Maciej Roszkowski: Za trzy, cztery lata TBS by padł

(90)

O tym, co zastał w spółce i dlaczego postanowił wdrożyć w niej zarządzanie kryzysowe opowiada Maciej Roszkowski, były przewodniczący klubu PiS w Radzie Miasta Pruszkowa, nowy prezes TBS „Zieleń miejska”

Gratuluję wygranej w konkursie.

Dziękuję.

Już rok temu, po wyborach samorządowych, słyszałem, że radny Maciej Roszkowski przymierzany jest na prezesa. Mija rok i proszę, Maciej Roszkowski zostaje prezesem.

(śmiech) Po kolei. Najpierw były głosy, że będę wiceprezydentem. Dopiero gdy stanowisko objął Konrad Sipiera zaczęto mówić, że mam zostać prezesem.

Też słyszałem o panu jako wiceprezydencie, ale podobno poparcie centrali PiS dostał Konrad Sipiera, a pana zablokowano.

To jest polityka. A co do mojej pracy w TBS, o swoich planach zawodowych opowiadałem już w zeszłej kadencji. Rozmawiałem z wiceprezydentem Andrzejem Kurzelą, to on w jednej z luźnych rozmów powiedział, że szykują się zmiany kadrowe w mieście, bo wiele osób przechodzi na emeryturę. Od dawna zastanawiałem się, jak połączyć chęć pracy dla mieszkańców z działalnością zawodową. Skończyłem studia MBA, żeby przygotować się na różne wyzwania. W tym konkursie wystartowałbym nawet, gdyby w Pruszkowie nie doszło do zmiany władzy.

Z jakiego powodu odszedł poprzedni prezes TBS?

Tego nie wiem, od pracowników słyszałem, że był zmęczony i sam zrezygnował. Razem z nim odeszła kierownik Działu Technicznego.

W mediach społecznościowych pojawiły się opinie, że pana wygrana jest dowodem na ustawienie konkursu, że musiały być naciski na radę nadzorczą.

Takie informacje rozpowszechniają osoby, które rzekomo wycofały się już z polityki miejskiej, ale nie są w stanie przestać być aktywne. Moja decyzja o starcie nie zapadła nagle, do takiego wyzwania przygotowywałem się solidnie od kilku lat. Spełniałem wszystkie wymagania konkursu. Większość osób, które rozsiewa plotki, nie ma pojęcia, co w życiu robiłem, czym się zajmowałem.

A czym się pan zajmował?

Karierę zaczynałem w firmie Kirys, która zajmuje się zaopatrzeniem służb mundurowych. Moim sukcesem było zwiększenie jej przychodów o 266 proc. w cztery i pół roku. Ta firma jest kontrahentem wielu spółek transportowych, wygrywa przetargi warte kilkaset tysięcy złotych. W 2014 roku zostałem radnym Pruszkowa, po jakimś czasie postanowiłem odejść z Kirysa i zacząłem angażować się politycznie. Zarządzałem biurami poselskimi Anity Czerwińskiej. Tworzyłem je od podstaw, wyposażałem, zatrudniałem ludzi, przez lata zajmowałem się finansami.

Od dłuższego czasu obserwował pan pruszkowski TBS i uchodził za krytyka tej spółki. Co uznaje pan za jej największą wadę?

Jako radny otrzymywałem wiele skarg od mieszkańców, że pracownicy spółki bywali niemili, że remonty robiono po łebkach, wiele spraw ignorowano, kamienice nie są sprzątane, a administratorzy nie kontrolują właściwie ich stanu. Wyłaniał się z tego wizerunek bardzo nieprzyjaznej firmy. Jedną z najbardziej kuriozalnych spraw, w której rozwiązanie się zaangażowałem, była ta sprzed dwóch lat, dotycząca budynku przy ulicy Kraszewskiego. Okazało się, że wspólnotę mieszkaniową obciążano kosztami wody dostarczanej do fontanny stojącej naprzeciwko urzędu miasta. W efekcie miasto musiało zwrócić wspólnocie 19 tys. zł. Powodem był ogromny bałagan w dokumentacji. Ale drobniejszych potknięć było w tej firmie sporo. Jakiś czas temu na fejsbukowym forum Pruszkowa internauta ukrywający się pod pseudonimem Paweł Michał opisał moją interpelację dotyczącą błędnego odczytu wodomierza. Mieszkanka dostała bardzo wysoki rachunek. Paweł Michał zarzucił mi, że ta pani zamiast iść do prezesa TBS poleciała do radnego, żeby ten przypuścił atak na prezesa. Fakty były takie, że mieszkanka do TBS poszła, ale usłyszała, że najpierw musi zapłacić, a dopiero potem może się odwoływać. A przecież wystarczyło pójść do budynku, skontrolować, zrobić prawidłowy odczyt i skorygować błąd. Po kilku dniach pracy w TBS już widzę, jak dużo jest spraw podobnego kalibru, które dawno temu powinny zostać zamknięte.

Dlaczego ich jest dużo?

Dzisiaj wiem, że w dużej mierze spowodowane jest to małą liczbą pracowników. W 1998 roku zatrudnienie w TBS wynosiło 54 osoby, w 2019 roku, choć liczba załatwianych spraw podwoiła się, są tu tylko 34 osoby. Ludzie są przepracowani, wiecznie zmęczeni, a to sprzyja generowaniu konfliktów. Mieszkańcy non stop przychodzą do nas z różnymi sprawami, dzwonią, w efekcie pracownicy z pośpiechu popełniają błędy, bo są pod nieustanną presją czasu. Dlatego wkrótce rozpoczniemy duże nabory. Modyfikuję też strukturę organizacyjną spółki. Dział Techniczny rozbijam na dwa: Inwestycji i Remontów. Pomysł podsunęła mi była kierownik Działu Technicznego, która była tak obciążona pracą, jakby była zatrudniona na trzech etatach. Na ten dział przychodziło zresztą najwięcej skarg, bo był niedoinwestowany i przeciążony. TBS potrzebuje solidnego rembrandingu.

Czyli czego konkretnie?

Wprowadzenia standardów XXI wieku. Podam przykład oszczędności, jakie tu panowały. Dostaję dokumenty finansowe i widzę, że część pieczątki pracownika została przekreślona. Pytam, dlaczego? Pada odpowiedź, że były prezes żałował pieniędzy na wyrobienie nowej pieczątki. Takich przykładów jest więcej, nie chcę o nich mówić, bo jako szef muszę teraz dbać o dobry wizerunek spółki. Ale są i poważniejsze problemy. W spółce pracuje sześć administratorek, które muszą być w terenie, na każdą przypada 80 budynków. Mają do dyspozycji jeden wysłużony samochód. Tymczasem były prezes w tym roku kupił dla siebie służbowe auto za 120 tys. zł. Muszę jak najszybciej kupić samochody, nawet używane, żeby pracownicy byli w stanie wywiązywać się z obowiązków. Do tego wiele osób nie ma wykorzystanych urlopów, bo nie miały kiedy brać wolnego. Przecież to sprzeczne z prawem. Gdy ktokolwiek idzie na zwolnienie lekarskie, powoduje ogromne kłopoty, bo jego obowiązki spadają na resztę i ludzie się nie wyrabiają.

Z czego wynikały te drakońskie oszczędności?

Mogę się tylko domyślać. Firma uzyskuje bardzo dobre przychody, rzędu 5 mln zł rocznie, więc pieniądze są. Ale celem zarządczym było chyba wyciśnięcie maksymalnego zysku, dzięki czemu prezesowi przysługiwała wysoka premia. Każde wolne środki trafiały na lokaty bankowe. Nawet trzynastki wypłacano w marcu, bo pieniądze można było jeszcze przetrzymać na lokatach. A pracownicy się denerwowali, bo chcieliby dostawać pieniądze w styczniu, po świętach. Te praktyki kojarzą mi się z taką komiksową postacią Sknerusa McKwacza, jak byłem mały to uwielbiałem ten komiks.

