„Prezydent miasta jest naszym zwierzchnikiem i pracodawcą, darzymy Go szacunkiem i poważaniem i nie zgadzamy się na walkę personalną z Osobą Prezydenta. Oczekujemy reakcji na nasz sprzeciw w postaci pozostawienia nazwy stypendium, które dotyczy naszego środowiska – szkół podstawowych. Uważamy za swój obowiązek zgłoszenie takiego protestu” – to fragment listu wystosowanego przez dyrektorów wszystkich publicznych szkół podstawowych w Pruszkowie do radnych. Listu, który jak się okazuje, kończy trwającą od jesieni zeszłego roku wojnę rozpętaną przez radną Elizę Kurzelę (niezrzeszoną), wspieraną przez przewodniczącą Komisji Oświaty Małgorzatę Widerę (KO).

Inicjatywa zgłoszona została w listopadzie w trakcie prac nad aktualizacją regulaminu nagradzania wybitnie uzdolnionej młodzieży i natychmiast zyskała poparcie radnych Koalicji Obywatelskiej oraz Samorządowego Porozumienia Pruszkowa. Chodziło o to, żeby nazwę „Stypendium Prezydenta Miasta Pruszkowa” zmienić na „Stypendium Miasta Pruszkowa”. Eliza Kurzela, pomysłodawczyni, skonfliktowana z Pawłem Makuchem, nie kryje dziś niechęci do swojego współpracownika z czasów kampanii wyborczej i jest krytycznie nastawiona do większości jego pomysłów, stąd pomysł można było interpretować jako kolejną odsłonę politycznej wojenki. Zresztą głosowanie nad jej propozycją szybko unaoczniło, że faktycznie ma ona wymiar polityczny. W Komisji Oświaty poparli ją: Karol Chlebiński (SPP), Andrzej Kurzela (niezrzeszony) oraz sama przewodnicząca Małgorzata Widera (KO). Na sesji Rady Miasta Pruszkowa „za” byli: Piotr Bąk, Edgar Czop i Dorota Kossakowska (wszyscy z klubu KO), Krzysztof Biskupski, Karol Chlebiński, Olgierd Lewan, Mieczysław Maliszewski, Józef Moczuło i Józef Osiński (SPP) oraz Andrzej Kurzela i Eliza Kurzela (niezrzeszeni). Przeciw byli radni PiS, Jacek Rybczyński (formalnie w klubie SPP), Jakub Kotelecki i Grzegorz Szachogłuchowicz (niezrzeszeni). Wstrzymało się dwoje: Eugeniusz Kulpa (SPP) i – o dziwo – Małgorzata Widera (KO).

To nie był zresztą jedyny pomysł radnej Kurzeli. Zaproponowała również, żeby uroczystości wręczenia wybitnym uczniom dyplomów z udziałem prezydenta przestać organizować w szkołach i przenieść na sesję rady miasta. Już wtedy odpowiedzialna za oświatę wiceprezydent Pruszkowa Beata Czyżewska informowała radnych, że odezwało się do niej wielu rodziców i pracowników oświaty z prośbą, żeby takich zmian nie wprowadzać. – Istnieje poważna obawa, że zniweczymy możliwość realizacji celów programu, wśród których jest wyraźnie napisane, że ma on promować pozytywne wzorce w społeczności szkolnej. Uchwała ma wspierać edukację uzdolnionych dzieci, przyczyniając się do wzrostu motywacji i większej aktywności w podejmowaniu takich wyzwań – mówiła Czyżewska prosząc o wycofanie się z kontrowersyjnych pomysłów. Ostatecznie pomysł wyrzucenia uroczystości ze szkół upadł, ale ten ze zmianą nazwy stypendium – pozostał.

Koleje uchwały były potem różne, została częściowo uchylona przez nadzór prawny wojewody jako niezgodna z prawem – nie z powodu nazwy stypendium, zaważyły inne zapisy – ale aż do dziś obowiązujące w Pruszkowie akty prawne odnoszące się do programu stypendialnego wymagają przepracowania i ujednolicenia zapisów, w tym w zakresie nazewnictwa.

Bomba wybuchła w zeszłym tygodniu. Przed sesją rady miasta do skrzynek mejlowych pruszkowskich radnych trafił protest dyrektorów pruszkowskich szkół sprzeciwiających się zmianie nazwy stypendium. W swoim przesłaniu – ostry i jednoznaczny.

