformował zdawkowo jej przewodniczący Karol Chlebiński (SPP), najpierw muszą spotkać się z deweloperem. Powodu spotkania Chlebiński nie podał, ale zważywszy na niezwykłą przychylność jego formacji dla deweloperów w czasach, kiedy SPP sprawowało rządy w Pruszkowie (to wtedy na przykład wydano zgody na budowę wież przy ulicy Staszica), w głowach mieszkańcom raczej powinny zapalić się czerwone lampki. Co radny chce ustalać z prywatnym przedsiębiorcą?

Nie ulega wątpliwości, że narożnik Ołówkowej i Sienkiewicza urokliwy nie jest i aż prosi się o nowe zagospodarowanie. Społecznik Arkadiusz Gębicz proponuje, żeby miasto wykwaterowało mieszkańców kamienicy, rozebrało ją i urządziło tam skwer, tzw. park portfelowy. Pomysł jest interesujący, ale ma moce i słabe strony. Atutem byłby kolejny kawałek zieleni w Pruszkowie, zwłaszcza że po wybudowaniu łącznika ulic Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej i Sienkiewicza w zasadzie zniknie zieleniec przy obecnym zakręcie ulicy Sienkiewicza przechodzącej w Kościuszki. Ale czy z nowego miniskweru przy Ołówkowej ktokolwiek będzie korzystał, nie licząc żuli z piwem okupujących ławeczki w okolicach dworca już od siódmej rano, skoro kawałek dalej jest park Sokoła?

Drugie rozwiązanie – sprzedać działkę deweloperowi. Wizualnie to nieatrakcyjne miejsce. Obok, przy Sienkiewicza, stoi szary, paskudny wizualnie, piętrowy parking. Mieć widok z okna na coś takiego to zgroza, ale to już problem dewelopera, jak sprzeda mieszkania. Po drugiej stronie ulicy Sienkiewicza, bliżej Stalowej, niezbyt ładne kamienice. Przy Ołówkowej, w miejscu dawnej Fabryki Ołówków, zamknięte osiedle deweloperskie, nieoferujące otwartych przestrzeni publicznych i niebudujące przez to wizerunku miasta przyjaznego mieszkańcom. Można więc machnąć ręką – niech sobie deweloper na narożnej działce stawia co chce, to miejsce już brzydsze nie będzie, każda nowa zabudowa jest lepsza od obecnej.

A może trzecie wyjście – niech miasto własnymi siłami w miejscu obecnej kamieniczki postawi np. budynek TBS, nawiązujący stylem do kamienic stojących bliżej ulicy Kościuszki? Zaleta: gwarancja zachowania spójności architektonicznej. Wada, i to niestety spora: to nieduża działka, ma ok. 750 mkw. Dwie następne należą do dewelopera i miasto nic na nich nie zrobi. Za miejską kamienicą ziałaby więc dziura – nie ma szans na stworzenie spójnej pierzei zarówno wzdłuż Ołówkowej, jak i Sienkiewicza.

Są więc trzy wyjścia: 1. malutki zielony skwerek miejski, 2. niech sobie deweloper stawia blok, 3. narożna kamienica miejska, ale za nią pusta przestrzeń. Która opcja wydaje Wam się najlepsza?