„W imieniu 139 mieszkańców złożyłem stosowny wniosek. Konsultacje powinny odpowiedzieć na pytania: 1. Czy Miasto Pruszków w obecnej sytuacji budżetowej powinno ponosić ciężar takiej inwestycji? 2. Jaki powinien być zakres budowy? 3. Gdzie zlokalizować potencjalną inwestycję?” – poinformował Arek Gębicz na fejsbukowym profilu stowarzyszenia Za Pruszków! Społecznik chce skorzystać z funkcjonującego od niedawna w Pruszkowie – ale jeszcze ani razu niewykorzystywanego – instrumentu, jakim są konsultacje społeczne. Mogą one zostać uruchomione na wniosek prezydenta miasta, radnych, co najmniej 3 organizacji pozarządowych działających w Pruszkowie albo z inicjatywy co najmniej 50 mieszkańców. Gębicz wykorzystał tę ostatnią możliwość – zebrał niemal trzy razy więcej podpisów, niż wynosi zapisane w uchwale minimum.

– Pytania to oczywiście tylko propozycja. Tak samo jak sugestia, że według stowarzyszenia Za Pruszków! jeżeli budować wodny plac zabaw, to w okolicach toru kolarskiego i basenu Kapry – tłumaczy Arek Gębicz. Podkreśla, że to pierwszy w Pruszkowie wniosek złożony na podstawie uchwały konsultacyjnej. – Przecieramy szlaki, zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce. Chciałbym, żeby konsultacje odbyły się jesienią, najlepiej we wrześniu i październiku. Oczywiście, nie mam żadnej gwarancji, że do nich dojdzie, bo to prezydent ostatecznie decyduje, czy i jak je przeprowadzić – dodaje.

Jego obiekcje są uzasadnione – uchwała nie obliguje prezydenta do rozpoczęcia procedury konsultacyjnej. Może to zrobić, ale nie musi. Jednak portal zpruszkowa.pk sprawdził, że pomysł społecznika już na starcie cieszy się poparciem radnych ze wszystkich klubów, z którymi rozmawialiśmy. Nie mają wątpliwości, że warto zapytać mieszkańców o zdanie, kontrowersje budzi co najwyżej sformułowanie pytań zaproponowanych przez Gębicza.

Karol Chlebiński, przewodniczący największego w radzie miasta klubu Samorządowego Porozumienia Pruszkowa mówi, że konsultacje mają sens, trzeba jednak dać mieszkańcom możliwość wyboru spośród kilku dokładnie sprawdzonych lokalizacji. – Uważam, że budowa parku wodnego to pomysł dobry, ale nie pierwszej potrzeby. Na pewno nie przy Lipowej, być może w innym miejscu – mówi Chlebiński. – Konsultacje społeczne w tym temacie mają sens, jeżeli pod ocenę podda się wybrane, sprawdzone lokalizacje. W innym przypadku efektem może być wskazanie miejsca, które finalnie okaże się niemożliwe do zagospodarowania – co wtedy powiedzieć ludziom? Uważam, że na razie mamy za mało danych odnośnie do kosztów utrzymania wodnego placu i w ogóle całego projektu. Bez solidnego przygotowania danych bazowych wchodząc nawet w akceptowalny społecznie projekt stwarzamy dodatkowe obciążenie dla budżetu – dodaje.

Piotr Bąk, przewodniczący klubu Koalicji Obywatelskiej, jest zdania, że konsultacje społeczne w sprawie wodnego placu już dawno powinny się odbyć. – Jako radni Koalicji Obywatelskiej kilkakrotnie mówiliśmy, że nie jesteśmy przeciwni tej budowie, kontrowersje budziło jednak miejsce, w którym plac miał powstać oraz pilność tej inwestycji. Dziś ten temat będzie przedmiotem konsultacji. I bardzo dobrze, mieszkańcy Pruszkowa mają prawo wyboru, czy taka inwestycja ma powstać i w jakim miejscu. Przykre w tej całej sprawie jest to, że to nie prezydent jest inicjatorem konsultacji. Słuchając radnych, czytając opinie mieszkańców w tej sprawie, już dawno temu powinno być po konsultacjach. A co do wniosku Arka Gębicza, to powinien on zawierać również pytanie o rodzaj placu, np. czy sam plac, czy też inne urządzenia – może basen odkryty? – zastanawia się Piotr Bąk.

