We wczorajszym artykule pt. „To już niemal pewne – ten skwerek przestanie istnieć” Konstanty Chodkowski przedstawił szereg silnych i przekonujących argumentów przeciwko inwestycji forsowanej zarówno przez powiat pruszkowski, jak i władze Pruszkowa. Zagrożone są pozostałości najstarszego założenia parkowego w Pruszkowie – parku Bersohna – nazywane dziś zwyczajowo skwerkiem przy PKP, z 38 drzew kolidujących z inwestycją tylko 9 nadaje się do przesadzenia, a 7 do adaptacji. Pozostałe zostaną wycięte. Nie ma symulacji ruchu uzasadniającej potrzebę budowy nowej drogi. Pruszkowscy radni, przegłosowując dotację dla powiatu na realizację inwestycji, nie kierowali się racjonalnymi argumentami, a już na pewno na sercu nie leżało im na sercu dobro pruszkowskie przyrody.

Zanim dokonamy ostatecznego osądu, poznajmy argumenty za łącznikiem. A tych jest naprawdę sporo.

1. Ulica Powstańców, korek w kierunku al. Wojska Polskiego w godzinach szczytu potrafi zaczynać się już na wysokości ulicy Chopina. Stoją samochody prywatne i dostawcze, stoją autobusy miejskie i linii 817 łapiąc opóźnienia. Skąd ten zator? Ano stąd, że to najprostszy wyjazd z osiedla Staszica. Korki z roku na rok będą dłuższe i spokojnie możemy sobie wyobrazić, że za 5–8 lat będą zaczynać się już przy Herbapolu. Wzdłuż ul. Staszica oraz na wielu działkach w rejonie ulic Stalowej, Ołówkowej trwają inwestycje deweloperskie. W nowych blokach (dla niepoznaki w folderach reklamowych nazywanych apartamentowcami) zamieszka kilka tysięcy osób. Jeśli nawet połowa rodzin będzie tam miała samochód (to raczej mocno optymistyczne założenie), wszystkie uliczki w tym rejonie Pruszkowa czeka armageddon. Ruch trzeba będzie jakoś wyprowadzić. Ulica Powstańców wraz z Kościuszki nie dadzą rady. Wyjściem jest nowy łącznik ulicy Sienkiewicza z ul. Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. W ten sposób połączenia z al. Wojska Polskiego będą trzy zamiast dwóch.

Można utyskiwać, że władze Pruszkowa z SPP, które rządziły miastem do 2018 roku, oddały Pruszków w ręce deweloperów (obecne inwestycje to efekt wydawanych w tamtych czasach zgód budowlanych oraz przyjętych rozwiązań planistycznych), ale dziś nie ma żadnych instrumentów prawnych pozwalających zatrzymać rozpoczęte i dopiero planowane budowy. Trzeba się z tym pogodzić i szukać sposobów wyjścia z sytuacji. W tym – usprawniać system drogowy miasta. Kontrowersyjny łącznik jest tego elementem.

Aktywista Arek Gębicz ze stowarzyszenia Za Pruszków!, zaciekły przeciwnik łącznika, sugeruje inne rozwiązanie: zbudowanie w rejonie Parzniewa wjazdu na tzw. Paszkowiankę, czyli przyszłą obwodnicę Pruszkowa, która wprowadzi ruch na autostradę A2. Zamiast stać w korkach w Pruszkowie kierowcy będą mogli (nadkładając nieco drogi) pojechać z naszego miasta do stolicy przez Parzniew. Pomysł ciekawy, ale problemu nie rozwiąże. Po pierwsze, nie wszyscy jadą wyłącznie do Warszawy, po drugie, węzły autostradowe w porannym szczycie też są zakorkowane. Pomysł Gębicza, owszem, wart jest realizacji, ale jako uzupełnienie dla łącznika, a nie jego alternatywa. To oczywiste: im więcej tras wyprowadzających ruch z Pruszkowa, tym lepiej.

2. Ulica Kościuszki od dworca PKP w kierunku al. Wojska Polskiego wygląda jak z PRL-owskich filmów i aż prosi się o remont. Ale nie o zalanie dziur świeżym asfaltem i wymianę tandetnej kostki na chodnikach, tylko o kompleksową przebudowę. To powinien – i może być – salon Pruszkowa: szerokie chodniki wyłożone płytami ze szlachetnych materiałów, zwężona jezdnia, wyniesione skrzyżowania spowalniające ruch, dużo zieleni (nie w donicach, a w gruncie) z automatycznym systemem podlewania i podziemnym zbiornikiem na deszczówkę, którą można do tego wykorzystać. To nie jest science-fiction, tylko opis powstającego właśnie projektu kompleksowej rewitalizacji ul. Kościuszki, który doczeka się realizacji pod warunkiem, że powstanie łącznik ulic Sienkiewicza i Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej.

Dlaczego łącznik ma tutaj znaczenie? Otóż pozwoli zabrać część ruchu z Kościuszki, dzięki czemu ta ulica będzie mogła być jednokierunkowa (jazda od dworca PKP w kierunku al. Wojska Polskiego). Alternatywa jest więc prosta: albo chcemy reprezentacyjny półdeptak od dworca PKP do parku Sokoła i budujemy łącznik, albo projekty salonu Pruszkowa i łącznika trafiają do szuflady, a na ulicę Kościuszki lejemy po prostu asfalt, żeby nie było dziur.

3. Po zbudowaniu łącznika powstanie nowe połączenie drogowe od al. Wojska Polskiego ulicami: Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej, Sienkiewicza, Przytorową (projektowana), Solidarności (przy CH Atut) do Parzniewa. To alternatywa dla jazdy al. Wojska Polskiego. Będzie wiecznie zakorkowana, jak wieszczą przeciwnicy? Niekoniecznie.

Dziś dojazd do Parzniewa w zasadzie jest jeden i wiedzie właśnie aleją Wojska Polskiego. Po wybudowaniu łącznika będą dwa, ruch rozłoży się równomiernie. Kierowcy zawsze wybierają trasy mniej zakorkowane, nie jest tak, że wszyscy jadą nagle jedną drogą (chyba że nie mają innego wyjścia).

Arek Gębicz uważa, że zamiast budować łącznik lepiej zainstalować inteligentny system sterowania ruchem na al. Wojska Polskiego, tzw. ITS (Intelligent Transport System), który upłynni przejazd przez miasto. Owszem, skróci, ale niespecjalnie upłynni, bo na każdym skrzyżowaniu część pojazdów skręca wstrzymując albo utrudniając przejazd. To prawda, że ITS bardzo by się naszemu miastu przydał, ale nie jest dla łącznika alternatywą – jedynie może być uzupełnieniem.

Na razie Gębicz złożył do Budżetu Obywatelskiego Mazowsza projekt zainstalowania na al. Wojska Polskiego tzw. zielonej fali. Chwała mu za to. „Teraz wszystko zależy od nas – możemy to wygrać w głosowaniu i już w przyszłym roku przejazd przez Pruszków zajmie 4 minuty” – napisał w mediach społecznościowych. W ten „czterominutowy przejazd” pewnie nawet on sam nie wierzy, ale jako chwyt marketingowy to z pewnością dobry slogan. Jako uzupełnienie dla łącznika pomysł „zielonej fali” wart jest realizacji.

***

Argumentów „za” i „przeciw” łącznikowi jest po równo, każdy z nas powinien położyć je na przeciwnych szalach wagi i sprawdzić, które przeważą. Każdy zapewne otrzyma inny wynik. Dla pruszkowskich decydentów (prezydenta i wice-, większości radnych miasta, starosty i większości radnych powiatu pruszkowskiego) szala przechyliła się na stronę „za łącznikiem”. Pieniądze są, przetarg na wykonawcę trwa, prace mają rozpocząć się jeszcze w tym roku.

Jak bardzo pruszkowiacy w sprawie budowy łącznika są podzieleni, świadczyć może nawet różnica zdań – na pograniczu wręcz ostrego konfliktu – w samej redakcji zpruszkowa.pl. Red. Konstanty Chodkowski uważa inwestycję za zbrodnię na historycznym kawałku miasta, jakim jest skwerek przy PKP, autor tego artykułu (który też żałuje każdego wyciętego drzewa), z bólem serca, ale jednak budowę łącznika popiera, ze świadomością, że po publikacji tego artykułu spotka się z szalonym atakiem członków stowarzyszenia Za Pruszków! i części mieszkańców. Cóż, taka karma.