Ranking dla pisma „Wspólnota” przygotowali naukowcy z Katedry Rozwoju i Polityki Lokalnej na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego, pod kierunkiem prof. Pawła Swianiewicza. Metoda była prosta: wydatki budżetowe każdej jednostki samorządowej na transport zbiorowy poniesione w 2019 roku podzielili przez liczbę mieszkańców i na tej podstawie zbudowali zestawienie. Żeby wyniki były porównywalne i łatwiejsze do analizy, samorządy zostały pogrupowane w zależności od wielkości. Pruszków występuje wśród miast powiatowych.

W tej kategorii nasze miasto zajęło dopiero 38. miejsce (na 183) ze wskaźnikiem 104,44 zł na mieszkańca. Na pierwszym miejscu zestawienia jest Będzin w woj. śląskim (375,44 zł), na drugim Legionowo spod Warszawy (216 zł). Na 5. miejscu uplasowało się Piaseczno (184,03 zł), a na 6. Wołomin (173,12 zł). Wyżej niż Pruszków jest także Otwock, do którego, podobnie jak do nas, docierają pociągi SKM (117,50 zł). Cztery pozycje dalej niż nasze miasto znalazł się za to Grodzisk Mazowiecki (100,70 zł).

Ciekawie wygląda też kategoria małych miast. Tutaj zwyciężył leżący nieopodal Ożarów Mazowiecki (aż 320,77 zł, relatywnie trzykrotnie większe wydatki niż Pruszków), na drugim miejscu są podwarszawskie Łomianki (287,91 zł), a na trzecim Konstancin-Jeziorna (275,31 zł). Na 8. miejscu znajduje się Sulejówek (222,76 zł), a na 12. Piastów (171,63 zł – czyli nawet w tym małym mieście wydatki na transport w przeliczeniu na mieszkańca są wyższe niż w Pruszkowie).

Jak intepretować wyniki? Inwestycje w transport pomagają rozwiązać wiele problemów. Sprawna komunikacja to mniejsze korki na ulicach, mniejsza emisja spalin, także oszczędności dla portfeli mieszkańców, bo bilet miesięczny zawsze kosztuje mniej niż wydatki na utrzymanie samochodu. Ale żeby ludzie chcieli przesiąść się z auta do autobusu, siatka połączeń musi być gęsta, rozkład jazdy wygodny, kursy częste, a tabor dobrej klasy. A skoro tak, to wydatki samorządów muszą być duże. Jednym słowem, im wyższa pozycja w rankingu, tym większa troska lokalnych władz o komfort życia mieszkańców.

Poproszony o komentarz dotyczący polityki transportowej burmistrz Ożarowa Mazowieckiego (przypomnijmy: 1. miejsce wśród małych miast) Paweł Kanclerz powiedział „Wspólnocie”, że po pierwsze, miasto współpracuje z sąsiednimi gminami w planowaniu i uruchamianiu międzygminnych linii autobusowych i partycypuje w ich utrzymaniu, a po drugie dopłaca mieszkańcom do biletów okresowych ZTM, a nawet uruchomiło, jako jedno z pierwszych miast pod Warszawą, punkt doładowywania biletów metropolitalnych.

Wypowiedź burmistrza Ożarowa jest ciekawa, ponieważ pokazuje, jak dużo w zakresie polityki transportowej Pruszków ma jeszcze do zrobienia. Od wielu lat władze naszego miasta nie podjęły współpracy z Brwinowem, Nadarzynem czy Raszynem w sprawie stworzenia spójnej sieci połączeń autobusowych i choć autobusy z tamtych miast do Pruszkowa wjeżdżają, to ich rozkładów próżno szukać na stronach naszego urzędu. Nie wiadomo ani którędy jeżdżą, ani ile kosztują bilety. Konia z rzędem temu, kto wskaże na przykład, jaką linią dojechać z Gąsina do Brwinowa albo z okolic dworca kolejowego w Pruszkowie do Reguł. A takie autobusy są. Pruszków do utrzymania tych linii się nie dokłada i tylko wtajemniczeni wiedzą, że połączenia istnieją.

Pruszków, podobnie jak Ożarów Maz. czy Piastów, dopłaca do biletów metropolitalnych ZTM, dzięki temu miesięczny kosztuje tylko 120 zł zamiast 180 zł, ale pruszkowiacy mają problem: kartę mogą doładowywać jedynie w Punktach Obsługi Pasażera ZTM w Warszawie. Najbliższy jest na Dworcu Zachodnim, następny na Centralnym. Tymczasem Ożarów, ale także Piastów czy Legionowo, uruchomiły takie punkty u siebie. To oczywiście dodatkowy koszt, bo ZTM wymaga, żeby w takim punkcie urzędował jego pracownik, któremu miasto płaci pensję i musi mu zorganizować stanowisko pracy – jednak pokazuje, że potrzeby mieszkańców są tam właściwie identyfikowane i miasta nie odwracają się do nich tyłem.

Kiedy prezydentem Pruszkowa był Jan Starzyński, miasto transport zbiorowy traktowało po macoszemu. Owszem, partycypowało w kosztach oferty „Wspólny Bilet ZTM/KM/WKD”, dzięki czemu mając bilet okresowy ZTM można na wybranych odcinkach korzystać z pociągów Kolei Mazowieckich czy WKD, zbudowało zalążek komunikacji miejskiej w postaci paru linii autobusowych, ale już z podziwu godnym uporem odmawiało współpracy z Brwinowem czy Nadarzynem. Tuż przed wyborami samorządowymi ówczesne władze miasta, krytykowane za opieszałość, zgodziły się w końcu wprowadzić dopłaty do biletów metropolitalnych ZTM „Warszawa+2” (Pruszków był jednym z ostatnich miast spod Warszawy, które dołączyły do tego systemu).

Po wyborach kilka rzeczy się zmieniło. Prezydent Paweł Makuch w 2019 roku zwiększył poziom dopłat do biletów metropolitalnych (teraz jest „Warszawa+3), poprawił komunikację miejską, a w połowie 2020 roku ją solidnie zreformował. Wydatki budżetowe na transport wzrosły i gdyby powstał ranking za 2020 rok, zapewne Pruszków awansowałby o wiele pozycji. Ale i tak sporo rzeczy jest do poprawienia, przede wszystkim w zakresie współpracy z sąsiednimi samorządami. Co ciekawe, niektóre sprawy można by załatwić od ręki. Umieszczenie rozkładów jazdy wszystkich autobusów kursujących po Pruszkowie na stronie miasta w zakładce „Komunikacja miejska” i pilnowanie ich aktualności naprawdę nic nie kosztuje i wymaga jedynie dobrych chęci.

Warto dodać, że do wszystkich miast z okolic Warszawy, które uplasowały się w rankingu wyżej niż Pruszków, niezależnie od pociągów KM czy SKM dojeżdżają też autobusy uruchamiane przez stołeczny ZTM. Pruszków jest w tym gronie sierotą. I nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić.