To była sesja absolutoryjna, na której radni rozpatrywali przygotowany przez ekipę Pawła Makucha raport o stanie gminy za 2020 rok, następnie głosowali wotum zaufania dla prezydenta, a w końcu absolutorium za wykonanie budżetu w zeszłym roku. To jedyna sesja w roku, kiedy podczas debaty nad raportem głos mają ustawowe prawo zabierać mieszkańcy – pod warunkiem, że uzbierają co najmniej 50 głosów poparcia innych mieszkańców. Chodzi o to, żeby każdy dyskutant społeczny miał mandat do formułowania wypowiedzi. Jedynym, który w tym roku zgłosił się i spełnił ten warunek, był Arek Gębicz, założyciel i prezes stowarzyszenia Za Pruszków!

Gębicz profesjonalnie się przygotował. Wyświetlił prezentację, na której pokazywał i omawiał wybrane wydarzenia z ubiegłego roku. Ale na początek odniósł się do trwającej cztery godziny dyskusji radnych, która poprzedziła dopuszczenie go do głosu. – Chcę podziękować społeczniczce Małgorzacie Kochańskiej za to, że zanim przeczytałem raport, zapoznałem się z jej podsumowaniem. W efekcie nie musiałem czytać już raportu, ale sądząc po dyskusji, jaka miała dziś miejsce, sądzę, że byłby to stracony czas – skwitował. I zwrócił się do radnych: – Rozmieniacie na drobne powagę tej instytucji, przed którą występuję. Mało wybrzmiało rzeczy ważnych, które wydarzyły się w 2020 roku.

Zaczął od przypomnienia budzącej do dziś wiele emocji sprawy budowy megabloku przy parku Potulickich. – Przez dwa lata prezydent wielokrotnie powtarzał, że musiał wydać decyzję o warunkach zabudowy, ale dziś już wiemy, że nie musiał. Jako stowarzyszenie Za Pruszków! doprowadziliśmy do tego, że nie ma wątpliwości, że tej wielkiej budowli by nie było, gdyby prezydent sumiennie wypełniał swojej obowiązki i słuchał naszych rad. Prezydent nie przyłożył się do roli i nie wykorzystał narzędzi, by inwestycję zatrzymać – mówił Gębicz.

Następnie pokazał skan pisma z Urzędu Miasta i Gminy Brwinów, w którym burmistrz Arkadiusz Kosiński żąda od Pruszkowa zwrotu ponad 600 tys. zł „dotacji w nadmiernej wysokości” udzielonej naszemu miastu na przebudowę ulicy Działkowej. Gębicz mówił, że odsetki naliczone przez Brwinów sięgają już 28 tys. zł i każdego dnia rosną o 150 zł. – To przykład, jak w Pruszkowie traktowane jest prawo – orzekł społecznik.

Dalej wykazywał „pewną nieroztropność” w zaplanowaniu budżetu na 2020 r. Z początku na inwestycje zapisano w nim 47 mln zł, ale na koniec roku zrobiło się 29 mln. – Prezydent prosząc o zdejmowanie kolejnych zadań przyznawał, że źle zaplanował budżet. Wykazuje, że zrealizował 93 proc. zaplanowanych wydatków na inwestycje, ale z czego te 93 proc. liczymy? Poza tym z 29 milionów aż 14 mln przesunęło się na 2021 rok. To kreatywna księgowość! – oskarżał Gębicz.

Potem wkroczył na swoją ulubioną działkę, czyli ochronę środowiska. Przypomniał, że dopiero po trwających dwa lata prośbach udrożniony został doprowadzalnik zasilający stawy w parku Potulickich. – Tłumaczyłem, że jest tam mnóstwo mułu. W końcu muł został wybrany i dzień po tym woda do stawów popłynęła. Okazało się, że w Pruszkowie grawitacja działa i to działa sprawnie. Wiemy już, że wystarczy utrzymywać doprowadzalnik w dobrym stanie, aby uchronić park przed takimi zjawiskami, jakich jesteśmy świadkami w tym roku – mówił Gębicz nawiązując do bobrzej tamy na doprowadzalniku i zjawiska masowego śnięcia ryb w stawach spowodowanego tzw. przyduchą, czyli brakiem tlenu w wodzie.

Społecznik poruszył też wątek budowy budynku komunalnego na działce przy Lipowej – jego zdaniem powinny tam powstać obiekty oświatowe. Przypomniał awanturę z 2020 roku o podwyżkę dodatków za wychowawstwo dla nauczycieli w przedszkolach. O ścieżkach rowerowych mówił, że „powstają tam, gdzie nie trzeba, a tam gdzie trzeba, powstają bardzo wolno”. Zapowiedział, że sprawa budowy ścieżki wzdłuż ulicy Lipowej znajdzie finał w prokuraturze, bo jest podejrzenie poświadczenia nieprawdy przez inspektora nadzoru. – To powinna być rola gospodarza miasta, ale ja jej nie widzę. To on powinien tu natychmiast zareagować – mówił zwracając się do Pawła Makucha. W wątku poświęconym niedoszłej budowie wodnego placu zabaw wykazywał, że przetarg został przez urząd miasta unieważniony na podstawie niedozwolonych przesłanek prawnych. Było też o zabytkach, o których w trakcie dyskusji radnych nie padło nawet jedno zdanie, „choć mamy ich tyle co kot napłakał”.

Na koniec wyświetlił slajd z hasłami: „Władze plecami do mieszkańców”, „Niegospodarność i rozrzutność”, „Sztucznie wywoływane wojny z radnymi i mieszkańcami”.