Czyli zainwestuje pan w ludzi?

Tak. Pracownicy TBS nie uczestniczyli w szkoleniach, bo nie było takiego zwyczaju. Nawet ci na kluczowych stanowiskach. Wszystkich informacji, odpowiedzi na skomplikowane pytania prawne, musieli szukać w internecie. Zaryzykuję twierdzenie, że za trzy, cztery lata firma by padła – nie z powodów finansowych, ale kadrowych. Tutaj ludzie nie bardzo chcieli przychodzić pracować. Są stanowiska, na których zasadnicza płaca wynosi 2400 złotych.

Na rękę?

Brutto. Do tego dochodzą oczywiście dodatki, na przykład za staż. Chcę tę firmę postanowić na nogi, żeby za kilka lat móc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że zrobiłem wszystko, co mogłem, aby zaczęła dobrze prosperować.

Głównym udziałowcem TBS jest miasto Pruszków. Mając wsparcie prezydenta chyba będzie pan miał swobodę w zarządzaniu spółką.

To rada nadzorcza ustala cele zarządcze. Nowe władze Pruszkowa mają w radzie tylko jednego swojego przedstawiciela. Pani przewodnicząca została powołana przez poprzednie władze, jeden członek rady jest desygnowany przez Milanówek, dwie osoby reprezentują pracowników. Czy ich przekonam? Będę na bieżąco informował o sytuacji w firmie i moich planach. Według mojej oceny sytuacja jest kryzysowa i trzeba zastosować metody zarządzania kryzysowego. Każdy dział dostał polecenie sformułowania dziesięciu najpilniejszych problemów i będziemy szukać sposobów na ich rozwiązanie. Oczywiście są też takie wyzwania, jak nowa strona internetowa, logo, ale to w późniejszym terminie. Niezależnie od wszystkiego chcę uruchomić Punkt Obsługi Interesanta, żeby mieszkańcy nie byli zmuszeni chodzić po całym budynku i szukać osób kompetentnych do tego, aby zajęły się ich problemem. 

Odchodząc z Rady Miasta Pruszkowa zwolnił pan mandat. Małgorzata Kochańska, która była pierwsza w kolejce do jego objęcia, odmówiła argumentując, że jest rozczarowana pracą radnych, że zajęci są głównie wbijaniem szpil sobie i prezydentowi, a merytorycznej pracy dla dobra mieszkańców jest niewiele.

Jak najbardziej zgadzam się z nią, to zresztą była jedna z przyczyn, dla których zdecydowałem się wystartować w konkursie na prezesa TBS. To nie jest taka rada miasta, jaka była kiedyś. Ugrupowania, które ją tworzą, nie są skłonne do dialogu, nie widać chęci wypracowywania najlepszych rozwiązań.

Które ugrupowanie jest najmniej skłonne do współpracy?

Jeśli je wskażę, zostanie to odebrane jako atak. Właśnie chodzi o to, żeby przestać nieustannie szukać winnych i zacząć ze sobą rozmawiać i pracować.

Radnym PiS też chyba chęci do dialogu brakuje.

To dotyczy wszystkich ugrupowań ocenianych jako całość. Jednocześnie dociera do mnie wiele sygnałów, że zarówno w PiS, SPP, jak i KO są jednostki, które chcą działać, mają dosyć wiecznego oceniania, czy są z tej czy tamtej strony barykady, są zmęczone politycznymi rozgrywkami i konfliktami.

Może tych jednostek jest zdecydowanie za mało?

Jakby połączyły siły stworzyłyby najsilniejszy klub w radzie miasta. Ale dziś boją się wychylać.

Bo dostaną po głowie?

