Arkadiusz Gębicz, prezes stowarzyszenia Za Pruszków!, zdobył dokumenty, z których wynika, że starosta pruszkowski nie powinien wydawać pozwolenia na budowę ogromnego apartamentowca.

Grupa mieszkańców Pruszkowa od kilku lat bezskutecznie walczy z planami inwestycji przy ulicy Pawiej. Mimo ich sprzeciwu oraz pikiety zorganizowanej w sierpniu ubiegłego roku wiceprezydent Pruszkowa Konrad Sipiera wydał decyzję o warunkach zabudowy. Na jej podstawie deweloper wystąpił do starosty pruszkowskiego o pozwolenie na budowę. Starosta zażądał uzupełnienia wniosku o szereg dokumentów, ten z obowiązku się wywiązał i… ponownie wystąpił o pozwolenie. Ostateczną decyzję starosta ma podjąć już w najbliższych dniach!

Tymczasem Arkadiusz Gębicz, który od wielu miesięcy stoi na czele akcji sprzeciwu przeciwko budowie mogącej zagrozić ekosystemowi parku Potulickich, zdobył właśnie dokumenty poświadczające, że inwestycja zahacza o ściśle chroniony teren parku. „Starosta Krzysztof Rymuza udzielając pozwolenia na budowę w obszarze chronionym przez konserwatora zabytków złamie prawo!” – napisał Gębicz na pruszkowskim forum dyskusyjnym. Społecznik otrzymał z biura Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków opis granic parku Potulickich. Wynika z nich, że wschodnia granica biegnie wzdłuż nasypu torów WKD, z tym że obszar pomiędzy przedłużeniem ulicy Lipowej a nasypem jest otuliną obszaru chronionego (a ta również jest chroniona).

– Fragment działki należącej do inwestora leży na terenie ściśle chronionym, zaś miejsce, w którym stanąłby blok, znajduje się w tak zwanej otulinie, która podlega rygorystycznym przepisom – mówi Arkadiusz Gębicz. – To podmokłe łąki, które nie mają wartości historycznej, ale są istotnym elementem ochrony zabytkowego parku. Inwestor, aby otrzymać pozwolenie na budowę, powinien przedstawić staroście pruszkowskiemu uzgodnienie z konserwatorem. A takiego nie ma.

Arek Gębicz: “(Starosta – przyp. aut.) powziął informację, która zobowiązuje go do wypełnienia art. 39 ustawy Prawo budowlane. Jeżeli tego nie zrobi, popełni przestępstwo niedopełnienia obowiązków”

Społecznik opowiada, że mając dokumenty spotkał się ze starostą, ale ten do nowych ustaleń odniósł się lekceważąco. Także na forum dyskusyjnym Krzysztof Rymuza potraktował mieszkańca z góry: „Zapomniał Pan poinformować, że mapa, którą pan załączył, jest Pańskiego autorstwa, z całkowicie nieprawdziwą interpretacją nieistniejącej w obrocie prawnym informacji konserwatora zabytków, oraz że Prokuratura i Samorządowe Kolegium Odwoławcze badały na pański wniosek sprawę tej decyzji przez ostatnie pół roku i uznały, że decyzja o warunkach zabudowy wydana przez Prezydenta Miasta jest zgodna z prawem, i starosta badając zgodność decyzji z projektem budowlanym nie ma prawnych podstaw do stwierdzenia niezgodności projektu z decyzją o warunkach zabudowy. Tym razem pańskie pieniactwo styka się z decyzjami prokuratury i SKO, mam wrażenie że pan przesadził”. Arkadiusz Gębicz odpowiedział: „Proszę włączyć myślenie i przestać się pogrążać… Następnie: 1. Przeczytać ze zrozumieniem mój post. 2. Skorzystać ze stanowiska pisemnego konserwatora, które dostarczyłem we czwartek. 3. Skorzystać z mapy od KONSERWATORA ZABYTKÓW, którą przesłałem do Starostwa w piątek”.

