Z potrzeby przecięcia wstęgi

Gmach CDK sfinansowano z kredytu - Pruszków nigdy nie był liderem ani nawet przeciętniakiem w pozyskiwaniu środków zewnętrznych na inwestycje (w tym zwłaszcza środków unijnych). “Titanica” przy ul. Bohaterów Warszawy widać wyraźnie nie tylko z Alej Jerozolimskich, ale i z rocznych sprawozdań z wykonania budżetu miasta. To właśnie tej inwestycji zawdzięczamy skokowy wzrost zadłużenia miasta z niespełna 60 mln złotych w 2017 roku do niemal 90 mln złotych na koniec 2018 roku.

Otwarcie budynku odbyło się pośpiechu, w czerwcu 2018 roku. Zaledwie kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi. 

Prasie i zebranej publiczności zaprezentowano niegotowy i niewyposażony budynek, okraszony przytłaczającą masą atrakcji powitalnych zorganizowanych – co tu dużo mówić – specjalnie na ten jeden dzień. Miejski Ośrodek Kultury “Kamyk” nadal funkcjonował w obskurnym budynku przy ul. Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej 5. Podobnie, do gmachu CDK nie zdążył przenieść się jeszcze Zespół Tańca Ludowego “Pruszkowiacy”. Ówczesne władze miasta same komunikowały, że nowe centrum będzie w pełni funkcjonalne dopiero od jesieni, (choć – jak dziś już wiadomo – nawet i ten termin okazał się zbyt optymistyczny).  

Michał Landowski i Jan Starzyński otwierają gmach CDK

[ Jan Starzyński i jego zastępca Michał Landowski podczas otwarcia gmachu CDK. Fot.: Kurier Południowy ]

Trudno więc nie ulec wrażeniu, że w otwarciu CDK nie chodziło o otwarcie czegokolwiek, lecz o przecięcie wstęgi w blasku fleszy. I o to, żeby wstęgę zdążyły przeciąć odpowiednie osoby. Wybory zbliżały się już wielkimi krokami, a odium chybionej inwestycji zaczynało powoli zaglądać do gabinetów magistratu na Kraszewskiego. Wszak jeszcze w marcu 2018 roku pruszkowską “trumnę” nominowano do anty-konkursu na “makabryłę roku”


[ Pobierz plan naprawczy CKiS sp. z o. o. klikając tutaj ]


To jest miś na skalę naszych możliwości

Otwarcie (które wcale nie było otwarciem) Centrum Dziedzictwa Kulturowego najwidoczniej nie zrobiło na mieszkańcach Pruszkowa takiego wrażenia, jak początkowo zakładano. Nie milkły głosy krytyki, a – jak się później okazało – “wyczyn” budowy gmachu za 80 mln na kredyt finalnie nie przełożył się na poprawę wyniku wyborczego Jana Starzyńskiego i Samorządowego Porozumienia Pruszkowa (stało się dokładnie odwrotnie). 

Konieczne okazało się uruchomienie kampanii – cytując klasyka – “otwierania oczu niedowiarkom” i wpierania wszystkim powątpiewającym, że bryła budynku, jego elewacja oraz wszechstronne możliwości to istny cud współczesnej myśli budowlanej, a źródłem wszelkiej krytyki są “polityczne interesy”, “obsesje” i rozmaite inne mentalne niedoskonałości krytykujących. 

W mediach, na forach internetowych oraz na posiedzeniach Rady Miasta działacze SPP zaczęli lansować tezę, że zarówno elewacja budynku jak i wystrój jego wnętrz nie są przypadkowe i cyt.: “nawiązują do unikatowego zagłębia metalurgicznego, które działało na tym obszarze (...) od II wieku p.n.e. do III wieku naszej ery”. Teza ta ma jednak jeden poważny mankament - nie podziela jej sam projektant elewacji budynku. 

Do biura projektowego Kontrapunkt dotarł działacz społeczny Arek Gębicz (Stowarzyszenie “Za Pruszków!”), który postuluje “oswojenie” grobowo czarnej elewacji gmachu CDK poprzez obsadzenie jej bluszczem (lub innymi pnączami). Gębicz napisał do architektów, ponieważ chciał poznać możliwości realizacji swojego pomysłu w przyszłości. “(...) wprowadzenie zieleni pnącej na ściany obiektu było moją pierwotną ideą architektoniczną i w tym właśnie celu na elewacji został zaprojektowany stalowy ruszt nośny imitujący kompozycję roślinną” – czytamy w piśmie architekta Aleksandra Mirka kierowanym w odpowiedzi na zapytanie społecznika. 

