Panika i pogoń za sensacją zamiast rozsądku. Marketing i autopromocja zamiast środków zaradczych. Pruszków walczy z koronawirusem.

W ubiegłych tygodniach do mediów przedostała się informacja o pierwszym przypadku osoby zarażonej wirusem SARS-CoV-2 (zwanym potocznie “koronawirusem”) w Polsce. Niedługo potem odnotowano przypadek zakażenia w powiecie pruszkowskim.

Informacja na ten temat rozprzestrzeniła się za pośrednictwem Facebooka oraz poprzez sensacyjne materiały w lokalnych mediach. Uwaga opinii publicznej, zamiast na środkach prewencji podejmowanych przez lokalne władze, szybko skupiła się na personaliach. Powód? Zarażonym okazał się syn lokalnego polityka.

Plotka groźniejsza niż koronawirus

Pruszkowskie fora niemal natychmiast zalała fala plotek, domysłów i teorii spiskowych. W skrajnych przypadkach komentujący posuwali się do twierdzeń, jakoby polityk – ojciec zarażonego – miał umyślnie ignorować sygnały płynące od jego syna i w ten sposób zwiększać ryzyko zarażenia osób trzecich.

Warto zaznaczyć, że odtworzenie biegu zdarzeń z wtorku 10 marca zadaje kłam tym tezom. Zarażenie koronawirusem stwierdzono u pruszkowskiego pacjenta dopiero około godziny 18. Do tego czasu ani on, ani tym bardziej członkowie jego rodziny nie mogli posiadać informacji o wyniku diagnozy. Twierdzenie, że ojciec zarażonego kontynuował wykonywanie obowiązków służbowych wiedząc o diagnozie koronawirusa u jego syna, są więc bezpodstawne.

Zanim udało się ustalić te fakty, plotka zdążyła zrobić swoje. Domniemania ochoczo szerzone przez użytkowników Facebooka trafiły do jednej z osób, która mogła mieć kontakt z rodziną zarażonego. Osoba ta – mieszkaniec naszego powiatu – zgodnie z relacją świadków, miała popaść w panikę, na skutek czego została przetransportowana do szpitala. Na miejscu przeprowadzono skomplikowany zabieg. Stan poszkodowanego jest ciężki.

To nie jest pierwszy przypadek w Pruszkowie

Sytuacja dotycząca pierwszego przypadku zarażenia koronawirusem w Pruszkowie skupiła uwagę opinii publicznej w ostatnich dniach. Do pierwszego podejrzenia zarażenia w mieście doszło jednak ponad miesiąc wcześniej, na przełomie stycznia i lutego.

Jeden z mieszkańców zgłosił się do lekarza z objawami charakterystycznymi dla choroby COVID-19 (wywoływanej przez zakażenie wirusem SARS-CoV-2) oraz informacją, że mógł mieć do czynienia z innymi zarażonymi. W tym czasie media szeroko informowały na temat przypadków przedostawania się zarażonych do Europy, jednak na poziomie krajowym nie wdrożono jeszcze procedur postępowania ze zgłaszanymi przypadkami.

Lekarz pierwszego kontaktu odmówił zdiagnozowania pacjenta i odesłał go natychmiast do szpitala zakaźnego, nie wypisując odpowiedniego skierowania. Brak skierowania poskutkował z kolei odmową przyjęcia pacjenta przez szpital. Sfrustrowany mieszkaniec opisał tę sytuację na swoim Facebooku.

Los chciał, że mieszkaniec ten jest również pracownikiem jednej z instytucji samorządowych. Inni pracownicy (oraz osoby trzecie), gdy tylko przeczytali doniesienia z Facebooka, zaczęli bić na alarm. Do akcji włączył się Urząd Miasta. Według relacji świadków, wszyscy zaangażowani zaczęli się prześcigać w pomysłach na odcięcie pacjenta od reszty społeczeństwa. Nikomu jednak nie przyszło do głowy, aby o sytuacji poinformować sanepid.

