W sobotę odbyło się huczne otwarcie miejskiego lodowiska. Wśród pierwszych reakcji przeważają negatywne opinie.

“Lodowisko kicha. Bez dachu i to nie jest lodowisko tylko jakiś plastik. Czemu nie na szkole to lodowisko?” – pyta jedna z internautek na oficjalnym fanpage Miasta Pruszkowa. “Miało być lodowisko a wyszło płytowisko. Po tym nie da się normalnie jeździć na łyżwach. (…) mój 6-letni syn stwierdził, że on chciał iść na lodowisko a nie zamarznięte puzzle…Gdyby to był taki drugi obiekt w mieście to Ok. Ale jedyny? No trochę wstyd…” – wtóruje inny mieszkaniec, tym razem na pruszkowskim forum na Facebooku.

Nie lepiej opinie prezentują się na fanpage wpr24.pl, gdzie zamieszczono obszerną foto- oraz videorelację z otwarcia lodowiska. “Właśnie jestem. Fatalna sprawa, ludzie co chwilę się wywracają i narzekają. Krawędzie łyżew nie trzymają się plastiku i łyżwy się rozjezdzają. Nie ma szans nauczyć tu dziecka jeździć i jeszcze jakieś małe to lodowisko.” – czytamy wśród komentarzy. “Beznadziejnie – plastik” – napisał ktoś inny.

Użytkownicy w istocie mogą poczuć się oszukani, gdy przybędą na miejsce. Miasto włożyło bowiem niewiele wysiłku w poinformowanie mieszkańców, że nowe miejskie lodowisko niewiele ma wspólnego z lodem. Zostało wykonane z syntetycznych, polipropylenowych płyt które w założeniu mają zachowywać się niemal jak naturalna tafla lodu. “W założeniu” – bo w praktyce bywa zupełnie inaczej.

W Internecie można znaleźć sporo wiadomości o właściwościach syntetycznych lodowisk. W jednym z artykułów czytamy: “na tego typu powierzchni możemy poruszać się do przodu, do tyłu, wykonywać proste figury, jednak długość ślizgu jest dużo krótsza, niż na prawdziwej tafli, a do tego trudniej zapanować nad jazdą. Z tych powodów wydaje się, że terminem właściwszym od lodowiska jest w tym przypadku ślizgowisko. Jazda na płytach polimerowych istotnie ma więcej wspólnego ze ślizganiem się na butach po gładkim parkiecie, niż prawdziwą jazdą na łyżwach.” Wyczytaliśmy również, że ze szczególnymi trudnościami w jeździe na syntetycznym ślizgowisku mogą spotkać się właściciele łyżew figurowych.

Mało i drogo

Utworzenie miejskiego ślizgowiska było poprzedzone licznymi (i niekiedy burzliwymi) dyskusjami na miejskich forach na Facebooku. Jednym z dyskutowanych wątków była cena, jaką miasto zapłaciło za atrakcję – aż 343 170 złotych za 600 metrów kwadratowych syntetycznej tafli.

Stosownego porównania dokonał mieszkaniec Arek Gębicz – okazuje się, że w sąsiednim Brwinowie naturalne lodowisko o powierzchni 800 metrów kwadratowych kosztowało 242 310 złotych, czyli o ponad 100 tys. złotych mniej, niż w Pruszkowie. Ponadto, w cenie tej zawarto koszty obsługi (w tym trzech pracowników), wypożyczalnię, toalety, doświetlenie, sprzęt nagłaśniający i oraz organizację dwóch imprez kulturalno – rozrywkowych. W tym samym czasie cena, którą zapłaciło Miasto Pruszków, objęła niewiele więcej ponad montaż i demontaż tafli oraz utrzymanie wypożyczalni.

Gębicz przytoczył również przykład z Radomia (tak jest, tego miasta na Mazowszu, z którego wszyscy tak lubimy sobie żartować). Tam za 587 500 złotych uruchomiono całoroczne ślizgowisko (syntetyczne) o powierzchni 800 metrów kw. z gwarancją na 12 lat. Dla porównania – ślizgowisko w Pruszkowie, o powierzchni o 200 metrów kw. mniejszej niż w Radomiu, będzie otwarte do końcówki marca 2020 roku.

W facebookowej dyskusji nad tymi rewelacjami mieszkańcy kilkukrotnie oznaczali Pawła Makucha pytając o wyjaśnienia. Nie spotkali się jednak z żadną reakcją ze strony Prezydenta.

Politycy w desperackiej pogoni za sukcesem?

Otwarcie ślizgowiska odbyło się z wielką pompą i było szeroko relacjonowane w Internecie. Trudno nie odnieść wrażenia, że po burzliwym i ciężkim roku dla nowych władz Pruszkowa, wśród lokalnych polityków zapanował silny głód sukcesu. Być może to właśnie chęć podreperowania mocno nadwyrężonego wizerunku ekipy rządzącej stała za pośpiechem, który towarzyszył przygotowaniom do otwarcia atrakcji.

O pośpiechu tym świadczy choćby fakt, że przetarg na montaż i obsługę lodowiska ogłaszany był aż trzy razy (dopiero za trzecim doszedł do skutku), przy czym w dwóch pierwszych odsłonach zmieniane były warunki stawiane przez miasto. Według naszych informacji, chodziło m.in. o ustalenie zakresu odpowiedzialności między miastem a Centrum Handlowym Nowa Stacja. A to z kolei oznacza, że przetarg był ogłaszany kilkukrotnie zanim jeszcze negocjacje między wspomnianymi podmiotami dobiegły końca.

Co więcej – nie od wczoraj wiadomo, że termin otwarcia lodowisk bywa wśród okolicznych gmin postrzegany jako element “lokalnej walki o prestiż”. Ślizgowisko w Pruszkowie, pomimo wszelkich wysiłków, ponownie przegrało ten wyścig, pozostając z jednym z najpóźniej otwartych tego typu atrakcji w okolicy.

Największy zwycięzca – Nowa Stacja

Nie da się ukryć, że najwięcej na organizacji miejskiego ślizgowiska wygrało Centrum Handlowe Nowa Stacja. To tam bowiem, a nie na terenie Szkoły Podstawowej nr 2 (jak to zwykle bywało), ulokowano atrakcję w tym sezonie. W ten sposób, Centrum Handlowe, przy relatywnie niewielkim wkładzie własnym (oraz przy niebagatelnym wsparciu ze strony miasta), zapewniło sobie napływ nowych klientów. Wszak istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że wielu z użytkowników ślizgowiska, po zejściu z tafli zechce posilić się na pierwszym piętrze centrum, lub zwyczajnie udać się na zakupy (nieważne – spożywcze czy “ciuchowe”).

Oczywiście nie ma w tym nic złego. Firmy, w tym spółki prawa handlowego, tworzone są po to aby przynosić zyski i nic nie broni im korzystania z każdej nadarzającej się ku temu okazji. Szkoda jednak, że wiedząc to oraz dysponując dostępem do szeregu alternatywnych rozwiązań, miasto zdecydowało się nie tylko na pokrycie większości kosztów związanych ze ślizgowiskiem, ale też (na co wskazują fakty zestawione przez Arka Gębicza) – na mocne przepłacenie za swoją część.

Postscriptum: przeglądając komentarze i reakcje internautów na otwarcie miejskiego ślizgowiska, jeden wpis szczególnie rzucił nam się w oczy. “Jeżeli to zamiast tego poprzedniego to owulacje na stojąco” – pisze jedna z użytkowniczek Facebooka. Autorkę wpisu pragniemy bardzo serdecznie pozdrowić w imieniu całej redakcji zpruszkowa.pl