Sławomir Bukowski: Lekcje w szkołach odbywają się w trybie zdalnym. Jak pani ocenia ich jakość?

Beata Czyżewska: Z dyskusji z dyrektorami szkół, jak i z opinii nauczycieli oraz rodziców, które do mnie docierają, wynika, że jakość lekcji znacznie się poprawiła w porównaniu z czasem pierwszej fali pandemii. Wynika to zapewne z tego, że wszyscy nie tyle oswoili się z nową sytuacją, co raczej nabrali wprawy w pracy w trybie zdalnym. Nauczyciele przez kilka ostatnich miesięcy korzystali ze szkoleń wzmacniających kompetencje związane z nauczaniem na odległość. Myślę, że ma to również związek z naszą inicjatywą, dzięki której nauczyciele pruszkowskich szkół są w trakcie szkolenia związanego z wykorzystaniem oprogramowania Microsoft Teams.

Czy Urząd Miasta Pruszkowa wyposażył nauczycieli oraz uczniów, którzy własnych komputerów nie mają, w odpowiedni sprzęt?

Z budżetu miasta wygospodarowaliśmy 100 tys. zł na zakup tabletów i laptopów oraz dwukrotnie z sukcesem występowaliśmy o dotacje z rządowego programu „Zdalna szkoła”, pozyskując w sumie 224 644 zł. Do szkół w Pruszkowie trafiło 61 laptopów i 286 tabletów. Ponieważ rządowy program dedykowany był jedynie szkołom, zabezpieczyliśmy też 315 tys. zł na zakup laptopów i sprzętu multimedialnego dla każdego z 79 oddziałów w przedszkolach. Dodatkowo, na koniec roku udało nam się wygospodarować 650 tys. zł. W podziale na placówki daje to po 30 tys. zł na szkołę i po 20 tys. na przedszkole. Do uruchomienia tych pieniędzy potrzebujemy jeszcze akceptacji radnych na sesji.

Z tych pieniędzy również będą kupowane tablety i laptopy?

Dyrektorzy otrzymali rekomendację, żeby wykorzystać środki na dalsze doposażanie bazy teleinformatycznej. Modernizacja sieci, wymiana zużytego i zakup dodatkowego sprzętu – te decyzje pozostają w gestii dyrektorów. Obecnie uczniowie, którzy nie mają odpowiednich warunków w domu, mogą zgodnie z przepisami przychodzić do szkół i korzystać z dostępnych zasobów do nauki zdalnej. Niektórzy nauczyciele również prowadzą lekcje online przebywając w szkole. Dlatego w placówkach musi być wystarczająca ilość sprzętu i niezawodny internet.

Dyrektorzy również sami ustalają zasady wypożyczania sprzętu przez uczniów?

Zasady wypożyczania i treść umów wypracowane zostały przez dyrektorów. Natomiast czas wypożyczenia zależy od indywidualnych potrzeb.

Były przypadki uszkodzenia sprzętu przez ucznia? Mam na myśli choćby wylanie zupy na komputer.

Dyrektorzy nie zgłaszali nam takich przypadków. Z tego co wiemy, sprzęt funkcjonuje. Jest nowy i ubezpieczony.

A jak wyglądały szkolenia nauczycieli z obsługi oprogramowania, zwłaszcza platformy Teams?

Wszystkie placówki oświatowe zostały zgłoszone do projektu szkoleniowego Edukompas Zdalna Szkoła, dzięki czemu zyskały dostęp do platformy, a uczniowie i nauczyciele dodatkowo do pakietu Microsoft Office. Nie zależało nam tylko na oprogramowaniu, ale na metodycznym przygotowaniu kadry pedagogicznej. Projekt realizowany jest przez Ośrodek Rozwoju Kompetencji Edukacyjnych. Obejmuje organ prowadzący, czyli urząd miasta, dyrektorów szkół oraz wszystkich 570 pruszkowskich nauczycieli. W jego trakcie dyrektorzy i nauczyciele poznają możliwości wykorzystania platformy Teams w zdalnej pracy. Projekt jest rozpisany na 6 tygodni i składa się z kilku komponentów. Na początku odbyły się spotkania zdalne z dyrektorami, a nauczyciele wypełnili ankiety, w których określili swój poziom cyfrowych kompetencji. Na podstawie wyników zostali podzieleni na trzy grupy zaawansowania. Szkolenia powinny zakończyć się do połowy stycznia. Potem przewidziana jest ewaluacja i spotkanie podsumowujące, na którym przedstawione zostaną wnioski i zalecenia dla dyrektorów szkół. Projekt zakończy się całościowym raportem i rekomendacjami dla urzędu miasta.

