Michał Maj: Pruszkowowi brakuje dynamiki. Wiele spraw posuwa się zbyt wolno

Michał Maj – z wykształcenia prawnik, specjalizuje się i zawodowo zajmuje bankowością inwestycyjną. W Radzie Miasta Pruszkowa przewodniczy Komisji Prawa, Administracji, Bezpieczeństwa i Polityki Społecznej. Do rady dostał się z listy Koalicji Obywatelskiej, kilka miesięcy później wraz z grupą radnych założył konkurencyjny klub Pruszków Obywatelski. Teraz postanowił powrócić do macierzystego klubu KO.
Sławomir Bukowski: Dlaczego jest pan znów w KO?
Michał Maj: Powód jest prosty i nie ma w nim nic sensacyjnego. Uważam, że jako radny powinienem przede wszystkim działać na rzecz mieszkańców. Zmieniając klub chcę sobie stworzyć lepsze warunki do skutecznej pracy i móc jeszcze bardziej skoncentrować się na sprawach ważnych dla mieszkańców.
W Pruszkowie Obywatelskim dobrych warunków nie było?
Były, natomiast można było zauważyć, że w tej kadencji wiele spraw posuwa się wolno. Mnie osobiście brakowało większej dynamiki. Całe życie pracowałem w korporacjach, jestem przyzwyczajony do szybkiego działania – dla mnie odległy termin to trzy dni. Zdecydowałem się przejść do KO, żeby mieć większy wpływ na decyzje podejmowane przez miasto. Pokazało to chociażby głosowanie nad absolutorium, zakończone wynikiem 12 do 11, gdzie liczba 11 oznacza radnych nieobecnych na głosowaniu. Oczywiście, każdy radny nadal dysponuje jednym głosem, ale w obecnym układzie ten głos może mieć większe znaczenie.
No właśnie, 11 nieobecnych. Wszyscy radni KO wyszli z sali na czas głosowania nad wotum zaufania dla prezydenta Bąka i absolutorium za wykonanie budżetu w 2025 roku. Dlaczego pan nie został? Można było wstrzymać się od głosu albo wcisnąć przycisk „przeciw”. Efekt matematycznie byłby ten sam, bo wszystkie głosy, które nie są „za”, zmniejszają szansę prezydenta na uzyskanie wotum i absolutorium.
Matematycznie efekt rzeczywiście byłby taki sam, jednak polityczny odbiór takiego zachowania byłby inny. Nie oszukujmy się – jestem członkiem klubu radnych Koalicji Obywatelskiej, prezydent również wywodzi się z Koalicji Obywatelskiej. Nie chciałem, żeby mój powrót do klubu został odebrany jako zapowiedź rewolucji czy trwałego podziału, w którym od tej pory w każdym głosowaniu będę opowiadał się przeciwko prezydentowi. Nie wypowiadam się teraz za klub, mówię w swoim imieniu. W materiałach dotyczących wotum zaufania i absolutorium były elementy, których nie chciałem firmować swoim nazwiskiem. Jednocześnie wolę szukać rozwiązań i koncentrować się na tym, co można poprawić.
O finansach Pruszkowa
Sławomir Bukowski: Więc co można poprawić na przykład w finansach miasta?
Michał Maj: Mam nadzieję, że w tym roku uda się przeprowadzić konsolidację kredytów, o której rozmawialiśmy już podczas posiedzenia Komisji Gospodarki Komunalnej i Finansów Miasta. Jestem zwolennikiem aktywnego zarządzania zadłużeniem, choć w polskich samorządach nie jest to szczególnie powszechna praktyka. Jeżeli miasto ma kredyt oprocentowany według stawki WIBOR 3M powiększonej o marżę 1,7 proc., a istnieje możliwość uzyskania korzystniejszych warunków, należy jak najszybciej działać. Gdyby po skonsolidowaniu wszystkich zobowiązań udało się zaoszczędzić nawet milion złotych rocznie, byłby to milion, który można przeznaczyć na cele bardziej potrzebne mieszkańcom niż nadmierne koszty obsługi długu.
Milion złotych to znacząca kwota.
To jedna średniej wielkości inwestycja.