Spółka a pieniądze na vaciki

Na tym nie koniec. Architektura budowli bowiem – choć racjonalnemu obserwatorowi trudno opisać ją inaczej niż dramatyczna – nie jest nawet w połowie tak absurdalna, jak jego architektura finansowa. 

Konstanty Chodkowski: zgodnie z literą prawa, spółka ma jeden cel - zarabiać pieniądze i wykazywać zyski. Tymczasem rozwiązania budowlane zastosowane w gmachu CDK skutecznie to uniemożliwiają.

Do pary z realizacją wartej blisko 80 mln złotych inwestycji postanowiono zarejestrować spółkę z o. o. o nazwie Centrum Kultury i Sportu. W skład kapitału zakładowego, oprócz środków finansowych, weszły również nieruchomości: nowo wybudowany gmach CDK oraz stadion i hala Znicza Pruszków. Zgodnie z oficjalną wersją, rejestracja spółki być sposobem na optymalizację wydatków z budżetu miasta przy jednoczesnym zachowaniu prawa do odzyskania części podatku VAT z inwestycji.

Brzmi rozsądnie? Być może – jeśli tylko nie weźmiemy pod uwagę prostego faktu, że w inwestycji nie o sam zwrot VAT-u z budowy chodzi, lecz o dalsze, wieloletnie funkcjonowanie spółki. Ta zaś, zgodnie z literą prawa, ma jeden cel - zarabiać pieniądze i wykazywać zyski. Tymczasem rozwiązania budowlane zastosowane w gmachu skutecznie to uniemożliwiają. Gigantyczne halle, małe i ciasne pomieszczenia, niefunkcjonalny rozkład sal, do tego kilka pokojów hotelowych i nieużywane do dziś (choć słynne na cały Pruszków) sauny. 

Po zakończeniu budowy okazało się, że budynek nie nadaje się jednoznacznie ani na biura, ani na centrum rekonwalescencji, ani nawet na pełnoprawny, samodzielny i w pełni funkcjonalny, gminny dom kultury. Do dziś nie do końca wiadomo, czy podczas zamawiania projektu urzędnikom magistratu chodziło o “wszystko w jednym” czy może jednak o “wszystko jedno”. 

Słaby to start dla mającej przynosić zyski spółki, a przecież dość wspomnieć, że pruszkowski sport i kultura i tak od lat są deficytowe i utrzymują się tylko dzięki miejskim subwencjom, dotacjom i stypendiom.

Błąd księgowy, czyli spotkamy się w sądzie

Skoro mowa o subwencjach i dotacjach – na ogół nie ma z nimi problemu, gdy ośrodki kultury działają jako zakłady budżetowe lub gminne jednostki organizacyjne (tak, jak odbywa się to w przytłaczającej większości polskich gmin). Subwencjonowanie ośrodka kultury i sportu działającego jako spółka nie jest już tak proste, ponieważ zabrania tego prawo. Gmina może finansować taki podmiot jedynie poprzez podnoszenie kapitału zakładowego (co w przypadku Pruszkowa miało już miejsce i przybrało absurdalną formę i karykaturalne rozmiary) oraz przez wykupywanie od własnej spółki usług (i/lub towarów). 

To drugie rozwiązanie byłoby całkiem racjonalne, gdyby nie fakt, że potencjalne zyski generowane np. wynajmem sal na rzecz miasta nijak nie będą w stanie zredukować przytłaczających kosztów. Ponadto – ograniczyłoby to dostępność (i tak niewielkiej) powierzchni gmachu dla kultury i sportu czyli tego, do czego spółka została powołana. Nie wiadomo też w jakim dokładnie celu magistrat miałby chcieć wynajmować od własnej spółki sauny lub ścianę wspinaczkową.  

O pieniądze z miasta władze spółki walczą jak tylko się da. Jednym z punktów zaczepienia jest problem błędu księgowego popełnionego podczas jej rejestracji (pisaliśmy o tym wielokrotnie choćby tu, tu i tu). W skrócie – podana w dokumentach wartość kapitału zakładowego różni się od jej faktycznej wartości o - bagatela – około 5,6 mln złotych. Jeśli miasto wyrównałoby tę różnicę na korzyść spółki, ta (przynajmniej przez jakiś czas) mogłaby się cieszyć dodatkowym zapasem gotówki. Na drodze do takiego rozstrzygnięcia stoi jednak większość w Radzie Miasta, która postuluje rozwiązanie dokładnie odwrotne, czyli dokonanie korekty w papierach spółki, aniżeli na jej koncie.

