Czy radna Eliza Kurzela powinna stracić mandat?

(141)

Jedna z najbardziej wyrazistych pruszkowskich radnych, skonfliktowana z prezydentem Pawłem Makuchem – choć przed rokiem razem działali w tym samym stowarzyszeniu – padła ofiarą wyrafinowanej intrygi.

Przypomnijmy. Na ostatniej sesji rady miasta wiceprzewodnicząca Eliza Kurzela wygłosiła długie oświadczenie, w którym poinformowała między innymi, że ktoś doniósł na nią do wojewody, że łamie prawo i powinna stracić mandat. Przepisy antykorupcyjne zabraniają radnym prowadzenia działalności gospodarczej na majątku gminy. Tymczasem Kurzela jest członkiem zarządu stowarzyszenia Wspólnie Pruszków Rozwijamy, a ono wynajmuje lokal od miasta, a także – co znalazło się w doniesieniu do wojewody – podobno ten lokal podnajmuje. Celowo piszę: podobno, bo stowarzyszenie wciąż nie odniosło się do tego zarzutu. Podnajem byłby argumentem za tym, że działalność gospodarcza ma miejsce.

Sprawa jest o tyle dziwna, że Wspólnie Pruszków Rozwijamy jest tzw. stowarzyszeniem zwykłym, a to oznacza, że działalności gospodarczej nie wolno mu prowadzić. Nawet we własnym regulaminie zawarło stosowny zapis. Czyżby więc samo złamało prawo? A autor doniesienia, chcąc uderzyć w radną, przy okazji doniósł też na stowarzyszenie?

Wyjaśnijmy jeszcze, dlaczego donos adresowany został do wojewody. Otóż wojewoda jest ustawowo umocowany do nadzoru nad samorządem gminnym, czy przestrzega on prawa. Sprawdza poprawność legislacyjną przyjmowanych uchwał. Ale także władny jest podjąć decyzję, jeśli któryś z radnych złamał prawo. Procedura jest taka: jeśli wojewoda doszedł do wniosku, że doszło do naruszenia przepisów antykorupcyjnych, wzywa radę miasta do podjęcia uchwały w sprawie wygaszenia radnego mandatu. Jeśli rada tego nie uczyni (a nie ma takiego obowiązku), wtedy wojewoda sam wygasza radnemu mandat w trybie tzw. zarządzenia zastępczego. Radnemu, jeśli się z nim nie zgadza, pozostaje tylko ewentualnie szukać sprawiedliwości w sądach administracyjnych.

W przypadku Elizy Kurzeli sytuacja jest niejednoznaczna. Stowarzyszenie, w którego zarządzie zasiadała (po otrzymaniu informacji od wojewody zrzekła się tej funkcji) działalności gospodarczej prowadzić nie może. A więc do naruszenia przepisów antykorupcyjnych przez radną nie doszło. Ale jeśli taką działalność stowarzyszenie bez wiedzy Elizy Kurzeli (radna twierdzi, że była odsunięta od bieżącej działalności stowarzyszenia i takiej wiedzy nie miała) podjęło? Czy następujące w tym momencie naruszenie prawa skutkujące wygaśnięciem jej mandatu?

Pytań jest wiele, na większość dziś nie znamy odpowiedzi. Pewne jest jedno: Eliza Kurzela padła ofiarą intrygi.

Pytań jest wiele, na większość dziś nie znamy odpowiedzi. Pewne jest jedno: Eliza Kurzela padła ofiarą intrygi. Komuś zależy, by straciła mandat, a w jej miejsce weszła kolejna osoba z listy komitetu wyborczego Wspólnie Pruszków Rozwijamy. Osoba, można przypuszczać, pozytywnie nastawiona do działań prezydenta Pawła Makucha (on też startował z tego komitetu). Eliza Kurzela do działań prezydenta nastawiona jest zaś bardzo krytycznie. Już rok temu w odczytanym na sesji rady miasta oświadczeniu odcięła się od niego, nie akceptując powołania na stanowisko wiceprezydenta Konrady Sipiery z PiS. Nazwała to upolitycznieniem władzy wykonawczej w Pruszkowie. Swój dystans regularnie manifestuje zadając publicznie prezydentowi trudne pytania na przykład o politykę kadrową w spółkach miejskich.