Jeśli proces konsolidacji zadłużenia zostanie przeprowadzony, za rok będzie pan skłonny zagłosować za wotum zaufania i absolutorium dla prezydenta?
Zobaczymy. Dziś trudno przesądzać. Funkcjonujemy w dynamicznym otoczeniu i w ciągu najbliższych miesięcy może wydarzyć się wiele – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych rzeczy. Miasto stoi przed dużymi wyzwaniami inwestycyjnymi i budżetowymi. To naturalne napięcie. Z jednej strony wszyscy chcieliby budować drogi, szkoły, przedszkola, mieszkania komunalne, basen czy halę sportową. Z drugiej, każda decyzja inwestycyjna musi uwzględniać możliwości finansowe. Każda nowa inwestycja obciąża budżet dwukrotnie: najpierw na etapie budowy, a później poprzez utrzymania powstałego majątku. Dotyczy to zarówno infrastruktury drogowej, jak i budynków komunalnych czy obiektów sportowych. Te przyszłe koszty trzeba brać pod uwagę już w momencie podejmowania decyzji.
Mam nadzieję, że w klubie Koalicji Obywatelskiej będę mógł mocniej zaangażować się właśnie w kwestie finansowe związane z funkcjonowaniem miasta. Poziom zadłużenia Pruszkowa mieści się w ustawowych wskaźnikach, ale mimo to podchodzę ostrożnie do założeń Wieloletniej Prognozy Finansowej. Oczywiście, prognoza jest przygotowywana zgodnie z zasadami i na podstawie danych, którymi dysponuje miasto. Zakłada jednak, że w kolejnych latach relacja zadłużenia do dochodów będzie się poprawiać. Biorąc pod uwagę prognozowaną dynamikę dochodów, ja do tych założeń podchodzę z rezerwą. Mam nadzieję, że moje obawy okażą się nieuzasadnione, a przyjęte wskaźniki rzeczywiście zostaną osiągnięte.
O rozpadzie klubu KO i wewnętrznych konfliktach
Sławomir Bukowski: Cofnijmy się do 2024 roku – do momentu, kiedy część radnych, w tym pan, opuściła klub KO i założyła Pruszków Obywatelski. Oceniając tamte wydarzenia z perspektywy blisko dwóch lat: czy to był błąd polityczny?
Michał Maj: Tamtej decyzji nie chciałbym oceniać wyłącznie z dzisiejszej perspektywy. Trzeba ją rozpatrywać w kontekście sytuacji, jaka była w 2024 roku, oraz wiedzy, którą wówczas dysponowaliśmy. Doszło wtedy do kilku wydarzeń, które sprawiły, że odejście części radnych z klubu KO i utworzenie nowego klubu wydawało się logicznym rozwiązaniem. Nie oceniam więc tej decyzji jako błędu. W dłuższej perspektywie taki podział był nieunikniony. Prędzej czy później by do niego doszło.
Różnica osobowości, oczekiwań, wewnętrzne napięcia rozsadziłyby klub od środka?
Tak. Nie doszukiwałbym się większych różnic politycznych. Znaczenie miały kwestie charakterologiczne, personalne i odmienne sposoby działania.
Za dużo wyrazistych postaci znalazło się razem?
Chyba tak. Być może wynikało to również z faktu, że w klubie znalazło się wielu nowych radnych, sprawujących mandat po raz pierwszy, w tym ja. To ludzie pełni energii i pomysłów, a każdy chciał realizować własne inicjatywy i miał swoją wizję działania. Chcę jednak podkreślić, że mój obecny powrót do klubu Koalicji Obywatelskiej nie był spowodowany jakimiś negatywnymi emocjami, konfliktem personalnym ani różnicami charakterologicznymi w klubie Pruszków Obywatelski.
Ludzie z KO namawiali pana do powrotu?
Nie. To nie była też decyzja, która nastąpiła z piątku na poniedziałek. Dojrzewałem do niej od kilku miesięcy i była przemyślana. W swojej działalności stawiam przede wszystkim na efektywność. Zależy mi na tym, żeby działać skuteczniej. Powrót do klubu KO uznałem za krok, który może mi w tym pomóc.
