Zaledwie jednym głosem „za” radni Komisji Skarbu, Budżetu i Finansów pozytywnie zaopiniowali projekt budżetu Pruszkowa na 2020 rok. Obrady były burzliwe. Przewodniczący nie dopuścił do głosu wiceprezydenta Konrada Sipiery, a kilkoro radnych SPP było oburzonych, że dziennikarz zpruszkowa.pl rejestruje dyktafonem przebieg dyskusji.

Projekt przyszłorocznego budżetu Pruszkowa, przygotowany i przedstawiony radnym przez prezydenta Pawła Makucha, wciąż budzi ogromne emocje. Przypomnijmy: przychody do miejskiej kasy zaplanowano na 336 mln zł, wydatki na 426 mln, blisko 90-milionowy deficyt ma zostać sfinansowany kredytami. Na koniec 2020 roku dług publiczny miasta sięgnie 238 mln zł. Część radnych i obserwatorów prac nad projektem uważa, że te liczby i tak są optymistyczne, bo niektórych wydatków nie doszacowano, na przykład na zakup energii elektrycznej – a przecież ceny prądu gwałtownie rosną. Koszty administracji mają zaś… spaść, o 1,6 proc! Jak to możliwe, skoro płaca minimalna pójdzie w górę? Pracownicy Wydziału Finansów i Budżetu Urzędu Miasta, którzy w środę odpowiadali na pytania radnych, mówili ogólnikowo: „przez cały rok dynamika wydatków się zmienia, dziś nie wiadomo, jak będzie się przedstawiały wydatki na administrację, w ciągu roku będziemy to weryfikować”.

Paweł Makuch: “nie mam podstaw do tego, by twierdzić, że ten budżet jest budżetem niebezpiecznym”

Prezydent Paweł Makuch, który przysłuchiwał się obradom komisji, zapytany wprost, czy możliwy jest scenariusz drastycznych poprawek do budżetu zgłaszanych już w pierwszym półroczu przyszłego roku, których celem będzie urealnianie przychodów i wydatków, odparł: – Pruszków nie jest zielonym punktem na samorządowej mapie Polski, borykamy się z takimi samymi problemami związanymi z funkcjonowaniem miasta, jak inne ośrodki. Dlatego w roku 2020 niczego nie możemy wykluczyć. Chcielibyśmy jednak, żeby przyszły rok był rokiem inwestycji. Budżet jest optymistyczny, to prawda, ale i bardzo napięty. Rosną bieżące koszty utrzymania miasta, bo przyzwyczajenie mieszkańców do pewnych luksusów generuje wydatki – powiedział Makuch. Jakie luksusy ma na myśli? – padło pytanie. – Mówimy choćby o dofinansowaniu do sportu, grantach, o transporcie publicznym. To wszystko pociąga za sobą koszty. Realizujemy wieloletnie plany, chcemy spełniać obietnice składane na przestrzeni lat mieszkańcom Pruszkowa. Nie możemy jednak wykluczyć, że to będzie ostatni rok dużych inwestycji – odparł prezydent.

Na pytanie portalu zpruszkowa.pl, czy przyszłoroczny budżet, zakładający gigantyczny 90-milionowy deficyt, uważa za bezpieczny dla miasta, Paweł Makuch odpowiedział: – Pan oczekuje ode mnie deklaracji i własnych przemyśleń. Mogę powiedzieć jedynie, że projekt został przygotowany przez Wydział Finansów, firmuje go pani skarbnik, która zgodnie z uprawnieniami stoi na straży wskaźników. Oczywiście, projekt wnoszę do rady ja, ale nie mam podstaw do tego, by twierdzić, że ten budżet jest budżetem niebezpiecznym – oświadczył prezydent.

