– O, proszę pana, to jeszcze bardzo długo potrwa… – westchnęła inspektorka Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego (WINB) zapytana przez portal zpruszkowa.pl we wtorek 29 marca, podczas wizji w terenie, kiedy wreszcie wydana zostanie decyzja administracyjna wskazująca właściciela zepsutego jazu. Urządzenie formalnie jest niczyje, nie ma go w swojej ewidencji ani Urząd Miasta Pruszkowa, ani Wody Polskie. Na szczęście, jest rozwiązanie pośrednie. Znacznie szybciej ma szansę zostać podpisane porozumienie między prezydentem Pruszkowa a Wodami Polskimi ustalające, kto podejmie się naprawy, zanim ustalony zostanie właściciel.

Porozumienie dotyczące współpracy w tej sprawie już jest! Na razie ma formę draftu. Jego treść została wstępnie zaakceptowana przez Urząd Miasta Pruszkowa i czeka na akceptację Wód Polskich. Nie wiadomo, kiedy ostatecznie obie strony złożą pod nim swoje podpisy. Niedostępna dla opinii publicznej jest także jego treść. Nie wiemy więc, jaką skalę zaangażowania finansowego przewiduje miasto ani kto konkretnie (Pruszków czy Wody Polskie) miałoby zlecić naprawę jazu. Elżbieta Jakubczak-Garczyńska, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska, powiedziała jedynie, że miasto deklaruje gotowość wyasygnowania znaczących środków na ten cel.

Porozumienie, o którym mowa, zostało uzgodnione podczas tajemniczego spotkania władz Pruszkowa z przedstawicielami Wód Polskich w obecności wiceministra infrastruktury, do którego doszło 7 marca – w dniu pierwszego posiedzenia specjalnej komisji Rady Miasta Pruszkowa ds. jazu na Utracie. Tajemniczego dlatego, że radni o spotkaniu z przedstawicielem rządu nie zostali poinformowani, urząd nie przekazał im też żadnych informacji o poczynionych wtedy ustaleniach.

Radna Anna-Maria Szczepaniak, przewodnicząca komisji, która dopiero podczas wizji lokalnej przeprowadzonej przez WINB nad Utratą dowiedziała się o drafcie uzgodnienia z Wodami Polskimi, wysłała już do prezydenta Pawła Makucha pisemny wniosek o udostępnienie jego treści.

Poprosiliśmy radną o komentarz dla portalu z pruszkowa.pl, jak ocenia efekty wtorkowej wizji WINB. – Dała nam ona znacznie szerszy obraz sytuacji związanej z jazem. Przekonaliśmy się, że inspektorzy nadzoru budowlanego wykazują dużo dobrej woli, aby zakończyć spór kompetencyjny i ustalić podmiot odpowiedzialny za naprawę urządzenia. Przy okazji mieliśmy szansę dowiedzieć się czegoś na temat ustaleń poczynionych na niedawnym spotkaniu władz Pruszkowa z przedstawicielami Wód Polskich i wiceministrem infrastruktury. Aż do tej chwili nie otrzymaliśmy bowiem protokołu ze spotkania – o co wnioskowałam – które odbyło się na początku miesiąca. Dzisiaj usłyszeliśmy, że miasto jest już bliskie podpisania porozumienia z Wodami Polskimi, co ma pozwolić na przystąpienie do prac nad naprawą jazu na Utracie. Cieszy mnie ta wiadomość, bo pokazuje, że zainteresowanie radnych, mieszkańców, organizacji społecznych i lokalnych mediów dopinguje urząd miasta do działania i przyspiesza rozwiązanie problemu – mówi Anna-Maria Szczepaniak.

Wizja nad Utratą odbyła się w wyjątkowo licznym gronie. Oprócz kilkuosobowej delegacji Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego stawiło się m.in. dwóch reprezentantów Wód Polskich (w tym Tomasz Juręczyk, wicedyrektor Zarządu Zlewni w Łowiczu), wysłannik Urzędu Gminy Michałowice, Urząd Miasta Pruszkowa reprezentowali: prezydent Paweł Makuch, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Elżbieta Jakubczak-Garczyńska oraz radca prawny mec. Małgorzata Gostomska. Obecny był prezes stowarzyszenia Za Pruszków! Arek Gębicz – to on od trzech lat alarmuje, że jaz wymaga naprawy i koresponduje z rozmaitymi instytucjami w tej sprawie. Speckomisję pruszkowskich radnych reprezentowała jej przewodnicząca Anna-Maria Szczepaniak, na chwilę przyszedł Olgierd Lewan.

Niestety, nieobecni byli pozostali członkowie komisji: Dorota Kossakowska, Jakub Kotelecki i Józef Osiński. To o tyle zaskakujące, że pierwsza dwójka (Kossakowska i Kotelecki) nie uczestniczyła również 17 marca w terenowym posiedzeniu komisji zorganizowanym przy jazie. Przynależność do komisji jest dobrowolna, dlatego prowokuje pytanie, jaki cel przyświecał im, gdy zgłaszali swój akces do niej i jak ze swoich nieobecności wytłumaczą się mieszkańcom oczekującym od radnych rzeczywistego, a nie pozorowanego zaangażowania w rozwiązywanie problemów miasta.

Jaz na Utracie wymaga pilnej interwencji. Jego mechanizm jest zablokowany i uniemożliwia regulowanie poziomu lustra rzeki, przez co w razie dużych opadów urządzenie niepotrzebnie spiętrza wodę, a ta podtapia zabudowania w Malichach. Z kolei przy niskiej wodzie nie pozwala podnieść jej poziomu, w efekcie przestaje ona zasilać kanałek prowadzący do stawów w parku Potulickich. Jaz służy właśnie do sterowania zasilaniem stawów. Jeśli nie zostanie szybko naprawiony, latem, w razie suszy, znów zaczną wysychać, a to zabije część ryb.

Presja mieszkańców Pruszkowa, którym leży na sercu dobro parku Potulickich, a także nacisk części radnych, w tym zdeterminowanych reprezentantów Malich Anny-Marii Szczepaniak i Olgierda Lewana oraz społecznika Arka Gębicza, na prezydenta Pruszkowa Pawła Makucha, są dziś wyjątkowo duże. Jeśli do naprawy jazu nie dojdzie przed coroczną letnią suszą, prezydent może spodziewać się z ich ust solidnej porcji krytyki.