Nie wierzę, że radni Pruszkowa Obywatelskiego nie próbowali pana zatrzymać, może nawet oferowali panu jakieś stanowisko w klubie.
Byłem wiceprzewodniczącym klubu, więc trudno byłoby zaproponować mi w nim bardziej znaczącą funkcję. Oczywiście, były rozmowy i nie będę temu zaprzeczał, ale jak mówię, moja decyzja nie była nagła.
O odwołaniu wiceprzewodniczących rady i statucie miasta
Sławomir Bukowski: W grudniu 2024 roku, kilka miesięcy po rozłamie w Koalicji Obywatelskiej, z funkcji wiceprzewodniczących Rady Miasta Pruszkowa zostali odwołani radni, którzy w KO pozostali: Magdalena Sawicka i Rafał Rogulski. Wnioskodawcą był pański ówczesny klub – Pruszków Obywatelski. Jak pan ocenia ten ruch?
Michał Maj: To była konsekwencja wcześniejszego rozpadu klubu KO. Patrząc na to dziś uważam, że zmiana personalna w prezydium rady nie przyniosła nam w dłuższej perspektywie żadnej istotnej wartości dodanej.
Nam, czyli całej radzie miasta?
Całej radzie, albo szerzej – miastu. Zmieniły się personalia, a sprawa doprowadziła do sporu sądowego i wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Przypominam jednak, że sąd nie dopatrzył się w procedurze zmian w prezydium nieprawidłowości.
Zapoznałem się z uzasadnieniem wyroku. Sąd uznał, że wszystko odbyło się zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym, jednak w swojej analizie pominął zapisy statutu miasta. W statucie na przykład znajduje się obowiązek wyboru dwóch wiceprzewodniczących. A teraz jest tylko jeden – Małgorzata Widera.
Sądy administracyjne badają, czy doszło do istotnego naruszenia prawa. Samo pojęcie „istotnego naruszenia” zawsze pozostawia pewne pole do dyskusji, ponieważ można różnie oceniać, które uchybienia mają taki charakter. Nie chcę komentować rozstrzygnięcia sądu – uznaję je. Jeżeli już miałbym wskazywać źródło problemu, raczej upatrywałbym go w nieprecyzyjnych zapisach statutu miasta. Statut mówi o przewodniczącym i dwóch wiceprzewodniczących, ale nie określa, w jakim terminie powinni zostać powołani. Nie wiadomo, czy musi to nastąpić niezwłocznie, czy może po kilku tygodniach albo miesiącach. Nie jest również jasne, czy obaj wiceprzewodniczący muszą zostać wybrani jednocześnie. Obecne przepisy statutowe tych kwestii po prostu nie rozstrzygają.
Już kilkakrotnie w tej kadencji odniosłem wrażenie, że statut, który bywa nazywany konstytucją miasta, w Pruszkowie tego statusu nie ma.
Jest traktowany bardziej jako zwykły dokument niż lokalna konstytucja, która powinna wyznaczać jednoznaczne zasady funkcjonowania samorządu. W statucie jest wiele przepisów, które należałoby poprawić. Podejmujemy takie próby, choć wyraźnie odczuwalny jest opór przed zmianami. Trudno dziś przesądzić, czy uda się opracować i przyjąć nowy statut, czy pozostaniemy przy obecnym. Projekt przechodzi procedurę opiniowania i dopiero jej wyniki pokażą, w jakim kierunku pójdą dalsze prace. Zajmuje się nim Komisja Prawa, Administracji, Bezpieczeństwa i Polityki Społecznej, której przewodniczę, trzeba jednak pamiętać, że cały proces odbywa się również na poziomie politycznym. Może pojawić się pewna doza myślenia życzeniowego, ponieważ każdy chciałby, żeby statut regulował wszystkie kwestie w sposób idealny.
O politycznych układankach w Radzie Miasta Pruszkowa
Sławomir Bukowski: Powiedzmy sobie wprost: zdecydowana większość mieszkańców nie interesuje się pracami radnych. Nie oglądają komisji ani sesji. Docierają do nich strzępki informacji. Ale informacją, która do nich trafiła, była ta o rozpadzie klubu KO niedługo po wyborach. I ludzie zaczęli zadawać proste pytanie: o co tym radnym tak naprawdę chodzi?
Michał Maj: Do rozpadu klubu doprowadziły kwestie pozapolityczne. Ja mam nadzieję, że relacje uda się poukładać na nowo. Jednego nie można odmówić żadnemu z radnych tej kadencji – niezależnie od tego, czy należy do Koalicji Obywatelskiej, Pruszkowa Obywatelskiego, czy Prawa i Sprawiedliwości: naprawdę chce działać na rzecz mieszkańców. Oczywiście, różnimy się w wielu sprawach, pojawiają się napięcia i polityczne spory. Przykładem może być interpelacja przewodniczącego klubu Pruszków Obywatelski dotycząca posadzenia 110 drzew z okazji 110-lecia nadania Pruszkowowi praw miejskich. Sądząc po odpowiedzi prezydenta, przynajmniej ja tak ją odczytuję, inicjatywa nie spotkała się z przychylnym podejściem władz wywodzących się przecież z Koalicji Obywatelskiej. Cóż, taka jest polityka.
Pan mówi o poukładaniu relacji, ale ja bardziej obstawiałbym ruchy personalne, czyli opuszczanie klubu Pruszków Obywatelski przez kolejnych radnych i powroty do KO – tak jak pan to zrobił.
To jeden z możliwych scenariuszy. Akurat ja jako pierwszy zdecydowałem się na taki krok i być może przetarłem ścieżkę, która z czasem de facto doprowadzi do odbudowania dawnego klubu. Ale równie dobrze może się okazać, że byłem jedynym radnym, który zdecydował się na powrót, i nie nastąpią już żadne kolejne ruchy.
W Pruszkowie Obywatelskim był pan wiceprzewodniczącym klubu. W KO nie pełni pan żadnej funkcji. Nie przeszkadza to panu?
Nie. Jestem szeregowym radnym i dobrze się z tym czuję. Nie jestem osobą, która szczególnie zabiega o stanowiska. Teraz moja rola jest inna. Ja naprawdę chcę w większym stopniu skupić się na pracy dla mieszkańców i rozwiązywaniu ich codziennych problemów. Posiedzenia komisji i sesje rady są oczywiście ważną częścią działalności radnego – to tam dyskutujemy i podejmujemy decyzje. Ale praca radnego nie ogranicza się do głosowań. To także stały kontakt z ludźmi, wysłuchiwanie ich spraw i wskazywanie, gdzie mogą uzyskać pomoc albo jak rozwiązać konkretny problem. Właśnie na tym chcę się skoncentrować.
O prezydencie Pruszkowa
Sławomir Bukowski: Czy Piotr Bąk jest dobrym prezydentem?
Michał Maj: Każdy może to sam ocenić.
A pan jak ocenia?
Po poprzedniej kadencji nastąpiło wyciszenie i uspokojenie sytuacji w mieście. Być może właśnie dlatego też zmniejszyło się zainteresowanie mieszkańców sprawami samorządu, nie ma dziś spektakularnych protestów ani wydarzeń, które wywoływałyby duże emocje. Jeżeli chodzi o moją ocenę Piotra Bąka, uważam, że w warunkach, w których działa, i przy możliwościach, jakimi dysponuje miasto, robi tyle, ile może. Jego prezydentura jest raczej spokojną kontynuacją dotychczasowej polityki i kierunku rozwoju Pruszkowa niż przełomem czy rewolucją.
Piotr Bąk walcząc o prezydenturę złożył wiele obietnic. Za sztandarową uchodziła budowa centrum przesiadkowego przy dworcu PKP. Ale mówił też o nowym urzędzie miasta czy stworzeniu placu miejskiego. W tych sprawach nic się nie dzieje.
Z realizacji obietnic wyborczych prezydent będzie się rozliczał przed mieszkańcami. Na tym etapie nie chcę przesądzać, jak ten bilans ostatecznie będzie wyglądał. Jesteśmy w połowie kadencji, dlatego warto obserwować rozwój sytuacji. Na razie, jak już powiedziałem, mamy do czynienia raczej ze spokojną kontynuacją dotychczasowego kierunku rozwoju miasta niż z przełomem czy realizacją dużych, spektakularnych projektów.
