We wtorek odbyło się posiedzenie Komisji Prawa, Administracji i Bezpieczeństwa Rady Miasta Pruszkowa. Podczas obrad radni gościli Komendanta Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie - Michała Pisarskiego - z którym mieli przeprowadzić debatę na temat bezpieczeństwa w Pruszkowie. Od początku wiadomo było jednak, że najbardziej wyczekiwanym momentem obrad będzie możliwość zadawania Komendantowi pytań odnośnie wydarzeń z 30 października 2020 r.

Przypomnijmy - jesienią zeszłego roku, jadący na manifestacje “Strajku Kobiet” związkowcy zostali zatrzymani przez policję na autostradzie A2 na wysokości Pruszkowa i przewiezieni na Komendę Powiatową Policji przy ul. Kraszewskiego. Tam mieli być przetrzymani przez następne trzy godziny. Zgodnie z ich relacją, byli przeszukani, przepytani oraz sprawdzeni testami na zawartość alkoholu i narkotyków we krwi. W sprawie interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Co więcej - w kolejnych miesiącach sąd orzekł, że zatrzymanie to było (cyt.) “nielegalne, bezzasadne i nieprawidłowe”. O sprawie pisaliśmy m.in. tutaj.  

Mimo, iż sprawa dotyczyła przypadku naruszenia podstawowych wolności obywatelskich na terenie Pruszkowa, radni pytali o nią nadzwyczaj delikatnie. Na pytanie radnej Małgorzaty Widery (KO) o to, jakie konsekwencje zostały wyciągnięte wobec policjantów, którzy dopuścili się nielegalnego zatrzymania związkowców udających się na Strajk Kobiet, Komendant udzielił krótkiej i zwięzłej, acz dość zaskakującej odpowiedzi.

“Problem polega na tym, że to nie byli policjanci z Pruszkowa i ja za bardzo tu nic nie mogę powiedzieć, bo nie uczestniczyli w tym policjanci mi podlegli” - stwierdził. “To były szerokie działania wszystkich policjantów z Komendy Stołecznej z uwagi na zdarzenia jakie były 30 października, czyli kilkudziesięcio- czy kilkusettysięczne zgromadzenia, gdzie się wszyscy zjeżdżali z całej Polski”. 

Ku zaskoczeniu widzów obrad, na skutek tych (jakby nie patrzeć - dość skromnych) wyjaśnień, radni momentalnie “odpuścili” temat i przestali skupiać swoją uwagę okolicznościach skandalicznego zatrzymania. Zamiast tego, zaczęli dochodzić tego w jaki sposób pruszkowska komenda została uwikłana w sprawę. “Dlaczego w takim razie taki cień padł na komendę pruszkowską?” - pośpiesznie zmieniła temat Widera. 

Jak nietrudno się domyślić, wszystkiemu winne okazały się te paskudne media, które od roku nagłaśniają sprawę: “ja uważam, że to (...) te osoby, które o tym pisały, doskonale wiedziały, że tu nie chodzi o policjantów z Pruszkowa. Ja nie wiem dlaczego tak poszło” - odparł Pisarski. “Żaden policjant z Pruszkowa nie brał w tym udziału” - podkreślił raz jeszcze.

Zmartwienie publikacjami na temat pruszkowskiej policji podzielił również Olgierd Lewan (SPP): “Nie jest dobrze, jeżeli pruszkowska policja traci markę za nie swoje działania. To jest przykre. (...) Przykre jest jeśli obciążają ją jakieś medialne oceny” mówił. Co dziwne - zaniepokojenia przypadkami łamania podstawowych praw obywatelskich na terenie Pruszkowa nie wyraził bezpośrednio nikt z zebranych. 

Pomimo, że dociekliwość radnych szybko wygasła, pytań o wydarzenia towarzyszące zeszłorocznym protestom było więcej. Obecna na posiedzeniu Julia Zimmermann - asystentka posła na Sejm RP Adriana Zandberga (Lewica Razem) - dopytywała o dostęp policjantów do szkoleń z zakresu poszanowania podstawowych praw i wolności obywatelskich (podobno jakieś się odbyły).

Pytaliśmy również i my zwracając uwagę zebranych na fakt, że w ramach zatrzymania związkowcy spędzili około trzech godzin na pruszkowskiej komendzie - w jaki sposób zatem możliwe jest, aby pruszkowscy policjanci nie brali udziału w nielegalnych czynnościach podejmowanych wobec poszkodowanych? Pisarski po raz kolejny zaprzeczył twierdząc, że wszystkie czynności wykonane na pruszkowskiej komendzie były wykonywane przez policjantów spoza Pruszkowa. “Czyli jacyś inni policjanci weszli na pruszkowski i przetrzymali tam osoby bez wiedzy i zgody pruszkowskiej komendy?” - dociekaliśmy. “Przyjechali policjanci z innej jednostki, wykonali z nimi (zatrzymanymi - przyp. K.Ch.) czynności i ich zwolnili” - odparł Komendant. Próżno było wyczekiwać wyczerpującego wyjaśnienia przebiegu zdarzeń z 30 października 2020 r.

 

Pruszków to małe miasto i doprawdy trudno w nim cokolwiek ukryć. Jeden z naszych czytelników nie krył oburzenia po wypowiedziach Komendanta. “Komendant zdradził się swoją postawą, agresją. Doskonale wiem, kto przesłuchiwał tych ludzi w Pruszkowie. Byli to nasi miejscowi policjanci” - napisał zaraz po obejrzeniu wtorkowych obrad Komisji Prawa, Administracji i Bezpieczeństwa. 

Skonsternowani i zdezorientowani, skontaktowaliśmy się ze znanym redakcji zpruszkowa.pl byłym funkcjonariuszem policji (który zastrzegł, że nie chce podawać do informacji publicznej swojego nazwiska), aby zasięgnąć fachowej opinii w tej sprawie. “Czy możliwa jest sytuacja, w której policjanci z obcej jednostki “ot tak” pojawiają się na pruszkowskiej komendzie, stwierdzają, że mają ze sobą osoby zatrzymane, a następnie obsługują się sami?” - zapytaliśmy.

“Teoretycznie - tak. Technicznie - nie, nie jest to możliwe bez aktywnej pomocy lokalnej komendy” - odpiera bez zastanowienia nasz rozmówca. “Miejscowi zwykle znają budynek, wiedzą z kim i o czym rozmawiać i zwyczajowo angażują się w pomoc policjantom z zewnątrz. Gdybym miał obstawiać, to obstawiłbym że w tym przypadku (lokalni funkcjonariusze - przyp. K.Ch.) brali aktywny udział w czynnościach na komendzie” - tłumaczy - “ale nigdy tego nikomu nie udowodnicie” - dodaje. 

Dlaczego? “Sekret” tkwi w protokole zatrzymania, który powinien zostać sporządzony i przedstawiony zatrzymanym. W omawianym przypadku tak się nie wydarzyło - związkowcy nigdy nie ujrzeli dokumentu (z publicznie dostępnych informacji nie wiadomo, czy kiedykolwiek w ogóle powstał), w związku z tym zamieszany w zatrzymanie mógł być dosłownie każdy. 

“Komendant, jeśli chciałby być «kryty», powinien przynajmniej poprosić o protokół zatrzymania lub, jeśli do tej pory go nie sporządzono, to poprosić o sporządzenie go na miejscu i podpisanie przez policjantów, którzy doprowadzili zatrzymanego do bazy (tj. komendy - przyp. K.Ch.)” - wyjaśnia nam były funkcjonariusz policji. “Wtedy miałby papier na to, że jego ludzie nie brali w tym udziału”.

Czy więc Komendant mówi prawdę i faktycznie w wydarzenia z 30 października 2020 r. nie byli uwikłani pruszkowscy policjanci? Dopóki światła dziennego nie ujrzą fakty niezaprzeczalnie przeczące temu twierdzeniu - musimy uznać, że tak, mówił prawdę. W świetle informacji docierających do redakcji zpruszkowa.pl uważam jednak, że bardziej trafnym byłoby zdanie: “nikomu z pruszkowskich policjantów póki co nic nie udowodniono”.