Zmniejszenie ilości tlenu w wodzie zazwyczaj jest normalnym zjawiskiem występującym w okresie letnim. Wysokie temperatury powodują spadek natlenienia wody. Tym samym pogarszają się warunki do życia ryb. Swoje robi rozwijający się w wodzie plankton. Najpierw padają szczupaki i sandacze. Ryby drapieżne, które dużo się ruszają i potrzebują większych ilości tlenu. Następne w kolejności duszą się leszcze, karpie i inne niedrapieżne gatunki.

Istotnie przyducha występowała także w Parku Potulickich. Uważni spacerowicze mogli w gorętsze lata przyuważyć ryby pływające „brzuchem do góry”. W tym roku zjawisko wystąpiło już na początku lata. Pruszkowskie fora szybko obiegły zdjęcia wyjętych z wody szczupaków.

Biorąc pod uwagę stosunkowo krótki okres upałów i problemy z nawodnieniem stawów spowodowane problemami z bobrzą tamą bardzo, w sieci szybko pojawiła się opinia, że przyducha nie jest tym razem typowym letnim zjawiskiem w Parku Potulickich. Arek Gębicz (prezes stowarzyszenia "Za Pruszków!") wskazywał, że bobrza tama, która pojawiła się w doprowadzalniku, zaburza przepływ wody przez stawy w patku.

„Lustro wody w stawach w Parku Potulickich ustabilizowało się ok. 30cm poniżej poziomu, który zapewnia pokrycie wszystkich zalewisk i przybrzeżnych obszarów stawów." - wskazywał Gębicz 19 czerwca - "Wszystko co na tych płyciznach żyło już zdechło i nie będzie miało szans się odrodzić. Nie umiem określić tego w gatunkach i ilościach, ale jest tego dużo”.

Sprawa zaczęła niepokoić również pruszkowskich wędkarzy. Prezes pruszkowskiego koła Polskiego Związku Wędkarskiego Wojciech Kamiński opublikował na Facebooku korespondencję mailową z Urzędem Miasta w tej sprawie. 

Według zamieszczonego przez niego postu na Facebooku, wędkarze informowali magistrat o problemie śnięcia ryb w stawach. "Przyczyną tego stanu rzeczy  jest tama zbudowana przez bobry na doprowadzalniku. Urząd Miasta zlecił wykonanie przecisku pod tamą, ale zastosowana zbyt mała średnica rury nie zabezpiecza odpowiedniego przepływu wody. […] W związku z powyższym, aby nie doprowadzić do jeszcze poważniejszego zagrożenia ekosystemu zespołu wodnego w Parku Miejskim wnioskujemy, o jak najszybsze podjęcie działań zmierzających do całkowitego usunięcia tamy zbudowanej przez bobry na doprowadzalniku." - czytamy w relacji na stronie pruszkowskiego koła PZW na Facebooku.

W odpowiedzi na tę sugestię naczelniczka Wydziału Ochrony Środowiska, Elżbieta Garczyńska, miała odpisać, iż PZW powinien "zweryfikować prowadzoną gospodarkę dotyczącą gatunków ryb przeznaczonych do zarybiania" na przykład przez napuszczenie do stawów gatunków ryb, które wymagają mniejszej ilości tlenu w wodzie. Miała również stwierdzić, że "bobrza tama nie ma tutaj żadnego znaczenia". 

Pełną relację PZW z wymiany korespondencji z magistratem można przeczytać w poście powyżej.

Problem jest zatem powszechnie zauważalny. Różne są natomiast oceny co do jego źródła. Do końca lata jeszcze daleko i wiele ryb może wypłynąć brzuchem do góry. Na chwilę obecną nic nie wskazuje jednak, żeby polityka magistratu w kwestii zarządzania gospodarką wodną w parku miała ulec zmianie.