Logo facebook - Ikona Logo instagram - Ikona Logo youtube - Ikona Logo spotify - Ikona
zpruszkowa.pl logo

Dziennikarzom zapowiada procesy, odpowiedzialnością za możliwą katastrofę przyrodniczą obarcza Polski Związek Wędkarski

Sławomir BUKOWSKI
Najnowsze stanowisko władz Pruszkowa: choć to miasto odpowiada za przebudowę urządzeń hydrologicznych w Parku Potulickich i zamknięcie doprowadzalnika, odpowiedzialność za utrzymanie poziomu wody w stawach ponosi Polski Związek Wędkarski. Te dwie rzeczy się wykluczają? Dla wiceprezydent Doroty Kossakowskiej – absolutnie nie.
Dorota Kossakowska
Ilustracja: Dorota Kossakowska

Zacznijmy od rekonstrukcji zdarzeń z ostatnich dni. Obrazują one sposób działania władz miasta, które oficjalnie deklarują chęć rozwiązania problemu dotkliwych dla przyrody skutków prac prowadzonych w Parku Potulickich. Podkreślamy: oficjalnie deklarują.

Początek stycznia – alarm w sprawie Parku Potulickich podnoszą mieszkańcy Pruszkowa, obserwujący sposób wykonywania robót przy tzw. przepustozastawkach. Robotnicy na wiele tygodni odcięli dopływ wody do stawów. Efekt jest oczywisty: poziom wody z każdym dniem spada. Perspektywa zagłady wodnej fauny jest realna, bo pod skutej lodem taflą z każdym dniem ubywa przestrzeni do życia. Śmierć grozi nie tylko rybom, ale też zimującym w mule płazom i bezkręgowcom.

Czwartek, 15 stycznia, poranek – publikujemy artykuł „Katastrofa w Parku Potulickich. Za zgodą urzędu miasta w stawach zginęły ryby i płazy?”. Cytujemy członka Polskiego Związku Wędkarskiego (PZW): „W wodzie nie będzie życia. Ekosystem trzeba będzie odbudowywać od zera”.

Czwartek, 15 stycznia, popołudnie – w kolejnym materiale, tym razem na naszym facebookowym profilu „Jestem z Pruszkowa”, informujemy, że docierają do nas wiarygodne sygnały o ostrzeżeniach, mających pochodzić z urzędu miasta, formułowanych wobec naszych informatorów.

Także czwartek, 15 stycznia – zbiera się Komisja Ochrony Środowiska i Innowacyjności Rady Miasta Pruszkowa (relację publikujemy TUTAJ). To planowe posiedzenie; czystym przypadkiem odbywa się w dniu publikacji naszego artykułu. Mimo próby zablokowania wprowadzenia do porządku obrad punktu dotyczącego Parku Potulickich – m.in. przez przewodniczącą Marię Biernacką (Pruszków Obywatelski) – dyskusję udaje się przeprowadzić.

Uczestnicząca w obradach wiceprezydent Dorota Kossakowska określa publikacje portalu zpruszkowa.pl mianem hejtu i kilkakrotnie zapowiada wytoczenie redakcji procesu. Utrzymuje, że wszystkie prace w parku prowadzone są prawidłowo – na podstawie projektu i pod nadzorem inspektora. Stwierdza, że ani sobie, ani urzędnikom nie ma nic do zarzucenia.

W jednej ze swoich wypowiedzi winą za brak zdecydowanych działań na rzecz ochrony przyrody próbuje obarczyć Polski Związek Wędkarski, który jest dzierżawcą stawów. Ten wątek po kilku dniach okaże się niezwykle istotny.

Radni – szczególnie Katarzyna Włodarczyk – nie tylko proszą, ale wręcz zobowiązują wiceprezydent Kossakowską oraz kierowniczkę Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Pruszkowa Elżbietę Jakubczak-Garczyńską do systematycznego informowania radnych i mieszkańców o bieżącej sytuacji w parku oraz do przekazania danych z pomiarów grubości pokrywy lodowej na stawach.

Piątek, 16 stycznia – na kanałach informacyjnych miasta próżno szukać jakichkolwiek informacji o Parku Potulickich. „Wisi” jedynie oświadczenie władz miasta zarzucających redakcji zpruszkowa.pl publikowanie nieprawdziwych informacji.

Sobota i niedziela, 17 i 18 stycznia – milczenie miasta trwa. Wiceprezydentka i służby informacyjne jednak pracują, bo w sobotę ukazuje się komunikat o awarii wodociągu, wzbogacony o stwierdzenie: „Na miejscu obecna jest Zastępca Prezydenta Dorota Kossakowska, która osobiście monitoruje przebieg działań”.

