Od pierwszych doniesień na temat kryzysu zatrudnienia w Szpitalu na Wrzesinie minął miesiąc i dziesięć dni. Prawie tyle czasu walczyliśmy o możliwość przeprowadzenia wywiadu ze starostą i omówienia wszystkich istotnych wątków w sprawie. Od przyczyn przejścia zespołu internistek do szpitala kolejowego, przez rolę Pana Łukasza Olędrzyńskiego i Tomasza Sławatyńca, po aspekty medialne i polityczne zdarzenia.

Długie oczekiwanie na rezultaty naszych starań ma też swojeplusy. Po pierwsze: 4 lipca byłem o wiele lepiej przygotowany do rozmowy, niżbyłbym na początku czerwca. Po drugie: zdobyłem cenne informacje od wiarygodnychinformatorów. Po trzecie wreszcie: upływ czasu spowodował ostudzenie emocji wokółproblemu. To zaś poskutkowało rzeczową rozmową podpartą bardziej trzeźwą iracjonalną oceną sytuacji. Gdyby do wywiadu doszło w czerwcu, prawdopodobniezarówno pytania, jak i odpowiedzi wyglądałyby zapewne zupełnie inaczej. Finalniejednak udało się uzyskać kompletny obraz kulis kryzysu widzianego oczami StarostyPowiatu Pruszkowskiego, Krzysztofa Rymuzy.

4 lipca 2019, wywiad z Krzysztofem Rymuzą. Pytania zadaje Konstanty Chodkowski.

Panie starosto, dlaczego tak trudno Pana osiągnąć? Dopraszałemsię o ten wywiad przez miesiąc.

Nie znaliśmy się.

A czy musieliśmy się znać?

Ostatni okres był bardzo trudny. Zarząd powiatu pracował wzmniejszonym składzie, przez pół roku nie miałem zastępcy, pracowałem więc „za dwóch”. Mieliśmy bardzo dużo pracy. Nabieżąco kontaktujemy się z mediami, stalewspółpracujemy. O Pana działalności nic nie wiedziałem ale nie było tu żadnejzłej woli. W tej chwili wszystko się uporządkowało, wracamy do normalnej pracy,stąd również zaprosiłem Pana na spotkanie.

Czyli błędnym jest moje wrażenie, że unika Pan mediów?

Nasze dzisiejsze spotkanie przeczy tej tezie.

Przejdźmy do szpitala. Cofnijmy się najpierw do momentu, wktórym jeden z dwóch oddziałów wewnętrznych szpitala kolejowego w Pruszkowiezostał zamknięty. W tym samym czasie szpitalem powiatowym zarządzał jużTomasz Sławatyniec, od którego właśnie odszedł zespół internistów. Czy toprawda?

Nie pamiętam dokładnie tych okoliczności – czy najpierwodszedł od niego zespół, a później zamknięto oddział wewnętrzny w szpitalukolejowym, czy na odwrót. W mojej pamięci natomiast zachowała się kwestiaodejścia ordynatora Olędrzyńskiego ze szpitala kolejowego. Był on wówczasordynatorem na oddziale wewnętrznym. Doszło wówczas do nieporozumieniamiędzy doktorem Olędrzyńskim, a władzami spółki STOCER. W wyniku tegonieporozumienia Pan Olędrzyński zrezygnował z pracy w szpitalu kolejowym iprzeszedł do pracy do nas, do szpitala powiatowego.

Rozumiem, że zabrał ze sobą cały zespół lekarzy?

Tak, przeszedł do Szpitala na Wrzesinie wraz z całym swoimzespołem lekarzy. Potem oddział wewnętrzny szpitala kolejowego zostałzamknięty, a szpital znalazł się dokładnie w takiej sytuacji, jak my w tejchwili. Nie mogli znaleźć zespołu do prowadzenia oddziału.

Czyli de facto praprzyczyną problemów zzatrudnieniem w szpitalu powiatowym jest odejście pierwotnego zespołuinternistów. Do tego momentu w Pruszkowie był komplet zespołów internistycznych.Czy dobrze rozumiem?

Zapewne tak było ale, jak wspomniałem, nie pamiętamszczegółów.

Później oddział wewnętrzny w szpitalu kolejowym zostałoddany do remontu, czy tak?

Zgadza się.

Na początku kwietnia tego roku oddział wewnętrzny wszpitalu kolejowym zostaje ponownie oddany do użytku.

Wcześniej.

Doniesienia medialne z tego wydarzenia oscylują wokół 10kwietnia. Dokładnie po tym, jak media obiegła informacja o otwarciu oddziałuszpitala kolejowego, lekarze złożyli wypowiedzenia w szpitalu powiatowym…

Wydaje mi się, że sytuacja jest troszkę bardziejskomplikowana. Pan Olędrzyński przyszedł do szpitala powiatowego około dwa latatemu. Po około pół roku, opuścił swój zespół wszpitalu powiatowym i przeszedł do szpitala w Piasecznie, gdzie również objąłstanowisko ordynatora. I wówczas panie internistki które zostały u nas, poczułysię źle potraktowane. Bardzo dobrze i sumiennie wykonywały swoją pracę wszpitalu powiatowym i przez te półtora roku twierdziły, że z Panem Olędrzyńskimnigdy więcej nie będą chciały współpracować.

