Ścieżka rowerowa wzdłuż al. Wojska Polskiego w Pruszkowie nie ma szczęścia. Najpierw z budowy wyrzucony został wykonawca, bo domagał się zapłaty za prace, które zrobił, a których projekt uzgodniony z miastem nie przewidywał. Nowy wykonawca dokańcza inwestycję, ale na jaw właśnie wychodzą szczególiki ukryte w projekcie, których chyba mało kto się spodziewał. Ot, chociażby placyk do odpoczynku z tirami pędzącymi półtora metra od ławeczki.

Placyk jest nie byle jaki. Zastąpił trawnik. Najpierw, jeszcze w zeszłym roku, stanęły na nim stojaki dla rowerów, choć nie bardzo wiadomo, dla kogo. Wejścia do pobliskich bloków nie są od strony al. Wojska Polskiego, tylko od podwórek. Teoretycznie mieszkaniec może zostawić rower od ulicy i będzie go widział z okna, ale jakoś nie wyobrażam sobie, żebym miał co parę minut podchodzić do okna i sprawdzać, czy mój rower wciąż tam jest.

Teraz placyk został odgrodzony od ulicą barierkami. Dzięki temu są 2 (słownie: dwa) równoległe rzędy barierek – zwykła i ta nowa, ładna, biała (jeszcze), z taflami plastikowego szkła (oj musiało kosztować).

I wreszcie, stanęła ławeczka. Jej krawędź od krawędzi ulicy dzieli jakieś półtora metra. Dokładnie w takiej odległości każdego, kto tam przysiądzie, będą mijać tiry. Kto chciałby poczuć adrenalinę – zapraszam. Przy ławeczce stoi nawet kosz na śmieci. Zjadłszy batonika w oczekowaniu na tira jest gdzie wyrzucić papierek.

Na pewno znacie rollercoastery, podczas jazdy którymi kolejka wpada do wody rozbryzgując ją malowniczo na wszystkie strony. Nie musimy już w poszukiwaniu takich atrakcji jechać do Energylandii. Wystarczy przyjść podczas deszczu na tę nową ławeczkę przy al. Wojska Polskiego. Efekt będzie ten sam. No, prawie. Tafle szkła w nowych barierkach ochronią nam buty i spodnie, ale głowę przed kaskadą wody wyrzuconą kołami tirów już nie. Kto chce spróbować?

Uroku placykowi i ławeczce przydają rosnące obok lipy. Takich nie ma nawet w Energylandii! Wszystkim miłośnikom adrenaliny, mocnych wrażeń, pruszkowskich inwestycji oraz poezji dedykuję na koniec fraszkę Jana Kochowskiego „Na lipę”:

Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
Nie dojdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim* sadzie.

*w hesperyskim sadzie — w ogrodzie Hesperyd, według podań greckich, rosły drzewa o złotych owocach. Takich drzew w Pruszkowie jeszcze nie zasadzono, ale budowa ścieżki rowerowej przy al. Wojska Polskiego też w sumie nie dobiegła jeszcze końca.