Niedziela, 18 stycznia, wieczór – wysyłamy do wiceprezydent Kossakowskiej pytania. Prosimy o wyniki pomiarów grubości lodu i warstwy wody pod lodem na stawach (wykonanie takich pomiarów zapowiedziała na komisji naczelniczka Wydziału Ochrony Środowiska). Chcemy też wiedzieć, kto konkretnie dokonywał pomiarów. Pytamy, czy zostaną podjęte działania podtrzymujące życie fauny pod lodem (dolewanie wody, napowietrzanie itp.) – jeśli tak, kiedy, przez kogo oraz jaki podmiot będzie je finansował. I wreszcie: kiedy przywrócony zostanie dopływ wody doprowadzalnikiem do całego układu parkowego?

Poniedziałek, 19 stycznia – o Parku Potulickich na kanałach miasta nadal cisza, choć służby prasowe po weekendzie wróciły do pracy. Zamieściły m.in. zdjęcie uśmiechniętego prezydenta Piotra Bąka uruchamiającego blok gazowy w elektrowni, której właścicielem jest ORLEN Termika.

Poniedziałek, 19 stycznia, pod koniec godzin pracy urzędu – otrzymujemy odpowiedzi na nasze pytania. Pod pismem widnieje podpis wiceprezydent Doroty Kossakowskiej.

Dorota Kossakowska: PZW zobowiązane jest do utrzymywania właściwego poziomu wody w układzie wodnym

Wiceprezydentka pisze nam, że od maja 2021 roku, na mocy umowy z Zarządem Okręgu Mazowieckiego Polskiego Związku Wędkarskiego z siedzibą w Warszawie, Koło Wędkarskie nr 18 w Pruszkowie jest dzierżawcą stawów w Parku Potulickich „z przeznaczeniem do prowadzenia działalności rybacko-wędkarskiej”.

Dalej pada kluczowe stwierdzenie: „Dzierżawca jest zobowiązany do całorocznego utrzymywania właściwego poziomu lustra wody w układzie wodnym oraz eliminowania zagrożeń przyduchą w okresie zimowym. W przypadkach wystąpienia zjawiska śnięcia ryb dzierżawca jest zobowiązany we własnym zakresie i na własny koszt do ich usunięcia i utylizacji oraz uzupełnienia zarybiania”.

Zaraz potem Dorota Kossakowska przyznaje, że „prace związane z utrzymywaniem czystości akwenów wodnych, przepustozastawek oraz konserwacji doprowadzalników A i B pozostają po stronie gminy”.

„Tytułem czynszu dzierżawnego PZW zobowiązane jest do utrzymywania właściwego poziomu wody w układzie wodnym oraz wykonywania czynności zapobiegających występowaniu przyduchy w okresie zimowym, a w razie wystąpienia niekorzystnych dla ryb zjawisk – usuwania martwych ryb na własny koszt oraz wykonania uzupełniającego zarybiania” – pisze wiceprezydentka, nie podejmując nawet próby logicznego wyjaśnienia, dlaczego za skutki prac wykonywanych na zlecenie Urzędu Miasta Pruszkowa mieliby odpowiadać wędkarze z PZW.

Z pytaniami o grubość pokrywy lodowej oraz ilość wody pod lodem Kossakowska poleca zwrócić się do PZW – choć stoi to w sprzeczności z ustaleniami Komisji Ochrony Środowiska z poprzedniego tygodnia.

Na pytanie o termin przywrócenia dopływu wody do stawów odpowiada: „Przywrócenie ruchu wody w doprowadzalniku nie ma wpływu na konieczność podjęcia przez PZW działań w zakresie niedopuszczenia do ewentualnej przyduchy na stawach, ze względu na grubą, długo zalegającą – przy wysokich mrozach – pokrywę lodową. Nie znamy obecnie precyzyjnego terminu zakończenia robót w parkowej części doprowadzalnika, które umożliwią wpuszczenie wody do tej części doprowadzalnika, o czym został Pan poinformowany podczas Komisji Ochrony Środowiska i Innowacyjności. Niewykluczone, że może to nastąpić pod koniec stycznia”.

W odpowiedzi znajdujemy też ogólnie brzmiącą deklarację: „Urząd Miasta angażuje się i współpracuje przy wszelkich działaniach, jakie podejmuje PZW. Jesteśmy w stałym kontakcie z Prezesem Związku Wędkarskiego”.

Ile wody jest pod lodem?

W związku z milczeniem Urzędu Miasta Pruszkowa postanawiamy zdobyć niezbędne informacje o sytuacji w parku. Pochodzą z nieoficjalnych źródeł – od osób związanych ze środowiskiem pruszkowskich wędkarzy. Pomiarów dokonano w piątek 16 stycznia, wykonując odwierty w lodzie.