MEGABLOK w Potuliku powstanie‼️☢️Starosta Krzysztof Rymuza udzielając pozwolenia na budowę w obszarze chronionym przez…

Opublikowany przez Za Pruszków Niedziela, 15 marca 2020

– Przecież ja tych dokumentów nie wytworzyłem, zdefiniowanie granic parku to oficjalna odpowiedź konserwatora zabytków – nie kryje zdumienia Arkadiusz Gębicz w rozmowie z portalem zpruszkowa.pl. – Gdyby starosta wydał pozwolenie na budowę, złamałby prawo. Powinien teraz zobowiązać inwestora do przedstawienia uzgodnień z konserwatorem, a prosta logika mówi, że konserwator takiego uzgodnienia nie wyda. Co więcej, jego stanowisko może być przyczynkiem do kolejnych decyzji, także do unieważnienia warunków zabudowy wydanych przez miasto.

Sprawa kontrowersyjnej inwestycji na skraju (a może nawet na terenie, jak wynika z najnowszych dokumentów) parku Potulickich znów rozgrzała pruszkowskie fora dyskusyjne. Z wypowiedzi pracowników starostwa można było wywnioskować, że… decyzja o wydaniu pozwolenia na budowę już zapadła! W obronie starosty Krzysztofa Rymuzy stanął członek zarządu powiatu Grzegorz Kamiński. „Tak naprawdę sprawa dotyczy głównie prezydenta miasta, starosta na podstawie posiadanych dokumentów może tylko potwierdzić to, co zostało już postanowione w decyzji o warunkach zabudowy” – pisał. Arkadiusz Gębicz: „Mieszanie starosty jest jak najbardziej na miejscu. Powziął informację, która zobowiązuje go do wypełnienia art. 39 ustawy Prawo budowlane. Jeżeli tego nie zrobi, popełni przestępstwo niedopełnienia obowiązków”. Jednak Kamiński dalej utrzymywał, że starosta ma związane ręce.

„Jak mnie to żenuje, kiedy urzędnik państwowy ma czelność odpytywać i rozliczać obywatela z działań, które sam powinien wykonywać. Pan Grzegorz Kamiński zarabia moje pieniądze, na które ja codziennie ciężko pracuję. To Pan Grzegorz Kamiński powinien złożyć zawiadomienie do prokuratury w związku z podejrzeniem niedopełnienia procedur przy wydawaniu WZ (warunków zabudowy – przyp. aut.). To Pan Grzegorz Kamiński powinien ganiać do konserwatora zabytków, wydzwaniać, wysyłać maile i prosić o zajęcie się sprawą. A w konwersacji widzimy Grzegorza Kamińskiego, członka zarządu powiatu, który odpytuje Arka Gębicza z powziętych przez niego kroków. Cały zastęp urzędników w Starostwie. Wszyscy opłacani z naszych pieniędzy. Drugi zastęp urzędników w Urzędzie Miasta. I Arek Gębicz za darmo odwalający ich robotę w swoim wolnym czasie” – skomentował Konstanty Chodkowski, redaktor portalu zpruszkowa.pl.

Pruszkowiak podpisujący się pseudonimem Sanchez Samjazz, który często i krytycznie recenzuje w lokalnych social mediach bieżące wydarzenia, zwracając się do Kamińskiego: „Wydawać by się mogło, że podczas kampanii zarzekał się pan, zresztą jak i pan Rymuza, że bierze udział w wyborach, by w radzie reprezentować mieszkańców. Nie dewelopera, nie aparat państwa, tylko właśnie obywateli. To jest jeden z tych momentów, kiedy należałoby składanych obietnic dotrzymać. Bo jeśli to rzeczywiście ma tak wyglądać, że podejmujecie Państwo decyzje jak administracyjne automaty, które w dodatku nie przyjmują do wiadomości nowych danych, bo te psują Wam biegnącą procedurę, to ja skłaniam się do wniosku, że trzeba Was zastąpić programem komputerowym. Ten przynajmniej będzie się update’ował wraz ze zmianami w dostępnych materiałach. Wbrew pozorom w taki program można by skutecznie wgrać tak abstrakcyjny czynnik, jak dobro społeczne”.

Czy starosta Krzysztof Rymuza mimo wszystko zdecyduje się wydać pozwolenie na budowę budzącego ogromne kontrowersje bloku przy ulicy Pawiej? Okaże się niebawem. Tymczasem Arkadiusz Gębicz szykuje kolejne doniesienia do prokuratury w przekonaniu, że z najświeższych dokumentów, jakie otrzymał od konserwatora zabytków, wynika, że już podczas wydawania inwestorowi warunków zabudowy przez Urząd Miasta Pruszkowa doszło do złamania prawa.