Informacja o rezygnacji Beaty Czyżewskiej była nie tylko zaskoczeniem, ale wręcz szokiem dla wielu mieszkańców Pruszkowa, szczególnie dyrektorów szkół i nauczycieli. Najmniej kontrowersyjna, pracowita wiceprezydentka, niewikłająca się w polityczne wojny i odpowiadająca przeciwnikom tylko, gdy została do tego zmuszona, była mocnym punktem ekipy Pawła Makucha. O ile kulisy rozstania nie są wciąż znane, o tyle wątpliwości nie budzi jedno: prezydent szybko musi znaleźć następcę Czyżewskiej. Każdy tydzień wakatu na kluczowym stanowisku oznaczałby rosnące ryzyko chaosu i dezorganizacji w funkcjonowaniu miejskich placówek edukacyjnych.

We wszystkich miastach w Polsce funkcja zastępcy prezydenta albo burmistrza do spraw oświaty ma wysoką rangę. Bo i problemy oświatowe wymagają większej, specjalistycznej wiedzy niż sprawy związane na przykład z inwestycjami. Aby dobrze zarządzać tym wycinkiem samorządowej rzeczywistości trzeba znakomicie poruszać się w gąszczu przepisów szeregu ustaw związanych z funkcjonowaniem szkół, przedszkoli i żłobków, a dodatkowo posiadać praktykę zawodową. To urząd miasta (w praktyce wiceprezydent) zatwierdza arkusze organizacyjne szkół, to urząd organizuje szkolenia dla nauczycieli, rozpoznaje braki sprzętowe w szkołach, koordynuje programy edukacyjne, rozwiązuje szereg doraźnych problemów oraz konfliktów w środowisku nauczycielskim (tych nie brakuje, nauczyciele są specyficzną grupą zawodową). Większość spraw nie jest widoczna dla przeciętnego mieszkańca, ale ich nagromadzenie sprawia, że wiceprezydent „od szkół” pracuje często do późnej nocy. Obiektywnie: to jeden z najbardziej „zarobionych” pracowników urzędu.

Prezydenci i burmistrzowie na zastępców do spraw oświaty wybierają zazwyczaj ludzi wywodzących się z tego środowiska: najchętniej byłych dyrektorów szkół, ale też doświadczonych nauczycieli. Tylko oni są w stanie nie tylko zrozumieć i rozwiązywać specyficzne problemy, ale też przez środowisko traktowani są jako jego reprezentanci.

Paweł Makuch z wypatrzeniem potencjalnych kandydatów problemu zapewne mieć nie będzie. Wśród nich jest choćby Marzanna Geisler, naczelnik Wydziału Edukacji w urzędzie miasta. Jej awans nie zdezorganizowałby pracy wydziału, bo do czasu wyłonienia – w drodze konkursu czy awansu – kolejnego naczelnika mogłaby na bieżąco nadzorować jego pracę z pułapu zastępcy prezydenta. Kolejni potencjalni kandydaci to dyrektorzy pruszkowskich szkół, wielu z ogromnym doświadczeniem. Nie będziemy wskazywać konkretnych nazwisk – wymienienie któregokolwiek tylko podsyciłoby spekulacje.

Jest jednak „ale”. Przyjęcie propozycji złożonej przez Pawła Makucha to skok na główkę do wody, która wcale nie musi być głęboka. Do końca kadencji ledwie półtora roku. Nie ma pewności, że Makuch zostanie na drugą kadencję, nie ma gwarancji, że w razie jego przegranej nowy włodarz powoła na stanowisko człowieka z poprzedniej ekipy. Zasada jest bowiem taka, że wraz z ustępującym prezydentem odchodzą zastępcy. Lepiej być jeszcze kilka lat dyrektorem szkoły czy przez półtora roku prezydentem? Dobre pytanie.

Wiadomo, gdzie Paweł Makuch następcy Beaty Czyżewskiej szukać raczej nie będzie: wśród radnych. Tylko dwie osoby mają tam przygotowanie pedagogiczne. Największym doświadczeniem legitymuje się Małgorzata Widera, nauczycielka języka angielskiego. Jednak po pierwsze, zasiada w klubie KO, wejście do władz miasta oraz stanięcie w jednym szeregu z wiceprezydentem z PiS nie wydaje się w Pruszkowie w tej kadencji możliwe. To jeszcze bardziej osłabiło i tak chwiejący się dziś na nogach klub KO. Po drugie, Widera, do niedawna dyrektorka w szkole w Michałowicach, opuściła tamto stanowisko z hukiem z powodu ogromnego konfliktu z częścią nauczycieli i rodziców. Odeszła, gdy zapowiedziano uliczną zbiórkę podpisów pod jej dymisją. Trudno rozważać taką kandydaturę na eksponowane stanowisko, z poziomu którego konflikty należy rozwiązywać, a nie generować. Drugie nazwisko wśród radnych to Katarzyna Wall (SPP), nauczycielka nauczania początkowego, zatrudniona w Michałowicach przez swoją koleżankę z rady miasta Małgorzatę Widerę. Wall ma niewielki staż zawodowy i choć zbiera znakomite opinie jako pedagog, zwyczajnie brakuje jej jeszcze doświadczenia.

Paweł Makuch może też popełnić dwa poważne błędy. Pierwszy, gdyby w ogóle nie szukał następcy Czyżewskiej i nadzór nad oświatą przypisał do końca kadencji sobie. To prawnie możliwe, jednak oznaczałoby daleko idące reperkusje. W tak dużym mieście jak Pruszków z pułapu prezydenta nie da się sprawować szerokiego nadzoru, który byłby skuteczny w każdym aspekcie funkcjonowania miasta. Do tego należałoby przebudować strukturę organizacyjną urzędu, bo zgodnie z ustawą o pracownikach samorządowych Paweł Makuch nie może być bezpośrednim przełożonym swojej siostry Małgorzaty Makuch-Twarowskiej, kierownik Biura Promocji (Biuro podlegało do tej pory Beacie Czyżewskiej). No i obecny prezydent samodzielnie nie rozwiązywał do tej pory bolączek edukacji – z wykształcenia jest prawnikiem. Drugi możliwy błąd to powołanie na zastępcę prezydenta osoby niemającej przygotowania do zarządzania oświatą, a której najważniejszą kompetencją jest przynależność do własnego środowiska politycznego. To byłaby prosta droga do zafundowania oświacie chaosu w momencie, kiedy tu i teraz trzeba rozwiązywać szereg problemów związanych choćby z przyjmowaniem ukraińskich dzieci do szkół i przedszkoli.

Paweł Makuch oraz Konrad Sipiera pożegnali się z Beatą Czyżewską z klasą. Ona sama w mediach społecznościowych podziękowała w czwartek za współpracę, zaś służbowy telefon wyłączyła – nie można już skontaktować się z nią używając oficjalnych kanałów. Środowiska nauczycielskie aż puchną od plotek i domysłów, a uciąć spekulacje może tylko jedno wydarzenie: nominacja dla nowego wiceprezydenta.