Wystąpienie Arka Gębicza spotkało się ostrą reakcją całej prezydenckiej trójki. – Zadam retoryczne pytanie: co to było? Na pewno nie wystąpienie o raporcie. Dla mnie skandalem jest wykorzystanie rady miasta do promowania własnego stowarzyszenia, a do tego to stwierdzenie, że pan nawet raportu nie przeczytał! Nie było nawet grama wypowiedzi na temat raportu o stanie gminy – grzmiał prezydent Paweł Makuch. – Pan mieszkaniec zna się na wszystkim i dokonuje ocen obrażających urzędników, wypominając im rzeczy, o których nie ma zielonego pojęcia.

W łagodniejsze tony uderzyła wiceprezydent Beata Czyżewska. – Dziękuję panu Arkowi Gębiczowi za ogromne zainteresowanie sprawami naszego miasta, ale chciałabym w imieniu własnym i pracowników urzędu podkreślić, że jest to ogląd tylko z poziomu mieszkańca. Spektrum przedstawionego zakresu spraw i wątków świadczyć może o holistycznej eksperckiej wiedzy – mówiła. – Łatwo jest szafować dobrymi radami nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności. W codziennej pracy, nawet ryzykując popełnianie błędów, nadal będziemy opierać się na wiedzy urzędników oraz zewnętrznych analizach eksperckich. Odniosę się choćby do problemu doprowadzalnika. W tym przypadku współpracujemy z SGGW, posiłkujemy się radami naukowców.

Najszerzej do wystąpienia Gębicza odniósł się wiceprezydent Konrad Sipiera. Mówił, że to nie polityka finansowa miasta była kreatywna, ale prezentacja przygotowana przez społecznika. – To dezinformacja i manipulacja – ocenił Sipiera. Komentował kolejne zarzuty prezesa stowarzyszenia Za Pruszków! Przypominał, że poprzednie władze Pruszkowa nie wykazały zainteresowania zakupem gruntów, na których ostatecznie powstaje megablok. Zapowiadał, że sprawę dotacji udzielonej przez Brwinów na przebudowę Działkowej najlepiej, jeśli rozstrzygnie niezależny sąd. Mówił, że działka przy Lipowej została skomunalizowana bez wskazania celu, a miasta postawi tam budynek mieszkalny, gdyż taka inwestycja najlepiej odpowiada potrzebom mieszkańców. – Dziwi mnie, że pan Gębicz używa liczb dotyczących mieszkańców, dzieci, a gdzie szacunki kosztów budowy kompleksu oświatowego? – pytał retorycznie wiceprezydent. – To temat rzucony ad hoc, żeby wywołać kolejną burzę. Pruszków ma wiele problemów, których nie da się załatwić przez dwa i pół roku. To tworzenie show, zamieszania, poczucia niepewności. Stowarzyszenie pana Arkadiusza weszło w krajobraz naszego miasta, ale ja coraz częściej spotykam się z wypowiedziami mieszkańców, że jest nastawione na totalną blokadę i wprowadzanie mieszkańców w błąd – podsumował.

Komentarz wygłosiła również skarbniczka miasta Lidia Sadowska-Mucha zarzucając Gębiczowi, że „prezentując takie opinie” podważa nie tylko wiarygodność dokumentów finansowych, ale także wiarygodność organów nadzorczych kontrolujących te dokumenty.

Sam Arek Gębicz dyskusję ocenił tak: – Jestem świadom znaczenia moich słów i jestem gotów ponieść konsekwencje, jeśli ktokolwiek udowodni mi, że kłamałem.

Komentarz autora:

Wystąpieniu najbardziej znanego pruszkowskiego społecznika postanowiłem poświęcić osobny tekst nie tylko dlatego, że jako jedyny mieszkaniec zabrał głos na sesji, ale przede wszystkim dlatego, że w przeciwieństwie do radnych zajął się problemami miasta. W trwającej cztery godziny dyskusji otwierającej czwartkową sesję brylowali radni SPP, a uwagę skupili na sposobie liczenia mieszkańców, liczbie zgonów i wydanych dowodów osobistych, wodomierzach oraz grubości raportu. Najbardziej interesowało ich, czy raport nie jest za mały (w ubiegłym roku twierdzili, że był za duży). Dyskusja przeistoczyła się w tradycyjną pyskówkę. Przysłuchując się jej zmarnowałem 4 godziny, które z korzyścią dla zdrowia mogłem poświęcić na spacer po parku Potulickich.

Tymczasem Gębicz mi zaimponował: w pół godziny poruszył tyle wątków, że radni potrzebowaliby na to samo dwóch dni siedzenia przed komputerami non-stop. Owszem, z Gębiczem można się nie zgadzać. Może irytować jego przeświadczenie o nieomylności. Sam prowadzę z nim zażarte dyskusje na temat przeznaczenia działki przy Lipowej czy budowy łącznika ulicy Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej z Sienkiewicza. Nie zgadzam się z nim czasem tak maksymalnie, jak można się z Gębiczem nie zgadzać. Raz się na niego obraziłem, jak mi brzydko odpisał. Ale nie mogę odmówić mu zaangażowania w życie Pruszkowa, nie mogę odmówić pomysłów na rozwiązywanie wielu ważnych problemów miasta.

W czwartek doszedłem do wniosku, że jeden Gębicz byłby w stanie zastąpić 23 pruszkowskich radnych. To mogłoby skończyć się wywiezieniem go przez część mieszkańców na taczkach, ale przynajmniej zajmowalibyśmy się człowiekiem z głową pełną pomysłów zamiast radnymi zainteresowanymi głównie dotrwaniem do końca kadencji i zbijaniem kapitału politycznego.

Na koniec zapraszam do lektury artykułu red. Jakuba Dorosza, poświęconego brakowi wotum zaufania i absolutorium dla Pawła Makucha – już wkrótce na zpruszkowa.pl.