MKS Pruszków rusza w finały 1 Ligi Koszykówki Kobiet!

Po wymagającej serii z MUKS-em Poznań, przyszły półfinałowe starcia z Nautiqus Akademia Gortata Gdańsk. Pruszkowskie koszykarki rozprawiły się z rywalkami dość pewnie w dwóch meczach. Widać, że w składzie wykrystalizowała się pierwsza piątka, która rozgrywa w każdym meczu duże minuty i robi to skutecznie. Świeżak, Kiuliak, Wieczyńska, Zaborska oraz Furman. Zapewne na barkach tej piątki spoczywać będzie realizacja ostatniego kroku w tym sezonie. O stan przygotowań, nastrój przed finałem podpytaliśmy trenera MKS Pruszków - Oskara Blaszkiewicza.
Trener Oskar Blaszkiewicz (fot. MKS Pruszków)
Łukasz Dmochowski: Droga do finału wiodła przez ciężka serię z Poznaniem i niewygodne pojedynki z Gdańskiem. Czy zespół zrealizował minimum, które zakładaliście przed sezonem? Czy wręcz przeciwnie, jest to wynik ponad stan?
Oskar Blaszkiewicz: Od samego początku jak przychodziłem do Pruszkowa, mówiłem otwarcie, że cel może bardzo optymistyczny, ale jest jeden - walka o awans. Historia MKS-u jest bardzo długa i bogata w sukcesy. Tutaj każdy sezon bez medalu odbierany jest jako niepowodzenie. Sezon zasadniczy i pierwszą rundę można podsumować dwoma słowami - wzloty i upadki. Jest to mój pierwszy pełny sezon jako głównego trenera. Na pewno nie było łatwo, jednak finalny efekt, czyli gra o miejsca 1-2, brałbym w ciemno na każdym etapie tego sezonu. Finalnie uważam, iż zaprocentowało to, że mimo różnych przeciwności trzymałem się swojego pomysłu i koncepcji. Tutaj należą się podziękowania dla zarządu, który dał mi komfort pracy i nie podejmował pochopnych decyzji pod wpływem jakichś słabszych momentów. Właśnie trzymanie się tych zasad i konceptu pozwoliło nam rozegrać bardzo dobre spotkanie nr 3 z Poznaniem. Podobnie jak i pokonanie drużyny z Gdańska, którą prowadzi bardzo doświadczony i uznany trener, a w składzie jest wiele uzdolnionych doświadczonych jak i młodych zdolnych zawodniczek.
ŁD: Wiemy już, że w finale batalia z ŁKSem Łódź, drużyną, która uchodziła za jednego z faworytów całych rozgrywek. Trwają przygotowania? Jak nastawienie?
OB: Wiele osób pytało mnie, z kim wolałbym grać? Bez namysłu odpowiadałem 50/50. Z jednej strony, z drużyną Widzewa mielibyśmy przewagę parkietu. Ale w dwumeczu, w rudzie zasadniczej, to one były górą. Natomiast z ŁKS-em nie mamy przewagi parkietu, jednak dwumecz wygraliśmy, rozgrywając przy tym bardzo dobry drugi mecz. Przygotowania pozostają niezmienne. Nasza drużyna lubi trzymać się pewnego schematu. Jestem pewien, że dziewczyny w sejfach pod kluczem trzymają szczęśliwe części garderoby i „tejpy”, dzięki którym będą czuły się komfortowo w meczach finałowych.
ŁD: W decydującej fazie sezonu w dobrej formie znajdują się liderki drużyny, Wieczyńska, Kiuliak czy Furman. Jak układa się współpraca z tymi zawodniczkami? Czy w finale można liczyć na specjalne zagrywki pod te właśnie nazwiska?
OB: Ta dobra forma jest tylko i wyłącznie ich zasługą. Ciężko na to pracowały. Same wyszarpały i wypracowały sobie miejsce w pierwszej piątce, potwierdzając to swoją dyspozycją w play-off. Dopełnieniem naszej żelaznej piątki jest Pani Kapitan i vice-Kapinan. Jest to grupa zawodniczek, która jest bardzo wszechstronna. Bardzo zależało mi na tym, żeby każda z nich potrafiła grozić rzutem, jak i walczyć pod koszem. Ważne jest również odpowiednie planowanie i utrzymanie przy zdrowiu całej drużyny. Bardzo cenię sobie współpracę z Agą Bąbik, która jest jeszcze na początku swojej fizjoterapeutycznej przygody, jednak już teraz robi kawał dobrej roboty. Również nie mogę nie wspomnieć o Wojtku Mielczarku, który oficjalnie nie znajduje się w szeregach naszego klubu. Jednak w sytuacjach kryzysowych już parę razy stawiał na nogi nasze dziewczyny. Jest naprawdę specjalistą w tym, co robi. Wracając do naszego składu, uważam, że rozgrywka finałowa może mieć nieoczekiwanego bohatera. Bardzo ważne będzie wsparcie z ławki naszych dziewczyn. Przykładowo, wracam myślami do meczu domowego z Rybnikiem, gdzie po niesamowitym powrocie Ala Głąbikowska wygrała nam mecz, oraz do bardzo dobrego występu Kai Jaglarskiej w meczu nr 3 z Poznaniem. Podsumowując, zapraszam serdecznie do kibicowania i wsparcia nas na meczach w Łodzi i Pruszkowie.
Zakończę tymi samymi słowami, który kończyłem poprzedni wywiad. Ich się trzymajmy.
Wiara, wiara jest w nas !!!
źródło: pzkosz.pl
Finały rozpoczniemy w trakcie majówki. W niedzielę 3 maja o godzinie 13:00 czeka nas wyjazdowy mecz w Łodzi. W rundzie zasadniczej mogliśmy obserwować dwa starcia pomiędzy MKS-em a ŁKS-em. Pierwsze na koniec listopada zakończyło się porażką MKS-u 52:64 w Łodzi. Rewanż w Pruszkowie przyniósł zdecydowanie więcej pozytywnych wieści. Wysoka i pewna wygrana pruszkowianek 82:63 pokazała siłę drużyny trenera Blaszkiewicza. Drugi mecz, 9 maja, w hali "Znicz" o godzinie 17:00 (o 19.30 tuż po nim na stadionie starcie Znicza Pruszków z Polonią Bytom - polecamy połączyć wizytę, może z tego wyjść fajne popołudnie i wieczór). Rywalizacja toczy się do dwóch wygranych meczów. Ewentualnie starcie numer 3, ze względu na przewagę parkietu łodzianek, dla MKS-u będzie meczem wyjazdowym.
Wedle regulaminów, prawo do gry w Orlen Basket Lidze Kobiet zdobywa najlepsza drużyna w całych rozgrywkach 1 ligi. Rok temu nastąpiło jednak powiększenie elity do 14 drużyn i ostatecznie taki bilet wstępu otrzymały aż trzy drużyny - Bochnia, Jelenia Góra oraz Wisła Kraków. Dużo mówi się o dalszym powiększaniu elity, docelowo do 16 drużyn. Ze względu na bazę kibiców i historię, możliwym jest pozasportowe zaproszenie klubu ligę wyżej. Wtedy wybór padnie na Widzew Łódź. Nie ma co kalkulować - trzeba wygrywać!

.jpg?key=thumbnail-jpg)