Przed ostatecznym zaopiniowaniem projektu przez komisję krótkie oświadczenie wygłosił jej przewodniczący Józef Moczuło (Samorządowe Porozumienie Pruszkowa). Nawiązał do niedawnej nadzwyczajnej sesji rady miasta oraz poprzedzających ją obrad komisji finansów oraz gospodarki komunalnej – radni mieli wtedy przegłosować pilne poprawki do budżetu na 2019 rok oraz znowelizować wieloletnią prognozę finansową, jednak nie zgodzili się na wpisanie do prognozy wielomilionowych wydatków inwestycyjnych. Chcieli, żeby znalazły się one w normalnym projekcie budżetu, bez wprowadzania „tylnymi drzwiami”. – Mamy przeszacowane dochody, a niedoszacowane wydatki. Takie jest moje wrażenie. Budżet jest, nawet by mi się podobał, gdyby nie to, że wszystkie inwestycje będą robione za pożyczone pieniądze! Tymczasem po niedawnej sesji nadzwyczajnej rady miasta było wielkie oburzenie, a w internecie zastępca prezydenta pan Konrad Sipiera pisał, że radni nie chcą rozwoju miasta, że blokują słuszne decyzje. Gdybyśmy wtedy tamten załącznik przyjęli, to deficyt w przyszłym roku nie wynosiłby 89 milionów, tylko 150 milionów, a może 140 milionów. Z czego mielibyśmy te inwestycje realizować? – pytał retorycznie Moczuło.

Ostatecznie projekt budżetu został zaopiniowany pozytywnie, ale… tylko jednym głosem. „Za” był Krzysztof Biskupski (SPP), przewodniczący Rady Miasta Pruszkowa (tutaj w roli członka komisji). Nikt nie był przeciwny, od głosu wstrzymali się: Eugeniusz Kulpa, Józef Moczuło oraz Józef Osiński (wszyscy z SPP) oraz Dorota Kossakowska (Koalicja Obywatelska).

Komisja Skarbu, Budżetu i Finansów była ostatnią, która wyrażała swoje zdanie na temat planów budżetowych. Wszystkie pozostałe komisje rady miasta zdążyły już wydać pozytywne opinie, ale podobnie jak w tym przypadku tylko pojedynczy radni byli „za”, większość wolała wstrzymać się od jednoznacznej opinii. Jednak najważniejsze głosowanie dopiero przed nami. 19 grudnia na sesji rady miasta radni ostatecznie przyjmą, albo odrzucą projekt. Arytmetyka wskazuje, że budżet na 2020 rok raczej przejdzie w kształcie zaproponowanym przez Pawła Makucha, choć nie obejdzie się bez wymiany zdań i – być może – składania oświadczeń przez kluby radnych.

Na koniec warto dodać, że środowe obrady komisji obfitowały w nietypowe sytuacje. Gdy po oświadczeniu przewodniczącego Józefa Moczuły, odnoszącego się do internetowych wpisów wiceprezydenta Konrada Sipiery, głos chciał zabrać sam zainteresowany, usłyszał od Moczuły stanowcze: „nie!”. Na twarzy wiceprezydenta odmalowało się zdumienie, ale nie oponował. Na zakończenie obrad Sipiera ponownie poprosił o głos. – Panie przewodniczący, szanowni państwo. Jestem bardzo zaskoczony zachowaniem pana przewodniczącego… –  i tyle zdążył powiedzieć, ponieważ Józef Moczuło zabrał mu mikrofon. – Dziękuję bardzo, zabieram panu głos – skwitował przewodniczący. Po krótkiej chwili Sipiera wstał i opuścił salę obrad, za nim wyszli Paweł Makuch oraz wiceprezydent Beata Czyżewska.

Dzisiejsza Komisja Skarbu, Budżetu i Finansów. Dużo pytań, emocji, gorąca dyskusja. Rozmawiać trzeba i warto. Ale trzeba…

Opublikowany przez Konrad Sipiera Zastępca Prezydenta Miasta Pruszkowa Środa, 4 grudnia 2019

A jeszcze wcześniej oburzenie wyraził radny Krzysztof Biskupski – oznajmił, że jest zaskoczony faktem używania dyktafonu przez autora tego artykułu. Przytaknął mu radny Józef Osiński, a Eugeniusz Kulpa wypalił, że nagrywanie obrad oznacza… złamanie RODO! Biskupski pouczył nawet, że w dobrym tonie jest każdorazowe pytanie o zgodę na dyktafon przewodniczącego komisji. Odrzucili wyjaśnienia, że obrady komisji rady miasta z definicji są jawne, żaden przepis prawa nie zabrania żadnemu mieszkańcowi ani radnemu ich nagrywania i jedynie przegłosowanie przez radnych wniosku o utajnienie obrad mogłoby wykluczyć rejestrowanie. Za autorem artykułu wstawił się radny Olgierd Lewan (klub SPP), jednak jemu również nie udało się przekonać tamtej trójki.

Oczywiście, tak jak do tej pory, żeby móc przygotowywać relacje, będę posługiwał się dyktafonem zarówno na sesjach, jak i komisjach rady miasta – nawet mimo braku zgody radnych SPP.