Czyli w październiku, gdy szkoły przeszły na zdalne nauczanie, nie wszyscy nauczyciele byli już przeszkoleni z obsługi platformy Teams?

W wielu placówkach nauczyciele korzystali już wtedy z różnych narzędzi do komunikacji zdalnej. Z własnej inicjatywy lub z inicjatywy dyrektorów i kierując się naszymi rekomendacjami brali udział w szkoleniach. Po spotkaniach z dyrektorami doszliśmy jednak do wniosku, że warto na poziomie miasta zrealizować projekt podnoszący kompetencje cyfrowe całego środowiska pedagogicznego, stąd decyzja o przystąpieniu do programu Ośrodka Rozwoju Kompetencji Edukacyjnych. Nie ukrywam, że wiążemy z nim duże nadzieje. Liczymy na to, że uda się w Pruszkowie stworzyć nauczycielskie grupy wsparcia, wymiany dobrych praktyk i doświadczeń. Już zawiązała się grupa nauczycieli, którzy będą wspomagać się w obszarze specjalnych potrzeb edukacyjnych i pomocy psychologiczno-pedagogicznej.

Wyobrażam sobie sytuację, że matematycy tworzą własną wirtualną grupę, angliści własną i tak dalej.

Chcemy zainspirować środowisko, żeby takie grupy zaczęły się tworzyć i żyły własnym życiem, żeby zaspokajały potrzeby i oczekiwania nauczycieli. Umiejętność korzystania z narzędzi do pracy zdalnej daje wiele możliwości: wirtualne spotkania, możliwość wymiany doświadczeń pod kątem stosowanych narzędzi, ale też metodyki zdalnego nauczania i kontaktów z uczniami i rodzicami. Przejście z tradycyjnego systemu nauczania na zdalny było ogromnym wyzwaniem, system oświaty nie był na to gotowy. Z mojej perspektywy, pruszkowscy nauczyciele wykonali bardzo ciężką pracę i włożyli ogrom czasu i wysiłku, żeby odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

W tej nowej rzeczywistości musieli odnaleźć się również uczniowie.

To prawda, rozmawiamy o sprzęcie, o metodyce nauczania, ale problem jest bardziej złożony. Szkoła w tradycyjnym modelu zabezpiecza potrzeby edukacyjne, wychowawcze i rozwojowe młodzieży. Od marca do dziś uczniowie w grupach rówieśniczych funkcjonowali tylko przez jeden miesiąc – wrzesień. Komunikacja za pomocą sprzętu i platform edukacyjnych nie zaspokoi ich potrzeb związanych z kontaktem z rówieśnikami i żywym kontaktem z nauczycielami oraz wychowawcą klasy. To chyba największe wyzwanie, ale nie jesteśmy w stanie mu sprostać. Dzieci odizolowane przez tak długi czas od grupy rówieśniczej będą miały problemy, żeby powrócić do normalnego trybu pracy w systemie klasowym i funkcjonowania w środowisku szkolnym. Problem ten dotyczy szczególnie najmłodszych.

Przejdźmy do potrzeb oświatowych Pruszkowa. W których szkołach jest dziś największy niedostatek miejsc? Które z nich wymagają rozbudowy w pierwszej kolejności, bo są za małe?

Na bieżąco monitorujemy dostępność miejsc. Wykorzystujemy tu między innymi wskaźnik zmianowości, obliczany jako stosunek liczby oddziałów do liczby sal lekcyjnych. Jeśli wynosi 1, to znaczy, że każda klasa ma swoją salę i nie ma zmianowości w planach lekcji. Gdyby wynosił 2, oznaczałoby, że w szkole jest dwa razy więcej oddziałów niż sal i uruchamiane są dwie pełne zmiany. W Pruszkowie wskaźnik waha się od 1 do 1,6, czyli nie jest jeszcze tak źle. Chociaż nie bez znaczenia jest szeroka oferta zajęć dodatkowych, nieuwzględnianych przy obliczaniu wskaźnika, na które też potrzeba sal.

W których szkołach wskaźnik jest najgorszy?

W SP 2 dochodzi do 1,6. To szkoła, która gromadzi ogromną społeczność uczniowską i mimo dużej bazy – bo wykorzystywany jest też budynek katechetyczny – wiele klas uczy się w systemie zmianowym. W SP 3 i SP 6 wskaźnik wynosi około 1,5, ale tak jak wspomniałam, zapotrzebowanie na sale w rzeczywistości jest dużo większe ze względu na zajęcia pozalekcyjne.

Analizując wskaźniki trzeba patrzeć na perspektywy rozwojowe dzielnic. O ile w rejonie SP 2, czyli na osiedlach Staszica i Bolesława Prusa, nowego budownictwa w zasadzie już nie ma, podobnie w przypadku SP 3 w centrum Pruszkowa, o tyle SP 6 jest najbardziej narażona na wzrost wskaźnika, a więc liczby dzieci, z uwagi na presję deweloperską w rejonie ulicy Lipowej.

Nie jesteśmy w stanie dokładnie obliczyć przyrostu liczby mieszkańców z dziećmi w wieku szkolnym, ale prognozy są takie, jak pan powiedział. Stąd pomysł rozbudowy SP 3 przy alei Wojska Polskiego.

Dlaczego nie SP 6?

Nie ma takiej możliwości. W poprzednich kadencjach podjęto decyzję o rezygnacji z zakupu terenu sąsiadującego ze szkołą. Dziś stoi tam budynek wielorodzinny. A w przypadku SP 3 perspektywy są bardzo dobre. Modernizacja pozwoli zabezpieczyć potrzeby mieszkańców środkowej części Pruszkowa. Po korekcie tzw. obwodów szkolnych więcej dzieci przypisanych zostanie do tej placówki.

Dlaczego miasto nie chce zbudować nowej szkoły na skomunalizowanej działce na w rejonie ulicy Lipowej? Mogłaby ona przyjąć dzieci z nowych osiedli.

Analizowaliśmy różne rozwiązania. Porównywaliśmy korzyści płynące z uruchomienia nowej szkoły, jak i powiększenia już istniejących placówek. Pod uwagę braliśmy budowę obiektu oświatowego przy Lipowej, funkcjonującego jako filia SP 6 na takich zasadach, że starsze klasy zostałyby w dotychczasowym budynku, a młodsze miały lekcje w nowej lokalizacji. Nie rozwiązywało to jednak problemów w szerszej skali. Oprócz aspektów organizacyjnych, pod uwagę braliśmy też budżetowe. I chociaż przy planowaniu rozwoju oświaty finanse nie są podstawowym kryterium podejmowania decyzji, nie można ich pomijać. Rozbudowa istniejącej szkoły zdecydowanie mniej przekłada się na finanse niż budowa nowego obiektu, który nie tylko trzeba fizycznie wybudować, ale też potem utrzymać.

Czyli do trójki, po rozbudowie, zostaliby przypisani mieszkańcy osiedli przy Lipowej? Dystans, jaki mieliby do pokonywania uczniowie, byłby spory.

Wystarczy skorygować rejonizację tak, żeby przyszli mieszkańcy Lipowej znaleźli się w obwodzie najbliższej szkoły, czyli SP 6, a część obecnych mieszkańców z obwodu szóstki zostałaby przypisana do trójki. Uzyskane odległości pomiędzy miejscem zamieszkania a szkołą nie będą duże.

Wśród radnych pojawiły się krytyczne glosy, szef klubu SPP Karol Chlebiński o rozbudowie SP 3 wypowiadał się bardzo negatywnie.

Zapewniam, że strategiczne decyzje dotyczące rozbudowy bazy oświatowej poprzedzane są gruntowną analizą potrzeb i możliwości. Wydziały urzędu miasta współpracują ze sobą w tym obszarze. Owszem, można się z naszymi decyzjami nie zgadzać, można mieć inne pomysły i priorytety i próbować je forsować, ale miasto żyje, rozrasta się i my na te zmiany musimy reagować. Szkoła Podstawowa 3 ma potencjał, aby dzięki rozbudowie stać się większa, bardziej nowoczesna i dostosowana do dzisiejszych potrzeb.

