„Dzisiaj na ręce mojego kolegi i wiceprzewodniczącego rady miasta Piotra Bąka złożyłem rezygnację z członkostwa w klubie KO. Tym samym po ponad 3 latach rozstaje się z formacją, z którą pracowało mi się bardzo dobrze, tak samo zresztą jak – jako członkowi KO – z koalicjantem SPP, a także radnymi niezrzeszonymi (Eliza i Andrzej) – napisał we wtorek radny Edgar Czop (wymienieni z imion to Eliza Kurzela i jej ojciec Andrzej Kurzela, oboje niezrzeszeni, z tym że Andrzej w międzyczasie przystąpił do stowarzyszenia Za Pruszków! Arka Gębicza).

– Moja decyzja wynika z faktu, że mam inne priorytety niż klub KO w mieście jako radny, moje serce jest bardzo mocno po lewej stronie i nie odpowiadam w żaden sposób przed żadną instytucją, która „jest wyżej” – tłumaczy dalej Czop. – Nie ukrywam, że mam też pewien żal do moich kolegów i koleżanek o decyzję w sprawie zniszczenia kolejnego obszaru zieleni w naszym (i tak już zabetonowanym) mieście – sprawę łącznika można było inaczej rozegrać. I ostatecznie, nie chcę być kojarzony z żadną z anachronicznych partii, a mam przecież do tego prawo, prawda?

Bitwa o łącznik

Raptem dzień wcześniej w Pruszkowie doszło do solidnej awantury. Radni zebrali się na nadzwyczajnej sesji zwołanej na wniosek prezydenta Pawła Makucha. Urząd miasta nabałaganił przygotowując jedną z najbardziej kontrowersyjnych w tej kadencji uchwał – o przekazaniu powiatowi pruszkowskiemu 2,7 mln zł na budowę łącznika ulic Sienkiewicza i Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej, która będzie oznaczać wycinkę części drzew na skwerku przy PKP. W lutym radni, mimo gigantycznej presji ze strony stowarzyszenia Za Pruszków! i części mieszkańców, zgodzili się przekazać powiatowi pieniądze. Szybko się jednak okazało, że urząd miasta popełnił szkolny błąd – wydatek umieścił w niewłaściwej „szufladce” budżetu, co uniemożliwiło skarbniczce puszczenie przelewu na konto starostwa powiatowego. Dokument trzeba było poprawić – po prostu przełożyć pieniądze z jednej szufladki do drugiej – takiej, z której tego typu przelewy są dozwolone. Zrobić to można tylko w formie uchwały. Nadzwyczajna sesja, zwołana na poniedziałek 21 marca, właśnie temu była poświęcona.

Dla społeczników z Za Pruszków! sesja była ostatnią szansą na zablokowanie budowy łącznika. Arek Gębicz na forach internetowych rozgrzał atmosferę do czerwoności. Przegrał – radni uchwałę poprawili zgodnie z oczekiwaniami Pawła Makucha i Konrada Spiery. Głosowanie unaoczniło jednak, jak duże różnice zdań są wewnątrz tych samych klubów.

Czara goryczy się przelała

Największy rozrzut był w Koalicji Obywatelskiej. Piotr Bąk (przewodniczący klubu) zagłosował za łącznikiem, Edgar Czop i Małgorzata Widera – przeciw, Dorota Kossakowska się wstrzymała. Jeszcze przed głosowaniem Czop w ostrych słowach skrytykował planowaną inwestycję. Zaś niedługo po sesji, rozgoryczony, zamieścił na internetowym forum post, w którym napisał: „W wideo znajdziecie moje dość smutne podsumowanie LVI (54) nadzwyczajnej Sesji Rady Miasta Pruszkowa. Daczego smutne? Ponieważ pod piłę idzie 29 drzew, które zaleje beton w celu stworzenia nieprzeliczonego i nieusprawniającego infrastruktury w Pruszkowie łącznika ul. Sienkiewicza i Zimińskiej-Sygietyńskiej. Wyborna decyzja #Powiat Pruszkowski, przyszłe pokolenia będą wdzięczne za życie w zatrutym szarym mieście. Zastanawiam się jak to ubierzecie PR-owo”.

Pod postem Czopa rozpętała się taka kłótnia, że interweniowali moderatorzy. Niektóre obraźliwe komentarze pod adresem radnych usunięto. Wśród tych pozostawionych znajdujemy wpis samego Piotra Bąka: „Kolego #Edgar Czop. Dzisiejsze głosowanie było jedynie formalnością techniczną zapisania środków finansowych na docelowym paragrafie. Decyzja o przyznaniu dofinansowania budowy tzw. łącznika zapadła 24.02 podczas głosowań nad zmianami w WPF, budżecie i wyrażeniu zgody na przekazanie środków dla powiatu (pkt. 4, 5 i 7). Gdyby nie doszło do błędu w paragrafie, dziś ten temat nie byłby procedowany. Dlatego dociekałem, aby p. Skarbnik jasno określiła w jakiej jesteśmy sytuacji... A kto jak głosował 24.02 przy zmianach w WPF, budżecie i przyznaniu pomocy powiatowi pozostawiam ocenie mieszkańców”.

Taka publiczna wymiana zdań przez dwóch radnych tego samego klubu to w Pruszkowie ewenement.

Klub się chwieje

Odejście Edgara Czopa z klubu KO było przewidywane przez wiele osób. Jego mocno lewicowe poglądy dosłownie rozsadzały statyczne struktury, w których energii do działania z upływem kadencji jest coraz mniej. Sprawa Małgorzaty Widery, która w kierowanej przez siebie szkole pozatrudniała koleżanki z rady miasta, nadwątliła wizerunek ugrupowania tropiącego na ogólnopolskiej arenie kolesiostwo, ale mającego z tym problem we własnych szeregach „na dole”. Klub KO dziś jest cieniem tego sprzed trzech lat. Osamotniony Piotr Bąk powinien już zacząć budować nową armię na przyszłoroczne wybory, jeśli Platforma Obywatelska liczy na wynik przynajmniej taki, jak w wyborach w 2018.

Czop w klubie KO był nie tylko indywidualistą, ale i idealistą. Zdeklarowany weganin, ekolog, antyklerykał, nie boi się głosić w przestrzeni publicznej kontrowersyjne i radykalne hasła. Próba powstrzymania budowy łącznika była jedną z jego ideowych walk. Przegrana, tym bardziej bolesna, że nie wsparł go Bąk jako przewodniczący klubu, w zasadzie nie pozostawiła mu wyboru.

Odejście radnego to duże osłabienie dla resztek klubu KO, jednak ogromna szansa dla samego Edgara Czopa. Zaczyna pracę wyłącznie na swoje konto, choć już dziś należy do jednych z najbardziej rozpoznawalnych radnych Pruszkowa. W przyszłym roku jego nazwisko będzie dużym wzmocnieniem dla każdego komitetu wyborczego, który go pozyska (choć zapewne będzie to Lewica).

Buntownicy z wyboru

Czop nie jest jedynym buntownikiem w tej kadencji. Na samym początku zainteresowanie wzbudziła wolta Elizy Kurzeli, która odłączyła się od obozu Pawła Makucha i zasiliła szeregi antyprezydenckiej opozycji. Jednak jej aktywność w radzie miasta jest od tamtej pory skromna, Kurzela lubuje się w wojenkach mających na celu przede wszystkim zdyskredytowanie Makucha w oczach opinii publicznych, a jedną z najgłośniejszych akcji była jej próba przemianowania stypendium dla zdolnych uczniów, aby w nazwie nie było słowa „Prezydent”. W samorządzie nie o to raczej chodzi.

Najmłodszą „stażem” buntowniczką jest dziś Anna-Maria Szczepaniak (klub PiS) i to na nią od pewnego czasu zwrócone są oczy nie tylko innych radnych, ale i mieszkańców. Radna od kilku tygodni przejawia niezwykłą aktywność. Nie tylko stanęła na czele doraźnej komisji ds. jazu na Utracie i w stanowczych wystąpieniach domaga się od prezydenta Pawła Makucha podjęcia współpracy z komisją oraz zdecydowanych działań, żeby problem jazu rozwiązać, ale i głosuje niezgodnie z linią macierzystej partii. Jako jedyna z klubu PiS opowiedziała się (dwukrotnie!) przeciwko budowie łącznika forsowanej przez wiceprezydenta Konrada Sipierę. Taki wyłom w słynącej z żelaznej dyscypliny partii nie jest czymś zwyczajnym, świadczy o sile charakteru i wzbudza podziw wielu obserwatorów. Bunt Szczepaniak przeciwko jedynie słusznej wizji rozwoju miasta zasługuje na szacunek i stawia ją w jednym szeregu z Edgarem Czopem, choć głównie symbolicznie – ich światopogląd jest tak różny, że ciężko wyobrazić ich sobie nawet pijących razem kawę.

Rozbudzili nadzieje

Decyzje Anny-Marii Szczepaniak i Edgara Czopa mają znacznie szerszy wymiar, aniżeli prosty przekaz „nie mów mi co mam robić” adresowany do szefów lokalnych struktur partyjnych. Oboje właśnie pokazują bardziej doświadczonym koleżankom i kolegom prawdziwe znaczenie słowa: samorząd. W ich świecie pojęcia dyscypliny klubowej nie istnieją, każdy problem wymaga samodzielnej oceny, a polecenia „z góry” (jeśli w ogóle trzeba ją mieć) wypełnia się tylko, gdy nie są PR-owymi zagrywkami. Czy o obojgu można mówić jako o nadziei pruszkowskiego samorządu? Niewykluczone.