Odtrąbienie sukcesu okazało się przedwczesne. Wczoraj napisaliśmy, że to koniec tegorocznej wojny z bobrami, które zbudowały tamę na kanałku doprowadzającym wodę do stawów w parku Potulickich. Po usunięciu przeszkody woda popłynęła wartkim strumieniem. Radość z tego, że poziom na stawach w ciągu kilku dni powróci do bezpiecznej dla ekosystemu wysokości, trwała krótko. Nocą z wtorku na środę dzielne zwierzaki pokazały, że nie z nimi te numery – tama znów stoi! Dokładnie w tym miejscu, co poprzednia. Co więcej, możliwe zrobił to zaledwie jeden wyjątkowo pracowity gryzoń.

– Ekipa zabrała wczoraj gałęzie z rozebranej tamy, ale bóbr naznosił nowych. Ma ich tam pod dostatkiem – mówi społecznik Arek Gębicz, który od wielu miesięcy naciska na urząd miasta, żeby definitywnie rozwiązał sprawę bobrów – w parkowych stawach z powodu zbyt niskiego poziomu zginęło w tym roku wiele zwierząt.

Jak dowiedzieliśmy się w urzędzie miasta, na miejsce ma zostać wysłany pracownik Wydziału Ochrony Środowiska i rozpoznać problem. Nie wiadomo jeszcze, dalsze działania zostaną podjęte. Arek Gębicz podpowiada: – W arsenale środków możliwych i zgodnych z prawem do zastosowania jest przepłaszanie bobrów. No i trzeba tamę systematycznie rozbierać. Może warto, żeby zostali do tego zaangażowani strażnicy miejscy, jeździli nocą na miejsce i płoszyli bobry? – zastanawia się.

Woda do stawów znów przestała płynąć.