Jak duża przebudowa jest możliwa?

Bardzo nam zależy, żeby trójka zyskała nowe oblicze, żeby obiekt, który ma swoje lata, został unowocześniony i wyposażony w rozwiązania architektoniczne, które pozwolą uzyskać pełny dostęp do niego dla osób z niepełnosprawnościami, a także poprawią warunki uczniów. Powstanie 12 nowych sal lekcyjnych, 4 pokoje pracy indywidualnej, nowoczesne szatnie na parterze, nowoczesna biblioteka, czytelnia oraz świetlica. Zmodernizowane zostanie zaplecze kuchenne oraz stołówka – pomieszczenia będą powiększone i dostosowane do większej liczby uczniów. W nowym obiekcie przewidziany jest nowoczesny pokój nauczycielski z zapleczem kuchennym i sanitarnym. Na parterze powstanie reprezentacyjne wejście z dużym otwartym holem, wyposażonym w windę oraz portiernię. O szczegółach zapewne będzie informował wiceprezydent Konrad Sipiera. Dodam tylko, że analizowana jest również możliwość zwiększenia liczby miejsc parkingowych przy szkole.

Są w projekcie przyszłorocznego budżetu Pruszkowa pieniądze na tę inwestycję?

Tylko na część. Najpierw musimy skompletować dokumentację. Prace mogłyby ruszyć w drugiej połowie przyszłego roku.

A co ze szkołą na Bąkach? Do użytku została oddana raptem dwa lata temu, ale rodzice uczniów i nauczyciele skarżą się, że to bubel. Wychodzi mnóstwo mankamentów, na ścianach pojawia się grzyb, bieżnia faluje.

Rzeczywiście, pojawiają się usterki, które dyrekcja zgłasza do Wydziału Realizacji Inwestycji. Wydział jest w stałym kontakcie z wykonawcą robót, od którego egzekwowane jest usuwanie usterek zgodnie z postanowieniami umowy

Jaki jest wskaźnik zmianowości w tej szkole?

Około 1,5.

Czyli już dwa lata po wybudowaniu robi się za mała?

Dziś jeszcze wystarcza, jednak Bąki to dzielnica z dużym potencjałem inwestycyjnym i w przyszłości trzeba będzie pomyśleć o zabezpieczeniu potrzeb nowych mieszkańców tej części miasta.

Na pierwszy ogień pójdzie rozbudowa SP 3, a potem szkoła na Bąkach?

Na razie konkrety mogę podać tylko w odniesieniu do trójki. Proszę pamiętać, że mamy też bogaty plan inwestycyjny dotyczący przedszkoli i żłobków, tutaj potrzeby też są ogromne.

Okey, poproszę o kilka informacji o przedszkolach.

W pierwszej kolejności planujemy budowę nowego Przedszkola Miejskiego nr 8 przy ul. 3 Maja. W miejsce 5-oddziałowej placówki, która dziś tam funkcjonuje, powstanie 10-oddziałowa, z nowoczesnym integracyjnym placem zabaw i boiskiem. W następnej kolejności przebudowane zostaną przedszkola: numer 9 przy ulicy Moniuszki – obecnie jest tam 5 oddziałów, a będzie 8 – oraz numer 11 przy ulicy Hubala – liczba oddziałów również wzrośnie z 5 do 8.

Podobno na czas przebudowy przedszkola przy Moniuszki dzieci mają zostać ulokowane w rozbudowanej placówce przy ul. 3 Maja? Radny Karol Chlebiński na jednej z komisji pytał podniesionym głosem, jak wyobrażacie sobie przerzucenie dzieci z centrum Pruszkowa na Żbików. Mówił, że rodzice nie zostali o tym poinformowani. Że to duża odległość, druga strona torów kolejowych.

Czasowa przeprowadzka nie obejmie tych dzieci, które dzisiaj uczęszczają do placówki przy Moniuszki. Pierwszym rocznikiem, którego to dotknie, będzie ten przyjmowany w przyszłorocznej rekrutacji. Rodzice o planach inwestycyjnych i naszych propozycjach rozwiązań będą informowani z dużym wyprzedzeniem.

Jednak z góry można przewidzieć protesty i niezadowolenie. Z perspektywy centrum Pruszkowa ulica 3 Maja to niemal drugi kraniec miasta.

Mamy do dyspozycji różne rozwiązania. W procesie rekrutacji do przedszkoli nie obowiązuje rejonizacja, rodzic ma możliwość wskazania innej placówki pierwszego wyboru. Możemy też czasowo wykupić większą pulę miejsc w niepublicznych przedszkolach, żeby jak najmniej dzieci z centrum Pruszkowa trafiło na Żbików. Jest jeszcze trzecie narzędzie, dedykowane rodzicom mającym problem z samodzielnym odprowadzaniem dziecka – możliwość zorganizowania przez miasto dowozu dzieci do przedszkola z profesjonalną opieką.

Przy okazji przebudowy przedszkoli powstaną w Pruszkowie nowe żłobki?

Nowy, 5-oddziałowy żłobek, zostanie wybudowany przy ulicy Mostowej na Żbikowie. Zależy nam, żeby obiekt był nowoczesny i spełniał możliwie najwyższe standardy ekologiczne, jako tzw. budynek pasywny.

Przy ulicy Moniuszki też pojawi się żłobek?

Nie, takich planów nie ma. Proszę pamiętać, że ustawodawca nie nakłada na samorządy obowiązku prowadzenia żłobków. Z drugiej strony, Pruszków jest jedną z nielicznych gmin w okolicy, która taką ofertę ma…

…ale oczekują tego mieszkańcy.

Tak, stąd nasza decyzja o żłobku na Żbikowie, bo wiemy, że oczekiwania w tym zakresie są bardzo duże.

Obawiam się, że po uruchomieniu nowej placówki popyt na miejsca w żłobkach nadal będzie przewyższał liczbę miejsc.

Miasto nie będzie w stanie zabezpieczyć miejsc dla wszystkich chętnych. Działamy zgodnie z naszymi możliwościami finansowymi i dostępnością gruntów miejskich, a tych jest już coraz mniej.

Porozmawiajmy na koniec o sytuacji politycznej w Pruszkowie. Wywodzi się pani ze środowiska SPP, jednak po przyjęciu oferty Pawła Makucha objęcia stanowiska wiceprezydenta, wiele osób kojarzonych z SPP zaczęło postrzegać panią jako przedstawicielkę obcego, wręcz wrogiego obozu. Na początku kadencji w mediach społecznościowych pojawiły się nawet komentarze mówiące o zdradzie. Jak je pani odebrała?

Każdy ma prawo do własnej interpretacji, jednak nie godzę się z określeniem „zdrada”. Moja współpraca z SPP polegała nie tylko na kandydowaniu do rady miasta z listy tego ugrupowania, ale przede wszystkim na działalności na rzecz mieszkańców. Byłam radną SPP w poprzedniej kadencji i tę pracę dziś kontynuuję – z innego poziomu, niemniej jednak nadal pracuję dla samorządu, dla mieszkańców, także dla tych, którzy oddali na mnie swoje głosy w ostatnich wyborach.

Obóz SPP zdystansował się wobec pani. Czuje pani żal?

Nie czuję żalu. Miałam świadomość, że nie uzyskam rekomendacji od klubu do pełnienia tej funkcji. Mimo to dziś nadal mam zaszczyt pracować dla Pruszkowa dzięki propozycji złożonej mi przez prezydenta Pawła Makucha. Przyjęłam ją i to nie była pochopna decyzja. Analizowałam ją długi czas. Rozmawiałam z wieloma osobami. I dzięki licznym głosom wsparcia znalazłam w sobie odwagę i siłę, żeby objąć stanowisko zastępcy prezydenta. Nie jestem politykiem, staram się patrzeć na Pruszków jako moje miejsce do życia. Tu się urodziłam, niemal całą karierę zawodową poświęciłam temu miastu, pracując w instytucjach działających na rzecz samorządu. Myślę, że moja skromna osoba wpisuje się w ogólne nastawienie SPP do współpracy z obecnymi władzami miasta. Czy ktoś z naszej trójki jest przez SPP postrzegany pozytywnie?

Klub SPP, choć w radzie miasta największy, bywa nazywany opozycyjnym. Jak pani ocenia pracę radnych swojego dawnego ugrupowania z perspektywy zastępcy prezydenta?