Pan Olędrzyński zaś, z nieznanych mi przyczyn rozwiązałswoja umowę w Piasecznie i przyjął propozycję pracy w szpitalu kolejowym wPruszkowie. I jakby „po drodze” wstąpił do nas i zabrał ze sobą panieinternistki. Nie wiem jak do tego doszło. Osobiście rozmawiałem z nimi i zapewniały,że nigdy w życiu nie chcą mieć z Panem Olędrzyńskim do czynienia. Że nie będąchciały z nim współpracować, bo je w jakimś sensie zawiódł – zostawił je wszpitalu, a sam przeszedł do innej instytucji. Nie zabierając ich ze sobą.

Czyli wróciliśmy do punktu wyjścia, w którym nie malekarzy w szpitalu powiatowym, a interniści wrócili do swojego poprzedniegoordynatora i do swojego poprzedniego szpitala…

Dokładnie tak.

Schemat tej sytuacji wygląda więc dość prosto: zamyka sięoddział w kolejowym – lekarze przechodzą do powiatowego. Otwiera się z powrotemoddział w kolejowym – lekarze wracają do siebie. Czy to nie wygląda jakbysprawa ich powrotu do kolejowego była wiadoma od początku? Czy nie dało się tegoprzewidzieć? Moi informatorzy zgodnie twierdzą, że od początku wszyscywiedzieli, że interniści przyszli do powiatu z kolejowego jedynie na„przetrzymanie”.

Muszę Panu absolutnie zaprzeczyć. W moim przekonaniu jest toabsolutnie nieprawda. Co o tym świadczy – już mówię. Panie internistki w pełnizaangażowały się w proces akredytacji Szpitala na Wrzesinie. Co to jestakredytacja? Przy Ministerstwie Zdrowia funkcjonuje Centrum monitorowaniaJakości. Jest to struktura ministerialna, która wydaje certyfikaty potwierdzające,że szpital wypełnia większość standardów określonych przez ministerstwo. Panieinternistki od roku angażowały się w ten proces, który miał się dokonać w lipcu.

Dodatkowo niepokój budzi niezrozumiały entuzjazm, z którympanie opuściły szpital powiatowy. Natomiast w żadnym wypadku, ze względu nazaangażowanie lekarek w proces akredytacji, który jest wymagający(certyfikacja, szkolenia, dokumentacja, zmiana podejścia do administracji wszpitalu, w podejściu do pacjenta), nie powiedziałbym, że przyszły do szpitalapowiatowego „na przetrzymanie”. Gdyby było tak, jak Pan twierdzi – tegozaangażowania by nie było.

Co w takim razie skłoniło ich do powrotu do szpitalakolejowego?

Ja również tego nie rozumiem, nie jestem w stanie tegowytłumaczyć,.

A czy padały jakieś konkretne argumenty podczas rozmów zlekarkami?

Nie, to raczej były argumenty zastępcze. Mówiono, że wszpitalu kolejowym jest lepszy sprzęt oraz że mają tam lepszą diagnostykę, botam jest tomograf. Tam też są inne oddziały, nie trzeba więc szukaćkonsultantów tylko można poprosić o konsultację kolegę z sąsiedniego oddziału.Są tam generalnie większe możliwości działania na miejscu. Ale przecież takiesame warunki były tam dwa lata temu. Nic w tym zakresie się nie zmieniło.

A warunki w szpitalu powiatowym?

W szpitalu powiatowym podjęliśmy olbrzymie wyzwanie w ciąguostatnich kilku lat. W okresie poprzedzającym nasze działanie, przez poprzednie dwadzieścia lat, w szpitalu powiatowym, niewiele siędziało. Może oprócz wybudowania lotniska dla LPR, które w tak niewielkiejplacówce ma wątpliwe uzasadnienie. Dokonywano jedynie kosmetycznych remontów –wymiany podłóg, malowania ścian. Nie miały one jednak wpływu na standard pobytuw szpitalu.

Większego postępu dokonaliśmy w ciągu ostatnich kilkuostatnich lat. Teraz każdy pokój w oddziale wewnętrznym i połowa łózek woddziale chirurgicznym ma dostęp do sanitariatu. Wybudowana została izba teżprzyjęć. W tej chwili otwieramy przetarg na budowę nowego. Będzie to trzypiętrowyobiekt. W podziemiu będzie sterylizacja i diagnostyka, parter będzie poziomemłóżkowym i na pierwszym piętrze będzie porodówka z salą cięć i dwusalowy blokoperacyjny.

I cały ten remont będzie sfinansowany przez powiat?

Zgadza się. Na tę inwestycje są pieniądze, zabezpieczonerównież w wieloletniej prognozie finansowej. To jest łącznie około 20 mln przeznajbliższe trzy lata.

Panie starosto, zatem skoro jest tak dobrze, to czemujest tak źle? Szpital nadal nie ma lekarzy na oddziale wewnętrznym…

To jest też kwestia pewnych problemów w kontaktachmiędzyludzkich. Zapewne między dyrektorem, a paniami z oddziału wewnętrznego.

Konsultowałem się z lekarzem pracującym w szpitalupublicznym w Warszawie. Zasugerował mi, że skok w zarobkach, jaki możnaosiągnąć przechodząc z jednego szpitala publicznego do drugiego raczej nie jestzawrotny i nie jest decydującym motywatorem przy zmianie pracy. Według niegonajwiększe znaczenie przy doborze miejsca pracy (jeśli chodzi o szpitalepubliczne) ma porządek i właściwa organizacja pracy oraz relacje z pracodawcą.Patrząc na fluktuacje kadry w szpitalu powiatowym nasuwa się więc wniosek, żebyć może był on zarządzany niewłaściwie? Czy naprawdę nie dało się zrobić nic,żeby ten zespół został i oddział dalej funkcjonował poprawnie?

Mogę Panu mówić co bym zrobił, gdybym był dyrektorem tegoszpitala ale nie mogę odpowiadać za to, co zrobił w ostatnich tygodniachdyrektor, który jest w tej chwili na wypowiedzeniu.

My przyjęliśmy wypowiedzenie i zgodziliśmy się narozwiązanie umowy.

Natomiast w kwestii wydarzeń ostatnich tygodni – na skutekczarnego PR-u przyprawianego temu szpitalowi mamy teraz kolosalne problemy zeznalezieniem kadry do oddziału. Nie działa nawet zachęta finansowa. Od 80 do 90złotych za godzinę dyżuru – tyle wynosi stawka w Warszawie. My proponujemy 120i nie możemy znaleźć pełnego kompletu chętnych do pracy w tym oddziale.Wszystko to dzieje się ponieważ o tym oddziale i o tym szpitalu od kilkutygodni w całym kraju mówi się wyłącznie źle.

A zaczęło się od wywiadu w TVP3, chodzi o rozmowę międzypanem dyrektorem Sławatyńcem, a panią Beyer.

Media działają tak, że jak coś się dzieje, to się zlecą.Politycy doskonale o tym wiedzą i każdy z nich może z tych mediów korzystać.Nikt nie odmawiał powiatowi szansy zbudowania własnego przekazu w mediach. Złegowizerunku nie będzie, jeśli w szpitalu będzie się działo dobrze.

Ale można wykreować ten czarny PR w jakimś określonym celu.

A jaki jest ten cel według Pana?

Odwołanie dyrektora.

No to został odwołany. Sam złożył rezygnację. I dopierona skutek tej rezygnacji przez Polskę przeszła fala publikacji na tematszpitala.

Nie miałem na to wpływu, byłem na urlopie. Ale skutek jestcały czas ten sam: nie ma takich pieniędzy, za które ktoś by tu przyszedłpracować.

Ja osobiście uważam, że nie ma takiej rzeczy, której nieda się zrobić, aby tego nie odwrócić. Jeśli jest problem to pokazuje sięrozwiązanie i demonstruje się, że władze stanęły na wysokości zadania aby tenproblem rozwiązań, a nie karci się tych, którzy problem nagłośnili.

Mleko się rozlało, a my jesteśmy w sytuacji, w której musimyznaleźć nowy zespół i to w okresie urlopowym. Póki co mamy wstępne porozumieniaz trzema lekarkami, które mogą zacząć pracę u nas od początku września. Ale dotego czasu jest jeszcze sześć tygodni!

Zaś wniosek o zawieszenie działalności oddziału, złożonyprzez Pana Sławatyńca, mówił o okresie dwóch miesięcy. Początek września niecowykracza poza tę perspektywę, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że zostałzłożony w maju. Skąd więc wynikały te dwa miesiące?

Wynikały z przekonania dyrektora, że jest w stanie otworzyćponownie ten oddział. W sytuacji, gdyby nie było tej całej wrzawy medialnej –myślę, że byłby to realny termin.

Ja jeszcze raz powtórzę: trudno mieć za złe mediom, żejak coś się dzieje, to one o tym piszą.

Zgadzam się z Panem. Wracając do tematu – pan dyrektorzłożył wniosek o zawieszenie działalności oddziału do wojewody – wojewoda sięnie zgodził. Dyrektor poprosił więc o to samo Ministerstwo Zdrowia – Ministerstwojeszcze się nie wypowiedziało. Od 1 lipca z doskoku został zatrudniony jedenlekarz na pełen etat. Pani doktor pracuje już na oddziale i do niej niebawemdojdą kolejni lekarze. Oczywiście jest to sytuacja niekomfortowa, zarówno dlapacjentów, jak i dla szpitala. Znaleźliśmy się jednak w sytuacji wyjątkowej istaramy się bezpiecznie przeprowadzić oddział przez ten trudny okres.

Czyli potwierdza Pan, że od września oddział znów zaczniepoprawnie funkcjonować?

Tak, od września trzy panie ze specjalizacjami potrzebnymido prowadzenia oddziału wewnętrznego rozpoczną pracę w Szpitalu na Wrzesinie.

***