Skąd to wiadomo? Ponieważ jedyną osobą, która zwróciła się w tym czasie do Sanepidu, był autor niniejszego artykułu. Od tamtej pory sprawy zaczęły iść gładko. Mieszkaniec z podejrzeniem zarażenia został Mieszkaniec powiatu pruszkowskiego został zawieziony do szpitala z domu po telefonicznej konsultacji z pracownikiem Państwowej Inspekcji Sanitarnej. W szpitalu wykluczono u niego zarażenie koronawirusem.

Poziom strachu opadł, jednak zaistniała sytuacja wykazała kompletne nieprzygotowanie Urzędu Miasta do zarządzania sytuacjami kryzysowymi.

Biuro Promocji zwalczy epidemię, środki zaradcze mogą poczekać

Od tamtego czasu, gdy medialna burza na temat koronawirusa przybrała na sile, władze miasta włożyły dużo wysiłku w komunikowanie na temat zagrożenia epidemicznego. Złośliwi pytają, czy nie zbyt dużo?

Od kilku dób “pruszkowski Internet” jest dosłownie zalewany kolejnymi odezwami Pawła Makucha do mieszkańców oraz kolorowymi postami z mediów społecznościowych, na które przepisuje się treści rozpowszechnione wcześniej przez instytucje rządowe.

Czasami działania te mają większy sens – jak na przykład film informujący (głównie) młodych ludzi o tym, że Straż Miejska będzie prosić ich o rozejście się do domów w przypadku natrafienia na co większe ich skupisko. Czasami jednak trudno doszukiwać się w tych działaniach innego sensu, jak tylko agresywnej autopromocji uskutecznianej na fali popularności tematu koronawirusa.

Przykładu nie trzeba szukać daleko. Decyzja o zamknięciu miejskiego targowiska zapadła dopiero w miniony piątek, późnym popołudniem (piątkowy dzień targowy zdążył się odbyć). Decyzja o zmianie zasad rekrutacji do klas pierwszych szkół podstawowych i przedszkoli została ogłoszona dopiero dziś. Do tego czasu jednak miasto zdołało wytworzyć… własną nakładkę na zdjęcie profilowe na Facebooku (sic!), promującą popularną akcję #ZostańWDomu. Dziś z kolei Prezydent wystąpił w filmie, w którym podał do wiadomości mieszkańców… swój numer telefonu komórkowego. Nie wiadomo z czym dokładnie mieszkańcy mają się zwracać do Prezydenta, z czym nie mogliby się zwrócić do odpowiednich służb. Wiadomo jednak, że Prezydent po raz kolejny zdołał zaprezentować się jako oddany sprawom zwykłych ludzi “swój chłop”.

To nie jest mem. Zdjęcie Pawła Makucha na zamkniętym placu zabaw.

Na absurd zakrawa również publikacja zdjęcia Pawła Makucha… na zamkniętym placu zabaw. Gdzie wzrokiem sięgnąć – żadna sąsiednia gmina nie wynalazła jeszcze podobnych sposobów na autopromocję swojego włodarza.

Rada Miasta nieczynna do odwołania

O ile w pełni zrozumiałe są decyzje o ograniczeniu działalności Urzędu Miasta, Urzędu Stanu Cywilnego, szkół, przedszkoli, czy nawet zamknięcie placów zabaw dla dzieci, tak nieco zaskakującą decyzją było odwołanie posiedzeń Rady Miasta – zarówno w komisjach jak i na sesjach. Czemu? Ponieważ mamy marzec 2020 roku i każdy radny miejski jest wyposażony w tablet z oprogramowaniem wystarczającym do pełnienia swojej funkcji zdalnie. Technika potrzebna do przeprowadzenia zdalnego posiedzenia jest na wyciągnięcie ręki, a mimo wszystko nie podjęto nawet próby skorzystania z niej.

Dla przykładu – próby przeprowadzenia sesji pomimo zagrożenia epidemicznego podjęła gmina Łabowa (Powiat Nowosądecki, Małopolska). Podczas takiej sesji zdecydowano o utrzymaniu odpowiedniego dystansu pomiędzy radnymi, zastosowaniu środków dezynfekcji oraz ograniczeniu obecności osób trzecich, w tym urzędników, do absolutnego minimum, czyli w tym przypadku do zera. Jak się okazało – protokolant jak i inni pracownicy Urzędu Gminy mogą wykonywać swoje obowiązki podczas sesji zdalnie. Nie można wprawdzie, zgodnie z prawem, ograniczyć obecności mieszkańców na sesji, jednak rada postanowiła zachęcić zainteresowanych do kontaktu z radnymi on-line. Zapewniono, że ich zapytania będą rozpatrywane w czasie rzeczywistym. W ten sposób zapewniono ciągłość pracy najważniejszego organu stanowiącego w gminie.

Kwarantanna i co dalej?

Według informacji pochodzących z pruszkowskiej Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, na chwilę obecną kwarantanną domową objętych jest 115 osób. Co to oznacza? Mniej więcej tyle, że osoby takie nie powinny opuszczać swojego domu do czasu uzyskania pewności, że nie są zarażone.

Udało nam się dotrzeć (on-line!) do jednej z takich osób. Jej głównym zmartwieniem, jak się okazało, jest wszechobecny chaos informacyjny. Według jej relacji, od początku do końca kwarantanny nie wiadomo jak się zachować, jakich działań można oczekiwać ze strony władz i w ogóle nie wiadomo co, poza siedzeniem w domu, powinniśmy robić.

Przykładu nie trzeba szukać daleko – rząd deklaruje, że wobec każdej osoby objętej kwarantanną domową wykonany zostanie test na obecność “koronawirusa” w organizmie. Osoba, z którą udało nam się porozmawiać przekonuje, że w jej przypadku nic takiego nie nastąpiło i nie zanosi się, żeby miało nastąpić. “Pruszkowski sanepid stoi na stanowisku, że test wykonuje tylko osobom z objawami. Po powołaniu się na wypowiedź ministra sanepid milczy, gdyż nie posiada żadnych informacji na ten temat – o decyzji sam dowiedział się z telewizji, a na chwilę obecną żadne instrukcje do niego po prostu nie dotarły.” – relacjonuje mieszkaniec.

Co więcej – gdy u innej osoby objętej kwarantanną pojawiły się objawy charakterystyczne dla zarażenia wirusem COVID-19, natychmiast zaczęła ona otrzymywać sprzeczne instrukcje ze strony szpitala i sanepidu. Sanepid doradzał jej pozostanie w domu i walkę z wirusem na własną rękę. Szpital – natychmiastowy przyjazd do placówki.

Nasi rozmówcy przyznają jednak zgodnie, że na pochwałę zasługują starania wszystkich funkcjonariuszy publicznych zaangażowanych w proces zapewniania bezpieczeństwa obywatelom w czasie zagrożenia epidemiologicznego. Trzeba pamiętać, że również oni, a nie tylko zwykli mieszkańcy, na co dzień stykają się ze sprzecznymi instrukcjami i sami bywają zmuszeni do improwizowania.

Mam objawy koronawirusa, gdzie mam się zgłosić?

Tworząc niniejszy materiał, zebraliśmy opinie od tych, którzy już mieli do czynienia z lokalnymi służbami w związku z wprowadzonym w sobotę ogólnopolskim stanem zagrożenia epidemiologicznego. Pytaliśmy, jaki scenariusz zadziała najkorzystniej dla chorego – do kogo powinniśmy zwrócić się najpierw?

Wszyscy nasi rozmówcy zgodnie potwierdzili, że najskuteczniejszą, najbardziej zaangażowaną i najlepiej przygotowaną służbą do kontaktu w sytuacji podejrzenia zarażenia koronawirusem jest Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Pruszkowie. Zgodnie z poleceniem Wojewody Mazowieckiego jest to również domyślny, pierwszy punkt kontaktu w przypadku podejrzenia zarażeniem lub zarażenia “koronawirusem”.

Poinformuj Sanepid o swojej sytuacji:
***
w godzinach pracy stacji – 22 759 88 28
***
całodobowy numer ALARMOWY
(tylko w awaryjnych sytuacjach!) – 798 498 471

W związku z nastałą sytuacją uruchomiono również specjalną infolinię NFZ, jednak korzystający z niej zwracają uwagę, że – po pierwsze – trudno się na nią dodzwonić, a po drugie – uzyskane tam informacje bywają mało przydatne.

Na wszelki wypadek jednak, pozostawiamy tutaj jej numer: 800 190 590