„Organem prowadzącym dla szkół publicznych jest jednostka samorządu terytorialnego. Tę jednostkę reprezentuje Wójt, Burmistrz lub Prezydent. W przypadku naszych pruszkowskich szkół jest to Prezydent Miasta Pruszkowa, czyli organ administracji publicznej wyposażony we władztwo administracyjne oraz posiadający własne, wyróżniające go kompetencje administracyjne” – czytamy w liście. „Miasto to jednostka osadnicza posiadająca prawa miejskie. Miasta zarządzane są przez Prezydenta miasta. Nazwa stypendium (…) wpisała się w tradycję miasta, wrosła na stałe w świadomość mieszkańców. Nie należy zmieniać nazw, które są akceptowane przez ogół społeczności szkolnej (nauczyciele, uczniowie, rodzice) i przede wszystkim zgodne z obowiązującym prawem. Prezydent miasta jest Organem, który reprezentuje miasto we wszystkich aspektach jego działalności, obejmuje honorowym Patronatem wszelkie działania pruszkowskiej oświaty – tak było za Poprzednika, tak powinno być obecnie i w przyszłości. Stypendium nie jest utożsamiane z nazwiskiem Prezydenta, tylko z Jego urzędem” – przypominają dyrektorzy. I dodają: „Nie znamy przypadków stypendium miasta, zawsze jest to stypendium wójta, burmistrza, prezydenta, starosty. Mamy nieodparte wrażenie, że wykreślenie z nazwy nagrody słowa Prezydent ma na celu umniejszenie funkcji urzędu Prezydenta, który z wyboru większości głosujących mieszkańców jest najważniejszą osobą w mieście”.

Na koniec jakby zwracają się do radnych Widery i Kurzeli: „Aktywnie uczestniczyliśmy w pracach nad brzmieniem Regulaminu przyznawania jednorazowego stypendium Prezydenta Miasta Pruszkowa dla uczniów szczególnie uzdolnionych. Nigdy nie było mowy o zmianie nazwy stypendium! Na to nie ma naszego przyzwolenia. Zmiana nazwy stypendium w znacznym stopniu wpłynie na jego rangę i prestiż. W oczach ucznia największym wyróżnieniem jest otrzymanie nagrody od najważniejszej osoby w mieście – Prezydenta Miasta”.

Pod listem podpisali się dyrektorzy: Ewa Nowicka (SP 1), Marek Śrębowaty (SP 2), Agnieszka Górecka (wicedyrektor SP 3), Ewa Nowacka (SP 4), Aneta Pawłowska (SP 5), Anna Tybora (SP 6), Magdalena Kulmaczewska (SP 8), Urszula Głogowska-Żuchowska (SP 9), Mirosława Śliwińska (SP 10).

List zrobił na radnych duże wrażenie, a w szczególnie niekomfortowej sytuacji postawił przewodniczącą Komisji Oświaty Małgorzatę Widerę, która miała być w radzie miasta głosem środowiska nauczycielskiego, tymczasem wspierając Elizę Kurzelę ustawiła się do niego w kontrze. Zmuszona zadeklarować się, czy staje po stronie dyrektorów szkół, czy wybiera polityczne rozgrywki, Widera postanowiła odciąć się od koleżanki radnej. „Zostałam poproszona przez dyrekcje szkół podstawowych o odczytanie pisma. Poproszono mnie, żebym zrobiła to dziś, na sesji. Jest to prośba dyrektorów placówek oświatowych w naszym mieście i wydaje mi się bardzo istotna” – zakomunikowała z rezygnacją. „Bardzo żałuję, że ten głos w sprawie zmiany nazwy nie pojawił się wcześniej. Zgadzam się z tym, co napisały panie dyrektor” – dodała, jakby zapominając, że krytyczne głosy płynęły ze środowiska pedagogicznego już w zeszłym roku. „Poprosiłam pana prezydenta i panią naczelnik (Wydziału Oświaty – przyp. aut.) o wsparcie w zamknięciu tego tematu” – wypaliła, choć przecież to ona wraz z radną Kurzelą temat wywołały. Wreszcie oznajmiła, że „po głębszym namyśle” uważa, że powinna pozostać nazwa: Stypendium Prezydenta Miasta Pruszkowa.

Wystąpienie Widery sprowokowało komentarze prezydenta Pawła Makucha i wiceprezydent Beaty Czyżewskiej. – Jest mi niezmiernie przykro, że w sytuacji, kiedy od ubiegłego roku, od jesieni, staramy się we współpracy z państwem przeprocedować projekt uchwały, przy którym pracowaliśmy wspólnie z dyrektorami, nie zaprasza mnie pani do tej dyskusji. Nie dziwi mnie treść pisma od dyrektorów szkół. Dyskusja skupiała się tylko i wyłącznie nad jedną kwestią: nazwą nagrody dla naszych wybitnych pruszkowskich uczniów – powiedziała Beata Czyżewska. – Dziękuję za to słowo dyrektorom pruszkowskich szkół, nie wiedziałem o nim, dostałem tuż przed sesją. Pominięcie przez panią przewodniczącą (Małgorzatę Widerę – przyp. aut.) najistotniejszej kwestii: dobra naszych dzieci, jest dla mnie bardzo poruszające i niesprawiedliwe. Dziękuję za refleksję, żałuję tylko, że do tej refleksji dochodzi po tak długim czasie. Dla mnie takie działanie było chęcią demolki dobrych tradycji istniejących w naszym mieście od wielu lat – skwitował Paweł Makuch.

Redakcja zpruszkowa.pl poprosiła obie radne o oficjalne komentarze po sesji rady miasta. Małgorzata Widera, bohaterka naszych artykułów, w których opisaliśmy kulisy zaskakującej polityki kadrowej prowadzonej w kierowanej przez nią szkole w Michałowicach, polegającej na zatrudnianiu radnych i ich rodzin, od pewnego czasu nie rozmawia z nami – także teraz pytania zbyła milczeniem.

Swoje stanowisko zgodziła się przedstawić Eliza Kurzela. Jak skomentuje protest dyrektorów? – Byłam zaskoczona tym, że takie pismo powstało i zostało przekazane radnym na kilka godzin przed sesją. Chociaż zaskoczona nie powinnam być, ponieważ pan prezydent przyzwyczaił nas do tego, w ostatnim momencie przed podjęciem decyzji dostarcza nam nowych informacji w sprawie, albo kolejny raz zmienia narrację, aby wprowadzić taki poziom chaosu, który sprawi, że zdezorientowany radny jednak przegłosuje pomysły pana prezydenta – mówi radna Kurzela. – Radni w większości nie ulegają demagogii, traktując zachowanie pana prezydenta jako „pewnego rodzaju” sposób komunikacji. Trochę to żenujące – i mam tu na myśli nie sam list, ale mechanizm działań zarządu miasta, ale cóż… taka jest nasza pruszkowska rzeczywistość.

Na pytanie, czy zrezygnuje ze starań o zmianę nazwy stypendium poprzez wykreślenie z niej słowa „prezydent”, Eliza Kurzela jednoznacznie deklaruje: – Tak. Gdybym znała stanowisko dyrektorów wcześniej, a wiedzieli oni, że prace w Komisji Oświaty nad zmianą programu stypendialnego toczyły się od listopada zeszłego roku, wycofałabym się z pomysłu dużo wcześniej – tłumaczy. Ale dodaje zaraz: – Rozumiem jednak, dlaczego list musiał dotrzeć do radnych właśnie teraz. Życzę dyrektorom, którzy podpisali się pod listem, w którym stwierdzają między innymi, że prezydent z wyboru większości głosujących mieszkańców jest najważniejszą osobą w mieście, aby pan prezydent powierzył im na kolejne pięć lat funkcje dyrektorów szkół. Wkrótce bowiem pan prezydent będzie decydował, kto zostanie dyrektorem danej placówki. Mam nadzieję, że ten piękny list ułatwi mu to zadanie i sygnatariusze listu zostaną docenieni.

Jaki cel w ogóle przyświecał radnej, gdy podejmowała inicjatywę zmiany nazwy stypendium? – Wniosłam wiele wniosków do projektu uchwały przygotowanej przez pana prezydenta, z których część znalazła i jego uznanie jeszcze na etapie poprzedzającym pracę w komisji oświaty. Część została wypracowana podczas obrad komisji, a inne, m.in. konieczność rozliczania podatku dochodowego przez opiekunów ucznia w urzędzie skarbowym w Pruszkowie, wręczanie dyplomów uczniom na sesji rady miasta przez prezydenta razem z przewodniczącym rady oraz nazwa Stypendium Miasta Pruszkowa, były głosowane podczas sesji. Jak to bywa w demokracji, nie wszystkim radnym odpowiadały moje propozycje. Zmiany, które udało się wprowadzić, to dobre rozwiązania. Mechanizm nagradzania najlepszych uczniów jest teraz sprawiedliwszy, bardziej transparentny i to jest najważniejsze.

Dalej uważam, że zmiana nazwy, którą zaproponowałam, była dobra, bo podniosłaby prestiż tego wyróżnienia, w jakimś sensie zdystansowała je od bieżących sporów politycznych. Choć z moich rozmów z radnymi wynika, że większość z nich podziela moją opinię, będą głosować inaczej. Dlaczego? Z dość banalnego powodu: nikomu z nas nie zależy na eskalacji konfliktu między radą i zarządem miasta. Nie chcemy też powtórki sytuacji dotyczącej dodatków dla wychowawców w przedszkolach, kiedy całe środowisko stało się zakładnikiem ambicji pana prezydenta. Jako rada jesteśmy od tego, żeby służyć mieszkańcom naszego miasta. I tak naprawdę tylko to się liczy. Przynajmniej dla mnie jest to najważniejsze – kwituje radna Kurzela.

Temat zmiany nazwy stypendium wydaje się więc definitywnie zamknięty. W Polsce w znakomitej większości samorządów stypendia dla uczniów mają w nazwie słowo: wójta, burmistrza, prezydenta, starosty, marszałka i jest to niezmienne niezależnie od tego, kto w danej chwili pełni funkcję włodarza jednostki samorządowej.