Czwartek 10 marca, posiedzenie Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. Radni na tapecie mają tylko jedną sprawę: petycję mieszkańców Malich sprzeciwiających się projektowi przebudowy ulicy Błękitnej w dużą ulicę z chodnikiem i ścieżką rowerową. Oczekują co najwyżej utwardzenia błotnistych fragmentów, a na pozostałych zbudowania ścieżki. Petycja robi wrażenie: widnieje pod nią 520 podpisów! Jak na Pruszków – bardzo dużo. Jak na Malichy – chyba rekord. Dla porównania, internetową petycję w obronie radnej Małgorzaty Widery, żeby nie straciła stanowiska przewodniczącej Komisji Oświaty, podpisały raptem 162 osoby (z Pruszkowa oraz całej okolicy), zaś petycję do McDonald’s Polska w sprawie planów zabetonowania zielonego terenu przy pruszkowskiej restauracji – 404. Ponad pół tysiąca podpisów – i to pod papierowym dokumentem – dobitnie pokazuje, jak duży jest gniew maliszan.

Oglądając przebieg komisji można odnieść wrażenie, że mieszkaniec reprezentujący osiedle i wiceprezydent Konrad Sipiera (Pawła Makucha nie ma) kompletnie się rozmijają. Mieszkaniec formułuje przekaz najprostszy z możliwych: My nie chcemy tej drogi! Nie ufamy wam! Nie uprzedziliście! Nie zapytaliście! Zaskoczyliście nas! W odpowiedzi słyszy od Sipiery, że wszystko jeszcze jest możliwe, że nie wiadomo jak, nie wiadomo co, nie wiadomo kiedy. Wiceprezydent nie składa jednoznacznej deklaracji, że postulaty maliszan zostaną spełnione.

Trudno się dziwić, że mieszkańcy aż kipią ze złości, że zostali tak potraktowani. Na lokalnym forum dyskusyjnym Malich Piotr Skowron, który miał „przyjemność” tłumaczyć na komisji oczekiwania maliszan, pisze: „Szanowny Panie Prezydencie, niech Pan z łaski swojej nie nagina faktów. Wczoraj tłumaczyłem Panu na komisji, ale widocznie nie zrozumiał Pan, to powtórzę tutaj, cytując treść petycji, którą powinien Pan znać tak samo dobrze jak i ja: „My jako mieszkańcy Malich sprzeciwiamy się realizacji zamówienia dotyczącego projektu ul. Błękitnej (…) w postaci określonej w warunkach przetargu WSR.271.83.2021. Nie zgadzamy się na projekt i budowę ulicy w takiej formie”.

Skowron nie przebiera w słowach: „Macie swoje profile w mediach społecznościowych, biegacie z goździkami na Dzień Kobiet, z paczkami dla uchodźców i co tam jeszcze wymyślicie. Tak trudno użyć tych kanałów do komunikacji z mieszkańcami, a nie wyłącznie do swojej autopromocji? Co za problem napisać: „Hej, mieszkańcy, będziemy budować wam ulicę, spotkajmy się i ustalmy co wam tam potrzeba!”? A nie teraz, jak zrobił się szum koło sprawy, to nagle pojawiają się jakieś koncepcje, propozycje konsultacji etc. Doceniam i to, ale mamy na to tylko Pana słowo. Tylko i aż… P.S. Pozwoliłem sobie na post tutaj, bo u Pana w komentarzach zapewne pies z kulawą nogą nie przeczyta”.

Ton powyższego komentarza odzwierciedla nastroje na osiedlu. – Wzburzenie mieszkańców jest spore, jak pan Sipiera będzie parł do przodu, to będzie tu niezła jazda – mówi portalowi zpruszkowa.pl jeden z mieszkańców.

Całowanie klamki na Kraszewskiego

Maliszanie mają podstawy do tego, by czuć się pomijani i lekceważeni – i to nie pierwszy raz. W ubiegłym roku prosili Pawła Makucha o spotkanie w sprawie projektu budowy ścieżki rowerowej wzdłuż Utraty i otwarcia dla spacerowiczów parku przy szpitalu tworkowskim. Chcieli jedynie przedstawić własne pomysły, które ograniczyłyby ingerencję w delikatny ekosystem tej części miasta. Przez wiele tygodni całowali klamkę. Podobnie jak teraz z Błękitną dostawali jedynie ogólnikowe deklaracje, że rozmowy będą, ale nie teraz, a kiedy – nie wiadomo. Choć brzmi to kuriozalnie, żeby zwiększyć szanse dotarcia do władz miasta próbowali nawiązać z nimi kontakt za pośrednictwem osób, które nie są w urzędzie traktowane jak wrogowie! Nie było więc w tym gronie ani społecznika Arka Gębicza, ani radnego SPP Olgierda Lewana.

