Poniedziałkowe obrady Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska to był w zasadzie teatr jednego aktora. Jej przewodniczący wiele godzin krytykował zapisy projektu budżetu miasta na 2021 rok i skalę wydatków, tradycyjnie okraszając swoje wypowiedzi komentarzami przesyconymi ironią i kpiną. Ale dwie kwestie szczególnie przykuły jego uwagę. Pierwsza to pomysł przywrócenia „dech” w parku Sokoła, czyli budowy małego, lekkiego amfiteatru na występy przedszkolaków i uczniów szkół artystycznych. Drugą były plany budowy toalet miejskich. Radny obie kwestie połączył. Jak? O tym za chwilę.

Pomysł odtworzenia kultowych „dech” rzucił w lipcu wiceprezydent Konrad Sipiera. Zapytał na Facebooku mieszkańców, co o tym sądzą. „To było świetne miejsce i dużym błędem była jego likwidacja. Odbywały się tam wspaniałe wydarzenia kulturalne i występy. Warto przywrócić to miejsce” – napisała jedna z mieszkanek. Większość wpisów utrzymana była w podobnym tonie. Także niektórym radnym pomysł wydał się trafiony. „Jestem za, nie raz rozmawialiśmy o potańcówkach na dechach Panie Prezydencie. Zróbmy to” – napisała Ewa Białaszewska-Szmalec (PiS). „Jestem za” – dodała Małgorzata Widera (KO). „Dechy jak najbardziej powinny wrócić” – skwitował Marcel Piątkowski, mieszkaniec, z reguły krytycznie nastawiony do pomysłów wychodzących z urzędu miasta. „Fantastyczny pomysł, to miejsce musi wrócić do życia! Mój ojciec grał tam koncert rockowy!” – dodał Konstanty Chodkowski z portalu zpruszkowa.pl.

Zachęcony entuzjastycznym przyjęciem wiceprezydent Sipiera postanowił zapisać w przyszłorocznym budżecie Pruszkowa 1,5 mln zł na amfiteatr. O swoim pomyśle przypomniał mieszkańcom w listopadzie: „Pamiętają Państwo mój post z 28 lipca tego roku? Pisałem o możliwości odtworzenia pruszkowskich dech w parku Kościuszki. Pomysł spotkał się z bardzo dobrym odbiorem przez wielu Mieszkańców. Trochę czasu już minęło, wykorzystaliśmy go w pełni. Pracujemy nad koncepcją, którą już wkrótce będziemy konsultować z Mazowieckim Konserwatorem Zabytków”.

Wiceprezydent nie przewidział jednego: że na drodze stanie mu radny SPP Karol Chlebiński. Na poniedziałkowej komisji wymiana zdań wyglądała tak:

Karol Chlebiński: – Jestem zdecydowanym przeciwnikiem odtwarzania amfiteatru w parku Sokoła, ponieważ z historycznych opracowań jasno wynika, że amfiteatr, który panu prezydentowi przyszło do głowy zbudować, nie ma nic wspólnego z rysem historycznym tego miejsca. Ta część parku jest zabytkowa, czuwa nad nią konserwator. I nie widzę żadnego powodu, żeby to, co zostało w przeszłości zbudowane bez jakiegokolwiek pozwolenia, jak z mojej wiedzy wynika, teraz odtwarzać. To po co to było rozbierane, panie prezydencie? Pan teraz wpadł na pomysł, żeby to przywracać? Czy nie można wymyśleć czegoś bardziej oryginalnego niż ingerencja w zabytkową część parku? Ja nie bardzo rozumiem tych ciągot w kwestii dotyczącej niszczenia zabytku – mówił. Dalej ironizował, że to tak, jakby postawić namiot w warszawskich Łazienkach albo nowoczesny budynek przy zamku w Malborku. – Proszę się zastanowić. Nie powinno się takich rzeczy robić, skoro ten kwartał parku został już uporządkowany – stwierdził. I żeby sprowokować wiceprezydenta rzucił: – Rano się pan obudził, wpadło panu do głowy: ooo, tam był dechy, to teraz będą dechy. Ja tego nie rozumiem. Dla mnie to jest niepojęte. Jak konserwator się zgodzi, to dla mnie będzie paranoja. Półtora miliona wyrzucone w błoto.