Pomysł zainicjowania procedury konsultacyjnej jest chyba pierwszym w tej kadencji, który zjednoczył radnych ze wszystkich ugrupowań. – Jak najbardziej popieram, aby kwestię wodnego placu zabaw poddać pod konsultacje. Po to tego typu instytucja została stworzona – mówi radny Jakub Kotelecki, który do rady miasta dostał się z prezydenckiego komitetu wyborczego Wspólnie Pruszków Rozwijamy. – Jednak w przeciwieństwie do pana Gębicza nie sugerowałbym lokalizacji przy basenie Kapry. To mieszkańcy powinni zdecydować, czy chcą lub/i gdzie taki plac zabaw powinien się znaleźć. Jednocześnie decyzja mieszkańców powinna być wiążąca. Osobiście uważam, że taki plac zabaw to tylko część inwestycji, którą winien zrealizować magistrat. Mieszkańcy potrzebują również basenów letnich, zjeżdżalni, miejsca do wypoczynku. Jestem w ostatnich tygodniach częstym gościem basenów w Strzeniówce i spotykam tam wielu znajomych z Pruszkowa, którzy narzekają na brak podobnego obiektu w dużo większym Pruszkowie – dodaje Kotelecki.

Ewa Białaszewska z klubu Prawa i Sprawiedliwości pomysł konsultacji popiera całym sercem widząc w nich element budowy społeczeństwa obywatelskiego. – Jestem za tym, żeby mieszkańcy mieli więcej do powiedzenia i konsultacje mają temu służyć. Udział w nich to wzięcie współodpowiedzialności za własne miasto. Konsultacje powinny poprzedzać realizację każdej większej inwestycji – mówi Białaszewska. Za nietrafione uważa jednak pytania proponowane przez Arka Gębicza. – Nie widzę potrzeby pytania mieszkańców czy budżet wytrzyma tę inwestycję. Owszem, można straszyć, że zaraz komornik wejdzie na konta, że stan budżetu jest zły, ale to demagogia. Dziś większość miast realizuje inwestycje za kredyty. Poza tym, ilu mieszkańców ma dostateczną wiedzę na temat tego, jak się budżet konstruuje, ile pieniędzy na konkretną inwestycję należy przeznaczyć? Koszt każdego zadania zależy od lokalizacji, dostępnej infrastruktury, od tego, czy grunty są miejskie, czy należy część z nich odkupić od prywatnych właścicieli – dodaje. Ewa Białaszewska przychyla się za to do opinii, że proponowana do niedawna lokalizacja przy ulicy Lipowej to nie najlepsze rozwiązane. – To nie był pomysł obecnej ekipy, tylko prezydenta Starzyńskiego. Kiedyś wydawało się, że miejsce jest doskonałe, bo to środek miasta. Tylko że zabudowa się zagęściła, otoczenie się zmieniło. Chyba warto rozejrzeć się za inną lokalizacją – kwituje.

Pomysł Arka Gębicza popiera też jedna z najbardziej zaciekłych krytyków Pawła Makucha – Eliza Kurzela, która do rady dostała się z komitetu WPR, ale szybko do prezydenta się zdystansowała. – Cieszę się, że wpłynął pierwszy wniosek o konsultacje społeczne. I nie jestem zaskoczona ani tym, że wnioskodawcą jest Arek Gębicz ani tym, że rada ds. konsultacji będzie opiniować kwestię budowy i lokalizacji wodnego placu zabaw – mówi Kurzela. – Jestem pełna optymizmu i spokojna o merytoryczny poziom i kulturę dyskusji, jak i o opinię rady w sprawie wniosku. Uważam, że nie zmarnujemy okazji i każdy zainteresowany mieszkaniec będzie miał możliwość wypowiedzenia się i wyrażenia swojej woli w sposób niebudzący wątpliwości. A władza wykonawcza w naszym mieście będzie wiedziała, co tak naprawdę mieszkańcy myślą o pomysłach z Kraszewskiego. Nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z członkami rady ds. konsultacji i z radością będę uczestniczyć w opiniowaniu pierwszego wniosku o konsultacje społeczne z prawdziwego zdarzenia w naszym mieście! – nie kryje entuzjazmu.

Wspomniana przez Elizę Kurzelę rada ds. konsultacji społecznych to oficjalnie Rada Społeczna – ciało doradcze złożone z przedstawicieli zarówno urzędu miasta, radnych, jak i mieszkańców, które opiniuje wnioski o przeprowadzenie konsultacji, ale też wskazuje najlepszą metodę zbierania opinii (ankiety papierowe, internetowe, ale może też wynajęcie profesjonalnej sondażowni – choć to kosztowne rozwiązanie). Do Rady Społecznej wybrani – bądź wylosowani spośród kandydatów – zostali: z ramienia urzędu miasta Monika Golędzinowska – naczelnik Wydziału Strategii i Rozwoju, Arnold Hensoldt – zastępca naczelnika Wydziału Realizacji Inwestycji oraz Aleksandra Komorowska; radni: Eliza Kurzela, Piotr Bąk i Olgierd Lewan; przedstawiciele organizacji społecznych: Bożena Okuń (fundacja Toto Animo), Renata Sołtysiak (stowarzyszenie Moja Ostoja) i Beata Dąbrowska (fundacja OnkoTeam), przedstawiciele mieszkańców: Aleksandra Chojnacka, Katarzyna Włodarczyk, Joanna Wojtecka, Andrzej Tomasz Malczyk oraz przedstawiciel Młodzieżowej Rady Miasta Mikołaj Nawrocki.

Arek Gębicz, który zainicjował procedurę konsultacyjną, podkreśla, że sam nie jest przeciwnikiem wodnego placu w Pruszkowie, ale na pewno nie w parku Potulickich i niekoniecznie teraz należy się brać za tę inwestycję. – Miasto ma słabe dochody, bo władze nie dbają wystarczająco o wpływy z podatków, nie zachęcają do rozliczania podatku PIT w Pruszkowie. Co roku umyka nam przez to co najmniej 10 mln zł. Mamy też za duży deficyt budżetowy. Jak zadbamy o zwiększenie dochodów i zmniejszenie deficytu, to nie widzę powodu, żeby wodnego placu nie budować – mówi.

Co może zaskakiwać, z lekką rezerwą do pomysłu zbadania opinii mieszkańców w tej sprawie podchodzi za to aktywistka Małgorzata Kochańska, współautorka projektu uchwały o konsultacjach społecznych. Obawia się, że sprawie towarzyszyć będzie zbyt dużo emocji i tego, że urząd miasta rzuci wszystkie siły na wypromowanie kontrowersyjnej lokalizacji w parku Potulickich. – Byłam przeciwna konsultacjom ze względu na ryzyko, że absurdalny projekt budowy placu w Potuliku jednak zostanie realizowany. Tym bardziej, że to jedna z inwestycji traktowanych bardzo ambicjonalnie, czyli można się spodziewać mobilizacji sił – mówi nam Kochańska. – Skoro jednak inicjator konsultacji wierzy w zdrowy rozsądek mieszkańców Pruszkowa, mogę się tylko cieszyć i tę wiarę wspierać. Ciekawa jestem, jak w praktyce sprawdzi się Rada Społeczna, zważywszy, że przypadkiem składa się w większości z osób związanych z WPR. Bo to pierwsza inicjatywa, którą ta Rada będzie opiniować. Dotychczas za każdym razem jakoś tak wychodziło, że inicjatywy obywatelskie miały wady prawne czy proceduralne. Niebawem się przekonamy, czy podobnie będzie z wnioskiem Arka Gębicza. A może nastąpi jakieś nowe otwarcie? Bardzo bym chciała… – dodaje. A nawiązując do tego, że współtworzyła przepisy o konsultacjach, kwituje: – Czuję się tak, jakby moje dziecko zdawało maturę: zrobiłam co mogłam, ale wynik już ode mnie nie zależy.

Prezydent Paweł Makuch jeszcze nie poinformował oficjalnie, czy konsultacje dotyczące wodnego placu zostaną w Pruszkowie przeprowadzone.