Od początku pracujemy w specyficznych warunkach, staram się patrzeć na radnych nie z punktu widzenia ich klubowej przynależności, a pod kątem zaangażowania w pracę na rzecz miasta. Zdarzają się sytuacje, że podejście radnych do pewnych tematów jest mocno…

Polityczne?

Strategiczne, to chyba lepsze określenie. Czy ja mogę się z tym nie zgadzać? Szanuję decyzje moich kolegów związane z tym, że mieli pomysł na innego kandydata na wiceprezydenta, który reprezentowałby to ugrupowanie. Stało się jednak inaczej. Dziś chyba wciąż jesteśmy na etapie poszukiwania możliwości współpracy, bo jest ona wpisana w specyfikę funkcjonowania samorządu. Traktuję tę sytuację jako wyzwanie, motywujące i mobilizujące do dalszej pracy.

Nie korciło panią, żeby spotkać się z kolegami z SPP w nieformalnej atmosferze, szczerze porozmawiać, ustalić pewne priorytety?

Jestem otwarta na kontakty ze wszystkimi radnymi. Aktywnie uczestniczę w formalnych spotkaniach na komisjach czy sesjach. Ale jeżeli chodzi o współpracę w ustalaniu priorytetów, uważam, że pierwszeństwo ma tu jednak pan prezydent.

Paweł Makuch nie dostał absolutorium i wotum zaufania. Decyzja radnych wyrażona wobec prezydenta automatycznie przekłada się na jego zastępców. Jak pani ją przyjęła?

Po nieudzieleniu wotum zaufania po raz pierwszy, w 2019 roku, dało się przewidzieć, że taka narracja będzie kontynuowana. Jednak brak absolutorium w tym roku bardzo mnie zdziwił. To ocena związana stricte z wykonaniem budżetu – prezydent nie usłyszał żadnych zarzutów z tym związanych. Patrząc przez pryzmat zawodu nauczyciela zastanawiam się, czy nie jest to jakaś przekorna forma motywacji?

Inwestycji oświatowych w Pruszkowie planowanych jest bardzo dużo. W większości spotykają się one z kontrą radnych SPP i KO. Nawet rozbudowa SP 3 czy przedszkola na Moniuszki. Czy jest sposób, żeby poziom emocji między panią, a klubami SPP i KO, zmniejszyć?

Poziom emocji chyba świadczy o zaangażowaniu. To, co powiem, może będzie kontrowersyjne, ale według mnie większość radnych przywykła do innego modelu zarządzania miastem. Został on wypracowany przez wiele lat, był stabilny, przez wielu mieszkańców oceniany wręcz jako statyczny i zbyt mało dynamiczny, jak na potrzeby rozwijającego się miasta. Pojawienie się nowego prezydenta z nowymi zastępcami skutkuje licznymi pomysłami, przyspieszeniem wydarzeń i procesów zachodzących w całej tkance miejskiej. Przekłada się na ilość tematów, z którymi musimy się wspólnie zmierzyć i skonfrontować. Wszyscy tkwimy w procesie zmian, a one opór mają wpisany w swoją specyfikę. Emocje pozostaną nierozłącznym elementem współpracy. Dobre zarządzanie nimi może przynieść pożytek, natomiast nie bez znaczenia pozostaje forma dyskusji.

Gdyby spotkała się pani teraz z szefem klubu SPP Karolem Chlebińskim i mogła zwrócić się do niego w szczerych słowach, co by mu pani powiedziała?

Chyba nic innego, o czym rozmawiamy w trakcie pracy na komisjach czy sesjach rady miasta.

Dyplomatycznie to pani ujęła. Proszę sobie wyobrazić, że zamiast mnie po drugiej stronie stołu siedzi radny Chlebiński. Zwraca się pani do niego słowami: Karol, słuchaj… Co padłoby dalej?

(długa cisza). Szanuję wszystkich radnych, sama wywodzę się z ich grona i wiem, że mają dobre intencje, jeśli chodzi o pracę dla mieszkańców. Pan radny Chlebiński ma duże doświadczenie z pracy w samorządzie. Życzyłabym mu, żeby to doświadczenie wykorzystał jak najbardziej merytorycznie w kontaktach i w dyskusjach z nami. Będę za to mocno trzymała kciuki.