Na małych stawach (patrząc od strony torów WKD) lód ma grubość 16–18 cm, a warstwa wody pod lodem: 40–50 cm. Na największym stawie grubość lodu to 18–20 cm, a warstwa wody pod nim: 90–110 cm.

Co oznaczają te wyniki? Tak jak pisaliśmy w naszym pierwszym artykule, fauna w największym stawie ma szansę przetrwać zimę. To właśnie tam żyją ogromne karpie, ważące nawet kilkanaście kilogramów. Są wytrzymałe i potrafią przeżyć nawet w słabo natlenionej wodzie.

Znacznie gorzej wyglądają perspektywy fauny w mniejszych stawach. Tam tzw. zimowa przyducha zapewne się nasila. Prognozy pogody są niekorzystne – w najbliższych kilkunastu dniach nie ma szans na odwilż; przeciwnie, nocami zapowiadane są kilkunastostopniowe mrozy. Pokrywa lodowa będzie narastać. Do tego dochodzi kolejne zjawisko: przesiąkanie wody przez dno, opisane przez naukowców z SGGW w opracowaniu, na które urząd miasta chętnie – choć wybiórczo – się powołuje. Brak stałego zasilania sprawia, że warstwa wody z każdym dniem się zmniejsza, a szansa na przeżycie wodnych organizmów gwałtownie maleje.

Słowa członka PZW, którego cytowaliśmy w ubiegłotygodniowym materiale – że ratować nie będzie czego, a ekosystem będzie wymagał odbudowy od zera – zdają się właśnie materializować.

Czy władze Pruszkowa szukają dla siebie alibi?

Podsumujmy to, co wydarzyło się do tej pory: Urząd Miasta Pruszkowa zlecił prace hydrologiczne w Parku Potulickich, dopuścił do długotrwałego zamknięcia doprowadzalnika i realnego spadku poziomu wody w stawach. Gdy sprawa wzbudziła niepokój mieszkańców, zamiast wziąć na siebie ciężar wyjaśnień, zaczął rozkładać ręce i wskazywać winnych gdzie indziej.

Winowajcą w urzędowej narracji właśnie staje się Polski Związek Wędkarski – organizacja, która, jak warto przypominać do znudzenia, nie jest inwestorem, nie jest wykonawcą robót i nie podejmowała decyzji o odcięciu dopływu wody do stawów.

Oczywiście, w umowie z PZW można było zapisać, że dzierżawca ma „utrzymywać właściwy poziom wody” i „zapobiegać przydusze”. Tyle że żadna formułka nie zmieni praw fizyki ani logiki zdarzeń. Jeśli miasto godzi się odciąć wodę, a poziom w stawach zaczyna spadać, nie jest to problem, który da się rozwiązać urzędowym pismem. Nie wystarczy stwierdzić: „PZW jest zobowiązane” i uznać sprawę za zamkniętą.

Urząd miasta, reprezentowany w tej sprawie przez wiceprezydent Dorotę Kossakowską, nie odpowiada na zasadnicze pytania: jak dzierżawca miałby utrzymać poziom wody w zbiornikach? Skąd miałby tę wodę wziąć? Dowozić cysternami? I wreszcie – dlaczego ma ponosić konsekwencje decyzji, na które nie ma realnego wpływu?

Mieszkańcy Pruszkowa podnieśli alarm, bo zobaczyli, że stawom w Parku Potulickich grozi realne niebezpieczeństwo: pod lodem szybko kończy się przestrzeń do życia, a w środku mroźnej zimy każda doba ma znaczenie. Zareagowali, bo Park Potulickich jest wspólnym dobrem. Tymczasem z komunikatów i działań władz Pruszkowa wynika, że dla urzędu jest on raczej problemem, który należy przepchnąć na cudze biurko.

Trudno uciec od wrażenia, że budowana dziś narracja nie służy ochronie przyrody, lecz ochronie wizerunku. Dlatego warto pamiętać, że jeśli dojdzie do unicestwienia parkowej fauny, nie będzie to efekt „siły wyższej” ani mrozów, których rzekomo nie dało się przewidzieć. Będzie to wynik konkretnej sekwencji decyzji, zaniechań oraz komunikacyjnych uników.

Park Potulickich nie potrzebuje dziś kolejnych oświadczeń urzędu miasta. Potrzebuje odpowiedzialności – tej realnej, a nie przerzucanej na wędkarzy z PZW, którzy w tej historii mieliby stać się wygodnym alibi dla władz Pruszkowa. 

Wędkarze z Pruszkowa i nie tylko: nie pozwólcie sprowadzić się do roli kozła ofiarnego. Nie dawajcie się też zastraszać. Na szali leży teraz nie tylko przyszłość parkowej fauny, ale i Wasze dobre imię.

Artykuły, które również mogą Cię zainteresować: