“Obudowano mnie blokami. Moja działka jest teraz na dnie studni akustycznej” – skarży się Artur Cyronek, właściciel domu weselnego, ba i restauracji zlokalizowanych przy ul. Obrońców Pokoju w Pruszkowie – “Dla mieszkańców bloków, które powstały nad moją działką, moja działalność będzie uciążliwa. Czym to się skończy? Nie wiem, może się mylę, ale chyba nikt nie będzie tolerował tu głośnych imprez do rana”.

Od ponad roku cała Polska ogarnięta jest pandemią COVID-19. Rząd wprowadza kolejne obostrzenia, przez co większość lokali gastronomicznych musiała zredukować swoją działalność jedynie do serwowania dań na wynos. Ten okres kiedyś jednak się skończy, a właściciele barów i restauracji zapragną czym prędzej powrócić do normalności. Otworzą się sale weselne, ogródki piwne, wrócą huczne imprezy. Artur Cyronek obawia się jednak, że dla niego powrót nie będzie to taki prosty. Gdy zamykał swoje lokale, część nowego osiedla otaczającego jego działkę dopiero zaczynała się budować. Gdy powróci – będzie miał nad głową balkony nowopowstałych mieszkań. A na nich dziesiątki lokatorów niezadowolonych z hałasu pod ich nosami.

“Wszystko może się zdarzyć” – opowiada redakcji zpruszkowa.pl zmartwiony Cyronek – “obawiam się ciągłych wizyt policji, straży miejskiej i pism komitetów, które się na pewno powołają i będą walczyły, żebym zamykał biznes o godzinie 22” – wymienia.

“To nie jest zwykła budka z kebabem”

Cyronek prowadzi działalność gastronomiczną przy ul. Obrońców Pokoju od niemal dwudziestu lat. Rozpoczynał od sali bankietowej, w której organizował wesela i imprezy okolicznościowe. Dziś, na tej samej działce funkcjonuje również Browar “Otwarte Bramy” serwujący unikatowe, wytwarzane na miejscu piwo, oraz restauracja “Ucieranie Treści” – miejsce absolutnie kultowe na gastronomicznej mapie Pruszkowa.

“To nie jest zwykła budka z kebabem, ja nie mogę po prostu się stąd wynieść i stanąć w innym miejscu” – przedsiębiorca podkreśla na każdym kroku. I faktycznie – jego lokale są nielicznymi (jeśli nie jedynymi) w Pruszkowie, które są prowadzone na własnościowej działce usługowej. Cyronek nabył ją od Fabryki Ołówków “St. Majewski” w 2000 roku, po czym zainwestował w znajdujące się na niej nieruchomości niemal 2 miliony złotych. Po latach pracy budynkom udało się przywrócić dawny blask. Dziś lokal “Ucieranie treści” nie tylko serwuje mieszkańcom Pruszkowa wyśmienite jedzenie – jest też ostatnią żywą pamiątką po Fabryce Ołówków, która działała w tym miejscu przez blisko sto lat, stanowiąc centrum życia gospodarczego Pruszkowa.

Do dziś – z kilkoma wyjątkami – w całym mieście trudno o starsze i lepiej zakonserwowane budynki od tych, które pod swoje skrzydła wziął Artur Cyronek. Będąc ich właścicielem, prowadzi najdłużej (bo ponad 90 lat) działający obiekt gastronomiczny na całym Mazowszu.

“Wszystko zgodnie z prawem”

Budowa ostatnich bloków Grafitowego Osiedla III dobiega końca. Ściany blokowiska oddalone są od granicy działki Artura Cyronka o zaledwie kilka metrów. Wszechobecny w Pruszkowie chaos przestrzenny doprowadził do sytuacji, która zarówno przedsiębiorcę, jak i nowych mieszkańców osiedla skaże na ciągnący się latami, nierozwiązywalny konflikt.

Z jednej strony, zarówno “Ucieranie Treści”, “Otwarte Bramy” jak i dom bankietowy przy ul. Obrońców Pokoju mają pełne prawo funkcjonować dokładnie tak samo, jak miało to miejsce przed wybuchem pandemii. Wszystkie lokale znajdują się na działce usługowej, na której legalnie dopuszcza się organizację całonocnych imprez. Artur Cyronek posiada wszelkie wymagane prawem zezwolenia, w tym również koncesję na sprzedaż alkoholu.

Z drugiej strony – lokatorzy, których mieszkania zawisły nagle nad działką Cyronka, wprowadzili się do legalnie wybudowanych bloków i trudno będzie odmówić im prawa do przebywania we własnych mieszkaniach w ciszy i spokoju. I choć nadejście momentu, w którym wszyscy wymienieni zaczną sobie skakać do gardeł, jest tylko kwestią czasu, to faktycznym winnym powstania problemu nie będzie nikt z nich.