Konrad Sipiera: – Pan przewodniczący, jak się denerwuje, to strasznie dużo porównań w swoich wypowiedziach wykorzystuje. Ja odpowiem bez zbędnych emocji. Pomysł będzie omawiany i opiniowany przez konserwatora zabytków. Nikt nie ma wątpliwości, że osoba na takim stanowisku ma wiedzę i kompetencje, żeby się na ten temat wypowiedzieć. My bardziej będziemy brali pod uwagę zdanie konserwatora, niż zdanie pana radnego. Rozmawiajmy, ale na argumenty.

Chlebiński: – Już panu zwracałem uwagę, że diagnoza mojego stanu emocjonalnego leży poza pana kompetencjami. Z panem nie bardzo się da rozmawiać na argumenty. Jak mam mówić? Jakbym miał usnąć? Przepraszam, ale to nie leży w moim charakterze,

Sipiera: – Chciałbym panu przewodniczącemu przypomnieć, że słuchają nas mieszkańcy.

Wątek dech na komisji powrócił jeszcze dwukrotnie. Najpierw podczas zażartej dyskusji wywołanej przez radnego Chlebińskiego, a dotyczącej… lokalizacji szaletów. Radnego zaskoczyło, że urząd miasta w projekcie przyszłorocznego budżetu na ten cel także zaplanował półtora miliona.

Wiceprezydent Konrad Sipiera: – W przyszłym roku chcemy zbudować przynajmniej dwie toalety na terenie miasta. Pierwszą w parku Mazowsze, który został właśnie doinwestowany w nowy plac zabaw. To miejsce w sezonie letnim jest mocno uczęszczane. Drugą w okolicach cmentarza pruszkowskiego. Wielokrotnie odbywały się rozmowy na ten temat, ksiądz dziekan takie wnioski składał.

Chlebiński: – Skąd takie koszty? Półtora miliona na postawienie toalet? I skąd takie pomysły na lokalizację?! Wniosek o toalety nie pojawia się po raz pierwszy, to wniosek wielu poprzednich kadencji, aby w głównych ciągach komunikacyjnych, głównie w centrum miasta, wybudować sieć, bądź kilka toalet, tak zwanych inteligentnych, takich jak w parku Sokoła. Dlatego ja nie wiem, czy to jest najszczęśliwsze rozwiązanie. Bo jedna toaleta będzie kosztowała 750 tysięcy złotych?

Radnemu ze stoickim spokojem odpowiedziała Elżbieta Korach, naczelnik Wydziału Realizacji Inwestycji: – Nie wiemy dziś, ile toaleta będzie kosztowała. To okaże się w przetargu. Chociaż wydaje się, że jest to tylko wucet, to w rzeczywistości jest to mały obiekt budowlany, wyposażony we wszystkie sieci, który podlega pozwoleniu na budowę i na użytkowanie, podlega inspekcji sanepidu i Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Musimy pamiętać o kosztach przyłączy. Toaleta w parku Sokoła kosztowała około 300 tysięcy złotych…

Chlebiński: – 287 tysięcy. Albo 278. Ja pamiętam, bo wypisywali wtedy w różnych mediach, że ten kibel miejski jest ze złota. A tu mamy półtora miliona na dwie ubikacje. Będą z platyny chyba.