Dyplomatyczne zabiegi w końcu odniosły efekt, do spotkania w sprawie ścieżki przy Utracie doszło – nawet dwukrotnie. Przekaz informacyjny popłynął jednak niespójny. Prezydent Makuch obiecał ustępstwa i skorygowanie koncepcji budowy ścieżki rowerowej, deklarował zrozumienie dla argumentów strony społecznej. Wiceprezydent Sipiera w pierwszym spotkaniu nie uczestniczył, na drugim miał zakomunikować, że konsultacje poszczególnych etapów nie będą możliwe, ponieważ urząd nie ma w zwyczaju pokazywać projektu, zanim ten nie będzie gotowy i zostanie kupiony od wykonawcy.

Od tamtego czasu minęło pół roku. Mieszkańcy Malich pytani, czy urząd miasta w jakikolwiek sposób kontaktował się z nimi w sprawie ścieżki nad Utratą, odpowiadają: „Nie”.

Wiceminister lepszy od własnych radnych

Potem przykładów lekceważenia Malich było już tylko więcej. 13 lutego 2022 r., mieszkańcy organizują protest przy jazie na Utracie. Przychodzą ludzie, którym w Malichach wylewająca rzeka podtapia domy – gdyby jaz był sprawny, można by regulować poziom wody, a tak w czasie intensywnych opadów niepotrzebnie ją spiętrza. Wieszają transparenty. Protest był zapowiedziany. Z Urzędu Miasta Pruszkowa nie przychodzi nikt – choćby po to tylko, by wesprzeć mieszkańców dobrym słowem.

7 marca, pierwsze posiedzenie specjalnej komisji Rady Miasta Pruszkowa ds. jazu na Utracie. Przeniesione z poprzedniego na tygodnia na prośbę urzędu miasta, który stwierdził, że potrzebuje więcej czasu na przygotowanie dokumentów. Na komisji nie zjawia się jednak ani prezydent Paweł Makuch, ani odpowiedzialny za inwestycje wiceprezydent Konrad Sipiera, ani wiceprezydent Beata Czyżewska, której podlega Wydział Ochrony Środowiska. Nie pojawia się też naczelniczka tego wydziału Elżbieta Jakubczak-Garczyńska, która ma największą wiedzę na temat jazu. Nie ma ani jednego urzędnika! Członkowie komisji, włącznie z Anną Marią Szczepaniak (PiS) jako przewodniczącą, nie posiadają się ze zdumienia.

Zaskoczenie jest tym większe, że tuż przed startem obrad urząd miasta informuje na swoim fejsbukowym profilu o innym spotkaniu, do którego doszło raptem parę godzin wcześniej. I to z nie byle kim – do Pruszkowa ściągnięto wiceministra infrastruktury, żeby pomógł naprawić jaz! O spotkaniu, jak łatwo się domyśleć, radni nie zostali uprzedzeni – włącznie z jej przewodniczącą.

Malichy trzymane pod butem

Powołanie przez radnych speckomisji nie jest władzom Pruszkowa na rękę. Są naciskane ze wszystkich stron i coraz mocniej, żeby z nieszczęsnym jazem coś zrobić. O ile jednak zlekceważenie (można nawet powiedzieć: upokorzenie) radnych można od biedy uznać za element pruszkowskiego folkloru politycznego, o tyle brak woli współpracy w tej sprawie to kolejny prztyczek w nos dany mieszkańcom. Bo to nie radnym z tego osiedla Annie Marii Szczepaniak czy Olgierdowi Lewanowi prezydenci pokazali, gdzie jest ich miejsce. To była demonstracja siły wobec całych Malich.

Obecne władze w oczach maliszan straciły już tak wiele, że wydaje się to nie do odrobienia do końca kadencji. Można spróbować podjąć się analiz, kto na tym zyskuje (pierwsza hipoteza – Arek Gębicz, który niewykluczone, że wystawi swój komitet w wyborach w przyszłym roku), jednak na takie rozważania przyjdzie jeszcze czas. Dziś bardziej zasadne jest inne pytanie: dlaczego Malichy z gabinetów przy Kraszewskiego traktowane są, jakby nie należały do Pruszkowa? Czy powodem jest Olgierd Lewan przez swoją przynależność do zajadle antyprezydenckiego klubu SPP? Czy uparty do granic społecznik Arek Gębicz zaangażowany we wszystkie opisane wcześniej problemy tego osiedla? A może obaj?

Którakolwiek odpowiedź jest prawdziwa, nie ulega wątpliwości: Paweł Makuch ze swoją ekipą zaczęli zamykać się przed nielubianymi mieszkańcami i działać z zaskoczenia podobnie, jak robił to poprzednik Jan Starzyński. Wybory w 2018 roku Starzyński przegrał. Kto przegra te w 2023?