Otym, co zastał w spółce i dlaczego postanowił wdrożyć w niej zarządzaniekryzysowe opowiada Maciej Roszkowski, były przewodniczący klubu PiS w RadzieMiasta Pruszkowa, nowy prezes TBS „Zieleń miejska”

Gratulujęwygranej w konkursie.

Dziękuję.

Jużrok temu, po wyborach samorządowych, słyszałem, że radny Maciej Roszkowskiprzymierzany jest na prezesa. Mija rok i proszę, Maciej Roszkowski zostajeprezesem.

(śmiech)Po kolei. Najpierw były głosy, że będę wiceprezydentem. Dopiero gdy stanowiskoobjął Konrad Sipiera zaczęto mówić, że mam zostać prezesem.

Teżsłyszałem o panu jako wiceprezydencie, ale podobno poparcie centrali PiS dostałKonrad Sipiera, a pana zablokowano.

To jestpolityka. A co do mojej pracy w TBS, o swoich planach zawodowych opowiadałemjuż w zeszłej kadencji. Rozmawiałem z wiceprezydentem Andrzejem Kurzelą, to onw jednej z luźnych rozmów powiedział, że szykują się zmiany kadrowe w mieście,bo wiele osób przechodzi na emeryturę. Od dawna zastanawiałem się, jak połączyćchęć pracy dla mieszkańców z działalnością zawodową. Skończyłem studia MBA,żeby przygotować się na różne wyzwania. W tym konkursie wystartowałbym nawet,gdyby w Pruszkowie nie doszło do zmiany władzy.

Zjakiego powodu odszedł poprzedni prezes TBS?

Tegonie wiem, od pracowników słyszałem, że był zmęczony i sam zrezygnował. Razem znim odeszła kierownik Działu Technicznego.

Wmediach społecznościowych pojawiły się opinie, że pana wygrana jest dowodem naustawienie konkursu, że musiały być naciski na radę nadzorczą.

Takieinformacje rozpowszechniają osoby, które rzekomo wycofały się już z politykimiejskiej, ale nie są w stanie przestać być aktywne. Moja decyzja o starcie niezapadła nagle, do takiego wyzwania przygotowywałem się solidnie od kilku lat.Spełniałem wszystkie wymagania konkursu. Większość osób, które rozsiewa plotki,nie ma pojęcia, co w życiu robiłem, czym się zajmowałem.

Aczym się pan zajmował?

Karieręzaczynałem w firmie Kirys, która zajmuje się zaopatrzeniem służb mundurowych.Moim sukcesem było zwiększenie jej przychodów o 266 proc. w cztery i pół roku.Ta firma jest kontrahentem wielu spółek transportowych, wygrywa przetargi wartekilkaset tysięcy złotych. W 2014 roku zostałem radnym Pruszkowa, po jakimś czasiepostanowiłem odejść z Kirysa i zacząłem angażować się politycznie. Zarządzałembiurami poselskimi Anity Czerwińskiej. Tworzyłem je od podstaw, wyposażałem,zatrudniałem ludzi, przez lata zajmowałem się finansami.

Oddłuższego czasu obserwował pan pruszkowski TBS i uchodził za krytyka tejspółki. Co uznaje pan za jej największą wadę?

Jakoradny otrzymywałem wiele skarg od mieszkańców, że pracownicy spółki bywaliniemili, że remonty robiono po łebkach, wiele spraw ignorowano, kamienice niesą sprzątane, a administratorzy nie kontrolują właściwie ich stanu. Wyłaniałsię z tego wizerunek bardzo nieprzyjaznej firmy. Jedną z najbardziejkuriozalnych spraw, w której rozwiązanie się zaangażowałem, była ta sprzeddwóch lat, dotycząca budynku przy ulicy Kraszewskiego. Okazało się, żewspólnotę mieszkaniową obciążano kosztami wody dostarczanej do fontannystojącej naprzeciwko urzędu miasta. W efekcie miasto musiało zwrócić wspólnocie19 tys. zł. Powodem był ogromny bałagan w dokumentacji. Ale drobniejszych potknięćbyło w tej firmie sporo. Jakiś czas temu na fejsbukowym forum Pruszkowainternauta ukrywający się pod pseudonimem Paweł Michał opisał moją interpelacjędotyczącą błędnego odczytu wodomierza. Mieszkanka dostała bardzo wysokirachunek. Paweł Michał zarzucił mi, że ta pani zamiast iść do prezesa TBSpoleciała do radnego, żeby ten przypuścił atak na prezesa. Fakty były takie, żemieszkanka do TBS poszła, ale usłyszała, że najpierw musi zapłacić, a dopieropotem może się odwoływać. A przecież wystarczyło pójść do budynku,skontrolować, zrobić prawidłowy odczyt i skorygować błąd. Po kilku dniach pracyw TBS już widzę, jak dużo jest spraw podobnego kalibru, które dawno temupowinny zostać zamknięte.

Dlaczegoich jest dużo?

