To była sztandarowa inwestycja w poprzedniej kadencji samorządowej w Pruszkowie. W zamierzeniu – wizytówka miasta. Potężny obiekt miał nas wyróżnić. I to zadanie spełnił. Wyróżnił… udziałem w ogólnopolskim plebiscycie na Makabryłę 2017, organizowanym przez branżowy portal Bryła.pl i piętnującym grzechy polskiej architektury. „Mieszkańcy Pruszkowa nazywają budynek trumną, krematorium, łodzią podwodną, Titanikiem, klocem lub czarnym molochem” – można było przeczytać w opisie konkursowym. „Obiekt kosztował prawie 72 mln złotych” – nie omieszkał zauważyć portal Bryła.pl.

Oprócz ciężko strawnej estetyki gmach wyróżnia jeszcze jedno – pretensjonalna nazwa: CENTRUM DZIEDZICTWA KULTUROWEGO. Jej pomysłodawcę ciężko byłoby dziś znaleźć – zwyczajnie się nie przyzna. Nazwa z funkcją budynku nie ma nic wspólnego. Ani jego użytkownicy nie trudnią się zawodowo odkrywaniem czy analizowaniem dziedzictwa kulturowego, ani nawet nie mają takiego zamiaru. Ot, zwykła działalność kulturalno-sportowa. Pielęgnowania tradycji można doszukać się w działalności Zespołu Tańca Ludowego „Pruszkowiacy”, ale to chyba za mało, żeby górnolotne hasło przypisywać do całego gmaszyska, w którym odbywają się projekcje kinowe, spektakle teatralne, koncerty muzyczne, działa dom kultury, sale wynajmuje kilka prywatnych firm, można wziąć udział w zajęciach jogi czy ćwiczeniach dla kobiet w ciąży.

Gmachem CDK, wraz z halą sportową i boiskami piłkarskimi, zarządza specjalnie w tym celu powołana spółka: Centrum Kultury i Sportu. I to ona funkcjonuje jako oficjalny podmiot. Ma stronę internetową www.ckis.pruszkow.pl, profile w mediach społecznościowych. Nazwy „Centrum Dziedzictwa Kulturowego” nie znajdziemy ani na głównej stronie CKiS, ani w rozwijanym menu – jest ukryta i pojawia się dopiero po kliknięciu w zakładki „Działalność” i „Historia”, gdzie w sumie mało kto zagląda.

Dlaczego tak dużo o tym piszemy? Bo jak poinformowała na poniedziałkowym posiedzeniu Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska prezes Centrum Kultury i Sportu Agnieszka Wierzbicka, wielki podświetlany napis CENTRUM DZIEDZICTWA KULTUROWEGO zainstalowany zostanie na gmaszysku od strony Alej Jerozolimskich. Ma witać wjeżdżających do Pruszkowa i informować, czym obiekt jest.

Radni przez blisko godzinę dyskutowali na temat tego pomysłu na identyfikację wizualną budynku. Ton nadawał przewodniczący komisji Karol Chlebiński, zaskoczony, że bez wiedzy radnych zarząd CKiS we współpracy z władzami miasta podjął decyzję, by planowany do niedawna na budynku napis CENTRUM KULTURY I SPORTU zastąpić CENTRUM DZIEDZICTWA KULTUROWEGO. Chlebińskiemu można pogratulować odwagi, bo to jego macierzysta formacja (Samorządowe Porozumienie Pruszkowa) rękami poprzedniej ekipy prezydenckiej wybudowała zarówno CDK, jak i nadała mu tę nieszczęsną nazwę.

Prezes Wierzbicka nie wytłumaczyła precyzyjnie, dlaczego budynek ma być oznaczony jako CDK. Mówiła, że to oficjalna nazwa funkcjonująca w dokumentach inwestycyjnych. – Ale ja tego nie kupuję. Ta zmiana wprowadza zamieszanie i tworzy problemy – odpowiedział jej Karol Chlebiński. – Umieśćmy też na hali sportowej napis „Hala Znicz”, skoro nazywamy poszczególne obiekty, a nad stadionem umieśćmy napis „Stadion” – żartował. – Niewiele osób rozumie nazwę CDK. Natomiast kojarzą nazwę CKiS przy Zniczu – wtórowała mu Dorota Kossakowska (KO). – To mnie zasmuca. Główną ścianą marketingową jest ściana od Alej Jerozolimskich. Jest najbrzydszą ścianą tego budynku. Naszym zamysłem było zrobić coś, co zgasi jej brzydotę, ale i przekaże główną informację o tym, co się tutaj mieści, osobom przyjezdnym – dodał Olgierd Lewan (SPP). – Wystąpię do pana prezydenta o ponowne przemyślenie tej decyzji. Bo obawiam się, że wyjdzie z tego niezły bigos – skwitował Chlebiński.

Nazwa CDK weszła w mieście do potocznego języka i funkcjonuje na równi z CKiS, ale gdyby zapytać przeciętnego mieszkańca, czym obie różnią się od siebie, zapewne nie byłby w stanie wytłumaczyć. W Pruszkowie w obiegu funkcjonuje kilka określeń mających historyczne odniesienie, jak choćby Czarna Droga przy torach PKP (kiedyś był wysypana żużlem z elektrociepłowni), park Sokoła (dziś oficjalnie park Kościuszki; w pałacyku w latach 20. XX wieku mieścił się pruszkowski oddział Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”) czy Papiernia (w jednym z budynków w rejonie ulicy Broniewskiego przed wojną miała zostać uruchomiona fabryka papieru – nie została, ale nazwa została i obejmuje dziś całą okolicę, nawet o nowym wiadukcie, którego budowa ruszy w przyszłym roku, mówi się, że będzie na Papierni). W nazwie Centrum Dziedzictwa Kulturowego historycznego kontekstu można by próbować doszukać się co najwyżej w wątpliwej estetycznie spuściźnie pozostawionej nam przez poprzednie władze miasta, zaś z działalnością obejmującą odkrywanie czy dokumentowanie dziedzictwa kulturowego obiekt ma tyle wspólnego, co autor tego artykułu z Polską Akademią Nauk.

A co Wy sądzicie o wielkim ledowym napisie CENTRUM DZIEDZICTWA KULTUROWEGO przy wjeździe do Pruszkowa? Ma to sens?