W tej chwili w Pruszkowie funkcjonują 3 punkty szczepień na COVID-19: w przychodni „Zdrowie” przy ul. Drzymały, w przychodni „Mal-Med” przy Powstańców oraz w przyszpitalnej szpitalu na Wrzesinie. Kilka tygodni temu urząd miasta dostał od wojewody zalecenie przygotowania punktu niezależnego od systemu podstawowej opieki zdrowotnej. Ponieważ miasto nie posiada własnego zakładu leczniczego, prezydent nawiązał kontakt z dyrekcją szpitala tworkowskiego i wspólnie wytypowano Szkołę Podstawową nr 10 przy ul. Pływackiej na Gąsinie.

Lokalizacja wzbudziła protest radnych z klubów SPP i KO – dyskusja wybuchła zarówno w poniedziałek na posiedzeniu Komisji Gospodarki Komunalnej, jak i we wtorek na Komisji Prawa, Administracji i Bezpieczeństwa. Radny Karol Chlebiński (SPP) dopytywał, dlaczego nie wybrano gmachu Centrum Dziedzictwa Kulturowego albo Szkoły Podstawowej nr 3 przy al. Wojska Polskiego. Olgierd Lewan (SPP) argumentował, że wielu pruszkowiaków nie ma pojęcia, gdzie znajduje się „dziesiątka”, do tego leży ona na peryferiach, graniczy z polami i dociera tam jedynie autobus dowożący dzieci do szkoły (co nie do końca jest prawdą, bo szkołę otacza gęsta zabudowa, a dostać się w jej rejon można linią nr 4 z osiedla Staszica i spod WKD, a nr 3 z Bąków i Żbikowa).

Wiceprezydent Beata Czyżewska w poniedziałek, a prezydent Paweł Makuch we wtorek tłumaczyli, że SP 10 to duży, nowoczesny obiekt, dający możliwość odseparowania osób przychodzących na szczepienia od uczniów, nawet gdyby została przywrócona nauka stacjonarna (dla jednych i drugich przewidziano osobne wejścia). Do tego dysponuje parkingiem, w przeciwieństwie np. do SP 3, a dojechać samochodem można w kilkanaście minut z każdej części Pruszkowa. Koronny argument był zaś taki, że warunki lokalowe zostały zaakceptowane przez personel medyczny szpitala tworkowskiego – a to szpital odpowiada za organizację punktu, jego pracę i spełnienie wszystkich wymogów dotyczących bezpieczeństwa sanitarnego.

Trwająca dwa dni sprzeczka radnych z Pawłem Makuchem i Beatą Czyżewską nie zakończyła się żadnymi konkluzjami, co więcej, może się okazać, że… była bezprzedmiotowa, bo nie wiadomo, czy punkt szczepień w „dziesiątce” w ogóle zostanie uruchomiony. Starosta pruszkowski Krzysztof Rymuza na wtorkowej komisji opowiadał o ciągle zmieniających się koncepcjach narodowego programu szczepień i niespójnych zaleceniach płynących od wojewody. Na dodatkowe punkty szczepień, w tym ten w szkole, może ostatecznie nie być zgody! Z najnowszego pisma, jakie dostał od Pauliny Abramczyk, zastępcy dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w urzędzie wojewódzkim wynika bowiem, że należy w pierwszej kolejności skoordynować zwiększenie wydajności tych punktów szczepień populacyjnych, które już działają, zamiast tworzyć nowe.

Tymczasem starosta, niezależnie od starań prezydenta Pruszkowa, w porozumieniu z dyrekcją podległego mu szpitala na Wrzesinie, zdążył już – zgodnie z wcześniejszymi zaleceniami wojewody – przygotować pomieszczenia dla dodatkowego punktu szczepień w dawnej stacji pogotowia ratunkowego przy ul. Andrzeja. Punkt mógłby zacząć działać jeszcze przed majówką.

Z wypowiedzi starosty oraz prezydenta wyłania się z jednej strony obraz ogromnego chaosu decyzyjnego po stronie urzędu wojewódzkiego, ale z drugiej starań powiatu i miasta, żeby ciągle zmieniające się zalecenia realizować. – Nie mam zielonego pojęcia, czy szpital tworkowski dostanie zgodę na otwarcie punktu w Szkole Podstawowej nr 10, być może dostanie, ale na zupełnie inną lokalizację. A może nie dostanie jej wcale. Ale my, jako miasto, musimy tak działać, żebyśmy byli przygotowani na każdą ewentualność – mówił prezydent Paweł Makuch. – Informacje zmieniają się z tygodnia na tydzień – mówił starosta Krzysztof Rymuza.

Niezależnie od tego, czy punktów przybędzie, te już istniejące działają w takim zakresie, na jaki pozwala liczba szczepionek. Przy szpitalu na Wrzesinie szczepionych jest około 500 osób tygodniowo – mogłoby dwa razy więcej. Jak poinformowała Ewa Olszewska, zastępca dyrektora szpitala ds. pielęgniarek i położnych, 26 kwietnia drugą dawkę zaczną dostawać nauczyciele z Pruszkowa i okolic, jest ich około trzech tysięcy.

I jeszcze ciekawostka. Niektórzy pacjenci dowiedziawszy się na Wrzesinie, że mają zostać zaszczepieni preparatem AstraZeneca, rezygnują i wolą poczekać – choć nie wiadomo jak długo i czy w ogóle się doczekają – na szczepionki Moderny i Pfizera. To jeszcze bardziej dezorganizuje systemową walkę z pandemią.

Komentarz autora:

Poziom chaosu przy organizacji programu szczepień jest niewyobrażalny. Zarówno powiat pruszkowski, jak i miasto są w stanie szybko zorganizować dodatkowe punkty dla mieszkańców, ale wojewoda nie może się zdecydować, czy wyrazi na nie zgodę. Pruszkowiacy jeżdżą dziś szczepić się do innych miast. Ja tuż przed Wielkanocą na swoim internetowym koncie pacjenta nieoczekiwanie odkryłem skierowanie na szczepienie – choć się go nie spodziewałem – a system zaproponował mi wycieczkę do Radomia, Ostrołęki lub Siedlec. Po sześciokrotnym przelogowaniu strony wyskoczył mi Stadion Narodowy, nie czekając ani chwili tam się zapisałem i pierwszą dawkę już przyjąłem. Dlaczego nie mogłem zaszczepić się w Pruszkowie? Sam chciałbym znać odpowiedź na to pytanie.