Spór między Prezydentem a Radą Miasta o tzw. “błąd księgowy” ciągnie się już trzeci rok i jak do tej pory nie przyniósł rozwiązania. Paweł Makuch dalej stawia na swoim, a Rada na swoim. 

Finalnie, jak donosi Jakub Dorosz-Kruczyński na zpruszkowa.pl: “władze spółki (CKiS sp. z o.o. – przyp. K.Ch.) zdecydowały się pozwać miasto o dopłatę różnicy w wysokości kapitału zakładowego”. Innymi słowy - zamiast przez naszych reprezentantów, spór zostanie najprawdopodobniej rozstrzygnięty przez sąd. Jeśli miasto i spółka nie zawrą dobrowolnego porozumienia, sprawa może zająć polskim sądom wiele długich lat.

"Wiem jak należy zarządzać takimi spółkami"

Podczas kampanii wyborczej 2018 roku Paweł Makuch (wtedy jeszcze jako kandydat na prezydenta Pruszkowa) krytykował kolejne przelewy środków “przyklepywane” przez radę miasta na rzecz spółki. Jak twierdził w jednym z wyborczych filmów – on sam wie jak prowadzić takie spółki i jak wyjść nimi na prostą. Ujawnione przez redakcję zpruszkowa.pl informacje na temat planu naprawczego CKiS sp. z. o. o. zdają się być ironiczną puentą tej deklaracji.

Odkąd Paweł Makuch wygrał wybory, karkołomna i wadliwa (bardzo łagodnie mówiąc) architektura finansowa spółki autorstwa jego poprzedników nie uległa zasadniczym zmianom. Do żadnej głębokiej reformy nie doszło. Miasto nadal dotuje kluby sportowe, Dom Kultury “Kamyk” i Zespół Tańca Ludowego “Pruszkowiacy”. Te nadal wynajmują od spółki miejskiej CKiS sale i obiekty po preferencyjnych stawkach (z planu naprawczego wynika, że wynoszą one około 50% cen komercyjnych). CKiS nadal wykazuje straty i regularnie zwraca się do miasta o pomoc.

Paweł Makuch albo świadomie wprowadził w błąd wyborców, albo nieświadomie zastawił na siebie pułapkę, czyniąc się zakładnikiem własnych, nieprzemyślanych obietnic wyborczych. Działając na niezmienionych zasadach nakreślonych przez jej twórców, spółka CKiS przynosi straty niemal od pierwszych miesięcy swojej działalności. Na dobrą sprawę do dziś nie wiadomo, czy nawet najlepiej wykwalifikowany manager światowej sławy podołałby spółce wykastrowanej z narzędzi do zarabiania kwot mogących pokryć przytłaczające koszty jej funkcjonowania. 

Do kultury i sportu zawsze trzeba będzie dopłacać – twierdził były wiceprezydent Pruszkowa Andrzej Kurzela podczas jedynej konfrontacji z obecnymi władzami Pruszkowa w tej kadencji, do której doszło podczas połączonego posiedzenia komisji miejskich 16 września 2019 roku. Dlaczego zatem zdecydował się na konstrukcję prawną, która wymusza na zarabianie i wykazywanie zysków? Tego już nie wyjaśnił. 

To faktycznie nasze "Dziedzictwo Kulturowe"

Jedynym trafionym elementem tej przerośniętej inwestycji zdaje się być jej nazwa: Centrum Dziedzictwa Kulturowego. Istotnie, jak w soczewce skupia ona w sobie całe pruszkowskie dziedzictwo kultury zarządzania miastem od czasu reformy samorządowej 1999 roku. Brak szacunku do publicznych pieniędzy, “niedasizm”, krótkowzroczność, bylejakość, przerost formy nad treścią, a wszystko to okraszone nieokiełznanymi ambicjami i niekontrolowanymi eksplozjami ego pruszkowskich polityków – mają szansę stać się drugim najważniejszym (i równie niechlubnym) znakiem rozpoznawczym naszego miasta. 

Magistrat zapowiada, że gwiazdą najbliższych Dni Pruszkowa będzie zespół Lady Pank. Osobiście nie mogę się doczekać. Nie ma drugiego takiego miasta w Polsce, w którym utwór "Zostawcie Titanica" może wybrzmieć tak dosadnie, jak w Pruszkowie. 

Upadek CKiS czyli ciszej nad tą "trumną" 🤫 Całą dobę główkowały pruszkowskie internetowe trollkonta nad ustaleniem...

Opublikowany przez Jestem z Pruszkowa Czwartek, 21 kwietnia 2022