Te plany mają już 10 lat albo i więcej, przedstawiał je niegdyś prezydent Jan Starzyński, jednak w najbliższych dwóch latach mają doczekać się częściowej realizacji. O co chodzi? O przedłużenie ulicy Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej do Sienkiewicza, do dworca kolejowego. Według dawnych zamierzeń ta inwestycja miała towarzyszyć przebiciu ulicy Kościuszki tunelem pod torami na Gąsin. O tunelu możemy zapomnieć, ale sprawa budowy łącznika powróciła. Jego zwolennikiem jest zarówno starostwo powiatowe, które ma już gotowy projekt, jak i władze Pruszkowa.

Łącznik będzie elementem większej układanki drogowej. Ma powstać również ulica Przytorowa – od Nowej Stacji, wzdłuż torów kolejowych, do Działkowej – z tym, że z Przytorowej nie będzie wjazdu do tunelu, będzie zaś można jechać prosto do Parzniewa. Dzięki temu powstanie coś na kształt wewnętrznej obwodnicy drogowej centrum Pruszkowa.

Jakie będą zalety i wady tego rozwiązania? Zacznijmy od tych pierwszych.

1. Poprawienie wyjazdu w kierunku Warszawy dla mieszkańców Parzniewa, części osiedla Staszica (z rejonu ulicy Akacjowej), bloków w rejonie Nowej Stacji. Nie będą musieli jechać ulicą Działkową albo Powstańców do Wojska Polskiego i dalej przeciskać się przez korkujące się w godzinach szczytu skrzyżowania.

2. Zmaleje nieco natężenie ruchu w al. Wojska Polskiego w centrum Pruszkowa. Ta ulica jest dziś przekleństwem miasta, ogromny ruch generuje hałas i zanieczyszczenie spalinami. Zmniejszy się też ryzyko wypadków na bijących rekordy stłuczek skrzyżowaniach z aleją Niepodległości i ulicą Kościuszki.

3. Poprawi się dojazd do Nowej Stacji zarówno od strony Parzniewa, jak i Warszawy.

4. Przebicie Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej do Sienkiewicza pozwoli wprowadzić jeden kierunek ruchu na Kościuszki, na odcinku od Obrońców Pokoju do Wojska Polskiego (pisałem o tym kilka dni temu na portalu zpruszkowa.pl) i stworzyć tam półdeptak.

5. Wewnętrzna obwodnica, wraz z Paszkowianką, która miejmy nadzieję w końcu powstanie, stworzy system dróg wyprowadzających ruch z centrum Pruszkowa. Nasze miasto nie posiada obwodnicy i nie ma raczej szans, by ona kiedyś powstała, dlatego warto wspierać wszystkie rozwiązania ograniczające ruch w centrum.

A teraz wady.

1. Największą jest… unicestwienie skweru przy dworcu PKP. Trudno o nim mówić, że jest malowniczy czy klimatyczny, ale jego zaletą jest to, że jest. No i każda wycinka drzew, zwłaszcza starych, budzi uzasadniony sprzeciw.

2. Wąskim gardłem stanie się skrzyżowanie alei Wojska Polskiego z ulicą Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. Na ten problem uwagę zwraca społecznik Arek Gębicz, prezes stowarzyszenia Za Pruszków! Jego zdaniem skrzyżowanie będzie miało tak niską przepustowość, że nie da rady efektywnie zbierać dwóch dużych potoków pojazdów. W efekcie cała misterna idea stworzenia wewnętrznej obwodnicy legnie w gruzach.

3. Koszty budowy łącznika będą wysokie. Szacunki są różne, mówi się o kwotach między 10 mln a 15 mln zł. Zrzucą się powiat i miasto, choć nie wiadomo jeszcze, w jakich proporcjach.

4. Łącznik będzie przechodził blisko nowo wybudowanego bloku przy ul. Parkowej. Jego mieszkańcy nie będą już mieli ciszy pod oknami przerywanej jedynie trąbieniem eskaemek. Chociaż trzeba zaznaczyć, że idea łącznika nie jest nowa, przed zakupem mieszkania warto sprawdzić plany zagospodarowania i nie opierać się jedynie na zapewnieniach dewelopera, że skwerek pod oknami swą urodą dorównuje warszawskim Łazienkom.

5. Arek Gębicz proponuje, żeby zamiast budować łącznik puścić ruch ulicą Parkową. Wyjdzie taniej, a równie efektywnie. Ja jego propozycję umieszczam na liście wad, bo Parkowa wydaje się zbyt wąska i biegnie za blisko domów, żeby wpuszczać tam duży potok aut.

Które argumenty: na tak, czy na nie, przeważają? Moim zdaniem, te pierwsze. Rzut oka na mapę wystarczy, by dostrzec korzyści polegające na usprawnieniu ruchu i odciążeniu alei Wojska Polskiego. Owszem, inwestycja będzie kosztowna i inwazyjna dla tkanki miasta, ale podzielenie kosztów pomiędzy dwa szczeble samorządu sprawi, że będą one do udźwignięcia, poza tym miasto może starać się o dofinansowanie z Funduszu Dróg Samorządowych (co zresztą już z sukcesem robiło). Największy problem mam ze skwerkiem. Nie jest urodziwy, to miejsce rekreacji niemal wyłącznie dla panów z piwem z twarzami, na których malują się wszystkie trudy życia, jednak rośnie tam kilka wyjątkowo pięknych drzew. One będą musiały pójść pod topór. Czy warto je poświęcać? Na to pytanie każdy musi sobie sam spróbować odpowiedzieć. Mimo wszystko ja skłaniam się ku budowie łącznika – choć na wycinkę drzew nie będę w stanie patrzeć.

Wiceprezydent Pruszkowa Konrad Sipiera chciałby, żeby pierwsze prace przy przebijaniu ul. Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej ruszyły już w przyszłym roku.

Jak myślicie, warto?