Radni Pruszkowa łapali się za głowy czytając projekt studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Pruszkowa.

Jak to w urzędniczej nowomowie bywa, nazwa dokumentu jest potwornie długa i nudna. Czym jest owo studium? To ważny dokument, kreujący politykę przestrzenną całego miasta. Nie jest aktem prawa miejscowego, a więc nie zawiera przepisów powszechnie obowiązujących. Zawiera jednak wiążące wytyczne dla prezydenta przy sporządzaniu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Krótko mówiąc, jest dokumentem strategicznym.

Co pewien czas studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego trzeba aktualizować, bo zmieniają się wskaźniki. To normalny proces. Z tą aktualizacją w Pruszkowie był dotąd problem. Obecnie obowiązuje u nas studium z 2000 roku. A więc sprzed 20 lat! Jego wartość, jak można się domyślać, wynosi tyle, ile wartość papieru, na którym je wydrukowano. Co prawda w 2006 roku radni podjęli uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia nowego, ale dokument powstawał w ślimaczym tempie i został przyjęty… w 2018 roku. I nigdy nie wszedł w życie – wojewoda go uchylił, gdyż urząd miasta popełnił błędy proceduralne.

Sławomir Bukowski: “Obecnie obowiązuje u nas studium z 2000 roku. A więc sprzed 20 lat! Jego wartość, jak można się domyślać, wynosi tyle, ile wartość papieru, na którym je wydrukowano. Co prawda w 2006 roku radni podjęli uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia nowego, ale dokument powstawał w ślimaczym tempie i został przyjęty… w 2018 roku.”

Po zmianie władzy w Pruszkowie w urzędzie zapadła decyzja o przygotowaniu dokumentu opartego na aktualnych wskaźnikach. Projekt już jest, radni go dostali i… oniemieli. O ile jego struktura nie budzi zastrzeżeń (odzwierciedla ogólny standard), o tyle liczby, którymi jest nasycony, dalekie są od zgodności z rzeczywistością. Nie zgadza się wiele: od szacunków dotyczących odpadów komunalnych, przez liczbę stacji rowerów miejskich, liczbę szkół i przedszkoli, nazewnictwo miejskich instytucji (na przykład kilkakrotnie pada nazwa: Miejski Zarząd Obiektów Sportowych, którego już nie ma), po opis jakości komunikacji miejskiej (z dokumentu wynika, że ta komunikacja w Pruszkowie niemal nie istnieje).

Przez blisko trzy godziny radni Karol Chlebiński (SPP) i Piotr Bąk (KO) punkt po punkcie wytykali nieścisłości. Radny Chlebiński zaczepiał wiceprezydenta Konrada Sipierę, co ogólnie o nim sądzi. Wiceprezydent odpowiadał, że czeka na bardziej merytoryczne pytania. Krystyna Sławińska, naczelnik Wydziału Planowania Przestrzennego zapewniła, że studium przeczytało co najmniej dziesięć osób. – Czy może pani wymienić nazwiska choć pięciu z nich? – zapytał ją Piotr Bąk, ale odpowiedzi nie uzyskał. Sławińska powtarzała, że dane, które przekazywała autorom opracowania, otrzymywała z innych wydziałów i wierzy w ich prawidłowość, bo nie jest w stanie ich zweryfikować.

Posiedzenie komisji zakończyło się ustaleniem, że radni przygotują listę uwag i przekażą Wydziałowi Planowania Przestrzennego, a ten je przeanalizuje. A na Facebooku ruszyła dyskusja na temat tego, co stało się na komisji. Rozpoczął ją publicysta Paweł Michał, który nieoczekiwanie… skrytykował radnych, zarzucając im czepialstwo. To o tyle zaskakujące, że ukrywający się pod pseudonimem obserwator pruszkowskiej polityki zazwyczaj trzymał stronę radnych, szczególnie tych z SPP. Paweł Michał napisał między innymi: „Ogólnie to bardzo przykry spektakl. Radni nie rozumieją całkowicie istoty studium (…) Czepiają się o każdy szczegół. Według nich dla rozwoju przestrzennego miasta ma znaczenie czy jest 11 stacji roweru miejskiego czy 13. Albo ma znaczenie różnica jakiegoś współczynnika o 1,8% (podobno kluczowa dla miasta sprawa). Czepianie się szczegółów bez znaczenia. I oburzenie, że ktoś mówi prawdę, że to bez znaczenia”. I wreszcie zaatakował personalnie: „Radni nieprzygotowani. Radna Kossakowska (KO) prosi o wykazanie, jakie są różnice pomiędzy studium z 2018 roku a obecnym. A radni dostali wykaz w punktach, na czym te różnice polegają…. Radny Osiński (SPP) jak zwykle nie rozumie. Tłumaczy mu pani projektantka, tłumaczy mu pani naczelnik Sławińska, np. jak wylicza się liczbę mieszkańców. Radny nie rozumie, powinno się inaczej liczyć. Bo mówią ludzie, że mieszkańców jest X a nie Y. Witki opadają”.

Pawłowi Michałowi odpowiedział Tomasz Niedowiarek, kolejny obserwator pruszkowskiej polityki, który na forum dyskusyjnym ujawnił się dopiero niedawno. On również pisze pod pseudonimem, ale jego komentarze są zazwyczaj nie tylko bardzo wyważone, ale i przesycone wiedzą i zdradzają dobrą orientację w sprawach administracyjnych. „A moim zdaniem dokument nie jest przygotowany starannie. Jak można było przeoczyć np. budowę centrum? (chodzi o Centrum Dziedzictwa Kulturowego – przyp. aut.). Moim zdaniem zespół projektantów od dawna idzie na łatwiznę, a panie nigdy nie pozwolą sobie nic przetłumaczyć”. I dodał: „Jak dla mnie cały ten zespół projektantów jest do jak najszybszej wymiany”.

Radni na posiedzeniu analizowali dopiero pierwszą część projektu. W przyszłym tygodniu pochylą się nad drugą, konkretnie nad kierunkami zagospodarowania przestrzennego Pruszkowa. Niestety, całe opracowanie nie jest dostępne dla mieszkańców, kto jest zainteresowany przebiegiem prac planistycznych, musi opierać się na tym, co usłyszy od radnych. Dyplomatycznie skomentowała to na Facebooku pruszkowianka Małgorzata Kochańska: „Trudno dyskutować o dokumencie, który nie jest publicznie dostępny”. Szkoda, że przewodniczący komisji Karol Chlebiński nie zdecydował się opublikować go na portalu eSesja. Zadbał jedynie, by znalazła się tam odpowiedź na jego interpelację dotyczącą terminów procedowania nad projektem. Ja jednak wolałbym poczytać sobie samo studium.