Na poprzednim posiedzeniu Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska 12 kwietnia radni obejrzeli prezentację przygotowaną przez przedstawicieli dewelopera, firmy Talo. Deweloper jest właścicielem dwóch działek leżących pomiędzy ulicami Sienkiewicza i Ołówkową, chce dokupić trzecią, na narożniku, gdzie dziś stoi maleńka miejska kamieniczka. Mając komplet planuje postawić tam kompleks mieszkalny z 80 mieszkaniami oraz lokalami usługowymi na parterze. Radnych oraz mieszkańców do wyrażenia zgody na transakcję ma przekonać obietnica, że na narożniku stworzony zostanie ogólnodostępny miniskwerek z zielenią, ławkami, może nawet fontanną albo sadzawką. 
Kwietniowa prezentacja spotkała się ze sceptycyzmem radnych. Najostrzej przeciwko planom sprzedaży deweloperowi działki wypowiedział się Andrzej Kurzela (niezrzeszony). Nazwał barbarzyńcami wszystkich, którzy przyłożą do tego rękę. Naczelnikowi Wydziału Geodezji i Estetyki Miasta Andrzejowi Guzikowi zarzucił, że ten kłamie mówiąc o złym stanie technicznym kamieniczki, która miałaby zostać wyburzona.

Deweloper pokazywał radnym wizualizacje przyszłego budynku. Mówiąc oględnie – nie byłby on zbyt piękny. Szablonowa architektura, dążenie do maksymalnego wykorzystania powierzchni działek, dziwna nadbudówka. Ot, standard, jakich tysiące w Polsce.

Narożnik u zbiegu Sienkiewicza i Ołówkowej nie jest dziś atrakcyjny wizualnie. Miejska kamieniczka jest tak zwyczajna, że ciężko ją opisać, nie przedstawia wartości historycznej ani architektonicznej. Działka aż prosi się, żeby zagospodarować ją na nowo. Tylko jak? Czy betonowym klockiem, jaki zaproponował w kwietniu deweloper? Czy może lepiej kamieniczkami stylizowanymi na przedwojenne, jakie stoją vis a vis dworca PKP?

Deweloper po spotkaniu z radnymi złożył oświadczenie, które zostało ujęte w treści poprawionego projektu uchwały o sprzedaży mu działki, że uwzględni uwagi w zakresie „nawiązania w wyrazie architektonicznym do tradycji historycznej zabudowy Pruszkowa oraz klimatu i charakteru pozostałej zabudowy sąsiadującej z inwestycją” i że zrealizuje inwestycję „właściwie wpisującą się w kontekst zabudowy zabytkowej (pobliski budynek dworca miejskiego ujęty w rejestrze zabytków)”. Jest to jednak tylko oświadczenie, które nie ma mocy sprawczej – miasto nie ma skutecznych narzędzi, żeby po sprzedaży działki móc je wyegzekwować. Może więc deweloper powinien przygotować nowe wizualizacje tego, co chciałby budować i zaprezentować je radnym, zanim ci podejmą ostateczną decyzję?

W poniedziałek radni z Komisji Gospodarki Komunalnej kierowanej przez Karola Chlebińskiego będą więc mieli niełatwe zadanie, bo oczy wielu mieszkańców skierowane będą na nich. Co powinni zrobić?