Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie to pokłosie wydarzeń z wiosny 2021 roku, kiedy opisywaliśmy kulisy polityki kadrowej w Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II w Michałowicach – dyrektorką była tam wówczas Małgorzata Widera, radna Pruszkowa, przewodnicząca Komisja Oświaty, Kultury i Sportu. Widera zatrudniła w szkole dwie koleżanki z Rady Miasta Pruszkowa: Dorotę Kossakowską (podobnie jak Widera z klubu Koalicji Obywatelskiej) oraz Katarzynę Wall (Samorządowe Porozumienie Pruszkowa, będące w nieformalnej koalicji z KO). Szukaliśmy odpowiedzi na pytania: czy zależność służbowa przekłada się na sposób głosowania uchwał w pruszkowskiej radzie miasta; czy takie transfery kadrowe są etyczne; czy doszło do kolesiostwa? Sprawa była o tyle ciekawa, że na przykład Dorota Kossakowska, która dostała angaż jako kierownik gospodarczy w szkole, nigdy wcześniej w oświacie nie pracowała i nie miała doświadczenia w administrowaniu budynkami szkolnymi. Wszystkie trzy bohaterki były oburzone naszymi pytaniami, nie dostrzegały niczego niestosownego w swoim postępowaniu.

Artykuły na portalu zpruszkowa.pl spotkały się z dużym oddźwiękiem, zaczęli kontaktować się z nami rodzice uczniów michałowickiej szkoły, jeden z nich opisał panującą tam złą atmosferę, wypadki, do jakich miało dojść, poinformował też o jeszcze jednym kadrowym transferze: na stanowisko menedżera ds. sportu zatrudniony został bliski członek rodziny radnego powiatu pruszkowskiego. Dostał pracę w zaskakującym momencie – w czasie pandemii, kiedy zajęcia sportowe się nie odbywały, hala sportowa przeznaczona była do remontu, a w szkole nie było klas o profilu sportowym.

Wysłaliśmy wtedy do dyrektor Widery kilka oczywistych pytań: o cel zatrudnienia konkretnej osoby, zakres jej obowiązków, dlaczego akurat ta osoba została wybrana? Pytania trafiły do skrzynki e-mail, z której do tej pory radna-dyrektor prowadziła korespondencję, ta jednak nie odpowiedziała. Wysłaliśmy identyczne pytania na adres mejlowy szkoły w Michałowicach. Dyrektorka w końcu odpisała, ale jedynie dopytując o podstawy prawne rozmowy z nią. Wskazaliśmy konkretne artykuły prawa prasowego. Dni mijały, odpowiedzi nie było. Znów więc wysłaliśmy pytania, ale tym razem w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Po kilku dniach na zupełnie inny adres niż wskazany we wniosku przyszedł mejl od Małgorzaty Widery – dyrektorka informowała, że informacje udostępni… za opłatą, a i to pod warunkiem, że wniosek wyślemy na specjalnym formularzu (taki wymóg jest niezgodny z prawem). Wobec braku odpowiedzi na prawidłowo złożony wniosek zdecydowaliśmy się skierować sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Na wyrok musieliśmy czekać kilka miesięcy, zapadł 17 listopada 2021 r., jego odpis sąd przesłał nam w styczniu 2022 r. Stwierdza w nim, że dyrektor szkoły dopuściła się bezczynności w rozpoznawaniu wniosku o udostępnienie informacji, a także zobowiązuje do udzielenia informacji dotyczących menedżera ds. sportu. Uznaje zarazem, że choć do naruszenia prawa przez dyrektorkę doszło, nie było ono rażące – nie karze więc jej grzywną, zasądza jedynie zapłatę 100 zł tytułem zwrotu wpisowego.

Lektura uzasadnienia wyroku jest ciekawa – sąd systematycznie i rzeczowo rozprawia się z argumentami przedstawionymi przez Małgorzatę Widerę. Wbrew temu, co dyrektorka napisała ustosunkowując się do naszej skargi, informacje dotyczące menedżera sportu zatrudnionego w szkole stanowią informację publiczną. „Dotyczą bowiem pracownika wykonującego zadania w zakresie koordynacji i kierowania działaniami o charakterze sportowym na terenie Szkoły, co również wpisuje się w realizację zadań publicznych tej placówki. Ponadto stanowisko menedżera sportu jest stanowiskiem samodzielnym, wiąże się z realizacją zadań merytorycznych związanych z zarządzaniem dziedziną sportu w Szkole, nie ma zatem charakteru usługowego, czy technicznego. Co równie istotne, stanowisko to jest finansowane ze środków publicznych pozostających w dyspozycji Szkoły. Nie można zatem podzielić zapatrywania Dyrektora Szkoły, że informacje na temat zakresu obowiązków menedżera sportu oraz kwoty wynagrodzenia brutto wypłacanej pracownikowi zatrudnionemu na tym stanowisku nie są informacją publiczną” – pisze sąd.

