Herb Pruszkowa miał prezentować się dostojnie. „W polu złotym mur blankowany czerwony o trzech blankowanych wieżach tegoż koloru, w bramie głowa żbika, szara na wprost” – brzmi opis heraldyczny. Autorem dzieła był ksiądz Paweł Dudziński, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii na Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Pracę doktorską poświęcił heraldyce kościelnej. Projektował herby dla biskupów, na przykład dla Sławoja Leszka Głódzia, ale też dla samorządów, m.in. dla Milanówka i właśnie Pruszkowa.

Nasz herb oparty został na motywie herbu Grzymała hrabiego Antoniego Potulickiego, filantropa, który przyczynił się do rozwoju Pruszkowa. Zaś łeb żbika w bramie ma nawiązywać do nazwy osady wymienianej już pod koniec XIII w. jako Żbików. Heraldyk uznał prawdopodobnie, że nazwa wioski pochodziła od dzikiego kota, który czynił spustoszenia w okolicznych kurnikach.

Herb wygląda pięknie, ale jego warstwa znaczeniowa opiera się na symbolice znanej wtajemniczonym. Czerwony mur przypominający na pierwszy rzut oka warownię to zmyłka – nigdy takiej tu nie było. Żbiki zaś prawdopodobnie nigdy w okolicach nie żyły – nazwa wioski nie wywodzi się od kota, a od… przezwiska pewnego chłopa. „Żbików należy do najstarszych miejscowości na południowo-zachodnim Mazowszu. Zaświadcza o tym dokument wystawiony w Sochaczewie w 1297 roku przez księcia mazowieckiego Bolesława II dla biskupa poznańskiego Jana II. Książę potwierdza wcześniejsze nadanie Kościołowi kilkunastu miejscowości na Mazowszu, a wśród nich Żbikowa w Ziemi Czerskiej” – napisał historyk Marian Skwara w rysie historycznym dzielnicy, opublikowanym na stronie muzeum Dulag 121. „Pochodzenie nazwy Żbików wywodzi się nie od dzikiego kota o tej nazwie, ale – według profesora Aleksandra Gieysztora – od człowieka, który nosił takie przezwisko. Musiał on odegrać jakąś rolę przy narodzinach wsi”.

Obecny herb ks. Paweł Dudziński przygotował w drugiej połowie lat 90. na zlecenie władz Pruszkowa, niesionych falą zmieniania wszystkiego, co się kojarzyło z PRL-em. W Pruszkowie projekt wywołał dyskusje nie mniejsze od tych toczących dzisiaj, choć nie było jeszcze internetu, a o Facebooku nikt nie słyszał. Nowemu herbowi zarzucano, że jest sprzeczny z zasadami heraldyki (bo zawiera element czyjegoś herbu i nie nawiązuje do historii miasta), że to jedynie obrazek popularyzujący legendę o żbikach. Fizjonomię kota porównywano do bohatera kreskówki „Tom i Jerry”. Trzeba przyznać, że podobieństwo jest.

Ale nie tylko wyszczerzony kot zaczął symbolizować współczesny Pruszków. Miasto, podobnie jak setki innych w Polsce, w latach dwutysięcznych uległo modzie na posiadanie logotypu. Bo o ile dostojny herb buduje historyczny przekaz (przynajmniej w zamierzeniu – w naszym mieście, jak już wiemy, nie do końca to wyszło), o tyle logo służy promocji. Można je drukować na koszulkach, leżakach, długopisach. Ma budować pozytywne i oczywiste skojarzenia. Logotypowi z reguły towarzyszy nośne hasło. Poznań na przykład wymyślił: „POZnan miasto know-how” (przerabiane w memach na Poznań hau-hau), Lublin to „Miasto inspiracji” (według złośliwych raczej: biurokracji), a Pruszków oznaczył się piktogramem włącznika i hasłem „Włącz się w Pruszków”.

Miasto przez lata intensywnie eksploatowało włącznik na imprezach ulicznych, nie potrafiąc jednak sprecyzować, o co z tym włączaniem chodzi. W końcu włącznik zaczęto nazywać wyłącznikiem, a w 2018 roku mieszkańcy podeszli do logotypu dosłownie i wyłączyli rządy ekipy SPP, wybierając na prezydenta Pawła Makucha. Ten zaś przynoszący nieszczęście logotyp natychmiast zmienił. Naszym oczom ukazał się wielobarwny kleks układający się w kształt granic administracyjnych miasta (ale że tak jest, wiedzą nieliczni, umówmy się, kształt Pruszkowa nie jest rozpoznawalny tak, jak Polski).

– Nowe logo będzie nowoczesne, kreatywne, przyjazne, kolorowe, tradycyjne i wszechstronne. Do tej pory w historii logotypów nigdy nie był wykorzystany motyw kształtu miasta. Chcemy, żeby zaistniał on w głowach ludzi. Miasto to my, żyjący w tych granicach – tłumaczył wiosną 2019 roku prezydent podczas prezentacji logotypu. Hasło też mamy nowe: „Pruszków. Poznasz – polubisz”. – Zależy nam, żeby przyciągnąć nowe osoby. Aby nowe osoby, które tu osiadły, poznały miasto i je polubiły. Żeby stały się mieszkańcami i zaczęły płacić tutaj podatki – mówił Paweł Makuch.

Logotyp od początku ma tylu zwolenników, co przeciwników (choć podobnie było w latach 90. z nowym herbem, który do dziś spowszedniał), na zwiększenie liczby podatników się nie przełożył, dodatkowo spotkał się z wrogim nastawieniem radnych SPP przywiązanych do wyłącznika, który powstał za ich czasów.

Dziś miasto promuje się niemal wyłącznie wielobarwnym logotypem. Na jego tle siedzą prezydenci podczas zdalnych obrad rady miasta i komisji, co ostatnio rozjuszyło radnego SPP Józefa Moczułę, bo wolałby widzieć za Konradem Sipierą żbika (powiedział, co o tym myśli, na ostatniej sesji). Logo jest na gadżetach produkowanych seryjnie przez urząd miasta i faktycznie coraz bardziej wypiera z powszechnej świadomości pseudohistorycznego, ale sympatycznego na swój sposób kota.

Mamy więc niemający zbyt wiele wspólnego z historią Pruszkowa herb oraz kolorowy kleks jako logo. Nie jestem w stanie rozstrzygnąć, które lepiej identyfikuje miasto. Może oba nadają się do kolejnej zmiany? A co Wy o tym sądzicie?