Po głosowaniu nad ustanowieniem nowych pomników przyrody w Pruszkowie rozpętała się dyskusja na temat słuszności (lub nie) decyzji radnych.

Przypomnijmy - radni stosunkiem głosów 18:2 odrzucili obywatelski projekt uchwały w sprawie ustanowienia trzech pomników przyrody na skwerku przy dworcu PKP. Decyzja ta wzbudziła wiele kontrowersji. Uchwała była podyktowana chęcią ocalenia skwerku przy ul. Sienkiewicza - jednego z najstarszych założeń parkowych w Pruszkowie. Autor projektu - Arek Gębicz (Stowarzyszenie "Za Pruszków!") nie krył również, że w ten sposób chciał uniemożliwić budowę planowanego łącznika ulic Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej i Sienkiewicza, który uważa za inwestycję zbędną i zbyt inwazyjną dla miasta.

Edgar Czop (KO): Szanując zdanie moich kolegów i koleżanek z klubu i koalicji (choć nie do końca je rozumiejąc) sam głosowałbym ZA ustanowieniem drzew  w skwerze przy PKP pomnikami przyrody

W toku debaty po głosowaniu publicznie zgłaszano pretensje do radnego Edgara Czopa (KO) o nieobecność na głosowaniu. Edgar postanowił rozwiać wątpliwości za pośrednictwem prowadzonej przez niego strony "Pruszków 2.0" na Facebooku.

"Od wtorku przebywam w szpitalu w którym miałem dość złożona operację, która niestety trwała dłużej niż powinna. Do dzisiaj jestem na mocnych lekach przeciwbólowych, które wywołują mdłości i sprawiają, że nie mam za bardzo ochoty na cokolwiek. Mogę jednak napisać ten post" - wyjaśnił radny. Oświadczył jednak, że gdyby mógł wziąć udział w głosowaniu, oddałby głos za przyjęciem projektu uchwały. "Szanując zdanie moich kolegów i koleżanek z klubu i koalicji (choć nie do końca je rozumiejąc) sam głosowałbym ZA ustanowieniem drzew  w skwerze przy PKP pomnikami przyrody" - napisał. 

Podniósł przy tym kilka argumentów. Wskazał między innymi na koniecznośc utrzymania chłonności gleby w tym obszarze chociażby na obecnym jej poziomie (warto wspomnieć, że ul. Sienkiewicza na odcinku przy stacji PKP jest jedną z najczęściej zalewanych ulic w Pruszkowie. W teorii więc miasto powinno skupić się na maksymalnym powiększaniu powierzchni terenów zielonych w tej okolicy). Poddał też w wątpliwość zasadność planowanej inwestycji.  "(...) nie ma żadnych danych liczbowych, symulacji, precedensów z gmin podobnej wielkości, a przynajmniej nigdy do mnie nie dotarły, które przekonałyby mnie o tym że połączenie dwu ulic ma jakikolwiek sens z perspektywy planowania przyszłościowego, czy ułatwienia komunikacji. Ja na razie widzę szaloną deweloperke i brak myślenia pokoleniowego pod względem poszanowania terenów zielonych (inwestycje dokonane i ich plany)" - czytamy w oświadczeniu.

"Kocham przyrodę w każdej formie, a jej ochronę i zachowanie bioróżnorodności przekładam nad nieograniczony rozwój infrastruktury i co za tym idzie «betonozę»" - podsumowuje Czop. Całość oświadczenia radnego można przeczytać poniżej.

Nietrudno spostrzec, że jego treść dość mocno odbiega od postu opublikowanego niedługo później przez klubowego kolegę Edgara Czopa - wiceprzewodniczącego Rady Miasta Piotra Bąka (KO).

"Wiem, że wielu z Państwa nie zgodzi się z podjętą przez radnych, w tym przeze mnie, decyzją  - ale czasami radny musi dokonywać tego bardzo trudnego wyboru (często społecznie i wizerunkowo niewygodnego). I w tym miejscu, ze swojego doświadczenia zawodowego mogę Państwa zapewnić, że jeszcze nie raz, Rada Miasta będzie zmuszona podejmować takie decyzje" - pisze Bąk.

W uzasadnieniu swojego stanowiska wiceprzewodniczący nawołuje do "szerokokątnego, przyszłościowego i całościowo" spojrzenia na kwestię budowy "łącznika". "Zgodnie z planami rozbudowy dróg (zarówno lokalnych, jaki powiatowych i wojewódzkich) a nie na fragment drogi, która ma połączyć ul. Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej z ul. Sienkiewicza.  A to właśnie ma miejsce." - tłumaczy. "Nikt nie pokazuje tej inwestycji wespół, jako jednej całości: z planowaną przebudową ul. Kościuszki, planowaną budową ul. Przytorowej, połączenia jej z ul. Solidarności i docelowo połączenia z «Paszkowianką»." 