Według sądu, Małgorzata Widera nie miała prawa żądać wystosowania wniosku na specjalnym formularzu. „Organ błędnie również wskazał, że rozpatrzenie wniosku będzie możliwe po jego otrzymaniu na stosownym formularzu. Podmiot zobowiązany nie może bowiem uzależniać skuteczności złożenia wniosku o udostępnienie informacji publicznej od wniesienia go na określonym (opracowanym przez siebie) druku. Ustawa o dostępie do informacji publicznej nie przewiduje bowiem uzależnienia udzielenia informacji od sporządzenia wniosku w tym przedmiocie na specjalnym formularzu lub w szczególnej formie. Jako wadliwą w świetle u.d.i.p. (ustawy o dostępie do informacji publicznej – przyp. red.) należy więc ocenić praktykę nakazującą wypełnienie w tym zakresie stosownego formularza”.

Sąd potwierdził, że żadnych podstaw prawnych nie miało żądanie Małgorzaty Widery wniesienia opłaty za udostępnienie informacji, bo dyrektorka nie wyjaśniła, dlaczego uznaje informację za tzw. przetworzoną (tylko wtedy można by zażądać od wnioskodawcy zwrotu kosztów przygotowania informacji).

Warto wreszcie odnotować, że sąd milczeniem pominął przemyślenia Małgorzaty Widery wyrażone w jej oficjalnym piśmie, że artykuły na portalu zpruszkowa.pl mają – jak to określiła – charakter „stronniczy”, „prześmiewczy”, „oskarżycielski”. Nie odniósł się też do jej prośby, żeby sąd pouczył dziennikarzy, czym jest rzetelność dziennikarska, a także do jej opinii, że to dziennikarze narażają na szwank dobre imię szkoły, a nie zachowania dyrektorki.

Poprosiliśmy Małgorzatę Widerę o komentarz do wyroku. Odpisała, że nie zna jego treści i nie ma możliwości zapoznania się z nim. „Jak Pan zauważył sprawa dotyczy Dyrektora Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Michałowicach, a ja od 1 września 2021 roku nie pełnię tej funkcji” – zakomunikowała. Przesłaliśmy jej więc pełny odpis wyroku i ponowiliśmy prośbę. „Ponieważ skarga dotyczy funkcji, a nie osoby, nie sprawując już funkcji dyrektora szkoły nie mam szans na odwołanie się w tej sprawie. Nie widzę zatem zasadności składania jakichkolwiek wyjaśnień. Po to są sądy, aby rozstrzygały w sprawach spornych i tak też się stało w tym przypadku” – odpowiedziała.

Zapytaliśmy też Małgorzatę Widerę, czy w związku z wyrokiem zrezygnuje z funkcji przewodniczącej Komisji Oświaty, Kultury i Sportu Rady Miasta Pruszkowa. Dotychczas utrzymywała, że sprawując funkcję dyrektora szkoły nie złamała prawa i nie widzi w związku z tym powodów do składania rezygnacji. „Pytanie jest dla mnie niezrozumiałe, zawiera tezę o moich rzekomych uchybieniach i traktuję je jako bezprawną próbę wywarcia na mnie nacisku w zakresie mojej działalności publicznej jako radnego Rady Miasta Pruszkowa” – odpisała nam Widera.

Komentarz autora:

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jest dla mnie całkowicie satysfakcjonujący. Potwierdził to, co dla każdego dziennikarza i uczciwego obywatela jest oczywiste: funkcjonariusz publiczny ma obowiązek udostępniać informacje publiczne, szczególnie gdy dotyczą stanowisk i zadań opłacanych z pieniędzy publicznych. Funkcjonariusz publiczny – a jest nim m.in. dyrektor szkoły – nie ma prawa pomijać milczeniem pytań dla siebie niewygodnych, nie ma prawa decydować, o czym mają pisać niezależne media, próbować wpływać na treść publikacji i generalnie utrudniać dostępu do informacji.

W ubiegłym roku, przygotowując artykuły o szkole w Michałowicach kierowanej przez Małgorzatę Widerę, spotkałem się z wieloma pomówieniami: że powstają one na czyjeś zlecenie, że mają znamiona ataku politycznego, są próbami zniszczenia dyrektorki, naruszają dobre imię szkoły. Sama zainteresowana fakt wysłania jej mejlem pytań do artykułów nazywała „stalkingiem”. 

Smutne jest to, że nawet teraz, w odpowiedzi na prośbę o komentarz do wyroku sądu, Małgorzata Widera napisała nieprawdę. „Sąd nie zasądził wypłacenia Panu 5000 PLN, o które Pan wnosił” – stwierdziła w mejlu przesłanym do redakcji. Nie potrafię rozstrzygnąć, czy wykazała się w ten sposób złą wolą, czy ignorancją prawną. Po pierwsze, o wypłatę żadnych pieniędzy nie wnosiłem – wnioskowałem jedynie o grzywnę. Po drugie, gdyby sąd grzywnę zasądził, zasiliłaby ona budżet państwa, a nie moje konto. Wydaje się, że Radny Miasta Pruszkowa, a już na pewno dyrektor szkoły, powinien posiadać elementarną wiedzę prawną, a jeśli jej nie posiada, do dyspozycji są przecież służby prawne urzędu miasta bądź gminy. Z całego serca polecam Pani Radnej korzystać z pomocy prawników, aby nie narażać się już na ryzyko ośmieszenia się w wyniku rozpowszechniania w przestrzeni publicznej nieprawdziwych informacji oraz niepodpartych faktami opinii.