Zapytam inaczej: jakie błędy popełnia Piotr Bąk?
To pytanie również należałoby skierować do samego prezydenta. Ja mogę powiedzieć, czego mi brakuje – i nie dotyczy to wyłącznie sposobu sprawowania władzy przez Piotra Bąka, ale funkcjonowania władz miasta jako całości. Brakuje mi większej dynamiki. Wiele spraw posuwa się naprzód bardzo powoli, w tempie, które określiłbym jako wyjątkowo spokojne. Chciałbym, żeby decyzje były podejmowane szybciej, a ich realizacja przebiegała sprawniej.
Ja oceniam to tak, że za prezydentury Pawła Makucha rozwój miasta napędzany był przez nieustanny konflikt z radnymi. Sprawiał, że wciąż rodziły się nowe pomysły. Dziś konfliktu brak i miasto wygląda, jakby pogrążyło się w letargu.
W poprzedniej kadencji rzeczywiście było więcej twórczego fermentu i gotowości do podejmowania nowych inicjatyw: spróbujmy, sprawdźmy, czy dany pomysł się przyjmie. W obecnej kadencji trochę mi tego brakuje. Oczywiście, każda inicjatywa powinna być dobrze przemyślana i spójna z dokumentami wyznaczającymi kierunki rozwoju miasta. Potrzebne jest jednak również bardziej koncepcyjne podejście i odwaga, by proponować nowe rozwiązania. Mam nadzieję, że władzom miasta, w tym także nam, radnym, uda się nadać tej kadencji więcej dynamiki.
O tym, co może zrobić pojedynczy radny
Sławomir Bukowski: Zbliża się połowa kadencji i czas rozliczeń władz lokalnych. Z czego pan chciałby zostać rozliczony, kiedy obecna kadencja dobiegnie już końca?
Michał Maj: Przede wszystkim z podejścia do finansów miasta. Na tym etapie najważniejsze jest ich uporządkowanie i dopilnowanie, aby pozostawały pod kontrolą. Z moich analiz budżetu wynika, że Pruszków znajduje się dziś może nie w punkcie krytycznym, ale z pewnością w delikatnym momencie. To najwyższy czas, żeby zacząć skutecznie ograniczać narastanie zadłużenia.
Można to zrobić własnym sumptem, siłami urzędu miasta i przy wsparciu radnych, bez sięgania po pomoc zewnętrznych doradców, audytorów? Są firmy, które specjalizują się w restrukturyzacji finansów samorządowych.
Wierzę w kompetencje miejskich urzędników i mam nadzieję, że uda się przeprowadzić ten proces własnymi siłami. Tym bardziej że samorządy często ograniczają deficyt również dzięki oszczędnościom powstającym w trakcie realizacji budżetu, gdy części zaplanowanych wydatków ostatecznie nie trzeba ponosić.
Do takich działań potrzeba silnego lobby. Tymczasem wśród radnych ekonomistów zbyt wielu nie ma. A co, jeśli okaże się, że jest pan samotnym strzelcem?
Oczywiście łatwiej osiągać cele w grupie, ale jeżeli będzie trzeba samodzielnie przekonywać do zmian w finansach, jestem gotów to robić. Ostatecznie od kondycji budżetu zależy wszystko: możliwości inwestycyjne miasta, jakość bieżących usług oraz zakres wsparcia oferowanego mieszkańcom. Takie działania wymagają rozmów, przedstawiania własnych koncepcji, analizowania dokumentów i przekonywania do konkretnych rozwiązań. To zwyczajna, codzienna praca radnego. Sam fakt, że miasto zmierza w kierunku konsolidacji zadłużenia, której celem jest obniżenie kosztów jego obsługi, pokazuje, że można przejść od dyskusji do realnych działań. Konsolidacja nie rozwiąże wszystkich problemów. Są również inne obszary budżetu, którym trzeba będzie się dokładnie przyjrzeć i być może wprowadzić w nich zmiany. Uważam jednak, że właśnie od zarządzania długiem warto zacząć, ponieważ w tym przypadku efekty mogą pojawić się stosunkowo szybko i być odczuwalne dla całego miasta.


.png?key=thumbnail-jpg)