Gwoli uczciwości warto spostrzec, że podczas sesji Rady Miasta (link do nagrania z obrad) radni solidarnie urywali dyskusję za każdym razem, gdy schodziła ona na kwestię inną niż samo ustanowienie pomników przyrody sensu stricto tak, aby sprawy nie można było omawiać w pełnym kontekście (w tym m.in. w kontekście budowy "łącznika"). Uniemożliwili tym samym bardziej "szerokokątną, przyszłościowa i całościową" debatę nad zagadnieniem.

Piotr Bąk w przytaczanym poście podnosi też wielokrotnie obalany argument o tym, że (cyt.) "w obrębie 15 m od ustanowionych pomników nie można dokonywać żadnych prac". Przypomnijmy, że jest to oczywista nieprawda. Ustawa o ochronie przyrody (regulująca m.in. status pomników przyrody) mówi wyraźnie, że zakazy składające się na ochronę pomnika nie obowiązują w przypadku inwestycji realizującej cel publiczny. Listę celów inwestycji kwalifikowanych jako publiczne opisuje zaś ustawa o gospodarce nieruchomościami. Czytamy w niej, że do celów publicznych zalicza się m.in.:

[Art. 6. ust. 1] wydzielanie gruntów pod drogi publiczne, drogi rowerowe i drogi wodne, budowa, utrzymywanie oraz wykonywanie robót budowlanych tych dróg, obiektów i urządzeń transportu publicznego, a także łączności publicznej i sygnalizacji;

[Art 6. ust. 2] budowę i utrzymywanie (...) przewodów i urządzeń służących do przesyłania lub dystrybucji płynów, pary, gazów i energii elektrycznej, a także innych obiektów i urządzeń niezbędnych do korzystania z tych przewodów i urządzeń;

a także [Art 6. ust. 3] budowa i utrzymywanie publicznych urządzeń służących do zaopatrzenia ludności w wodę, gromadzenia, przesyłania, oczyszczania i odprowadzania ścieków oraz odzysku i unieszkodliwiania odpadów, w tym ich składowania;

Praktyka stosowania tych przepisów wymaga jedynie dodatkowego uzgodnienia z Wojewódzkim Konserwatorem Przyrody - i to też nie w każdym jednym przypadku. Odpowiednio umotywowane inwestycje (wsparte niekiedy dedykowaną uchwałą Rady Miasta) niekiedy mogą się obyć i bez tego dokumentu (wyszukanie frazy "pomnik przyrody teren zabudowany" w dowolnej wyszukiwarce dostarcza dziesiątek przykładów - przyp. K.Ch.). Oznacza to, że ustanowienie pomnika przyrody niekoniecznie musi zakłócać procesy inwestycyjne w mieście a jedynie wymusza na jego władzach, by podczas prac w okolicy pomnika podjęły odpowiednie środki mające na celu jego ochronę. 

Oprócz tego w oświadczeniu wiceprzewodniczącego Rady Miasta znajduemy serię personalnych ataków na autora projektu uchwały, Arka Gębicza. Bąk zarzuca mu m.in. wygłaszanie populistycznych haseł czy "idealnie zaplanowanej sofistyki".

Kompletną wypowiedź Piotra Bąka prezentujemy poniżej (zachęcamy do zapoznania się z całą jej treścią). 

Komentarz autora: Kontrofensywa radnych przeciwko projektowi uchwały zaproponowanemu przez Arka Gębicza szybko przerodziła sie w ofensywę przeciwko samemu Gębiczowi (post Piotra Bąka jest tego najlepszym przykładem). Co ciekawe - zamieszanie wywołane sprawą na pozór dość oczywistą przeniosło "pole walki" z urzędów i oficjalnych gremiów na Facebooka, gdzie zdecydowanie łatwiej jest szczerzyć dezinformację czy zjednywać zwolenników twierdzeń opartych na nieprawdziwych podstawach. 

W tym czasie politycy i urzędnicy Urzędzie Miasta i Starostwie Powiatowym (tj. tam, gdzie zapadać będą faktyczne decyzje co do przebiegu i kształtu inwestycji mogą rozsiąść się spokojnie i patrzeć, jak pruszkowska Rada Miasta rozprawia się z ich największym krytykiem. Oto bowiem pruszkowscy radni (z jakiejś przyczyny) wzięli na siebie ciężar uzasadniania inwestycji co do której (jak sami twierdzą) absolutnie nie są pewni, o której (jak wielokrotnie wspominali) niewiele wiedzą i za którą odpowiedzianość nie będzie ciążyła na nich. Czy warto stawać w obronie tak wątpliwej sprawy jedynie w imię przyjemności oddania kilku kuksańców Arkowi Gębiczowi?

Czas pokaże, a życie zweryfikuje - czy za dwa lata przy ul. Sienkiewicza nadal będziemy podziwiać dorodne, ponadstuletnie drzewa, czy może zaledwie dziury po nich przykryte warstwą betonu i asfaltu.