Dzisiajwiem, że w dużej mierze spowodowane jest to małą liczbą pracowników. W 1998roku zatrudnienie w TBS wynosiło 54 osoby, w 2019 roku, choć liczbazałatwianych spraw podwoiła się, są tu tylko 34 osoby. Ludzie są przepracowani,wiecznie zmęczeni, a to sprzyja generowaniu konfliktów. Mieszkańcy non stopprzychodzą do nas z różnymi sprawami, dzwonią, w efekcie pracownicy z pośpiechupopełniają błędy, bo są pod nieustanną presją czasu. Dlatego wkrótcerozpoczniemy duże nabory. Modyfikuję też strukturę organizacyjną spółki. DziałTechniczny rozbijam na dwa: Inwestycji i Remontów. Pomysł podsunęła mi byłakierownik Działu Technicznego, która była tak obciążona pracą, jakby byłazatrudniona na trzech etatach. Na ten dział przychodziło zresztą najwięcejskarg, bo był niedoinwestowany i przeciążony. TBS potrzebuje solidnegorembrandingu.

Czyliczego konkretnie?

Wprowadzeniastandardów XXI wieku. Podam przykład oszczędności, jakie tu panowały. Dostajędokumenty finansowe i widzę, że część pieczątki pracownika zostałaprzekreślona. Pytam, dlaczego? Pada odpowiedź, że były prezes żałował pieniędzyna wyrobienie nowej pieczątki. Takich przykładów jest więcej, nie chcę o nichmówić, bo jako szef muszę teraz dbać o dobry wizerunek spółki. Ale są ipoważniejsze problemy. W spółce pracuje sześć administratorek, które muszą byćw terenie, na każdą przypada 80 budynków. Mają do dyspozycji jeden wysłużonysamochód. Tymczasem były prezes w tym roku kupił dla siebie służbowe auto za120 tys. zł. Muszę jak najszybciej kupić samochody, nawet używane, żeby pracownicybyli w stanie wywiązywać się z obowiązków. Do tego wiele osób nie mawykorzystanych urlopów, bo nie miały kiedy brać wolnego. Przecież to sprzecznez prawem. Gdy ktokolwiek idzie na zwolnienie lekarskie, powoduje ogromnekłopoty, bo jego obowiązki spadają na resztę i ludzie się nie wyrabiają.

Zczego wynikały te drakońskie oszczędności?

Mogęsię tylko domyślać. Firma uzyskuje bardzo dobre przychody, rzędu 5 mln złrocznie, więc pieniądze są. Ale celem zarządczym było chyba wyciśnięciemaksymalnego zysku, dzięki czemu prezesowi przysługiwała wysoka premia. Każdewolne środki trafiały na lokaty bankowe. Nawet trzynastki wypłacano w marcu, bopieniądze można było jeszcze przetrzymać na lokatach. A pracownicy siędenerwowali, bo chcieliby dostawać pieniądze w styczniu, po świętach. Tepraktyki kojarzą mi się z taką komiksową postacią Sknerusa McKwacza, jak byłemmały to uwielbiałem ten komiks.

Czylizainwestuje pan w ludzi?

Tak.Pracownicy TBS nie uczestniczyli w szkoleniach, bo nie było takiego zwyczaju.Nawet ci na kluczowych stanowiskach. Wszystkich informacji, odpowiedzi naskomplikowane pytania prawne, musieli szukać w internecie. Zaryzykujętwierdzenie, że za trzy, cztery lata firma by padła – nie z powodówfinansowych, ale kadrowych. Tutaj ludzie nie bardzo chcieli przychodzićpracować. Są stanowiska, na których zasadnicza płaca wynosi 2400 złotych.

Narękę?

Brutto.Do tego dochodzą oczywiście dodatki, na przykład za staż. Chcę tę firmępostanowić na nogi, żeby za kilka lat móc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie,że zrobiłem wszystko, co mogłem, aby zaczęła dobrze prosperować.

Głównymudziałowcem TBS jest miasto Pruszków. Mając wsparcie prezydenta chyba będziepan miał swobodę w zarządzaniu spółką.

To radanadzorcza ustala cele zarządcze. Nowe władze Pruszkowa mają w radzie tylkojednego swojego przedstawiciela. Pani przewodnicząca została powołana przezpoprzednie władze, jeden członek rady jest desygnowany przez Milanówek, dwieosoby reprezentują pracowników. Czy ich przekonam? Będę na bieżąco informował osytuacji w firmie i moich planach. Według mojej oceny sytuacja jest kryzysowa itrzeba zastosować metody zarządzania kryzysowego. Każdy dział dostał poleceniesformułowania dziesięciu najpilniejszych problemów i będziemy szukać sposobówna ich rozwiązanie. Oczywiście są też takie wyzwania, jak nowa stronainternetowa, logo, ale to w późniejszym terminie. Niezależnie od wszystkiegochcę uruchomić Punkt Obsługi Interesanta, żeby mieszkańcy nie byli zmuszenichodzić po całym budynku i szukać osób kompetentnych do tego, aby zajęły sięich problemem.

Odchodzącz Rady Miasta Pruszkowa zwolnił pan mandat. Małgorzata Kochańska, która byłapierwsza w kolejce do jego objęcia, odmówiła argumentując, że jest rozczarowanapracą radnych, że zajęci są głównie wbijaniem szpil sobie i prezydentowi, amerytorycznej pracy dla dobra mieszkańców jest niewiele.

Jaknajbardziej zgadzam się z nią, to zresztą była jedna z przyczyn, dla którychzdecydowałem się wystartować w konkursie na prezesa TBS. To nie jest taka radamiasta, jaka była kiedyś. Ugrupowania, które ją tworzą, nie są skłonne dodialogu, nie widać chęci wypracowywania najlepszych rozwiązań.

Któreugrupowanie jest najmniej skłonne do współpracy?

Jeślije wskażę, zostanie to odebrane jako atak. Właśnie chodzi o to, żeby przestaćnieustannie szukać winnych i zacząć ze sobą rozmawiać i pracować.

RadnymPiS też chyba chęci do dialogu brakuje.

Todotyczy wszystkich ugrupowań ocenianych jako całość. Jednocześnie dociera domnie wiele sygnałów, że zarówno w PiS, SPP, jak i KO są jednostki, które chcądziałać, mają dosyć wiecznego oceniania, czy są z tej czy tamtej stronybarykady, są zmęczone politycznymi rozgrywkami i konfliktami.

Możetych jednostek jest zdecydowanie za mało?

Jakbypołączyły siły stworzyłyby najsilniejszy klub w radzie miasta. Ale dziś bojąsię wychylać.

Bodostaną po głowie?

Odnoszęwrażenie, że zbyt dużo osób kieruje się emocjami, przez co radni angażujący sięw sprawy mieszkańców spychani są na bok. Mam nadzieję, że dojdzie do pewnegoprzesilenia i ci, którym zależy na Pruszkowie, zbiorą się i stworzą jakąś nowąformację. Na pewno bym im kibicował. W pruszkowskiej radzie miasta dominujepolityka i przypinanie łatek. Sam wiele razy słyszałem, że jestem taki czyowaki, bo jestem w PiS, od osób, które kompletnie mnie nie znają. Tymczasemjako ciekawostkę powiem, że nie jestem już członkiem Prawa i Sprawiedliwości.

Słucham?!

Zawiesiłemswoje członkostwo w dniu, w którym dowiedziałem się, że wygrałem konkurs naprezesa TBS. Nie chcę, żeby moja działalność była oceniana przez pryzmatprzynależności politycznej. Mam być rozliczany wyłącznie z tego, co faktyczniezrobiłem.

Wpartii pana decyzję przyjęto ze zrozumieniem?

Jaknajbardziej, nikt nie namawiał mnie do jej zmiany. Teraz muszę złożyć oświadczeniemajątkowe. Czekam na pierwszą wypłatę, żeby wszyscy zainteresowani zobaczyli,ile naprawdę zarabiam i że nie jest to 25 tysięcy na rękę miesięcznie, jakwypisywano na Facebooku, tylko znacznie mniej.

Ilebędzie pan zarabiać?

Wbiuletynie informacji publicznej wkrótce będzie dostępne moje oświadczeniemajątkowe, w którym będzie uwzględniona pensja prezesa. Nie mam etatu, tylkokontrakt menadżerski, za decyzje odpowiadam więc całym swoim majątkiem. Dooceny mieszkańców pozostawię, czy to duże, czy małe pieniądze w porównaniu zzarobkami mojego poprzednika. Ale podkreślam: ponoszę ogromne ryzyko zawodowe,muszę postawić spółkę na nogi, a do rozwiązania jest masa problemów.

Proszęjeszcze odnieść się do informacji rozpowszechnianych na Facebooku przez AnnęKurzelę-Szybilską na temat pana miejsca zameldowania. Przed rokiem panstartował na radnego w Pruszkowie, tymczasem żona na Bemowie.

PaniKurzela-Szybilska już pod koniec zeszłego roku, kiedy miałem według niej zostaćwiceprezydentem, pisała że to ratowanie mnie przed utratą mandatu radnego.Wtedy na Facebooku odniosłem się do jej zarzutów i sprawa została wyjaśniona.Minęło dziesięć miesięcy i pisze, że teraz ratunkiem dla mnie jest praca w TBS.Niestety, niektórzy za wszelką cenę próbują się zemścić za moją działalnośćsamorządową w kadencji 2014–2018. Zadam podstawowe pytanie: skoro uważa, żeprawo zostało złamane, dlaczego przez tak długi czas nic w tej sprawie nierobiła? Pani Anna tak bardzo interesuje się moim życiem, że zaczynam traktowaćją jak stalkerkę, zablokowałem ją już na Facebooku, żeby nie widzieć jejzaczepek. Od 25 lat jestem mieszkańcem Pruszkowa, wszystkie okoliczności mojegostartu w wyborach były zgodne z prawem. Mam nadzieję, że po tych wyjaśnieniachnieprawdziwe informacje na mój temat wreszcie przestaną być rozpowszechniane.