Naczelnik Korach: – Proszę pamiętać, że w parku Sokoła mieliśmy wodę i kanalizację, nie musieliśmy instalować monitoringu ani oświetlenia. Mówiąc o parku Mazowsze, musimy brać pod uwagę dłuższe przyłącza i obawiamy, że dużą część wydatków będą stanowiły takie koszty. Myślimy o toalecie z dwiema kabinami, w parku Sokoła jest jedna. Mówiąc o kwotach, są one na razie szacunkowe, chodzi nam tylko o zabezpieczenie środków w budżecie.

Chlebiński: – Z całym szacunkiem, ale jakbym miał rozpatrywać lokalizację ubikacji miejskich, to pierwszą bym zlokalizował przy WKD, przy głównym ciągu komunikacyjnym, a drugą pomiędzy tą pierwszą a tą drugą. Na przykład na placu Jana Pawła II. Bo inaczej to równie dobrze możemy wybudować coś na ulicy Błońskiej albo Przejazdowej. Ciężko mi się odnieść do takich pomysłów. Naprawdę.

Korach: – Żeby postawić toaletę, musimy mieć własny teren.

Chlebiński: – No pani naczelnik… Proszę panią… Bardzo…

Korach: – Plac Jana Pawła II jest objęty ochroną konserwatora zabytków. Nie pozwolono nam nawet ścieżki tam wybudować.

Chlebiński: – No pani naczelnik, przecież dechy wam pozwolą wybudować w parku Sokoła. Na miłość boską.

Korach: – Toaleta w parku Sokoła stoi w pasie drogi, poza obszarem zabytkowym.

Chlebiński: – Ale ja mówię o tym, że w parku zabytkowym będziecie konsultować z konserwatorem zabytków budowę dech. To od razu można by też konsultować budowę na placu Jana Pawła II toalety miejskiej. Co na przeszkodzie stoi?

Korach z uśmiechem zażenowania: – Wydaje mi się, że to jednak dwie różne sprawy.

Chlebiński: – A mi jednak nie.

Dyskusję próbował zakończyć wiceprezydent Konrad Sipiera: – Temat urasta do nie wiadomo jakiej rangi. Dlaczego pan przewodniczący chce pozbawić takiej infrastruktury park Mazowsze? Jeśli pan uważa, to miejsce mało uczęszczane, to zachęcam pana, żeby przespacerować się w tamte rejony, przekona się pan, że ludzi jest tam naprawdę dużo. Również okolice cmentarza w centrum Pruszkowa to miejsca, gdzie jest bardzo dużo osób. Toaletę chcielibyśmy usytuować na pograniczu cmentarza i parku Żwirowisko. Możemy dyskutować o zasadności tych miejsc. Ale nie rozumiem, dlaczego pan przewodniczący z taką satysfakcją krytykuje te propozycje, każdą kolejną negując. Z ironią porównuje pan to do uzgadniania dech, kultowego miejsca w Pruszkowie.

Chlebiński: – Panie prezydencie, o czym pan mówi?! Jakąś demagogię pan uprawia! Według pana to jest kultowe miejsce, bo spędzał pan tam czas po szkole. No błagam pana. Dlaczego nie chcą państwo postawić toalet w środku miasta, tylko na obrzeżach?

Sipiera: – Uważa pan park Mazowsze i Żbików za obrzeża miasta…

Radna Dorota Kossakowska (KO): – Bo tak są traktowane.

Chlebiński: – Ja pytam wprost!

Próbę załagodzenia awantury podjęła wiceprezydent Beata Czyżewska: – Dyskusja nie jest łatwa w sytuacji, gdy w całym mieście mamy tylko jedną toaletę. Ale od czegoś trzeba zacząć. Co do lokalizacji w parku Mazowsze – to nasza reakcja na wnioski wielu mieszkańców, także pruszkowskich seniorów, którzy korzystając z tego parku mają problem z załatwieniem potrzeb fizjologicznych. Z parku w okresie letnim korzysta bardzo dużo mieszkańców. Tam funkcjonuje kąpielisko. No przykro mi, że pana nudzę panie przewodniczący…

Chlebinski: – Daleko idący i niczym nieuzasadniony wniosek. Niestety, w międzyczasie czytam korespondencję, jaką otrzymuję. Proszę nie nadinterpretować tego, co pani widzi. Proszę nie komentować.

Czyżewska: – W ciągu roku z kąpieliska korzystają też osoby morsujące, więc lokalizacja jest jak najbardziej zasadna.

Chlebinski: – Rozumiem, że seniorzy przebywający na placu Jana Pawła II nie mają problemów z załatwianiem swoich potrzeb fizjologicznych?

Czyżewska: – Wniosek rady seniorów wskazywał właśnie park Mazowsze.

Chlebiński: – Warto rozpatrzeć te lokalizacje, w których tojtoje są przewracane albo lądują w stawach. Mnie to, co mówicie, w ogóle nie przekonuje!

Dyskusja trwa. Gdy wiceprezydent Sipiera wspomina, że w przyszłości toaleta powinna stanąć także w rejonie placów zabaw w parku Sokoła, żeby dzieci miały gdzie się załatwiać i umyć ręce, Chlebiński reaguje ostro: – To jeszcze bardziej będziecie zabudowywać park Kościuszki?! Nie no, naprawdę! – rzuca. Potem peroruje, że prezydenci nie rozumieją tkanki miejskiej i że to go przeraża.

Trwającą jakieś pół godziny awanturę kończy radny Piotr Bąk (KO). Przytomnie zauważa, że projektując toalety należy wystrzegać się takich rozwiązań, jak w parku Sokoła, gdzie stoi „betonowy klocek”. Sugeruje stosowane powszechnie na Zachodzie lekkie, metalowe konstrukcje, wtapiające się w otoczenie.

Kiedy temat toalet wydaje się równie wyczerpany, jak mieszkańcy przysłuchujący się dyskusji, przewodniczący Chlebiński… powraca do amfiteatru w parku Sokoła. Składa wniosek, żeby zabrać pieniądze planowane na ten cel i przeznaczyć na wykup terenów przy parku Żwirowisku na osiedlu Bolesława Prusa. Tam, jego zdaniem, po „wyczyszczeniu drzewostanu” można by postawić amfiteatr. Radni opiniują jego wniosek pozytywnie. „Za” głosują: Piotr Bąk i Dorota Kossakowska (KO), Karol Chlebiński, Olgierd Lewan i Józef Osiński (SPP). Przeciw jest Jakub Kotelecki (niezrzeszony). Oczywiście, ostateczną decyzję w tej sprawie podejmą wszyscy radni na sesji budżetowej, ale jeśli kluby SPP i KO, jak w przypadku absolutorium, umówią się co do sposobu głosowania – a wszystko na to wskazuje – pomysł odtworzenia „dech” wyląduje w koszu na śmieci.

Komentarz autora:

Budowa amfiteatru w parku Sokoła to idealny temat do przedyskutowania w drodze profesjonalnych konsultacji społecznych – uchwałę dotyczącą takich konsultacji radni niedawno przyjęli. Pomysł rzucił Marcel Piątkowski, jeden z inicjatorów koncepcji sformalizowania procesu komunikacji pruszkowskich władz z mieszkańcami – i warto mu przyklasnąć. W poniedziałek radny Karol Chlebiński kilkakrotnie powtarzał, że wiceprezydent Sipiera nie skonsultował „dech” z mieszkańcami. Co prawda radny zapomniał, że tak samo o zdanie nie zapytała mieszkańców ekipa SPP likwidując „dechy”, ale wierzę, że mądrzejszy o doświadczenia z przeszłości poprze pomysł przesondowania opinii publicznej i przekona radnych ze swojego klubu, że mając do dyspozycji narzędzie w postaci konsultacji opłaca się z niego skorzystać. W końcu zdanie mieszkańców warto znać, a nawet dobrze byłoby się z nim liczyć.