Odnoszę wrażenie, że zbyt dużo osób kieruje się emocjami, przez co radni angażujący się w sprawy mieszkańców spychani są na bok. Mam nadzieję, że dojdzie do pewnego przesilenia i ci, którym zależy na Pruszkowie, zbiorą się i stworzą jakąś nową formację. Na pewno bym im kibicował. W pruszkowskiej radzie miasta dominuje polityka i przypinanie łatek. Sam wiele razy słyszałem, że jestem taki czy owaki, bo jestem w PiS, od osób, które kompletnie mnie nie znają. Tymczasem jako ciekawostkę powiem, że nie jestem już członkiem Prawa i Sprawiedliwości.

Słucham?!

Zawiesiłem swoje członkostwo w dniu, w którym dowiedziałem się, że wygrałem konkurs na prezesa TBS. Nie chcę, żeby moja działalność była oceniana przez pryzmat przynależności politycznej. Mam być rozliczany wyłącznie z tego, co faktycznie zrobiłem.

W partii pana decyzję przyjęto ze zrozumieniem?

Jak najbardziej, nikt nie namawiał mnie do jej zmiany. Teraz muszę złożyć oświadczenie majątkowe. Czekam na pierwszą wypłatę, żeby wszyscy zainteresowani zobaczyli, ile naprawdę zarabiam i że nie jest to 25 tysięcy na rękę miesięcznie, jak wypisywano na Facebooku, tylko znacznie mniej.

Ile będzie pan zarabiać?

W biuletynie informacji publicznej wkrótce będzie dostępne moje oświadczenie majątkowe, w którym będzie uwzględniona pensja prezesa. Nie mam etatu, tylko kontrakt menadżerski, za decyzje odpowiadam więc całym swoim majątkiem. Do oceny mieszkańców pozostawię, czy to duże, czy małe pieniądze w porównaniu z zarobkami mojego poprzednika. Ale podkreślam: ponoszę ogromne ryzyko zawodowe, muszę postawić spółkę na nogi, a do rozwiązania jest masa problemów.

Proszę jeszcze odnieść się do informacji rozpowszechnianych na Facebooku przez Annę Kurzelę-Szybilską na temat pana miejsca zameldowania. Przed rokiem pan startował na radnego w Pruszkowie, tymczasem żona na Bemowie.

Pani Kurzela-Szybilska już pod koniec zeszłego roku, kiedy miałem według niej zostać wiceprezydentem, pisała że to ratowanie mnie przed utratą mandatu radnego. Wtedy na Facebooku odniosłem się do jej zarzutów i sprawa została wyjaśniona. Minęło dziesięć miesięcy i pisze, że teraz ratunkiem dla mnie jest praca w TBS. Niestety, niektórzy za wszelką cenę próbują się zemścić za moją działalność samorządową w kadencji 2014–2018. Zadam podstawowe pytanie: skoro uważa, że prawo zostało złamane, dlaczego przez tak długi czas nic w tej sprawie nie robiła? Pani Anna tak bardzo interesuje się moim życiem, że zaczynam traktować ją jak stalkerkę, zablokowałem ją już na Facebooku, żeby nie widzieć jej zaczepek. Od 25 lat jestem mieszkańcem Pruszkowa, wszystkie okoliczności mojego startu w wyborach były zgodne z prawem. Mam nadzieję, że po tych wyjaśnieniach nieprawdziwe informacje na mój temat wreszcie przestaną być rozpowszechniane.

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Sławomir Bukowski

Rodowity pruszkowiak, dziennikarz prasowy, podróżnik. Pracował jako reporter miejski, redaktor, wydawca. Specjalizuje się w tematyce samorządowej. Interesuje się rozwiązaniami smart city, problematyką transportu i mobilności miejskiej. Prywatnie zwariowany podróżnik, jeździ tam gdzie dowiozą go tanie linie, uwielbia wędrówki z plecakiem od rana do nocy, lokalną kuchnię i wino.

PROFIL REDAKTORA