Eliza Kurzela jest wyrazistą, ale i kontrowersyjną postacią. Przed rokiem jako przedstawicielka „prezydenckiego” klubu radnych dała się wybrać na stanowisko wiceprzewodniczącej rady miasta, by zaraz potem odciąć się od swoich klubowych kolegów i prezydenta. Formułuje zarzuty o upolitycznieniu władzy wykonawczej, ale nie przeszkadza jej zasiadać obok wiceprzewodniczącego rady Piotra Bąka z Platformy Obywatelskiej. Na sierpniową sesję, podczas której mieszkańcy protestowali przeciwko wydaniu przez urząd miasta warunków zabudowy dla apartamentowca przy parku Potulickich, Kurzela zaprosiła bohaterkę Powstania Warszawskiego i poprosiła radnych, aby zrzekli się na jej rzecz swoich diet, tymczasem bohaterka okazała się aktywną uczestniczką pikiety (kilkoro radnych stwierdziło potem, że padli ofiarami manipulacji). Zdumienie na ostatniej sesji wzbudziły też słowa wiceprezydenta Konrada Sipiery, że rok temu Eliza Kurzela przyszła do niego negocjować dla siebie stanowisko wiceprezydenta Pruszkowa. Radna nie odniosła się do tych rewelacji.

Ja miałem mieszane uczucia, gdy Kurzela na sesji odczytywała prywatne SMS-y wysłane do niej przez radnego Jakuba Koteleckiego (on również startował w wyborach z komitetu WPR), w których namawiał ją do złożenia mandatu. Radna może i chciała pokazać się jako odporna na naciski, ale upublicznianie korespondencji, jeśli nie stoi za tym jakiś ważny interes publiczny, nie jest czynem ani etycznym, ani bohaterskim. Konieczność bycia odpornym na polityczną presję jest zresztą wpisana w mandat każdego szanującego się radnego.

Eliza Kurzela jawi się jako ostry gracz na lokalnej scenie. Może być solą w oku dla jej przeciwników. Ale czy bycie czyimś przeciwnikiem politycznym to wystarczający powód do eliminacji z życia publicznego?

Nie podzielam niektórych diagnoz Kurzeli, zwłaszcza tych mówiących o upolitycznieniu urzędu miasta. Jednak bardzo cenię ją za wyrazistość poglądów, za prezentowaną na sesjach dociekliwość, stawianie trudnych pytań, samodzielność w myśleniu i krytycyzm. Kurzela bardzo jasno świeci na tle radnych, którzy na sesje przychodzą tylko po to, aby wziąć udział w głosowaniach (są tacy, którzy głosu nie zabrali ani razu, nie licząc złożenia ślubowania). Jest dobrze przygotowana merytorycznie – to w obecnej kadencji, na tle innych radnych, też jest ogromnym atutem. Moją sympatię do niej tylko pogłębia fakt, że padła ofiarą donosu (jego autor jest nieznany). Dla brudnych zagrywek, znanych z Sejmu, ja nie widzę miejsca w samorządzie lokalnym, a już zwłaszcza w Pruszkowie.

Dlatego gdyby nawet przesłanki do wygaszenia mandatu okazały się mocne, uważam że Eliza Kurzela powinna w radzie pozostać. Przepisów prawa nie należy interpretować wyłącznie literalnie, ale także zgodnie z ich duchem. A ja zwyczajnie nie wierzę, że akurat ta radna mogłaby świadomie antykorupcyjne zapisy złamać. Bo i po co miałaby to zrobić?

Choć oficjalnie prezydent i pruszkowscy radni deklarują, że uprawianie polityki w Pruszkowie skończyło się rok temu wraz z ogłoszeniem wyników wyborów i że żadne decyzje dotyczące mieszkańców nie mają politycznej podbudowy, gdzieś na zapleczu wciąż toczy się brutalna gra. Szkoda, że autorowi paskudnego donosu na radną zapewne zabraknie odwagi, aby się do niego przyznać.

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Sławomir Bukowski

Rodowity pruszkowiak, dziennikarz prasowy, podróżnik. Pracował jako reporter miejski, redaktor, wydawca. Specjalizuje się w tematyce samorządowej. Interesuje się rozwiązaniami smart city, problematyką transportu i mobilności miejskiej. Prywatnie zwariowany podróżnik, jeździ tam gdzie dowiozą go tanie linie, uwielbia wędrówki z plecakiem od rana do nocy, lokalną kuchnię i wino.

PROFIL REDAKTORA