Będzie nim za to cichy bohater drugiego planu, czyli fatalna i nieprzemyślana gospodarka przestrzenna w Pruszkowie. Gospodarka, która nowych lokatorów sprowadza do Pruszkowa wprost nad ogród domu weselnego.

Miała być “Manufaktura”, a wyszło jak zwykle

Artur Cyronek od początku zdawał sobie sprawę z problemów, z którymi przyjdzie mu się zmierzyć w niedalekiej przyszłości. Zgodnie z urzędową dokumentacją, już od 2003 roku zabiegał o uwzględnienie charakteru swojej działalności w dopiero mających powstać miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Namawiał również ówczesne władze miasta do utworzenia na terenie pofabrycznym kulturalnego i rozrywkowego centrum Pruszkowa – czegoś na kształt słynnej Łódzkiej Manufaktury, lub Starej Papierni w Konstancinie.

“Sypialnie Warszawy są sypialniami dlatego, bo nie ma w nich żadnych rozrywek ani naprawdę zachęcających atrakcji. Kończy się dzień pracy, w bankach zamykają się ostatnie okienka, wszyscy wracają do domów i miasto umiera. Lokale otwierane na terenach osiedli są czynne maksymalnie do 22, może 23. Jeśli Pruszkowianie chcą się gdzieś zabawić – muszą jechać do Warszawy i tam też zostawiają pieniądze. Pruszków na tym traci, każdego dnia!” – przekonuje właściciel “Ucierania Treści”.

Jego zabiegi spełzły jednak na niczym. W 2012 roku dowiedział się (jak wskazuje – zupełne przez przypadek – przyp. K.Ch.), że Rada Miasta przygotowuje się do uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla obszaru, na którym znajdują się jego lokale. Okazało się wtedy, że władze Pruszkowa nie tylko nie zamierzają wcielić w życie idei “pruszkowskiej manufaktury”, ale i przygotowują plan, o którym trudno wyrazić się inaczej, jak “szyty pod deweloperkę”.

Gęsta zabudowa wielorodzinna, bloki z dużą liczbą niewielkich lokali oraz – wisienka na torcie – droga dojazdowa do mających powstać osiedli prowadząca… wprost przez działkę Cyronka. Dokładnie takie założenia zagospodarowania terenu wokół ulicy Obrońców Pokoju magistrat przedstawił mieszkańcom podczas pierwszego wyłożenia planu.

Przedsiębiorca interweniował wtedy w ostatnim możliwym momencie, wymagając na magistracie, by ten zrezygnował z pomysłu budowy drogi. Udało mu się również nakłonić lokalnych polityków do wprowadzenia do planu nowego przepisu, na mocy którego nowe osiedle powinno zostać wyposażone w ochronę akustyczną przed hałasem dobiegającym z jego działki usługowej. A przynajmniej tak się wydawało Arturowi Cyronkowi.

“Ochrona przed hałasem istniejącej zabudowy”

“Ochrona przed hałasem istniejącej zabudowy” – dokładnie tak, co do słowa, zgodnie z finalnie przyjętą wersją MPZP (miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – przyp. K.Ch.) brzmi wymóg stawiany deweloperowi budującemu osiedle na terenie byłej fabryki ołówków. Jego wprowadzenie wydawało się Cyronkowi optymalnym rozwiązaniem potencjalnych problemów, które zrodzi bezpośrednie sąsiedztwo działki usługowej z “mieszkaniówką”. Jakież było jego zdziwienie, gdy okazało się, że powstające osiedle żadnej ochrony akustycznej dla swoich lokatorów nie przewiduje.

Powód? Przepis został tak sformułowany, że można go rozumieć na dwa sposoby. Może chodzić tu – zgodnie z intencją Artura Cyronka – o osłonięcie nowopowstających bloków przed hałasem wydobywającym się z zabudowy, która istniała tu wcześniej (“ochrona przed hałasem istniejącej zabudowy“). Można jednak potraktować ten zapis na opak i stwierdzić, że chodzi w nim o ochronę istniejącej zabudowy przed hałasem dochodzącym z osiedla (“ochrona przed hałasem istniejącej zabudowy“). A skoro z osiedla żaden hałas nie dobiega, to i ochrona akustyczna przed nim będzie zbędna.

Dokładnie tą drugą wykładnią posłużyło się starostwo powiatowe wydając pozwolenie na budowę dla dewelopera. Dlaczego tak się stało? Tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że na takiej interpretacji przepisów zyskał deweloper, któremu lokalne władze oszczędziły wydatków. Nowych mieszkańców i Artura Cyronka zostawiły zaś z problemem, o którym nie wiadomo, czy istnieje z niego jakiekolwiek wyjście.

Temat będzie kontynuowany na łamach zpruszkowa.pl